Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Pali się lampka rezerwy

Nadciąga gigantyczny kryzys energetyczny, lampka rezerwy już się pali. Trumpa to nie obchodzi

Gazowiec LNG przy terminalu Gazowiec LNG przy terminalu Evgenii Bakhchev / Shutterstock
Świat balansuje na krawędzi największego w historii kryzysu energetycznego. Nikt nie wie, kiedy i jak to się skończy, ale wszyscy wiedzą, że rynek energii nie będzie już taki sam. Ale jaki będzie?
Gazoport w ŚwinoujściuCezary Aszkiełowicz/Agencja Wyborcza.pl Gazoport w Świnoujściu

W maju w południowokoreańskiej stoczni HD Hyundai Heavy Industries uroczyście zwodowano pierwszą polską pływającą jednostkę regazyfikacji i magazynowania (FSRU). Ten wielki pływający gazoport LNG, po przycumowaniu do budowanego nabrzeża w Zatoce Gdańskiej, będzie odbierał z przypływających statków skroplony gaz, magazynował go w swoich zbiornikach, regazyfikował, a następnie tłoczył do sieci Gaz-Systemu. W ciągu roku ponad 6 mld m sześc.

A to nie jest nasze ostatnie słowo. Trwają przymiarki do budowy kolejnego takiego giganta (blisko 300 m długości), a więc podwojenia zdolności Gdańska do importu gazu LNG. Jeśli do tego dodamy 8,3 mld m sześc. LNG przepływające przez świnoujski gazoport i plany dojścia tam do 10 mld m sześc., to Polska wyrasta na wielkiego importera gazu skroplonego.

Na krawędzi

Pytanie tylko: skąd go brać? Dziś światowy rynek LNG przeżywa sądne dni. Wszystko za sprawą amerykańsko-irańskiego konfliktu i blokady cieśniny Ormuz. W Zatoce Perskiej, w ogniu wojny, odcięci od rynków eksportowych znaleźli się dwaj kluczowi producenci – Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) – zapewniający światu ok. 20 proc. LNG. Wprawdzie ostatnio udaje się wymykać przez cieśninę pojedynczym gazowcom, ale to kropla w morzu potrzeb i hazardowa praktyka świadcząca o desperacji eksporterów i importerów gotowych na ryzyko utraty statków.

Gazu LNG nie da się transportować na dalsze odległości inaczej niż specjalnymi statkami, bo stan skroplenia wymaga temperatury ok. -160 st. C i kriogenicznych zbiorników. Nie można go tłoczyć rurociągami poza cieśninę Ormuz, tak jak się to dzieje z częścią ropy naftowej z Zatoki. Wymagałoby to budowy nowych instalacji skraplających i specjalistycznych portów w Zatoce Omańskiej albo na Morzu Czerwonym.

Polityka 24.2026 (3568) z dnia 09.06.2026; Rynek; s. 41
Oryginalny tytuł tekstu: "Pali się lampka rezerwy"
Reklama