Jak nie wpaść w świąteczne pułapki marketingowców

Polowanie na jelenie
Nadchodzi gorączka świątecznych zakupów. Każdy chce wystąpić w roli szczodrego Świętego Mikołaja. Ale łatwo też zostać jeleniem, na którego biznes zastawia liczne pułapki. Jak ich uniknąć?
Kiedy konsument podejrzewa, że spotkał go los jelenia i wpadł w pułapkę, zaczyna gorączkowe szukanie rady i pomocy.
Marek Sobczak/Polityka

Kiedy konsument podejrzewa, że spotkał go los jelenia i wpadł w pułapkę, zaczyna gorączkowe szukanie rady i pomocy.

materiały prasowe

audio

AudioPolityka Adam Grzeszak - Polowanie na jelenie

Boże Narodzenie za pasem. W sklepach kolędy, w reklamach armia Świętych Mikołajów. Ofertami bombardują sklepy internetowe, telefonami dręczą telemarketerzy. Jednym słowem handlowcy stają na głowie, by zachęcić nas do wielkich zakupów. I wciąż im mało, więc są coraz bardziej pomysłowi.

Z majtkami do windykacji

W tym sezonie karierę robią majtki. Trick z nimi jest prosty. Firmy, które wyjątkowo trudno namierzyć, bo często zmieniają nazwy i adresy (zwykle zagraniczne), docierają do młodych kobiet, by złożyć im atrakcyjną propozycję: dostaną ekskluzywną bieliznę całkiem za darmo. No może nie całkiem, bo muszą zapłacić za przesyłkę. Ale 19,90 zł to przecież grosze w porównaniu z cenami wyjątkowego dessous. Popularnym terenem polowania są szpitale położnicze. Młode matki dostają oferty od personelu albo telefonicznie, wkrótce po wypisie. Firma zna adres, telefon, wie o narodzinach dziecka – telemarketerki umieją to wykorzystać. Kobiety, wychodząc z noworodkami, dostają rozmaite gadżety w ramach marketingu bezpośredniego, więc oferta je nie dziwi. Są atrakcyjnym celem dla handlowców.

Po pewnym czasie poczta dostarcza przesyłkę. Okazuje się, że ekskluzywna bielizna to bazarowe majtki warte kilka złotych. Chińska tandeta. Co gorsza, wkrótce nadchodzą kolejne, bo firma utrzymuje, że obdarowana zawarła umowę na stałe dostawy. Już nie ma mowy o „prezentach”. Firma liczy sobie słono i upiera się, że bielizna jest znakomitej jakości, zaś klientka na wszystko się zgodziła, bo umowa została zawarta. Nadchodzą rachunki i wezwania do zapłaty. Firma nalicza kary za zwłokę i straszy windykacją oraz wpisaniem do Krajowego Rejestru Długów. Czasem do akcji włączają się firmy windykacyjne, bywa, że zagraniczne. Rachunki majtkowe mogą dochodzić do kilkuset złotych. Wiele osób dla świętego spokoju płaci, inni szukają pomocy.

Sprawa majtek to ostatnio częsty temat porad, jakich udziela nasza infolinia konsumencka – wyjaśnia Grażyna Rokicka, prezes Stowarzyszenia Konsumentów Polskich.

Patent z tego typu naciąganiem nie narodził się wczoraj, rozmaite firmy praktykują go od kilku lat. W przypadku panów miejsce bielizny zajmują maszynki do golenia. Jak sobie radzić w takiej sytuacji?

– Nawet jeśli w rozmowie telefonicznej podamy swój adres i wyrazimy zgodę na otrzymanie przesyłki, przedsiębiorca ma obowiązek przesłać nam treść proponowanej umowy. Jeśli jej nie podpiszemy, nie będziemy nią związani. Odsyłamy wówczas przesyłkę z informacją, że nie jesteśmy zainteresowani. Jeśli nawet podpisaliśmy umowę, to jeszcze przez 14 dni od dostarczenia przesyłki możemy odstąpić od umowy. Odsyłamy towar z oświadczeniem o odstąpieniu – wyjaśnia radca prawny Marta Dąbrowska.

Garnki z niespodzianką

Coraz częściej zakupów dokonujemy nie w tradycyjnych sklepach, ale w sieci, siedząc przed komputerem, albo w przelocie, sięgając po smartfon. Z kolei osoby starsze łatwo dają się skusić na oferty telefoniczne i ulotki zapraszające na prezentację „podczas której w miłej atmosferze opowiemy państwu, jak przygotowywać smaczne i zdrowe posiłki”. Albo: „zaprezentujemy zdrową i ekologiczną pościel, a każdemu wręczymy upominek”. „Smaczne”, „zdrowe”, „ekologiczne”, „upominek” – to słowa klucze wyłączające konsumencki krytycyzm. Kilka dni po prezentacji przychodzi refleksja: czy wydatek kilku tysięcy złotych na komplet garnków albo na materac czy bieliznę pościelową miał sens?

Transakcje zawierane podczas prezentacji w domach, hotelach, na wycieczce itd., zwane w prawie sprzedażą poza lokalem przedsiębiorstwa, oraz te sieciowe, czyli na odległość, traktowane są w sposób szczególny. Tu również konsument musi dostać pisemną umowę oraz druk odstąpienia od niej, na wypadek gdyby się rozmyślił. Na zastanowienie ma 14 dni. Może rozpakować towar, obejrzeć, przymierzyć, a jeśli to urządzenie techniczne, spróbować, czy działa. Później może odesłać, nie tłumacząc, dlaczego odstępuje od zakupu. Ale i w tych przepisach pomysłowe firmy znalazły haczyk. Powołują się na paragraf wyłączający z prawa zwrotu te towary, których po rozpieczętowaniu nie można już ponownie sprzedać z powodów sanitarnych lub higienicznych.

Firmy prowadzące sprzedaż podczas prezentacji naginają przepisy, przekonując często, że akurat tych produktów, które one sprzedają, zwracać nie można – wyjaśnia prezes Rokicka. I przyznaje, że w takich sytuacjach konsument może mieć problem, bo wiele zależy od tego, kto i jak interpretuje przepisy. Jak firma się uprze, to dopiero sąd może wymusić zmianę decyzji.

Pułapek jest zresztą dużo więcej, zwłaszcza jeśli ktoś chce sfinansować zakup, biorąc pożyczkę. Podczas prezentacji sprzedawcy często od razu podsuwają klientom umowy, bo trudno zdecydować się na garnki za kilka tysięcy złotych, kiedy żyje się z niewielkiej emerytury. Często do infolinii konsumenckiej dzwonią przerażone dorosłe dzieci, które przypadkiem dowiedziały się, jaki świąteczny prezent chcą im sprawić rodzice i ile będzie on kosztować. Okazuje się, że i w branży finansowej bywa stosowany odpowiednik metody „majtkowej”.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną