Samotność transseksualisty
Leszek Zych/Polityka

 

Ryszard. Mówi, że zdecydował się na bycie mężczyzną, pokornie grał tę rolę przez lata małżeństwa ze Śnieżynką; ich córka też się niczego nie domyślała. Ale Ryszard wiedział wszystko, bo pytał samego Lwa Starowicza; dostał zaświadczenie o swoim transseksualizmie, o toczącej się wojnie między płcią jego ciała a płcią mózgu. Raz tylko wyjął ten świstek z portfela – na komisji wojskowej; jednak zasiadający w niej trep powiedział, że to nic nie szkodzi, Ryszard dostał kategorię A i poszedł do wojska redukować kobiecą wrażliwość. Śnieżynka czekała, bardzo im było siebie żal. Potem Ryszard zdał na psychologię, by wiedzieć, co robić, gdy ze starej szafy wychodzi Ania z kwietnym sekretnikiem.

Mówi: Samotność była synonimem mojego problemu, wśród ludzi byłem agentem z innego świata. Uciekał w pracę, pracował w mediach. Cały czas musiał mieć zajęty, pokrywał się kurzem przy biurku, koledzy pytali: Czemu jesteś taki smutny? A powinni pytać: Czemu się za siebie nie weźmiesz, Anka?

Ryszard i Śnieżynka byli razem przez 23 lata; nie mógł jej dłużej oszukiwać. Została popękana i rozżalona, a Ania jeszcze głębiej osunęła się w samotność.

Jan. We wsi Z. 2 lata temu zrobił coming out, rodzinie pokazał na zdjęciach piękną Anię; nic nie pojęli, próbował tłumaczyć, ale woleli raczej rozmawiać o pogodzie i co na obiad. Jan zostawił ich w stanie rozbitym, z otwartymi ustami, wrócił do Warszawy – do obojętności i wymarzonej przez transów atomizacji; w godzinę później windą zjechała zjawiskowa Ania i poszła skupiać uwagę przechodniów.

Jan mówi, że w latach dwutysięcznych w środowisku transów zaczęło się dziać. W siedzibie Kampanii Przeciw Homofobii transi mieli spotkania, doszło do zjednoczenia pod tęczowym sztandarem LGBT; lesbijki, geje, biseksualiści, a literę T przewidziano dla transów. Przychodzili ludzie rozhisteryzowani, samotni, z żyletką na myśli; ale także twardziele, uparci, wypełniający wymagania, które polskie prawo przewidziało dla zmieniających płeć.

Przyszedł Janek jako Ania, Greta nie mogła oderwać od niej oczu. Greta, lesbijka w związku z kobietą od 10 lat, współorganizatorka feministycznych manif, zakochała się w Ani tak nagle i mocno, że potem nie miało już znaczenia, że Ania to facet. Obie rodziny odetchnęły; Greta miała faceta, Janek miał kobietę. Albo odwrotnie; piękna pogoda, co dziś na obiad?

 

Intermezzo (MINIATURA, SAMODZIELNA KOMPOZYCJA)

Ryszard, Janek z Gretą i Przemysław poznali się przez Internet; Ryszard jest pewien, że Internet uratował życie wielu transom. Czytali transowe historie o samotności, które dzieją się wokół, w wiejskich domach i w zaprojektowanych z myślą o rodzinie osiedlach bloków.

Półtora roku temu Anna Grodzka, wcześniej Ryszard, została prezeską wymyślonej przez siebie fundacji Trans-fuzja. Fundacja zajmuje się sprawami polskich transów, od terapii po meandry zmiany płci. Anna Grodzka musiała stanąć przed kamerami, pokazać się publicznie jako duża, zadbana pani, żeby rzecz uwiarygodnić. Mówi: To jest moja prywatna zemsta na losie, który mnie tak potraktował. Ania z Gretą były przy narodzinach fundacji, Telimena sympatyzuje; teraz Trans-fuzja szuka słów, aby móc zrozumiale mówić publicznie, o co jej chodzi. Bo ludzie najczęściej myślą, że o dziwne odmiany seksu. Fundacja mówi o: transfobii (strach przed transpłciowością), edukacji społecznej (chcą móc wejść do szkół i opowiedzieć o sobie), wylęganiu się, o refundacji leków dla zmieniających płeć (hormony są bardzo drogie), wyleczeniu fizycznym i społecznym (jako o ziemi obiecanej dla transów).

Wiosną 2009 r. Anna Grodzka i Lalka Podobińska, prezeski Trans-fuzji, stanęły przed kamerami, żeby upomnieć się o podwójne dowody tożsamości dla transów. Ludzie zależni od płci mózgów, często nie wiedzą, jako kto się obudzą. Niektórzy muszą migotanie płciowe wyciszać ubiorem; to silna potrzeba – dopasować wygląd do stanu umysłu. I jeśli Janek decyduje się być Anią, a idzie akurat na pocztę, gdzie wymagają dowodu osobistego – podawałby dowód transowy.

O transach zrobiło się głośno, dowodami zainteresował się pozytywnie rzecznik praw obywatelskich, lecz już minister zawiadamia fundację, że obowiązuje dychotomia płciowa; dowody transowe byłyby działaniem na rzecz zbyt małej grupy ludzi. Ale przynajmniej głośno o transach.

 

Recytatywy (POMIĘDZY DEKLAMACJĄ A PIEŚNIĄ)

Telimena. Żona robi jej makijaż w ubikacji warszawskiego lokalu; idą razem na transparty. Telimena elegancka, rozszczebiotana, najwdzięczniejsza kobieta na świecie. Są w trakcie terapii, żona ma zobaczyć transparty, koleżanki – inni poprzebierani faceci – zazdroszczą Telimenie wyrozumiałej żony, wielu ma sprawy rozwodowe w toku. Nocą Telimena z żoną wraca starym Fiatem do miasta M. i postanawia, że lakier z paznokci zmyje na ostatniej stacji benzynowej przez domem.

Anna Grodzka. Wraca od biegłego seksuologa; powiedział, że nie będzie jej robił problemów. Anna jest szczęśliwa, dopełniła wszelkich prawnych formalności: pozywa się rodziców o ustalenie płci, przechodzi się badania psychologiczne, rozmawia się z biegłym; zgodę na zmianę płci daje sąd. Anna szykuje się do operacji chirurgicznej, po której będzie już całkiem kobietą.

Ania. Janek pojawia się w domu rzadko, Greta używa tylko imienia Ania. Podjechali pod dom motorem, ścigaczem, kłaniają się portierowi jako dychotomiczni. Potem, po godzinie, z łazienki wychodzi piękna Ania, w oczach Grety błyszczy duma i miłość. Dziewczyny wychodzą z bloku objęte; wprawiają portiera w jedno z tych mocnych tąpnięć umysłu, które prześladują człowieka do końca życia.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną