Społeczeństwo

Kolejność przeżywania

3 miesiące. Tyle mieli żyć więźniowie z pierwszego transportu do Auschwitz

Transport wyjechał o świcie z więzienia w Tarnowie – wagonami 3 klasy, po 12 ludzi w przedziale, w ciszy i duchocie. Transport wyjechał o świcie z więzienia w Tarnowie – wagonami 3 klasy, po 12 ludzi w przedziale, w ciszy i duchocie. Fabrizio Sciami / Flickr CC by SA
Są młodzi i zdrowi, więc mają przed sobą ze 3 miesiące życia. Na wolność wyjdą przez komin krematorium. Taką przyszłość przepowiadano 728 pierwszym więźniom w Auschwitz.
Roman Trojanowski (88 lat, numer obozowy 44) w mieszkaniu w Krakowie. Jest prawnikiem. Na fot. także: wakacyjne zdjęcie z 1939 r. oraz fragment wojennego pamiętnika (nie obejmuje on czasu spędzonego w Auschwitz).Piotr Małecki Roman Trojanowski (88 lat, numer obozowy 44) w mieszkaniu w Krakowie. Jest prawnikiem. Na fot. także: wakacyjne zdjęcie z 1939 r. oraz fragment wojennego pamiętnika (nie obejmuje on czasu spędzonego w Auschwitz).
Kazimierz Albin (88 lat, numer obozowy 118) w mieszkaniu w Warszawie. Jest inżynierem. Na fot.: wśród kolegów więźniów w Auchwitz (jego oryginalne zdjęcie obozowe zaginęło), a także niemiecki Federalny Krzyż Zasługi przyznany mu w 2009 r.Piotr Małecki Kazimierz Albin (88 lat, numer obozowy 118) w mieszkaniu w Warszawie. Jest inżynierem. Na fot.: wśród kolegów więźniów w Auchwitz (jego oryginalne zdjęcie obozowe zaginęło), a także niemiecki Federalny Krzyż Zasługi przyznany mu w 2009 r.
Józef Paczyński (90 lat, numer obozowy 121) w mieszkaniu w Krakowie, Jest inżynierem, po wojnie pracował jako nauczyciel. Na fot. także: zdjęcie z czasów wojny oraz jego legitymacja wydana w 1945 r. przez alianckie wojska okupacyjne w Austrii.Piotr Małecki Józef Paczyński (90 lat, numer obozowy 121) w mieszkaniu w Krakowie, Jest inżynierem, po wojnie pracował jako nauczyciel. Na fot. także: zdjęcie z czasów wojny oraz jego legitymacja wydana w 1945 r. przez alianckie wojska okupacyjne w Austrii.
Jerzy Bielecki (89 lat, numer obozowy 243) w mieszkaniu w Nowym Targu. Jest inżynierem, po wojnie był dyrektorem PKS Nowy Targ, potem nauczycielem i dyrektorem szkoły. Na fot: Krzyż Oświęcimski, miniatura menory, medal Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.Piotr Małecki Jerzy Bielecki (89 lat, numer obozowy 243) w mieszkaniu w Nowym Targu. Jest inżynierem, po wojnie był dyrektorem PKS Nowy Targ, potem nauczycielem i dyrektorem szkoły. Na fot: Krzyż Oświęcimski, miniatura menory, medal Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.

Pociąg

Fritzsch kończy powitanie, schodzi z krzesła. Ma doświadczenie z obozami. Właśnie przyjechał z Dachau po siedmiu latach pracy w kompanii karabinów maszynowych, a potem w cenzurze. Przy stołach trwa ewidencja więźniów. Każdy dostanie numer wypisany na kartoniku. – Ja nie wierzę – mówi 121. – Mamy XX wiek. Niemcy to naród, który wydał tylu zacnych ludzi. Nic złego nie zrobiłem – dlaczego mam żyć 3 miesiące? Ile ma złotych zębów? Na co umierali w jego rodzinie? – dopytuje rejestrator. Numeracja startuje od 31. Pierwsza trzydziestka zajęta przez niemieckich kryminalistów, którzy teraz poganiają, biją, wrzeszczą, rejestrują nowych. – Tylko tak straszą – uważa 44. – To długo nie potrwa. Niech się tylko ruszy Anglia.

Ten transport wyjechał o świcie z więzienia w Tarnowie – wagonami 3 klasy, po 12 ludzi w przedziale, w ciszy i duchocie. Więźniowie nie wiedzieli, dokąd ich wiozą. Na dworcu w Krakowie słyszeli marsze z patefonów i wiwaty. Żandarmi z transportu kazali im zapamiętać 14 czerwca 1940 r. – dzień, w którym upadł Paryż. – Ziemia się pod nami zapadła – mówi 118. Pociąg ruszył na zachód, ludzie szeptali, że jadą do pracy do Rzeszy. Skład zatrzymał się na bocznicy w Auschwitz. Pod budynkiem Polskiego Monopolu Tytoniowego czekali już esesmani z karabinami. Na ich widok spokojni żandarmi z transportu dostali ostrogi. Wyrzucali ludzi z wagonów. 243 leżał, dostał kopa w pierś, pejczem w szyję, zrywał się, biegł, przeskakiwał leżących. Potem więźniowie stali w dziesięcioszeregach. Ubrania mieli porwane. Chłopakowi obok 243 łzy z krwią kapały na koszulę. – Do roboty jedziemy, a tak nas witają? – dziwił się 243. Przyszedł komendant Fritzsch, stanął na krześle, mówił cicho. A tłumacz wrzeszczał, żeby tych 728 ludzi mogło usłyszeć, gdzie są i ile im zostało.

Imiona

118 to Kazik z Krakowa, 18 lat, harcerz. Ma w obozie brata, Mietka, 20 lat, numer 116. W maju razem wychodzą z domu walczyć. Rwie się z nimi najmłodszy brat, ale każą mu zostać przy rodzicach.

243 to Jurek, 19 lat, znajomy Kazika z krakowskiego gimnazjum nowodworskiego, syn urzędnika. Jurek nie żegna się z rodzicami wychodząc z domu. Zostawia list w szufladzie. Pożyczony od ojca zegarek z dewizką przepada w śledztwie.

44 to Romek z Jarosławia, 18 lat. Aresztowany w drodze na majową mszę.

121 to Józek spod Wadowic, 20 lat. Walczył w kampanii wrześniowej, ale mówi, że głównie uciekali ubrani w swoje nowiutkie mundury.

Kazik z Mietkiem, Jurek i Józek osobno wpadają na zielonej granicy. Idą przez góry do polskiej armii na Zachodzie. Na takich mówi się turyści. Wsypują ich niemieccy szpicle udający polskich oficerów. Albo łapią słowaccy pogranicznicy. Romek też ma umówiony przerzut na Węgry, kiedy go gestapo zabiera spod kościoła. Niemal cały pierwszy transport to młodzieńcy. Numer obozowy zależy od stolika, przy którym się rejestrują 14 czerwca. Od tej chwili imiona i nazwiska leżą nieużywane w kancelarii Auschwitz.

Zegar

Ulica oddziela budynek Monopolu Tytoniowego od pustych koszar zbudowanych w 1918 r. jako stacja emigracyjna na granicy Niemiec i Austrii. Monopol ma zegar na frontonie, dlatego mówi się: pod zegarem. Kolejne transporty polskich więźniów do Auschwitz zajmują koszarowce zwane blokami, ludzie dostają obozowe pasiaki. A pod zegarem trwa kwarantanna transportu pierwszego. Ludzie śpią na podłodze, nie wolno im otwierać okien. Z przepełnionych beczek wylewa się mocz i kał. Nocni wartownicy strzelają seriami po ścianach na postrach. Ktoś dostaje obłędu, koledzy uciszają go pięściami. Codziennie pobudka, kubek ciepławej lury, potem bieganie na rozkaz, skakanie, czołganie. Sport, mówią Niemcy. – Biegamy w cywilnych ubraniach dokoła młodego klonu, padając rozbijamy głowy o buty poprzedników – mówi 243. – Ogolone głowy puchną od słońca. Umierają pierwsi koledzy. Jeśli ktoś słabnie, kapo kopniakami zapędza do szeregu.

Pasiaki z koszar przywożą pod zegar herbatę w kotłach. Drugi transport, podobno inteligenci, nie przechodzi tresury. – Nas ganiają po 10 godzin w spiekocie, a oni zajmują najlepsze funkcje w obozie – mówi 118. – To niesprawiedliwość.

Kwarantanna i sport trwają 3 tygodnie. Pod koniec komendant chce wiedzieć, kto ma wszy. Mają wszyscy, ale przyznaje się numer 44 i jeszcze siedmiu. Wtedy 44 dostaje pierwszego w obozie kopniaka od Niemca. Zawszawieni siedzą na poddaszu tydzień. Przez dachowe okno widzą swój transport przeprowadzający się do głównego obozu Auschwitz Eins, za ulicę. 44 i koledzy pod zegarem całymi dniami z nudów tłuką wszy, aż ginie ostatnia.

Warstwy

Do końca 1940 r. tylko z dystryktu krakowskiego przyjeżdża do obozu 13 transportów więziennych. Ostatni numer zarejestrowany w grudniu to 7878. Zugangów, jak mówi się na nowo przybyłych, starsi stażem więźniowie traktują obojętnie. Obozowy świat dopiero się wytapia. Pozycja społeczna z wolności jest bez znaczenia. Kilka tysięcy mężczyzn tworzy nową hierarchię, od której zależeć będzie przeżycie. – W obozie wygląd kształtował pozycję – mówi 243. – Już się zaznaczały warstwy zależne od wyżywienia i warunków mieszkalnych. Nazywaliśmy to hierarchią sienników. Dobre komanda dostawały więcej jedzenia. Zamiast 3 kotłów zupy, 4,5 kotła – w ten sposób tworzyła się klasa panów pośród więźniów.

Dobre komando to takie, które wykonuje lekką pracę pod dachem. Najlepsze takie, co pracuje w kuchniach, magazynach żywności albo ma kontakt z wolnym światem i może się dokarmiać. – Po paru dniach zdaliśmy sobie sprawę, że napis „Arbeit Macht Frei” na bramie to cynizm, bo praca ma nas wykończyć, a na obozowym wikcie nikt nie przeżyje – mówi 118. – Najważniejsze były znajomości. Miał szansę przeżyć, kto znał starych więźniów, a oni mu przez kontakty załatwili dobre komando. Przeciętny więzień co dzień walczył o przeżycie w samotności i nawet o tym nie wiedział.

Na jednym piętrze bloku mieści się 600 więźniów. Śpią na podłodze. Potem dostają słomę. Wreszcie sienniki. Dzień rozpoczyna się od policzenia zmarłych w nocy. Na kolację dostali już chleb, do niego czasem zulagę, czyli dodatek: plasterek zielonawej kiełbasy, pasztetówki, kosteczkę margaryny, dżem z buraków – więc śniadania nie będzie. Dokładnie się sprawdzi sienniki umarłych, czy jedzenia nie schowali. Przed wyjściem do pracy apel. Zawsze ktoś dostanie w mordę od esesmana. Ktoś krzywo stoi w szeregu i za to zginie. Numery patrzą po sobie, taksują, ile komu zostało do śmierci. O dziwo, pierwsi giną ci, którym dawało się najwięcej szans – wypasieni, silni wieśniacy. W wyścigu o przeżycie chudzi chłopcy z miasta wygrywają z nimi sprytem. Im więcej ludzi w obozie, tym więcej kradzieży chleba. To najcięższe przestępstwo w więźniarskim świecie. Zdarza się, że złodzieje chleba giną nocą w umywalniach. Bici są przez innych więźniów na śmierć – w ciszy, żeby się blokowy nie obudził.

Śmierć głodowa rozpoczyna się od zobojętnienia. Kiedy więzień straci mniej więcej jedną trzecią wagi, oczy zajdą mu mgłą, otępieje, przestanie reagować na krzyk i ból. O takich mówi się w obozie: muzelmanie. Muzelman wyjadający ze śmietnika koło kuchni to kłusownik. Kłusownicy najczęściej umierają na tyfus. Muzelmanie chodzą na sztywnych nogach, małymi kroczkami. – Muzelmanie biegali jak klauni w cyrku – wspomina 243. – Nikt się nie śmiał, ale w hierarchii byli mniej ważni niż ci dobrze wyglądający.

Pierwszy transport wymiera, a pięciocyfrowcy dostają fuchy pod dachem, w cieple. Śląski transport załapuje się w kancelarii obozowej. Późne transporty zaczynają robić interesy z esesmanami. Tymczasem młodzież z pierwszego transportu marnuje czas czytając Karola Maya po niemiecku na zajęciach w bloku młodocianych. – Człowiek szybko dorósł i już się nie zachwycał Karolem Mayem jak jeszcze dwa lata temu – mówi 118. – Należało poszukać znajomości i wskoczyć do dobrych komand.

Praca

Na wiosnę 1941 r. 243 waży 44 kg przy wzroście 180 cm. Kończy się, ocenia swoje ciało, przeliczając je na dni do przeżycia. Po porannym apelu kapowie ustawiają komanda do pracy. W początkach Auschwitz praca polega na przykład na kopaniu rowu, a potem zasypywaniu. Pracuje się biegiem. 243 ustawia się w złym komandzie i przez 13 miesięcy kończy się pod chmurką.

W tym samym czasie 44 muzułmanieje przy rozbiórkach domów we wsi Brzezinka, gdzie powstanie nowy obóz koncentracyjny Birkenau. Przy pracy jedni walą taranem w ściany, kiedy drudzy rozbierają dach. Codziennie niesie się do obozu ciała kolegów, przeklinając ich, że jeszcze tacy ciężcy. – A jak się kolegę prowadzi, a on jest pochylony do przodu, to raczej przeżyje – zauważa 44. – Jeśli odchylony do tyłu, to już z nim koniec. Pierwszej obozowej zimy 44 zwraca uwagę nieznanemu koledze, żeby zamiast kucać, raczej chodził – rozgrzeje się. Ten nieznany numer rozmarza się opowiadając o kuchni matki. Ale umiera w środku zdania. – Głodnemu wyostrza się węch – mówi 44. – Wiatr przynosi do obozu zapachy gotowania z okolicznych wsi, ale może tylko nam się zdaje. Coraz częściej mówimy o jedzeniu. Wieczorami głodni ludzie układają sobie wolnościowe menu marzeń. Czasem znajduje się te przepisy w siennikach zmarłych – zapisane na strzępach worka po cemencie. Marzenie: wielki garnek albo patelnia, a tam wymieszane wszyściutko, co nadaje się do jedzenia. 44 ciągle choruje na ciężką anginę. Przestaje mówić. Esesmani biją go za milczenie.

118 zostaje sztubowym w bloku 1, będzie dbał o czystość sześciu izb. Chętnych do funkcji jest tak wielu, że numer 2, Otto Kuessel, Niemiec odpowiedzialny za rozdział pracy wśród więźniów, robi egzamin z niemieckiego. 118 wygrywa. Przechodzi na lepszy kocioł z jedzeniem. Może zacząć dokarmiać brata. 116 puchną łydki z głodu, a to w obozie oznaka muzułmaństwa. Robi się jeszcze lepiej, kiedy 118 dostaje się do pracy w kuchni esesmańskiej.

Więźnia 121 Otto Kussel umieszcza w komandzie rewiru SS. W bloku obok małego krematorium, niedaleko willi komendanta obozu Auschwitz Rudolfa Hoessa, mieści się zakład fryzjerski, apteka, kantyna, gabinet dentystyczny i szpital – wszystko to dla SS. Obowiązkiem 121 jest sprzątanie. – Wspaniałe komando, pod dachem i czysto – mówi 121. – Do moich obowiązków należało się tam utrzymać.

Numer 2 Otto Kuessel – właściwy adres, by załatwić lepsze komando i nie umrzeć w pierwszej kolejności. Kuessel: średniego wzrostu, szczupły; pozostali kapowie szanują go. Przewyższa inteligencją niemieckich kolegów wyrokowców z obozu. Podobno był kasiarzem w Berlinie. Nigdy nie bije więźniów. 2 wyciąga 243 z muzułmaństwa dając mu pracę mechanika w obozowym młynie, a potem w magazynie zboża. 2 mianuje 44 sprzątaczem w esesmańskich mieszkaniach. Po wojnie numer 2 zostanie honorowym obywatelem Polski.

Birkenalee

W 1941 r. w Auschwitz Eins działa już solidna sieć więzienna oparta na znajomościach i wymianie przysług. Należą do niej także niektórzy esesmani. Nieprzewidywalność obozowej śmierci nie pozwala więźniom na spokojne życie, ale też sami stwardnieli już na śmierć. Musieli stwardnieć. – Widziałem, jak kapo wbija człowiekowi szpadel w kark – mówi 243. – Ale ja już we wszystko mogłem uwierzyć, już nic mnie nie dziwiło. Znajomi z komand pracujących poza obozem przynoszą informacje. Obóz Birkenau, czyli Auschwitz Zwei, się rozbudowuje. Montują tam składane końskie baraki. Powstają dwa nowe krematoria. Do Auschwitz Eins trafiają pierwsi jeńcy radzieccy. Giną jednej nocy w bloku 11. To eksperyment z gazem trującym – udany. Nosiciele trupów opowiadają, że rano znajdują martwych Rosjan stłoczonych na stojąco w korytarzu – pochylonych jak łan zboża po deszczu. Tymczasem ktoś przez znajomego prosi ludzi z kuchennego komanda o podkarmienie. 121 szmugluje leki z esesmańskiej apteki. Gdy 121 choruje na tyfus, koledzy chowają go przed lekarzem SS, który wybiera słabych do gazu. A 118 podsyła 121 wzmacniające dania z kuchni SS.

121 zostaje fryzjerem komendanta Hoessa. – Przychodzi żołnierz od Hoessa i mówi, że ten kleine Pole, czyli ja, ma iść ostrzyc komendanta – opowiada 121. – W drzwiach już czekała Hoessowa, w łazience lustro przygotowane i krzesło. Przyszedł Hoess w owerolu, zdziwiłem się, że z bliska taki mizerota. Strzygłem go co tydzień przez kilka lat i nigdy nie odezwał się do mnie słowem. Ja się bałem, on się brzydził.

W 1942/43 r. transporty dostają już sześciocyfrowe numery. Starzy więźniowie obozu nazywają nowych milionerami. Milionerów się lekceważy. Zostają w pamięci: ci faceci w garniturach zabrani od restauracyjnego stolika, przerażone mieszczuchy z łapanki ulicznej, dzieci płaczące do matek i matki w panice wypierające się dzieci. Od 1942 r. do Auschwitz przywozi się kobiety. Widzi się je świeżo z transportu: w kwiecistych sukienkach, w futrach, w pantoflach jak z żurnala. I niedługo potem: wychudłe, łyse, zostawiające za sobą smugę smrodu. 121 i 118 kręcą się przy transportach szukając znajomych z wolności. Obozowa sieć obejmuje także pomoc. – Ale każdemu pomóc nie da rady – mówią 121 i 118. Pod bramą obozu ludzie w potrzebie czekają na dobrze ustawione w hierarchii stare numery. – Mówiliśmy na nich klienci – mówi 118. – Czekali na nas po pracy, żeby o coś poprosić, podziękować. Jakiś klient obiecuje willę w Zakopanem w zamian za odkarmienie. Inny chce płacić. 118 i 121 nie biorą nic – ratują ludzi, jeśli mogą. Obozowa sieć obejmuje też wymiar sprawiedliwości. Na przykład kapuś dostaje paczkę, a w niej ciepły sweter z wszami tyfusowymi. Kapuś trafia do szpitala, pomaga mu się umrzeć. – Oczywiście, że tworzyliśmy subkulturę więzienną – mówi 118. – Przejęliśmy wzorce od 30 niemieckich więźniów, a potem je rozwinęliśmy, bo byliśmy inteligentniejsi.

Wieczorami, po kolacji, dobrze wyglądający więźniowie spacerują w Birkenalee. Aleja brzozowa to miejsce kontaktów, załatwiania interesów. Ustala się przerzuty towarów i ludzi między komandami. Załatwia się lewe dokumenty i esesmańskie mundury potrzebne do ucieczek. Siedzi się nad basenem z trampolinami. Chodzi się na mecze piłkarskie i bokserskie więźniowie kontra SS. I drży się przed wywózką do innych obozów. Każda wywózka rozwala sieć.

Przeżycie

44 sprząta w domu Heinricha Schwartza, oficera odpowiedzialnego za siłę roboczą w obozie koncentracyjnym. Schwartz mieszka sam, ale roznosi się, że zdradza żonę. Pani Schwartzowa przyjeżdża pilnować męża. W drodze do pracy 44 codziennie mija strażnika esesmana ze Śląska. Strażnik marzy, by jego syn też był w SS. Potem 44 czeka, aż adiutant Schwarza zamknie w łazience bernardyna Cezara, szkolonego w nienawiści do więźniów. 44 sprząta, a pani Schwartz chodzi za nim po mieszkaniu, bo się strasznie nudzi, i opowiada o swoim życiu. Więzień 44, Roman Trojanowski, wychodzi na wolność w kwietniu 1942 r. Do dzisiaj nie wie, komu to zawdzięcza. W cywilnym ubraniu idzie na dworzec w Oświęcimiu i kupuje bilet do Jarosławia. Ślązak esesman krzyczy za nim z bramy Arbeit Macht Frei, że już nie chce, aby jego syn wstępował do SS.

W 1943 r. 118 jest tak zadomowiony w kuchni SS, że pozwala sobie na okazywanie wyższości wobec esesmanów. Jedzą mu z ręki, jak jedzą z jego kotła – jak dzieci od niego zależni. Mógłby ich otruć garścią arszeniku wsypanego do zupy. – Ale coraz tęskniej spoglądam w niebo, zamyślam się – mówi 118. W lutym 1943 r. po kolacji, więzień 118 Kazimierz Albin ucieka z obozu. Działa w podziemiu do końca wojny.

243 z okna na drugim piętrze w młynie, a potem w magazynie zboża widzi niemal pół miasta Oświęcim. Wolni ludzie jeżdżą, załatwiają swoje sprawy. Ale 243 jest w sytym komandzie, nie ma zamiaru uciekać. Kiedyś jeden esesman podnosi na niego lagę, ale spod rękawa pokazuje się numer 243. Niemcy szanują stare numery. – Traktują nas jak niedobite psy – mówi 243. Przez okno magazynu widzi brązowy dym znad Birkenau. Czuje smród. Koledzy z sonderkommanda zajmującego się gazowaniem i paleniem ludzi mówią, że całe pociągi Żydów idą na śmierć. Na początku zakopuje się ciała w dołach, ale jest ich tak dużo, że ziemia się porusza. To teraz są dwa nowe krematoria. Po Auschwitz krążą legendy o bogactwach, które SS odbiera Żydom. O pazerności esesmanów na złoto, brylanty, kawior i alkohol. W magazynie zboża pracuje kilka żydowskich więźniarek, cerują worki. 243 jest zakochany w 26558. Z wzajemnością. W maju 1944 r. dziewczyny znikają, jedne idą na śmierć, ale 26558 dzięki znajomościom 243 trafia do pralni. W lipcu 1944 r. więzień 243 Jerzy Bielecki w przebraniu oficera SS wyprowadza z obozu więźniarkę 26558 Cylę Cybulską. Uciekają przez 9 dni. Gubią się. Odnajdują po 39 latach.

121 lubi obozową orkiestrę. – Nigdy lepszej orkiestry już nie słyszałem – mówi. – 120 osób, sami zawodowi muzycy. Grali „Bolero”, „Kalego z Bagdadu”, „Na perskim rynku” przedwojenne szlagiery. Muzycy zatrudnieni są w komando obieraczy kartofli, żyją w obozie dzięki muzyce. W styczniu 1945 r. więzień 121 słyszy już rosyjskie działa na wschodzie. W obozie panika, ewakuacja, marsz śmierci na zachód. – Idę ostatni, opóźniam, jak mogę, bo mam nadzieję, że Rosjanie zaraz nas wyzwolą – mówi 121. – Ale za mną esesmani z pistoletami wyjętymi z kabur. I śnieg miejscami czerwony od krwi. Więzień 121 Józef Paczyński zostaje wyzwolony przez armię amerykańską z obozu w Ebensee.

Sny

Auschwitz już im się nie śni. A jeśli wspominają, to dobre rzeczy. Pamięć ludzka jest łaskawa, mówią. Ale Kazimierz Albin nocuje w Oświęcimiu z okazji którejś rocznicy obozowej. Pokoje gościnne dla byłych więźniów mieszczą się w dawnych budynkach administracyjnych. Albin kładzie się spać w dawnym gabinecie Rudolfa Hoessa, czuje z tego powodu pewną satysfakcję. Ale w nocy, w półśnie, widzi jasno oświetlone druty kolczaste za oknem. – I myślę: mój Boże, to się nigdy nie skończy.

Polityka 24.2010 (2760) z dnia 12.06.2010; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Kolejność przeżywania"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nie chcą naszego mięsa

Dla zdobycia głosów drobnych rolników rząd nie waha się ryzykować zdrowia polskich konsumentów, a także załamania eksportu polskiej żywności.

Joanna Solska
29.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną