Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Żałoba jak po bliskich

Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Nawet po wielu latach większość z nas będzie dokładnie pamiętała dzisiejszy dzień.

Będziemy też potrafili przywołać okoliczności, w których po raz pierwszy usłyszeliśmy lub przeczytaliśmy o rozbiciu się prezydenckiego samolotu. Dzieje się tak w przypadku bardzo nielicznych zdarzeń, które – mimo, że nie dotyczą osób, które znaliśmy osobiście - zapisują się w naszej pamięci tak, jak znaczące epizody w naszym prywatnym życiu.  Nasze reakcje na wieść o katastrofie były też zapewne bardzo podobne. Najpierw niedowierzanie; bo jak sobie wyobrazić, że naprawdę zdarzyła się taka tragedia, w której oprócz głowy państwa ginie tyle ważnych i powszechnie znanych osobistości?  Następnie żal i poczucie zagubienia. W końcu takie zdarzenie nie ma precedensu w naszej historii.

Tragedia pod Smoleńskiem ma podwójny wymiar: dotyczy najważniejszych osób w Polsce, ale zarazem osób, które – choć mogliśmy ich nie znać osobiście  – przez wiele lat gościły na ekranach telewizorów i stały się bohaterami naszej zbiorowej wyobraźni. Niezależnie od tego, w jakim stopniu  sympatyzowaliśmy z ich poglądami, byli to w jakimś sensie bliscy nam ludzie, których działalność obserwowaliśmy od lat. I z tego względu, oprócz normalnego w tych okolicznościach żalu w wyniku tragicznej śmierci tak dużej grupy ludzi, rodzi się poczucie osobistej straty.

Zapewne najbliższe dni będą po prostu czasem żałoby i próbą dojścia do równowagi. Prawo, konstytucja stanowią, jakie działania powinny być podjęte i ciągłość działania instytucji zostanie zapewniona. Niemniej jednak konsekwencje tej tragedii dla polskiego życia politycznego będą ogromne i odległe w czasie. Czy tragedia ta wyciszy spory pomiędzy politykami? Zapewne na jakiś czas tak. Podobnie jak większość z nas zapewne straci zainteresowanie tym, co do niedawna jeszcze rozpalało emocje.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną