Społeczeństwo

Z miłości

Przemoc w rodzinie

W 2008 r. popełniono w Polsce 247 zabójstw na tle nieporozumień rodzinnych W 2008 r. popełniono w Polsce 247 zabójstw na tle nieporozumień rodzinnych Mirosław Gryń / Polityka
Ogromna większość Polaków, jak pokazują badania, uważa rodzinę za niezbędny warunek osiągnięcia szczęścia. Jednocześnie skala przemocy w rodzinie rośnie, a ponad 70 proc. popełnianych w Polsce zabójstw jest skutkiem nieporozumień rodzinnych.

Dążyłem do wybaczenia jej błędów

1

W 2008 r. Sebastian (33 lata) wychodząc na wolność pobrał bilet na osobowy do miejsca zamieszkania. Ale wsiadł do pośpiesznego. Konduktor go złapał w pociągu z za tanim biletem. Seba się tłumaczył, że jest prosto z więzienia. Ale za karę musiał wysiąść stację wcześniej, w Środzie. Najpierw poszedł do kolegi spytać, co u Dziwki (25 lat). Ano dzieciaka ma z Markiem, ósmy miesiąc. Kolega postawił, Seba pił przetrącony. Wiedział wcześniej o Dziwce, ale nie wierzył. Była u niego na widzeniu jeden raz. Potem pisała, że w ciąży jest nie z nim. Na imię miała Edyta, ale Seba wpisał ją do komórki jako Dziwkę, była jego żoną po ślubie kościelnym.

 

(Ok. 62 proc. dorosłych obywateli Polski żyje w małżeństwach, 25 proc. to panny i kawalerowie, 4 proc. to rozwiedzeni – dane GUS).

 

Nie widzieli się 10 miesięcy. On miał jechać do niej i do czwórki ich wspólnych dzieci. Bał się, odwlekał, stawiał, pili. Lipiec, byłoby przyjemnie, gdyby Edyta nie słała esów. Pisała: dzieciaki za tobą czekają jak pojebane. Pisała: od Marka się odjeb, jest lepszy niż ty. A także: ty cwelu jebany. A gdy stało się jasne, że Seba nie dotrze, bo pije, żona napisała: ostatni raz zrobiłeś dzieci w hoja. Seba mówił: mnie było wstyd, bo jak to jest, że ja w więzieniu siedzę, a ona sobie robi piąte dziecko.

2

Nie znał ojca. Matka nic na ten temat nie mówiła. Matka bez zawodu, chorowała na nogi. Dostawała rentę, ale niską. Mieszkali we wsi Komorze Nowe, mały Sebastian pracował w polu na rodzinę. Powtarzał pierwszą klasę podstawówki, więc skierowali go do szkoły specjalnej. Do wojska go nie wzięli – kategoria E. Lubił: chodzić na ryby, pracować na roli, zajmować się końmi. Kiedy skończył szkołę, matka wysłała go do gospodarza na parobka. Sama nie mogła pracować przez rwące nogi. U gospodarza, wiadomo: pije się. Zarabia się, na zabawy się chodzi, dziewczyny zrywać jak wiśnie. Seba mówił: dziewczynę, jak chciałem, to miałem. Piłem tylko lepsze winka lub piwo. Więc był bażantem, gdy poznał Edytę. Bażanty mówi się na wsi o kawalerce. Wesele mieli skromne w porównaniu z innymi.

 

(96 proc. ludzi głęboko wierzących twierdzi, że małżeństwo jest bardzo ważne. Wśród niewierzących uważa tak 73 proc. – podaje Pracownia Realizacji Badań Socjologicznych Uniwersytetu Gdańskiego).

 

Ona wzięła się za doroczne rodzenie: córka w 2001 r., syn, druga córka. Dwa lata przerwy i znowu córka. Bażant przez rodzinę wyłysiał z piór. Edyta bez pracy. Matka znowu nogi, bez pracy. Seba jeździł do Poznania na budowy. Na budowach się pije. Edyta nie lubiła, gdy pił. Rano na autobus budził się wyschnięty i zły. Jechał na budowę. Wracał, chuchał, a dzieci się chowały. Sebastian pytał żonę: czemu żeś taka głupkowata? Bo nic nie rozumiała. Że on urobiony po łokcie. On wszystko by dla rodziny.

Żona mu mówi, że młodość jej ucieka z pijakiem, a jego nie ucieka? Popchnął ją parę razy. Ręce mu się rwały do matki, bo też nic nie rozumiała. Rozumieją ci, co pracują. A jego kobiety były nieżyciowe. Gdy Seba pił, chciał im tłumaczyć i udowadniać. Kiedy nie pił, łagodniał. Ale wtedy brakowało słów, żeby tłumaczyć. Wyprowadzał się do matki, ale wracał. Żona była dla niego najważniejszą rodziną. A rodzina najważniejszą rzeczą.

 

(Rodzina jest dla współczesnych Polaków najważniejszą wartością w życiu – tak uważa 88 proc. respondentów CBOS).

 

Koledzy po pracy odwiedzali z butelkami. Marek wpadał, dostawał obiad pół na pół z Sebą, pił mało, zapijał kawą, żegnał się z uprzejmością i nawet się nie zabujał. A Seba wpadał na meble. W dygocie robił żonie rękodzieła. Z miłości, ale nie rozumiała. Gówniara, młodsza 8 lat. Stawiała się, to na złość rzucał robotę i miała za swoje. Z bezsilności ją popychał. Potem, w sądzie, Edycie powiedzieli, jaką straszną rzeczą jest przemoc rodzinna. Na szczęście mąż tylko ją popychał, do przemocy się nie kwalifikował.

3

Przez cztery dni od wyjścia Sebastian do żony i dzieci nie pojechał. Za dużo wiedział – nie chciał tam kogoś zabić. Matka mu powiedziała, że wnuczki jej powiedziały, że Marek lata po mieszkaniu z siusiakiem. Seba u matki przy stole siedział z głową w rękach. Gryzł się: taki frajer do mojej żony. Wysłał Markowi esa: ty szmaciarzu, rozbiłeś moją rodzinę, ja z tobą robiłem, a ty moją żonę ruchałeś. Zamiast Marka, Dziwka nadawała zwrotnie: spierdalaj. A Seba tak ją kochał, tak kochał. Brakowało mu jej, do matki się rwał z agresją. Tęsknił za dzieciakami. W życiu przesiedział prawie trzy lata za drobne kradzieże, ale aż tak nie tęsknił. W święta wysłał żonie opłatek z Rawicza, a ona mu nic. Wyszedł, wysłał esa: ty kurwo, jak dzieci nie oddasz, zginiesz śmiercią tragiczną. Wyszedł, pił, mieszkał u matki, czekał, bał się, pił, kochał.

Czwartego dnia Dziwka przysłała esa, że jedzie do niego z dziećmi. Spał, ale zwlókł się. Skacowany to spokojny. Wyszedł przed dom w klapkach. Poryczał się na widok dzieci.

 

(95 proc. Polaków mówi o sobie jako o ludziach rodzinnych lub raczej rodzinnych – podaje CBOS).

 

Edyta trzymała na rękach ich najmłodszą córkę, dwulatkę. A w brzuchu miała obcego, nie jego syna. Sebastianowi założyła sprawę o rozwód. Potem, w liście z więzienia, Seba napisał: dążyłem do wybaczenia jej tego błędu ze względu na dzieci i na to, że jesteśmy rodziną. A teraz stali naprzeciw siebie. On ją złapał za szyję, jakby skręcał kark. Pocałował. Zebrał się tłumek gapiów. Seba i Edyta poszli za stodołę porozmawiać w spokoju. On: ja nawet nie wiem, czy te nasze dzieci są moje. Ona: skurwysynie. On: wróć. Ona: nie. On kłamał: ja mam dziewczynę, to ty też sobie kogoś znajdź. Ona: nawet nie potrafiłeś zrobić syna. W sądzie Sebastian powiedział: chapłem ją za gardło. Edyta poleciała na plecy, w kukurydzę. On: teraz cię, kurwo, zabiję. Sąsiedzi go odciągnęli. Poszedł do domu, wrócił z nożem. Jak automat szedł, roztrącał ludzi. Edyta uciekła do sąsiadki. Przebiegła kuchnię. Szedł za nią. Przez wszystkie pokoje. Matka Seby przygarnęła wnuki i dała im cukierków. Odwracała uwagę. Edyta doszła do ściany. Skuliła się w kącie pod szafą. Seba wyszedł z domu spokojny. Wyrzucił nóż. Matka spytała: coś ty dobrego zrobił? Odpowiedział, że udowodnił, wytłumaczył. Z domu już krzyczeli: Edyta we krwi stoi! Dzwonili na pogotowie. Wyprowadzili Edytę przed dom i usadowili na taborecie.

4

Sebastian poszedł do lasu się powiesić. Ale znowu się bał. Krążył przez kilka dni. Szukali go policjanci z psami. Helikopter z kamerą termowizyjną. Siedział w krzakach niedaleko domu. Edyta przeżyła, miała cesarskie cięcie. Syna urodziła zdrowego. Na kostce miał tylko zadrapanie od noża, na lędźwi centymetrową ranę.

We wrześniu 2009 r. Sebastian dostał 15 lat więzienia i 10 lat zakazu zbliżania się do Edyty. W sądzie płakał i przepraszał. Mówił: żonę kocham i kochać nie przestanę.

 

Byłem wniebowzięty, że się zgodziła

1

W 2003 r., kiedy się pobierali, Mariusz (28 lat) miał o sobie niskie mniemanie. Joanna (20 lat) była królową imprez. Wygadana. Łatwo nawiązująca. Lubiana w towarzystwie i dobrze tańcząca. Mariusz był zamknięty w sobie, małomówny. Oganiał się od ludzi, nie tańczył. Jeździł Mercedesem. Poznali się w opolskim pubie Drake, urządzonym w stylu wikingowskim. Zaczęli chodzić. Zwalisty okularnik bez właściwości i frenetyczna brunetka wycięta z damskiej prasy. Bywali tematem podśmiechówek. Że w dyskotece ona zostawia go w szatni z płaszczem. Mariusz się zdziwił, że za niego wyszła.

 

(92 proc. Polaków uważa, że rodzina jest niezbędnym warunkiem osiągnięcia szczęścia – dane CBOS).

 

A trzy miesiące później już razem nie mieszkali. Bo mu znikała. Po pijanemu mówiła, że może mieć lepszych. Że lubiła jego samochód. Że chciała zobaczyć, czy fajnie być mężatką. Niefajnie. Nie gotowała obiadów. Nie sprzątała w domu. Wciąż się śmiała i tańczyła, a on myślał, że nie będzie. Po ślubie nie powinna. Miała kolegów, wobec których zachowywała się obiecująco. Mariusz złożył pozew rozwodowy. Zapomniał o opłacie sądowej i sprawa nigdy nie ruszyła. W 2005 r. Joanna urodziła córkę i się uspokoiła. W 2008 r., kiedy się definitywnie rozstawali, Mariusz dalej miał kompleksy. Obwiniał żonę. Ona przed nim uciekała.

2

Mariusz ją wychowywał. Pilnował jej. Musiał się mieć na baczności. Miał sygnały od kolegów, że ona się źle prowadzi.

 

(Zdrada małżeńska zawsze jest złem i nigdy nie może być usprawiedliwiona, tak twierdzi 84 proc. badanych Polaków – według CBOS).

 

Walił ją pięścią w twarz. Rodzicom mówiła, że to córka uderzyła grzechotką. Czasem wierzył, że jest niewinna. Że koledzy z zazdrości gadają. Bo taką każdy chciałby mieć. Ale uważać musiał. Więc wymuszał zeznania biciem. A jeśli się nie przyznała – była niewinna. Przed ślubem ojciec też mu doniósł, że z niej lafirynda. Rodzice Mariusza przyszli do rodziców Asi odwołać zaręczyny. Młodzi pobrali się w tajemnicy. Mariusz kochał Joannę. Kiedy na początku mieszkali u jej rodziców, był cieniem. Chodził z nią albo za nią.

 

(67 proc. Polaków nie popiera wyboru bycia singlem – podaje CBOS).

Jej rodzice kupili mieszkanie. Po przeprowadzce Mario zamykał ją na balkonie, w styczniu. Żeby skruszała. Bo pyskowała. I zgubiła klucze do mieszkania. Za karę. Sąsiadka z góry Joannie obiad na sznurku spuszczała. Przyjeżdżała straż pożarna. Wyważała drzwi. Mario czekał w fotelu z dzieckiem. Dawał się brać policji. Ona miała patrzeć, jak on się ukrzyżowuje dla dobra rodziny. Nie pracowała. Mariusz woził ludzi busem do Holandii. Jeździł taksówką. W weekendy ochroniarzył. Potem z kolegą otworzył punkt ksero. A Joanna odkryła portal Nasza-klasa. Bywała w pubach na reunionach z podstawówki. Wracała w złych stanach świadomości. Z kolegami. Taryfiarz jej pomagał trafić kluczem do zamka. W środku czekał mąż sprawiedliwy, choć czasem wypity. Cieszył się, że ona już w domu, ale wymierzał karę. Zawsze, gdy ona źle się prowadziła, niszczył auto teściów. Opony, lakier, lusterka. Wychodzili rano przed dom i mieli dowód złego wychowania córki. Pod koniec związku Mariusz przysyłał Joannie esy co kilka minut: każdy mały grzech ci znajdę, taki już jestem uczciwy i sprawiedliwy, szkoda, że ty nie. Albo taki: niszczyć to moja druga natura... jestem w tym dobry..., albo: ktoś jest po mojej stronie, albo: jest nikim... wybieraj.

Joanna miała długi. Mąż je spłacał. Potem w sądzie powiedział: były nocne telefony i jakiś pijany głos powtarzał: daj mi Aśkę, daj mi Aśkę; zadawała się z Cyganami, naciągała mężczyzn na ciążę i wymuszała od nich pieniądze. Różni dzwonili, okno mi podpalali, żądali pieniędzy za Asię, niszczyli mi samochód. Kolega Ryba się w niej zakochał i napraszał się. Z Rolandem miała romans na Gadu-Gadu. Mariusz musiał podać się za Aśkę i skłócić ich online. W sądzie mówił, że w 2003 r. dał Asi pieniądze na usunięcie ciąży.

3

W 2006 r. wynajęli mieszkanie obcym. Przenieśli się z córką do ciężko chorego dziadka Mariusza. Dziecko zsikane, dziadek zsikany, Aśce dobrze to zrobi. Nie zna życia ta dyskotekówa. Mariusz mówił, że ona musi nauczyć się kochać bliskich, tak jak on kocha. A kiedy była grzeczna, mogła liczyć na przytulenie. A kiedy mu się coś złego przypomniało, poił ją piwem. Wzywał policję, że pijana się dzieckiem zajmuje. Albo łapał za kierownicę na skrzyżowaniu, gdy prowadziła auto. Lecieli prosto pod autobus. Aśka wybiegała z samochodu z dzieckiem. Wariatka – trąbiła na nią cała ulica. Mamie się żaliła, że on ją przykuł do dziadka i dziecka. A miało być inaczej, przecież nie wypadła sroce. Była po ekonomiku. Pracowała pół roku jako referent w ZUS. On był kucharzem, a nawet nie gotował. Któregoś dnia Mariusz znalazł list żony do kolegi: czekam na ciebie 24 h na dobę. Wszystko się kończyło oprócz małżeńskiej miłości Mariusza, która się rozrastała.

Zabił Joannę w lutową noc 2008 r. Ona kilka dni wcześniej wystąpiła o rozwód. On nie mógł się pozbierać. Takiej miłości nie wolno niszczyć!

 

(62 proc. Polaków wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, 50 proc. uważa, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu – podaje CBOS).

 

On stał się dobry. Ona go unikała. Była z córką u rodziców. Błagał, żeby wróciła. Wysyłał esy: bo cię naprawdę kocham i tęsknię za wami, i boli mnie każda chwila, kiedy jesteś z kimś innym. Dlaczego ty mi to robisz? Bawi cię to? Potem co kilka minut z Internetu: zrób laskę, nie śpij, kurwo, zrób mi loda jak zawsze. Jesteś dziwka zwykła. A rano: przepraszam za wczoraj, poniosło mnie, kochanie, byłem bardzo zły. Ona nadawała tonująco: nie szukaj winy w innych, spójrz na siebie.

Szukał jej całą ostatnią noc. Wzruszał i straszył telefonami. Była w Drake. Ale udawała, że gdzie indziej. Piła. Tańczyła z facetami. Jeśli któryś nie chciał, brała siłą. Musiała tańczyć, tańczyć, tańczyć. Pozostawiony na stole telefon wciąż odbierał wiadomości od męża. W końcu Mariusz wpadł na trop. Przyszedł, ciągnął za ramię do domu, płakała, wywalił go ochroniarz. Aśka tańczyła. On poszedł przebić opony w aucie teściów. Nosił przy sobie nożyk do listów – czuł się bezpieczniej z nożykiem. Mariusz zdecydował, że jego ostatni es będzie pojednawczy: mam czekać? Czy mam iść spać, kochanie? Nie odpowiadała, tańczyła.

Odwiózł ją kolega nad ranem. Pocałowali się na dobranoc. Umówili się na jutro. Aśka weszła na klatkę schodową. Światło zapaliło się automatycznie. Na schodach stał Mariusz. Minęła go. Nie chciała już gadać. Usłyszał, że jest nieudacznikiem. Że ona nigdy nie będzie jego. Sprzedała obrączkę. Znalazła nowego tatę dla dziecka. Nie miała szans – 29 razy nożykiem do listów.

4

Mariusz obudził się w szopie przy torach kolejowych. Wszystko takie nierzeczywiste. Lodowato. Telefon mu się w nocy wyłączył. Wklepał PIN, wezwał taksówkę. Pojechał do kolegi i powiedział: wjebałem młodej. W sądzie mówił: nikt mnie tak bardzo nigdy nie upokorzył jak ona.

We wrześniu 2009 r. Mariusz dostał 25 lat więzienia. W liście z aresztu pisał: fakt, że jestem zakompleksiony, mało atrakcyjny, niepotrafiący znaleźć kobiety, dlatego byłem wniebowzięty, że Asia zgodziła się być ze mną. Tak bardzo ją kochałem.

 

Nie chciałem zrobić żonie krzywdy, chciałem naszej śmierci

1

W lipcu 2008 r. Sławomir (52 lata) spotkał się z żoną Haliną (47 lat) pod więzieniem w Grudziądzu. Rozwodzili się. Nie mieszkali już razem. Miała mu tylko donieść jakieś dokumenty. Ale nie mogła ich znaleźć. Miała mu także przedstawić dowód sprzedaży wspólnego domu. Chodziło o sumę. Uważał, że go oszukała przy podziale pieniędzy. Cztery dni wcześniej umówili się na spotkanie. Ale potem Halina zadzwoniła, że nie może, bo wyjeżdża. On koniecznie chciał wyjaśnić sytuację. Był bardzo skrupulatny, jak to emerytowany oficer wojska.

 

(75 proc. Polaków uważa, że nieważne, jaka rodzina, byleby była, bo samotność jest najgorsza – według GFK Polonia).

 

Wypił w domu dwa piwa. Poszukał w kuchni papierowej torebki po cukrze. Poszedł porozmawiać z żoną pod więzienie numer 1.

2

Halina pracowała jako nauczycielka krawiectwa w Zespole Szkół Przywięziennych. Kończyła o godz. 14. Kilka minut wcześniej pojawił się w dyżurce więzienia mężczyzna z plecakiem. Pytał o Halinę. Rozejrzał się po poczekalni. W środku siedziało dwoje ludzi – ojciec z córką. Sławomir pokręcił się pod bramą. W końcu wyszła jego żona. Odeszli kawałek, usiedli na ławce przy pomniku papieskim. Napis na pomniku głosił konsolacyjnie: jedni z drugimi, nigdy jedni przeciw drugim. Ale w tym stadium znajomości niewiele już mieli sobie do powiedzenia. Ona nie miała jego dokumentów ani dowodu sprzedaży domu. Podobno szukała, ale nie znalazła. On wyciągnął swoje papiery z plecaka. Chciał wyjaśnić tu i teraz. Na dnie plecaka, wśród papierów, w torebce po cukrze leżał granat.

Halina wstała. Szła z powrotem w kierunku bramy więzienia. Świadkowie zeznali potem, że on wołał: ja ci pokażę. Ona prosiła: nie rób tego. Podbiegła, dopadła kraty. W drzwiach więzienia krzyczała do dyżurnego: ratujcie mnie! Zabrzęczał elektryczny zamek, pierwsza krata ustąpiła. Halina znalazła się w poczekalni, w śluzie między kratą zewnętrzną i wewnętrzną. Za nią wbiegł Sławomir z plecakiem. Było widać w kamerze przemysłowej: złapał żonę jedną ręką za szyję. Druga krata się nie otworzyła, bo taki był rozkaz bramowego.

3

Decyzję o rozstaniu z mężem Halina podjęła po Wielkanocy 2008 r. Przed sądem mówiła, że małżeństwo nie układało się. Sławomir miał trudny charakter. Nadużywał alkoholu. A jej zależało na spokoju. Już raz to przerabiali: kilka lat temu rozwiedli się, a potem na nowo pobrali z miłości. Mieli dorastającego syna.

 

(W Polsce rozpada się co trzecie małżeństwo, w Europie już co drugie. W Belgii aż 73 proc. małżeństw kończy się rozwodami, w Wielkiej Brytanii 55 proc. – podaje Eurostat. 41 proc. Polaków uważa, że osoby żyjące w konkubinacie powinny jednak zawrzeć małżeństwo).

 

Tym razem Halina była twarda. Spotykali się z mężem u notariusza, bo postanowiła sprzedać ich wspólny majątek. Żeby nie było odwrotu. Żeby się wreszcie rozwiedli. Sławomir zeznawał potem, że podejrzewał żonę o romans. Raz przyłapał ją ze znajomym w bardzo jasnej sytuacji. Według niego jasnej. Potem telefonował do niej. Do jej rodziny. Zabiegał o spotkanie. Chciał jej dokładny adres i stan konta. Pisał listy, chciał się umówić. Ale ona nie mogła się spotkać. A pod więzieniem miała mu powiedzieć, że pieniędzy za dom mu nie odda. A on miał powiedzieć, że w takim razie ma coś dla niej w torbie i zginą oboje. A już ona na pewno.

Do mężczyzny i dziewczynki w poczekalni krzyczał, żeby się schowali. Dyżurni już wychodzili pomóc nauczycielce, ale bramowy ich cofnął. Prosił o spokój. Ojciec z córką odsunęli się pod ścianę. Sławomir przyciskał żonie granat do brzucha. Drugą ręką ciągnął zewnętrzną kratę. Chciał wyjść na ulicę. Wyjaśnić wszystko z żoną.

W kamerze bramowy widział mały przedmiot upadający na podłogę. Zawleczka. Dyżurni zdążyli się cofnąć do swojej budki. Mieli szyby pancerne. Był huk, dym zasłonił widok. Halinę odrzuciło pod ścianę. Była przytomna. Uniosła się na ręce. Za kratą, na chodniku stali ludzie. Ulicą jeździły samochody.

4

Halina: krwotok, złamanie obojczyka, rany szarpane twarzy, klatki piersiowej i szyi, odłamki metalu w skórze, amputowana ręka i noga. Ojciec z córką przeżyli. Sławomir też. Jego granat miał być pamiątką z wojska. Ale Sławomir mówił także, że znalazł go nad Wisłą. Mówił, że granat mógł wybuchnąć sam z siebie, bo miał już 45 lat. Był zardzewiały. Przechowywany na powietrzu. Dlaczego to wszystko zrobił – nie był pewien. Nie chciał zrobić żonie krzywdy. Ale powiedział też, że chciał zabić ich oboje. Żyli razem i odejść też mieli razem.

Proces toczy się przed sądem okręgowym w Toruniu. W akcie oskarżenia cytuje się biegłego, który mówi: granaty nie wybuchają same.

 

(W 2008 r. popełniono w Polsce 247 zabójstw na tle nieporozumień rodzinnych. Dla porównania: w tym samym roku popełniono 68 zabójstw na tle rabunkowym, 19 na tle seksualnym, 8 na zlecenie – podaje Komenda Główna Policji).

 

 

Polityka 47.2009 (2732) z dnia 21.11.2009; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Z miłości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną