Czarnek na gorącym dachu
Czarnek i jego OZE-sroze. Hipokryzja na dachu i pułapka węglowej bujdy PiS
„Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE-sroze dofinansowanych z dopłat. My mamy nasz miks węglowy. My mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel!” – mówił Przemysław Czarnek w swym wystąpieniu programowym po namaszczeniu go na przyszłego premiera, podczas konwencji PiS w Krakowie. Sala przyjęła to owacją na stojąco. To „OZE-sroze” szybko ujawniło niezwykły potencjał memiczny.
Polska bawiła się, gdy wkrótce wyszło na jaw, że Przemysław Czarnek prywatnie jest prosumentem, czyli producentem energii odnawialnej. Na dachu swojego domu w Natalinie na przedmieściach Lublina zamontował panele fotowoltaiczne. Zarzucono mu hipokryzję, więc musiał się tłumaczyć, dlaczego mówi jedno, a robi drugie. Choć sprawny retorycznie, plątał się, tłumacząc, że dzięki panelom wprawdzie płaci mniej za energię elektryczną, ale to i tak marny biznes. Więc kiedy tylko inwestycja się spłaci, „zdemontuje to świństwo”. Na razie zdemontować nie może, bo korzystał z dopłat, w tym także z unijnego dofinansowania, które lokalnym prosumentom oferowała gmina Jastków, więc pozbywając się „tego świństwa”, musiałby zwrócić otrzymane publiczne pieniądze.
Atom i wiatr
Informacja o panelach fotowoltaicznych na czarnkowym dachu nie zaskoczyła wyborców PiS. W końcu takie instalacje są już na 1,6 mln polskich domów i to głównie na wsiach i w małych miastach, czyli w matecznikach partii Jarosława Kaczyńskiego. Zaskoczeni okazali się za to sztabowcy PiS, którzy formatowali przekaz przyszłego premiera, nie wiedząc, że mają do czynienia z prosumentem.
– Jest polityczna decyzja, aby mówić o tym, co najbardziej denerwuje Polaków, czyli o cenach energii, które drenują kieszenie ludzi, ale Czarnek już na starcie zaliczył wpadkę – ubolewa polityk z kręgów Nowogrodzkiej.