Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

Mieszkanie Plus: ostateczne fiasko programu PiS. Absurd goni absurd

Akt elekcyjny pod budowę osiedla Mieszkanie Plus w Krakowie Akt elekcyjny pod budowę osiedla Mieszkanie Plus w Krakowie Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
PiS woli robić to, za co krytykował swoich poprzedników, czyli dopłaca do kredytów, zamiast wesprzeć lokatorów.

Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda ogłosił zamknięcie programu Mieszkanie Plus. Stwierdził, że przypadło mu sprzątanie po tym przedsięwzięciu, ale do odpowiedzialności za fiasko się nie poczuwa, bo nie był twórcą projektu. Przypomnijmy, że już w 2019 r. miało być 100 tys. mieszkań na wynajem w ramach sztandarowego programu PiS. Do tej liczby nie doszliśmy do dzisiaj – trudno nawet powiedzieć, ile lokali rzeczywiście powstało, bo Mieszkaniem Plus rząd już od dawna się nie chwali. Koniec programu zbiega się w czasie z katastrofą wizerunkową, bo część najemców narzeka na niską jakość wykonania budynków oraz niczym nieuzasadnione podwyżki czynszów.

Mieszkanie Plus na minus

Na czym ma polegać to sprzątanie po Mieszkaniu Plus? Według ministra Budy chodzi o jak najszybszy wykup lokali przez najemców, ponoć na bardzo preferencyjnych zasadach, które zostaną wkrótce przedstawione. To kompletny absurd, bo Mieszkanie Plus miało być oparte na atrakcyjnym najmie – część lokali miała pozostać w rękach państwa (z preferencyjnym czynszem), a inne zakładały tzw. dojście do własności, lecz w dłuższej perspektywie (w takich przypadkach stawka czynszu była nieco wyższa).

Teraz dowiadujemy się, że Mieszkanie Plus nie tylko nie spełniło założeń w zakresie liczby nowych lokali, ale nawet cała jego koncepcja zostanie wkrótce pogrzebana. Rząd chce jak najszybciej pozbyć się problemu – najemcy staną się właścicielami i niech sami zajmą się swoimi osiedlami.

Jakże to charakterystyczne dla całej polskiej polityki mieszkaniowej ostatnich lat – ani rząd, ani samorządy nie potrafią stworzyć żadnej sensownej alternatywy dla deweloperów. Polacy, zwłaszcza ci młodzi, stają przed mało przyjemnym wyborem: zaciągnięcie kredytu na wiele lat (do tego obarczonego ryzykiem wzrostu stóp procentowych) albo wynajmowanie po bardzo wysokich stawkach, bez żadnej ustawowej kontroli czynszów. PiS obiecywał najem na atrakcyjnych warunkach i teoretycznie powinien odnieść spektakularny sukces. Miał przecież pieniądze (np. poprzez Polski Fundusz Rozwoju czy Bank Gospodarstwa Krajowego), miał w teorii też grunty (poprzez zasoby wielu publicznych instytucji czy spółek kontrolowanych przez skarb państwa), sam mógł upraszczać procedury i nie przejmować się ograniczeniami, z jakimi zmagają się choćby deweloperzy.

Prywatny rynek się wzmocnił

Tymczasem to oni z tej rywalizacji wyszli zwycięstwo. Teraz rząd w wyjątkowo bezczelny sposób przypisuje sobie cudze zasługi i wskazuje, że ostatnie lata to wyjątkowo dużo oddawanych do użytku mieszkań i domów (ponad 240 tys. rocznie). Ale w osiągnięciu dobrych wyników PiS nie ma żadnego udziału. Ponad 98 proc. nowych mieszkań zawdzięczamy deweloperom i chociaż często słusznie ich krytykujemy za projekty nieestetyczne czy naruszające podstawowe zasady chroniące jakość przestrzeni publicznej, to bez nich rynek nieruchomości dotknęłaby kompletna zapaść.

Zamiast zaproponować im współpracę w ramach Mieszkania Plus (np. dostęp do gruntów w zamian za część mieszkań dla państwa, przeznaczonych na tani wynajem), rząd postanowił udowodnić, że sam sobie poradzi. Skończyło się wielką kompromitacją, która będzie miała poważne konsekwencje. Państwo bowiem wychodzi z tej klęski osłabione, zaś prywatny rynek wzmocniony. To niekoniecznie dobry scenariusz, bo jak pokazuje przykład krajów znacznie bogatszych od nas, zdrowy rynek nieruchomości potrzebuje dwóch mocnych graczy: publicznego i prywatnego, którzy ze sobą nie tyle konkurują, ile się uzupełniają.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną