Jak poprawić pamięć?

Ku pamięci
Niemal każdy z nas narzeka na swoją pamięć. Niesłusznie. W większości przypadków nie jest ona gorsza niż innych ludzi, a ponadto możemy ją usprawnić dzięki odpowiednim ćwiczeniom, diecie i aktywności fizycznej.

Niemal na całym świecie organizowane są dość specyficzne zawody. Noszą one nazwę olimpiad pamięciowych, czyli memoriad. Podczas nich ludzie rywalizują np. o to, kto najlepiej zapamięta w kolejności listę 500 słów, prawidłowo skojarzy 99 twarzy z nazwiskami lub powtórzy z pamięci nieopublikowany poemat. Zwycięzcy, oprócz medali i dyplomów honorowych, otrzymują zaszczytne miano mnemonistów – ludzi o ponadprzeciętnej zdolności do zapamiętywania. Jeden z najbardziej znanych na świecie – Rajan Mahadewan – niedawno wyrecytował bezbłędnie kilkadziesiąt tysięcy kolejnych cyfr liczby P. Od czego zależy to, że jedni ludzie mają niesamowicie pojemną pamięć, a inni po pięciu minutach zapominają, gdzie zostawili klucze?

Przypadek pana H. M.

Myśląc o pamięci zazwyczaj wyobrażamy ją sobie jako pewnego rodzaju magazyn, który znajduje się gdzieś w określonym miejscu naszego mózgu. Tymczasem naukowcy coraz bardziej przekonani są o tym, że nie istnieje jeden konkretny „ośrodek pamięci”. W latach pięćdziesiątych próbowano nawet zlokalizować go u szczurów, które uczono odnajdywania drogi w labiryncie, a następnie usuwano im różne części kory mózgowej i badano, czy nie zapomniały nabytej umiejętności. Próby te jednak zakończyły się całkowitym fiaskiem.

Dzisiaj wiemy już, że w tworzenie śladów pamięciowych najprawdopodobniej zaangażowanych jest wiele różnych ośrodków znajdujących się zarówno w „starych” jak i „nowszych” ewolucyjnie częściach mózgu. Niektóre z nich są szczególnie istotne w procesach zapamiętywania. Przykładem takiej struktury jest fragment płata skroniowego wraz ze znajdującym się w nim hipokampem i kompleksem ciała migdałowatego.

Jak bardzo ważne są one dla pamięci, pokazały operacje przeprowadzane przez neurochirurga Williama Scoville’a z Montreal Neurological Institute. W 1953 r. dokonał zabiegu na pacjencie, który w chwili obecnej jest chyba najobszerniej opisanym przypadkiem w neuropsychologii. Pacjent ów znany jest pod pseudonimem H. M. Człowiek ten cierpiał na niedającą się leczyć farmakologicznie padaczkę, której źródłem było wadliwe funkcjonowanie skroniowych okolic mózgu. Przed operacją, jeśli nie liczyć doznawanych ataków epileptycznych, pacjent wykazywał normalny poziom inteligencji oraz nie cierpiał na żadne zaburzenia psychiczne. Po operacji polegającej na usunięciu dużych fragmentów płatów skroniowych, jego poziom inteligencji stał się nawet wyższy, ustały też napady epileptyczne. Przypłacił to jednak zupełną niezdolnością do zapamiętywania nowych faktów i zdarzeń. Zaburzenia te były tak masywne, że nie był w stanie utrzymać w pamięci czegokolwiek, jeśli w kółko sobie tego nie powtarzał. Odwrócenie uwagi nawet na moment powodowało wymazanie doświadczanych zdarzeń.

Długo po opublikowaniu przypadku H. M. naukowcy uważali, że za jego problemy odpowiada przede wszystkim utrata obu hipokampów. Dalsze badania (w głównej mierze prowadzone na małpach i szczurach) pokazały, że równie ważne są struktury ciała migdałowatego (zaangażowane przede wszystkim w pamięć emocji) jak również okoliczna kora.

Brenda Milner, psycholog badająca wspólnie z Williamem Scovillem pacjenta H. M., odkryła, że potrafi on jednak przyswajać pewne informacje. Są to nie tyle fakty i wydarzenia (tworzące tzw. pamięć deklaratywną), co umiejętności (wchodzące w skład tzw. pamięci proceduralnej). Podczas kolejnych spotkań H. M. proszony był o wykonywanie pewnego dosyć skomplikowanego zadania. Przy każdej próbie H. M. spostrzegał to zadanie jako zupełnie nowe. Jak się jednak okazało – ze spotkania na spotkanie wykonywał je coraz lepiej. Oznacza to, iż nabywał on pewnej umiejętności, ale nie był świadomy, że ją posiada i kiedy ją zdobył.

Szukamy genów

Pamięć składa się zresztą ze znacznie większej liczby „elementów” i stanowi dość skomplikowany system. Nawet potocznie mówimy o tym, że ktoś ma dobrą pamięć wzrokową, ale już nie potrafi powtórzyć ze słuchu nawet najprostszej melodii. – Pamięć wzrokowa, słuchowa, węchowa, dotykowa czy smakowa są ze sobą powiązane. Jednak każda z osobna może być w różny sposób rozwinięta. Dlatego niektórzy ludzie mają np. doskonale rozwiniętą pamięć wzrokową, a słabo słuchową czy też na odwrót – mówi dr hab. Ewa Czerniawska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Być może z tego powodu prawie wszyscy mamy do swoich zdolności zapamiętywania większe lub mniejsze zastrzeżenia. To wyjątkowo pesymistycznie oceniana zdolność umysłowa człowieka. Dlatego też często słychać głosy postulujące ulepszenie pamięci. Czy możemy jej pomóc i od czego zależy jej sprawność? – Od pewnego czasu poszukuje się intensywnie genów, które wpływają na naszą pamięć i zdolność uczenia się. Ale raczej nie ma co liczyć, że pewnego dnia naukowcy ogłoszą odkrycie „genu pamięci”. Kwestia genetycznego podłoża pamięci jest bowiem bardzo skomplikowana – podkreśla Ewa Czerniawska.

Dotychczasowe badania wykazują wyraźnie, że rozmaite geny mają wpływ na różne fazy procesu uczenia się. Jedne bardziej decydują o trwałości i wierności przechowywanych informacji, a inne o łatwości wydobywania „zmagazynowanych” danych. Dlatego część ludzi nie ma np. kłopotów z szybkim zapamiętywaniem, ale z wydobywaniem tego, co zarejestrowali w pamięci. Inni natomiast muszą długo ślęczeć nad książką czy notatkami, ale jak już coś zapamiętają, to bez problemów przywołują to „z głowy”.

Kiedy wierszyk może pomóc

Tyle o genach. A co z wpływem otoczenia na funkcjonowanie naszej pamięci zwłaszcza w okresie dzieciństwa? Tutaj też trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź poza stwierdzeniem, że od najmłodszych lat powinniśmy rozwijać rozmaite zdolności umysłowe. – Nie ma jednak bezpośrednich dowodów na to, że np. zachęcanie dziecka do zapamiętywania wierszyków czy piosenek ma wpływ na funkcjonowanie pamięci w późniejszym wieku. Także wczesne uczenie się pisania i czytania nie pomoże nam usprawnić tej zdolności – wyjaśnia dr Czerniawska.

Wielu ludzi zastanawia się, czy może w jakikolwiek sposób poprawić swoją pamięć. Najłatwiej oczywiście byłoby stosować jakieś mikstury zamiast żmudnych ćwiczeń mnemotechnicznych. Niestety, na pigułkę radykalnie usprawniającą pamięć jeszcze długo przyjdzie czekać, jeśli w ogóle ona powstanie. Pozostaje więc stosować dietę bogatą w witaminy z grupy B, magnez i fosfor, ale pomogą one naszej głowie tylko wówczas, gdy organizm wykazuje niedobory tych substancji i pierwiastków. Możemy próbować także ćwiczyć fizycznie – najprawdopodobniej ze względu na efekt dotleniania mózgu, oraz relaksować się – dlatego gdy już się czegoś nauczymy, najlepiej pójść na spacer.

Nie ma natomiast co liczyć na ryzykowne środki chemiczne – choćby amfetaminę, która owiana jest legendą cudownego „dopalacza” procesów zapamiętywania i uczenia się. – Jeśli zapamiętujemy coś pod wpływem amfetaminy, to będziemy sobie mogli to łatwiej przypomnieć, ale również w momencie działania tego narkotyku. Podobnie jest z alkoholem, z tą różnicą, że on generalnie osłabia pamięć – ostrzega dr Czerniawska.

Co ciekawe, trochę podobnie do amfetaminy działa na naszą pamięć nastrój. Chwile radosne przypominamy sobie częściej, gdy jesteśmy szczęśliwi, natomiast przykrości i wydarzenia negatywne przywołujemy w chwilach smutku. – Aktualny nastrój jest wskazówką dla pamięci. Pomaga odtwarzać to, co jest z nim spójne. Mamy tendencję do pamiętania tego, czego doświadczaliśmy będąc w stanie fizycznym czy psychicznym podobnym do tego, w jakim aktualnie jesteśmy – mówi prof. Krystyna Skarżyńska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Jedyną drogą do usprawnienia pamięci pozostaje więc ciężka praca albo stosowanie, czasami całkiem prostych, metod mnemotechnicznych. Te ostatnie polegają np. na kojarzeniu sobie liczb czy słów z miejscami na dobrze znanej ulicy, niezwykłymi obrazami lub na układaniu wierszyków (w które będzie wpleciona np. kolejność planet w Układzie Słonecznym). Przede wszystkim zaś podczas zapamiętywania rzeczy ważnych należy się na nich odpowiednio skupić i je wielokrotnie powtarzać.

Natomiast bardziej skomplikowanymi i o wiele pracochłonniejszymi specjalnymi ćwiczeniami możemy wyrobić sobie znaczne zdolności zapamiętywania. – Dzięki odpowiednim ćwiczeniom niemal każdy może np. nauczyć się, jak zapamiętywać kolejność nawet kilkuset słów i to przy jednorazowej ich ekspozycji. Czy jednak warto robić z siebie mnemonistę – zastanawia się dr Czerniawska. Czy uczniowi bądź studentowi może przydać się okupiona ciężką pracą zdolność mechanicznego zapamiętywania listy kilkuset słów? Nawet przy nauce języków obcych jest to metoda, która przegrywa w konkurencji np. z wyjazdem do obcego kraju.

Aneta Brzezicka jest pracownikiem naukowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj