Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Jak nas ukształtowali rodzice

Co wynosimy z dzieciństwa

Niektórzy z nas potrafią przeżyć niemal całe dorosłe życie z jednym partnerem i sprawiają wrażenie usatysfakcjonowanych, a inni – pomimo licznych zmian partnerów – nie są zadowoleni z żadnego z nich. Czy to możliwe, aby ta satysfakcja lub jej brak brały się nie tylko ze związku, w którym teraz jesteśmy, lecz także z relacji panujących w rodzinie, w której zostaliśmy wychowani? Do jakiego stopnia nasze dzisiejsze związki zdeterminowane są relacjami z pierwszymi ważnymi dla nas osobami – naszymi rodzicami?

Rodzina, ach rodzina

Wzorem przywiązania do naszych późniejszych partnerów w życiu dorosłym wydaje się pierwsza ważna relacja w życiu – z matką. Głębokie więzi łączące dziecko i opiekującą się nim osobę to przejaw ewolucyjnego przystosowania – bez opiekuna dziecko mogłoby nie przeżyć nawet dnia. Tak zwany syndrom dziecięcości, czyli cechy wyglądu charakterystyczne dla młodych ssaków jak okrągła buzia i duże, okrągłe oczy, wzbudza w opiekunie instynktowne ciepłe uczucia i chęć ochrony. Wzorzec ten jest uniwersalnie spostrzegany jako atrakcyjny i wzbudzający sympatię (także do dorosłych charakteryzujących się syndromem dziecięcości) u wszystkich ludzi na całym świecie.

Z kolei dzieci natura wyposażyła w charakterystyczny wzorzec reakcji na rozłąkę z opiekunem. Brytyjski psychiatra John Bowlby, obserwując maluchy, zauważył, że w podobny sposób reagują one, gdy mama znika. Najpierw dziecko po prostu krzyczy, płacze i nie daje się pocieszyć na inne sposoby jak tylko przez powrót mamy. Niezbyt interesują je zabawki czy lubiane przez nie aktywności. Jeśli nie ma mamy – podstawy poczucia bezpieczeństwa dziecka – nie ma też zabawy, nie ma innych ludzi, dziecko nie daje im się ukoić czy pocieszyć. Bowlby nazwał ten stan fazą protestu. Kiedy rodzicielka wraca, dziecko stopniowo się uspokaja, zaczyna uśmiechać – znowu może wrócić do badania otoczenia i poznawania świata. Kiedy jednak rozłąka trwa dłużej, protest przeradza się w rozpacz – stan bierności połączonej ze smutkiem – aż wreszcie dziecko wkracza w fazę negacji przywiązania. Nie ma matki? To świetnie, nie jest mi do niczego potrzebna – zdaje się myśleć maluch, nie reagując przy tym na jej powrót i ignorując ją, jeśli już się pojawi. W tej fazie dziecko skłonne jest unikać kontaktów społecznych w ogóle, w skrajnym przypadku długotrwałe przebywanie w takim stanie może prowadzić nawet do tzw. choroby sierocej. Po tych reakcjach dzieci widać, że przywiązanie do opiekuna jest dla nich najważniejsze na tym etapie życia – zapewnia poczucie bezpieczeństwa, bazę do poznawania otaczającego świata i dobry nastrój.

Wzorcowe przywiązanie

Badania pokazały, że u dzieci wykształcają się charakterystyczne style przywiązania do matki. W przeciwieństwie do sytuacji obserwacji laboratoryjnych Bowlby’ego, style przywiązania kształtują się w wyniku wielu interakcji pomiędzy opiekunem i dzieckiem. Nie sama więc fizyczna obecność, ale sposób odnoszenia się matki do malucha kształtuje ten rodzaj więzi. Dla większości dzieci charakterystyczny jest tzw. bezpieczny styl przywiązania – dziecko ma zaufanie do mamy, wierzy, że może liczyć na jej opiekę i pomoc w każdej sytuacji. Wierzy, że w razie kłopotów – zgubionej zabawki czy oparzonego paluszka – właśnie do niej powinno się zwrócić, a mama zawsze będzie dla niego dostępna i nadciągnie z pomocą.

Dwa pozostałe style – stosunkowo rzadsze u dzieci – przypominają nieco symptomy charakterystyczne dla opisywanych wyżej reakcji na rozłąkę z opiekunem. I tak dzieci o stylu przywiązania nerwowo-ambiwalentnym odczuwają niepokój na myśl o rozstaniu z mamą i ciągłą potrzebę upewniania się, że jest ona w pobliżu. Mogą wydawać się kapryśne i płaczliwe, mniej zainteresowane otaczającym światem. Mają też mniejsze zaufanie do mamy, a na najsłabszy sygnał rozłąki wybuchają płaczem i usilnie przeciwko temu protestują.

Wreszcie styl unikający przypomina z kolei fazę negacji przywiązania – dzieci są w mniejszym stopniu zaabsorbowane osobą mamy, a za próby zbliżenia do niej (np. przytulenia) karane i pouczane. Matki takich dzieci wydają się bardziej nerwowe i zagniewane niż inne, a ich dzieci z czasem uczą się, że lepiej jest trzymać się od mamy z daleka. Można zauważyć, że sposób przywiązania dziecka do opiekuna związany jest z zakresem kontroli, jakiego oczekuje opiekun. Gdy zachowanie matki równoważy chęć do opieki i wpływania na dziecko z uznaniem pewnej autonomii dziecka, sprzyja to kształtowaniu się bezpiecznego stylu przywiązania.

Przywiązany dorosły

Co ciekawe, okazało się, że te same style przywiązania, które zostały zaobserwowane u dzieci, widoczne są także w postępowaniu dorosłych. Amerykańscy psychologowie Cindy Hazan i Phillip Shaver zaadaptowali opisy stylów przywiązania u dzieci do związków tworzonych przez osoby dorosłe i stwierdzili, że rozkłady stylów w populacji okazały się podobne – większość charakteryzuje styl bezpieczny, a po około 20 proc.: styl nerwowo-ambiwalentny i unikający – niezależnie od tego, czy badano mieszkańców Ameryki, Australii czy Izraela, także niezależnie od płci badanych.

Ludzie charakteryzujący się bezpiecznym stylem przywiązania skłonni są postrzegać innych jako raczej godnych zaufania i mających dobre intencje – w przeciwieństwie do przedstawicieli obu pozostałych stylów, którzy są bardziej nieufni w stosunku do otoczenia, a ponadto mają poczucie, że inni ich nie rozumieją i nie cenią tak, jak na to zasługują. Co więcej, osoby o takim niebezpiecznym stylu przywiązania nie wierzą także, że miłość zdarza się w prawdziwym życiu, lecz raczej że jest fikcją spotykaną tylko w literaturze lub na ekranie, zaś oni sami rzadko kiedy spotykają kogoś, w kim w ogóle można by się zakochać.

Natomiast przedstawiciele bezpiecznego stylu przywiązania wierzą w miłość i w szczególności w to, że może się ona przytrafić im samym i to miłość trwała, na całe życie. Te osoby mają też lepsze zdanie o sobie i sądzą, że inni raczej je lubią. Ludzie charakteryzujący się unikającym stylem przywiązania wierzą tylko w zakochanie na początku znajomości, sceptycznie odnosząc się do możliwości przetrwania uczucia na dłuższą metę. Z kolei osoby charakteryzujące się stylem nerwowo-ambiwalentnym są bardziej kochliwe, lecz i one nie wierzą, że druga strona mogłaby się równie silnie zaangażować w związek.

Wszystkie te przekonania dotyczące siebie, innych i bliskich związków zdają się przekładać na poczucie szczęścia i satysfakcję tych osób. Ci o bezpiecznym stylu przywiązania są bardziej ufni w stosunku do swoich partnerów i mniej o nich zazdrośni. Zazdrosne są natomiast osoby o stylu nerwowo-ambiwalentnym, które często też obawiają się porzucenia, przeżywając jednocześnie lęk przed bliskością i otwarciem się. Konsekwencją takiego stylu, który można przysłowiowo scharakteryzować jako „chciałabym, a boję się”, jest też krańcowość przeżywanych uczuć – od silnej zazdrości do równie silnego pożądania i dążenia do uzyskania poczucia całkowitego zjednoczenia, „stopienia” się z partnerem. Natomiast osoby o unikającym stylu przywiązania, choć nie czują się blisko związane z innymi, nie postrzegają się także jako osoby samotne – być może właśnie z tego względu, że mają mniejszą potrzebę poczucia bliskości z innymi. Ich zdaniem, to raczej inni dążą do nadmiernej i niepotrzebnej bliskości, łamiąc ich intymne bariery.

Emocjonalny odcisk

Badania pokazują, że styl przywiązania do partnera w istocie jest związany ze stylem przywiązania do rodziców w dzieciństwie. Oznacza to, że pierwsza ważna relacja dziecka z opiekunem może wpływać na to, w jaki sposób budujemy związki z innymi ludźmi. Osoby, które prezentują bezpieczny styl przywiązania, wspominają własnych rodziców raczej jako osoby ciepłe i serdeczne, opiekuńcze, ale także akceptujące dziecko takim, jakim ono jest. Twierdzą, że ich rodzice byli osobami kochającymi nie tylko dziecko, ale także siebie nawzajem i okazującymi te uczucia.

Zupełnie inaczej wyglądały wspomnienia z dzieciństwa w przypadku ludzi o unikającym stylu przywiązania – oni wspominają swych rodziców jako nieczułych, poświęcających im niezbyt wiele uwagi i unikających zbyt bliskich kontaktów, a jednocześnie krytycznych i wymagających wobec nich. Jako wymagających, niesprawiedliwych, ingerujących w życie dziecka, a nawet inwazyjnych, a przy tym niezbyt szczęśliwych w małżeństwie wspominają swoich rodziców także osoby o stylu nerwowo-ambiwalentnym.

Badaczy zainteresował także stwierdzany u dzieci – a opisany wyżej – związek między zaspokojeniem potrzeby bliskości a chęcią poznawania otoczenia. Postanowili sprawdzić, czy style przywiązania u dorosłych także mają związek z ich pracą zawodową. I rzeczywiście – osoby o bezpiecznym stylu przywiązania bardziej lubią swoją pracę i mają mniej lęków związanych z ponoszeniem zawodowych porażek. Są także mniej skłonne do ucieczki w pracę, choć ją cenią i jest ona dla nich ważna – jednak ich relacje z bliskim są ważniejsze. Praca zawodowa wydaje się natomiast ucieczką osób o stylu unikającym – ucieczką przed bliskością. Tacy ludzie, choć ich przeciętne dochody nie różnią się od zarobków osób o stylu bezpiecznym, są jednak mniej ze swojej pracy zadowoleni.

Z kolei osoby nerwowo-ambiwalentne obawiają się nie tylko odrzucenia w życiu osobistym, ale także porażek w życiu zawodowym i mają skłonność do zamartwiania się ewentualnym zwolnieniem z pracy. Wydaje się także, że pracują głównie po to, by zyskać sympatię i szacunek otoczenia – po pochwałach przełożonych i współpracowników obniżają wysiłek wkładany w pracę. Różnice w stosunku do pracy zawodowej potwierdza także bardziej obiektywny wskaźnik – osoby nerwowo-ambiwalentne zarabiają istotnie mniej od obu pozostałych grup, nawet po uwzględnieniu różnic w wykształceniu.

Można powiedzieć, że style przywiązania są związane z tym, jak człowiek sobie radzi i to w odniesieniu do różnych sfer życia. Nie tylko więc tworzenie związków intymnych pozostaje pod wpływem relacji z opiekunem z dzieciństwa, ale także funkcjonowanie w pracy i w szerszych życiu społecznym. Najogólniej rzecz biorąc, osoby charakteryzujące się bezpiecznym stylem przywiązania mają większe możliwości radzenia sobie z trudnościami. A te są nieuniknioną częścią tak każdej sfery życia, jak i każdego związku. Styl unikający oraz ambiwalentny łączą się natomiast raczej z unikaniem kłopotów niż konfrontowaniem się z nimi i koncentracją raczej na przeżywaniu uczuć towarzyszących kłopotom.

Jaki rodzic, takie dziecko

To, jakimi my sami jesteśmy rodzicami, wpływa więc na dorosłe życie naszych dzieci. Jakie więc konsekwencje dla naszych dzieci mogą mieć tak negatywne zdarzenia w życiu rodziny jak rozwód rodziców? Badania wskazują, że liczy się nie tyle sam fakt rozwodu, ile sposób, w jaki rozstanie rodziców nastąpiło i w jakim wieku wówczas jest dziecko. Bowiem najważniejszą przyczyną cierpienia dzieci jest konflikt między rodzicami. Wrogie relacje między nimi, nieumiejętność dogadania się co do przyszłości dziecka i sposobu jego wychowywania, a także wciąganie dziecka w konflikt między matką a ojcem istotnie mu szkodzi. Samoocena takich dzieci spada, mogą ucierpieć na tym także ich inne relacje społeczne, stają się one niegrzeczne, gorzej się uczą i wykazują gorsze przystosowanie do otoczenia.

Najbardziej cierpią te dzieci, które żyją co prawda w pełnych rodzinach, ale takich, w których konflikt między rodzicami stale trwa – bardziej nawet niż dzieci z rodzin rozbitych czy niepełnych, lecz nie żyjące w atmosferze stale podsycanych kłótni i niesnasek. Wydaje się więc, że w pewnych warunkach podjęcie decyzji o rozwodzie, po którym jednak rodzice wciąż mogą szanować siebie nawzajem i współdecydować o wychowaniu dziecka, może być lepszym rozwiązaniem niż stały konflikt. Przy tym najmniejszy wpływ wywiera rozwód na dziecko już dorosłe, w wieku studenckim, nieco większy na małe dziecko w wieku przedszkolnym, najbardziej zaś cierpią z powodu rozejścia się rodziców dzieci w wieku szkolnym.

Dzieci cierpią także i z tego powodu, że po prostu brakuje im na co dzień drugiego rodzica, który mógłby je wspierać i stanowić wzór dla niego. Przyczyna tego stanu rzeczy też jest jednak ważna – te, których rodzic zmarł, nie odczuwają negatywnych konsekwencji tak silnie jak dzieci rodziców rozwiedzionych i niestety – jak pokazują badania – nawet nowy partner mamy czy partnerka taty nie jest w stanie tych strat wynagrodzić. Najmniej zaś ważne – wbrew oczekiwaniom – okazuje się pogorszenie sytuacji finansowej dziecka, nawet jeśli może wpływać to na stan jego zdrowia i wykształcenie.

Dzieciństwo jest niewątpliwie bardzo ważnym okresem, który w istotny sposób decyduje o kształcie późniejszego życia. Właśnie wtedy w człowieku budują się podstawowe przekonania na temat tego, jaki jest świat, jakie są możliwości oddziaływania na otoczenie, jaka jest natura relacji z innymi ludźmi. Te podstawowe przekonania są jak okulary, przez które oglądamy rzeczywistość. Problem polega na tym, że – niczym Pan Hilary – możemy nie zdawać sobie sprawy z tego, że je mamy na nosie.

Na szczęście jednak zmiana jest zawsze możliwa. Choć związki stylu przywiązania w dzieciństwie i w dorosłości są istotne, to jednak nie są to związki bardzo silne. Większość ludzi, nawet wychowywanych przez zimnych i nieczułych rodziców, jest zdolna do tworzenia bliskich więzi z dorosłym partnerem i rzeczywiście to robi. Sama więź między partnerami wygląda po prostu nieco inaczej – niektórzy odczuwają silniejszą zazdrość o partnera, inni słabszą, jedni bardziej boją się porzucenia, inni są bardziej ufni. Jednak ani sam styl przywiązania partnerów, ani rodzina, w jakiej się wychowali, nie determinują jeszcze jakości związku – nasze świadome zabiegi, aby uczynić go związkiem wymarzonym, także się liczą. Kłopot w tym, że nasza rodzina pochodzenia wyznacza także nasze – czasami nieuświadamiane – oczekiwania dotyczące tego, jak udany związek powinien wyglądać i jakie są standardy zachowania partnerów. Kochając więc rodziców, jednocześnie próbujmy jak najbardziej świadomie wybierać, czego z naszej rodziny chcielibyśmy się pozbyć, a co zachować dla partnerów i dzieci. I pamiętajmy, że mamy tu wolną wolę.

Aleksandra Cisłak
współpraca Magdalena Kaczmarek

 

Style przywiązania u dorosłych – który bardziej pasuje do Ciebie?

Styl bezpieczny
Bycie blisko z innymi nie sprawia mi trudności i nie napawa żadnym lękiem. Czuję się bezpiecznie zarówno będąc zależnym od innych, jak i wtedy, kiedy mam poczucie, że inni są zależni ode mnie. Raczej nie martwię się ani tym, że mogę zostać porzucony, ani tym, że ktoś za bardzo się do mnie zbliży.

Styl unikający
Czuję się trochę skrępowany bliskością innych. Zaufanie innym i stanie się od nich zależnym sprawia mi trudności. Denerwuje mnie, kiedy ktoś usiłuje się do mnie za bardzo zbliżyć, a zazwyczaj moi partnerzy chcieliby, bym był bardziej otwarty, niż ja sam bym tego chciał.

Styl nerwowo-ambiwalentny
Inni ludzie zazwyczaj nie są aż tak chętni, aby być ze mną tak blisko, jak ja sam bym tego chciał. Często zastanawiam się, czy mój partner rzeczywiście mnie kocha i martwię się tym, że mógłby mnie porzucić. Dążę do tego, aby naprawdę zjednoczyć się z moim partnerem, a to czasami wydaje się ludzi odstraszać.

(na podstawie C. Hazan i Ph. Shavera)

Ja My Oni „Jak kochać i być kochanym" (90155) z dnia 27.05.2009; Poradnik psychologiczny; s. 8
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną