Jak ulegamy zbiorowej panice?

Ufo w Gruzji
Ostatni weekend pokazał więcej podobieństw między Gruzją i USA niż tylko zbieżność nazwy republiki i jednego z amerykańskich stanów.
star5112/Flickr CC by SA

Dr Wojciech Kulesza
Leszek Zych/Polityka

Dr Wojciech Kulesza

Jesiennego wieczora 1938 r., słuchając stacji radiowej CBS, tysiące Amerykanów uwierzyło, że oto są świadkami hekatomby: Marsjanie zaatakowali USA! - grzmiało z głośników. Wieści były straszne. Mordy, niszczenie cywilizacji. Ludzie pakowali samochody, wsiadali na rowery lub uciekali na piechotę.  
72 lata później podobny strach padł na Gruzinów. Z telewizorów dowiedzieli się, że po raz drugi wojska Federacji Rosyjskiej wkroczyły do ich ojczyzny. Miał zginąć m. in. prezydent Michaił Saakaszwili. Lokalny świat wydawał się rozsypywać niczym domek z kart.

Podobieństwo tych sytuacji wynika głównie z faktu, że oba zdarzenia były fikcyjne (pierwsze powstało w głowie autora słuchowiska Orsona Wellesa, drugie prawdopodobnie w gronie nieodpowiedzialnych dziennikarzy) - choć w atak Rosji na Gruzję można łatwiej uwierzyć niż w atak Marsjan na Amerykę. W obu przypadkach też odbiorcy relacji zareagowali w ten sam sposób – paniką. Dlaczego? Psychologia odpowiedziałaby: mimo upływu ponad 70 lat, jesteśmy takimi samymi - społecznymi - istotami. To, jak reagujemy, zależy od otoczenia i jego wpływu na nas. Podręcznik do psychologii społecznej nazywa to konformizmem informacyjnym. Gdy nie wiem, co robić, robię to, co inni. Otwieram okno i obserwuję sąsiadów. Widzę, że robią to samo co ja - wychylają głowy. Jak interpretujemy ich zachowanie - a oni nasze? Jest niebezpiecznie! Bo jak "X" już jest nerwowy, to coś musi być na rzeczy! Następnie dzwonię do znajomych i rodziny. Siadam przed komputerem. Zmieniam stację telewizyjną. Wszędzie te same informacje. Zapada decyzja - uciekać! Przy tak niejasnej sytuacji wydaje się to jedyne rozwiązanie. Szczególnie, że "inni" też o tym mówią.

Rzadziej w klasycznych podręcznikach znajduje się teoria, której współautorem jest słynny polski psycholog Andrzej Nowak. Według podejścia obrazowo nazwanego „bąble nowego w morzu starego”, wszystko, także panika, zaczyna się na małą skalę. Na przykład od histerii jednego sąsiada w reakcji na informację o wojnie. Rozwój wydarzeń zależy od tego, co zrobią pozostali sąsiedzi w reakcji na zachowanie sąsiada. Jeśli nadal zachowają spokój, panika się nie rozprzestrzeni. Jeśli jednak ulegną nastrojowi kolegi, panika się rozkręci. W skali makro - krajów sąsiadujących z Gruzją - zapewne było podobnie. Agencje prasowe mówiły o (niepotwierdzonych) doniesieniach o atakach. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela? A mianowicie to, że łatwiej jest ulec panice. Co prawda "X" nie ucieka, podobnie "Y", ale z kolei "wszyscy" mówią, że jednak jest wojna! I wtedy jesteśmy o włos od ucieczki. Jestem pewien, że tak właśnie było w Gruzji. Jeżeli ludzie zaczynali uciekać - to zawsze grupowo. Jeżeli zachowywali spokój – to również razem.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną