Edukator Ekonomiczny

EDUKATOR EKONOMICZNY Od pożaru do pożaru

Dzielny strażak EBC

EBC jako pierwszy bank centralny odczytał zapowiedź kryzysu finansowego. Nikomu nie śniło się jeszcze bankructwo Lehman Brothers. EBC jako pierwszy bank centralny odczytał zapowiedź kryzysu finansowego. Nikomu nie śniło się jeszcze bankructwo Lehman Brothers. Marek Sobczak / Polityka
Z ostrożnego strażnika inflacji Europejski Bank Centralny zmienił się w śmiałego strażaka gaszącego pożary w całej strefie euro. Ale czy to wystarczy, by ocalić unię walutową?
Polityka
Polityka

***

Sprawdź swą wiedzę z ekonomii - zapraszamy do rozwiązania naszego quizu. W tej edycji sprawdzamy m.in. wiedzę o Europejskim Banku Centralnym, o kryzysie strefy Euro oraz o tym, jak banki sprawdzają swoich klientów  >>

***

Nigdy nie witało mnie tyle aparatów, tyle kamer” – cieszył się Jean-Claude Trichet w pierwszy czwartek października. 319 posiedzenie Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego (EBC) odbyło się gościnnie w Berlinie i było ostatnim, na którym stopy procentowe ustalono pod kierunkiem Tricheta. Jego ośmioletnia kadencja na czele EBC kończy się 31 października, ale na świętowanie nie ma czasu – kryzys zadłużeniowy w strefie euro gwałtownie się zaostrza, a Trichet gra pierwsze skrzypce przy jego zwalczaniu. To on od ponad roku pompuje na rynek miliardy euro, by nie dopuścić do wstrząsu na miarę Lehman Brothers w Europie i dać politykom czas do działania.

6 października Trichet ogłosił kolejną rundę działań ratunkowych, tym razem dla banków strefy euro. EBC pożyczy im na rok tyle pieniędzy, ile zażądają, wykupi też obligacje bankowe na kwotę 40 mld euro. Kolejny zastrzyk płynności ma pomóc europejskim instytucjom finansowym przetrwać nieuchronne bankructwo Grecji. Strach widać w statystykach: na swoich rachunkach w EBC banki komercyjne zdeponowały rekordową sumę 213 mld euro, co świadczy o tym, że boją się suszy kredytowej jak w 2008 r. Cokolwiek wydarzy się do końca października, nowy prezes EBC Mario Draghi przejmie zupełnie inny bank niż ten, którego stery obejmował Trichet osiem lat temu.

Pod okiem Niemców

Formalnie bankiem centralnym strefy euro jest tzw. Eurosystem, czyli 17 narodowych banków centralnych państw eurolandu oraz EBC w roli koordynatora. EBC jest głową Eurosystemu, ale sam niewiele znaczy: cały Eurosystem ma ponad 130 mld euro kapitału, tymczasem EBC zaledwie 10 mld i należy w całości do narodowych banków centralnych. To ich prezesi wraz z zarządem EBC (Rada Prezesów) ustalają wspólną politykę monetarną, oni trzymają rezerwy walutowe (656 mld euro) i biją monety euro, choć obie funkcje wykonują wedle zaleceń EBC. W gestii tego ostatniego leży druk banknotów euro i wykonywanie zadań banku centralnego dla całej strefy.

A te są cztery: realizacja polityki monetarnej, prowadzenie operacji walutowych, zarządzanie rezerwami i czuwanie nad sprawnym działaniem systemów płatniczych. W odróżnieniu od amerykańskiego FED, który musi dbać jednocześnie o silny pieniądz i pełne zatrudnienie, EBC ma tylko jeden cel: zapewnić stabilność cen. Taki był warunek przystąpienia Niemiec do unii walutowej: euro miało być równie silne jak marka, a wspólny bank centralny równie bezwzględny w zwalczaniu inflacji jak Bundesbank. EBC miał być jego wierną kopią, dlatego siedzibę umieszczono też w tym samym mieście, Frankfurcie nad Menem. Niemiec nie był jeszcze jego prezesem, ale zawsze pełnił funkcję głównego ekonomisty.

Na trawniku przed centralą EBC stoi wielki neon z błękitnym symbolem euro. Poza tym wieżowiec w centrum Frankfurtu nie wyróżnia się niczym szczególnym, jak na unijną instytucję wejście jest dyskretne, tylko kontrole bezpieczeństwa drobiazgowe. W EBC pracuje 1500 osób, pracownicy banku płacą unijne podatki, ale tylko członkowie zarządu są urzędnikami Unii Europejskiej i dysponują paszportami dyplomatycznymi. Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania mają w zarządzie stałe miejsca, dwa pozostałe przypadają rotacyjnie mniejszym krajom. W siedzibie EBC nie ma skarbca, mennicy ani drukarni banknotów, ale jest to najważniejsze: serwery, za pomocą których prowadzi się dziś politykę monetarną.

W każdy pierwszy czwartek miesiąca na 36 piętrze zbiera się Rada Prezesów, by podjąć decyzję o wysokości stóp procentowych. Tradycja nakazuje jednomyślność, w najgorszym razie konsens, a werdykt ogłasza prezes EBC, który po posiedzeniu udaje się na konferencję prasową jak ta w Berlinie. Inaczej niż FED, który pożądany poziom stóp procentowych osiąga poprzez zakup i sprzedaż obligacji skarbu USA, EBC realizuje politykę monetarną, zwiększając lub zmniejszając pożyczki dla banków komercyjnych. Ale tzw. operacje otwartego rynku nie służą tylko regulacji stóp procentowych – od trzech lat służą także stabilizacji strefy euro, choć EBC nie ma oficjalnie takiej misji.

Miliardy dla Grecji

W sierpniu 2008 r. EBC jako pierwszy bank centralny odczytał zapowiedź kryzysu finansowego. Nikomu nie śniło się jeszcze bankructwo Lehman Brothers, ale na rynku zaczynało już brakować kapitału, bowiem banki bały się pożyczać sobie nawzajem i tak jak dzisiaj gromadziły gotówkę na wypadek, gdyby same wpadły w tarapaty. EBC jeszcze przed FED zaoferował europejskim bankom nieograniczony dostęp do kapitału, by nie dopuścić do zamarcia rynku międzybankowego. Gdy Lehman w końcu upadł, EBC w takt z innymi bankami centralnymi obniżył stopy procentowe, by złagodzić wpływ suszy kredytowej na globalną gospodarkę. Ale to był dopiero początek.

Dwa lata później kłopoty dotarły do Europy w postaci kryzysu zadłużeniowego, a Trichet musiał zmierzyć się z własnym odpowiednikiem Lehmana, czyli bankrutującą Grecją. To on w maju ubiegłego roku ostrzegł unijnych przywódców, że na Atenach się nie skończy, i skłonił Angelę Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego, by – zamiast uchwalać pojedyncze pakiety ratunkowe – rozłożyli nad strefą euro parasol finansowy, który odstraszy spekulantów. Pamiętny szczyt w Brukseli skończył się powołaniem Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), ale sam EBC zrobił coś o wiele bardziej przełomowego: dzień po szczycie zaczął hurtowo skupować obligacje Grecji, Portugalii i Irlandii.

Dlaczego przełomowego? Bo według traktatów unijnych bankowi nie wolno pożyczać rządom strefy euro ani finansować ich długów. By ominąć ten przepis, bank skupował obligacje na rynku wtórnym, czyli nie od samych rządów, tylko od banków. Oficjalnie cel operacji był dwojaki: powstrzymać wzrost oprocentowania długu Irlandii i Portugalii, który groził niewypłacalnością tych krajów, i wsparcie tamtejszych banków, które miały kłopot ze zbyciem rodzimych obligacji. Ale był jeszcze cel trzeci: umożliwić francuskim i niemieckim bankom pozbycie się toksycznych papierów. To wyjaśnia, dlaczego EBC skupował greckie obligacje także po przyjęciu przez Ateny pakietu ratunkowego.

Bank wydał na te zakupy 80 mld euro, a Irlandia i Portugalia i tak musiały pójść po pomoc do EFSF. Obligacji samej tylko Grecji EBC nakupił za 45 mld euro, a kolejne 90 mld euro w greckich papierach przyjął jako zabezpieczenie pożyczek tamtejszych banków, ratując je w ten sposób przed utratą płynności. Greckie obligacje już wtedy miały status śmieciowy, więc EBC musiał zawiesić dla nich wymóg minimalnego ratingu BBB-. Bank w wielkim stylu włączył się w ratowanie peryferyjnych krajów strefy euro, ale decyzja w tej sprawie wywołała rozłam w EBC. W proteście przeciwko kupowaniu obligacji do dymisji podał się prezes Bundesbanku i murowany kandydat na następcę Tricheta Axel Weber.

Jesteśmy bez zarzutu

Niemcy mają za złe Francuzowi, że EBC wyszedł poza politykę monetarną, a swoimi „działaniami niestandardowymi” naraża strefę euro na wybuch inflacji. Zakupy obligacji i zastrzyki płynności wymagają tworzenia nowego pieniądza, a to prosta droga do spadku wartości wspólnej waluty, argumentują niemieccy ekonomiści. „Nasze świadectwo z zapewniania niskiej inflacji jest bez zarzutu! Bez zarzutu!” – grzmiał Trichet na wrześniowej konferencji prasowej, gdy niemiecki dziennikarz ośmielił się zapytać, czy EBC nie staje się tzw. złym bankiem do składowania toksycznych aktywów strefy euro. I rzeczywiście: w ciągu 12 lat istnienia euro średnia inflacja wynosiła 1,55 proc. rocznie.

Tym, co tak naprawdę niepokoi Niemców, jest porzucenie modelu Bundesbanku i upodobnienie się EBC do anglosaskich banków centralnych. To FED od 2008 r. przoduje w skupowaniu obligacji własnego rządu w nadziei, że nowy pieniądz nakręci koniunkturę, a inflacja pożre dług publiczny. Bank Anglii (BOE) w dzień konferencji Tricheta ogłosił, że skupi brytyjskie obligacje za kolejnych 75 mld funtów, by wesprzeć słabnące ożywienie. Ale EBC w odróżnieniu od FED i BOE sterylizuje swoje interwencje, czyli przyjmuje od banków depozyty na tę samą kwotę, którą uprzednio wytworzył, by kupić obligacje. Dzięki temu ilość pieniądza w obiegu pozostaje taka sama i nie ma ryzyka inflacji.

Trichet musiał skupować obligacje, bo rządom dotkniętym kryzysem groziła utrata płynności, a przywódcy eurolandu potrzebowali czasu na uchwalenie pakietów ratunkowych. Krytycy EBC mają mu za złe, że wkroczył w politykę fiskalną, ale strefa euro nie posiada ministerstwa ani funduszu, które mogłyby dokonać podobnej interwencji. Powołany w ubiegłym roku EFSF miał tylko wypłacać pakiety ratunkowe, więc w lipcu politycy postanowili go powiększyć i wyposażyć w nowe uprawnienia, w tym w prawo zakupu obligacji państw strefy euro, by ECB nie musiał tego już robić. Ale reforma EFSF utknęła w ratyfikacji w parlamentach narodowych i do dziś nie weszła w życie.

Tymczasem spekulanci już w sierpniu znów wzięli strefę euro na celownik, tym razem atakując Włochy i Hiszpanię. Trichetowi nie pozostało nic innego, jak ponownie uruchomić program zakupu obligacji: w ciągu miesiąca EBC dokupił włoskie i hiszpańskie papiery za kolejne 80 mld euro, a wszystko po to, by zbić ich oprocentowanie z 7 do 5 proc. Tym razem zażądał jednak czegoś w zamian: włoski dziennik „Corriere della Sera” ujawnił niedawno list Tricheta i Draghiego do Silvia Berlusconiego, w którym szefowie EBC wyliczają premierowi Włoch cięcia i reformy do uchwalenia w trybie pilnym. Znowu nie obyło się bez dymisji: tym razem złożył ją niemiecki członek zarządu EBC Jürgen Stark.

Strefa euro stoi na krawędzi, tymczasem we Frankfurcie pnie się w górę nowa siedziba EBC. Dwie wieże rosną w tempie jednego piętra na tydzień, w sumie pięter ma być ponad 40, wszyscy pracownicy banku trafią pod jeden dach, a oba wieżowce połączy zabytkowa hala targowa. Z perspektywy ostatnich zakupów EBC koszt nie wydaje się zbyt wygórowany: 850 mln euro. Decyzję o budowie podjęto przed kryzysem, budynek ma zostać oddany do użytku w połowie 2014 r., więc klucze odbierze już nowy prezes Mario Draghi, który zastąpi Tricheta od listopada. Włoch uchodzi za pogromcę inflacji, ale na początku ważniejszy będzie jego talent do zarządzania kryzysowego.

Trichetowi udało się uniknąć katastrofy na miarę Lehman Brothers, ale Draghi może nie mieć tyle szczęścia. Bankructwo Grecji jest już tylko kwestią czasu, ale nikt nie wie, jakie będą jego następstwa. W Europie nie mówi się o tym głośno, ale wszyscy boją się tego samego: zapaści europejskich banków i wciągnięcia Włoch w wir niewypłacalności. Nawet powiększony EFSF nie jest w stanie zaspokoić potrzeb pożyczkowych tak dużego kraju, więc przywódcy strefy euro radzą, jak znowu powiększyć fundusz bez pytania o zgodę każdej z 17 stolic. Mimo apeli Tricheta i Międzynarodowego Funduszu Walutowego rządy ociągają się też z dokapitalizowaniem banków.

Misję Draghiego komplikuje fakt, że dziedziczy głęboko podzielony EBC. Niemców udało się kilka razy przegłosować, ale Włoch musi zdobyć ich zaufanie, zanim zgodzą się na działania ratunkowe na wielką skalę. Nowy prezes będzie musiał scalić, ale też zreformować EBC, bo kryzys dowiódł, że antyinflacyjny mandat banku jest zbyt wąski. Strefę euro ocalić mogą tylko jej przywódcy, pokazując, że dla ratowania wspólnej waluty są gotowi poświęcić narodową politykę fiskalną. Trichet został wyśmiany, gdy w czerwcu wezwał do utworzenia unijnego ministerstwa finansów, ale jeśli Draghi ma za trzy lata wciąż być prezesem EBC, taka instytucja będzie musiała powstać. I to szybko.

„Gospodarka – głupcze!” – ten slogan prezydenta Clintona zrobił zawrotną karierę. Kryzys gospodarczy ujawnił, że głupcami bywali nawet wybitni eksperci. Tym większe kłopoty możemy mieć my, zwykli obywatele, którzy gospodarki rynkowej uczyliśmy się nie w szkołach, ale w życiu. Dlatego POLITYKA postanowiła bardziej systematycznie pomagać czytelnikom w zrozumieniu zachodzących w świecie gospodarczych zmian i zjawisk. To się naprawdę może przydać. Oddajemy państwu do rąk kolejny numer cyklicznego „Edukatora Ekonomicznego”, powstałego przy współpracy z NBP.

***

Sprawdź swą wiedzę z ekonomii - zapraszamy do rozwiązania naszego quizu. W tej edycji sprawdzamy m.in. wiedzę o Europejskim Banku Centralnym, o kryzysie strefy Euro oraz o tym, jak banki sprawdzają swoich klientów  >>

***

Polityka 43.2011 (2830) z dnia 19.10.2011; Edukator ekonomiczny; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "EDUKATOR EKONOMICZNY Od pożaru do pożaru"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Taktyka stanu wyjątkowego i bezwzględnych pushbacków nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Łukaszenka nadal prowadzi swój sabotaż, a nawet go nasila. Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Renata Lis
23.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną