Hipstersi, czyli nowa subkultura

Nieuchwytny hipster
Dla prawdziwego hipstera modne jest to, o czym jeszcze nikt nie wie, że jest modne. Z tym że prawdziwy hipster nigdy nie powie o sobie, że jest hipsterem. To byłoby bardzo niemodne.
cwhitfield/Flickr CC by SA

ret0dd/Flickr CC by SA

Dlaczego prawdziwy hipster nigdy nie powie o sobie, że jest hipsterem?

Piotr (rocznik 1986, student filozofii, fotograf): – Bo mógłby być odebrany jako ktoś powierzchowny, skupiony na ciuchach, a nie na własnym wnętrzu.

Joanna (rocznik 1990, maturzystka, organizatorka imprez Yeah it’s Nice): – Bo hipster kojarzy się jako ktoś wyniosły, lekko zarozumiały, o szczebel wyżej od innych.

Janek (rocznik 1984, student zarządzania, współwłaściciel klubu Kamieniołomy): – Bo nikomu nie wypada powiedzieć o sobie, że jest trendy.

Kim hipster jest

Hipsterzy to jedna z najbardziej ulotnych i nieokreślonych subkultur. Nie wiadomo nawet, czy jest subkulturą, czy może postsubkulturą lub subkulturą w cudzysłowie. Według definicji Władysława Kopalińskiego, hipster to „zapalony miłośnik jazzu, osoba zamiłowana w rzeczach modnych i eleganckich, w nowościach”. Słowo pochodzi z lat 40. I, oczywiście, jest kilka wersji co do jego genezy. Pierwsza mówi, że wzięło się od okrzyku hep, używanego w środowiskach jazzowych jako wyraz aprobaty dla czyichś umiejętności, stylu, wyczucia. Druga, że pochodzi od hop – slangowego określenia opium. Jest i trzecia, że od hipi, co w afrykańskim narzeczu oznacza: otwierać komuś oczy.

Słuchający czarnego jazzu hipsterzy wyznaczali styl lat 40. (W Polsce ich powojenną wersję stanowili bikiniarze). Dołączyła do nich w następnej dekadzie generacja bitników z Allenem Ginsbergiem i Jackiem Kerouackiem. Potem słowo zniknęło na wiele lat, by powrócić w późnych latach 90. na określenie wielkomiejskiej, lewicującej młodzieży, związanej z kulturą alternatywną, wybierającą ekologiczny, wegetariański czy nawet wegański styl życia.

Według Roberta Lanhama, autora książeczki „The Hipster Handbook”, hipster to ktoś, kto ukończył liberalną artystyczną szkołę, której drużyna futbolowa nie wygrała meczu od czasu rządów Ronalda Reagana i ma jednego przyjaciela republikanina. Uwielbia termin postmodernizm, używa słów w znaczeniu ironicznym, spędza wolny czas w barach, ale nigdy w sieciowych, w których kelnerzy mają plakietki z imionami, albo gdzie gra się w rzutki. Bardzo niehipsterskie są m.in. samochody typu suv, przedmieścia, książki z wypukłymi literami na okładce, praca na etacie, bożonarodzeniowe swetry z mikołajem i muzyka, którą można usłyszeć w radiu. Z definicji Nonsensopedii: „hipster to ktoś tak oryginalny, że w skali oryginalności od 1 do 10 jest siedemnastką. Brzydzi się komercją i nie słucha zespołów, których nazwę da się wymówić”.

Ideowa otoczka, która dawniej towarzyszyła hipsterom, dziś się ulotniła, zastąpiona przez nutę dekadencji i hedonizmu. Równouprawnienie, ekologia, tolerancja dla mniejszości to rzeczy zbyt oczywiste, by o nich mówić. Nie bardzo jest przeciwko czemu się buntować, zresztą bunt to już od dawna towar na sprzedaż. „Hipster to koniec cywilizacji Zachodu, kultura tak bardzo niezaangażowana, tak bardzo wyłączona, że nie może z siebie wydać nic nowego” – deklaruje Douglas Haddow w tekście o hipsterach.

Pozostaje zabawa stylami, estetykami, trendami subkulturowymi, układanymi w indywidualny kolaż. Jednak, jak pisze amerykańska dziennikarka Julia Plevin, choć kluczowe dla hipsterów jest unikanie etykiet, metek i bycia ometkowanym, wszyscy oni noszą to samo i zachowują się tak samo. Są konformistyczni w swoim nonkonformizmie.

Co hipster nosi

To jest trudny styl. Trzeba sprawiać wrażenie, że człowiekowi zupełnie na modzie nie zależy. Na niewtajemniczonych hipster może sprawiać wrażenie, jakby przed chwilą wstał z łóżka (fryzura) i ubierał się po ciemku. Metki wykluczone. Kto ma wiedzieć, że to z Berlina, ten wie. Założyć można niemal wszystko. Liczy się kombinacja stylów, np. sportowego z retro albo kiczu z elegancją, dobrze widziane są cytaty z różnych modowych epok. Ale z tym trzeba uważać, bo nie każdą epokę warto aktualnie cytować. Definitywnie skończył się styl na brytyjskiego modsa, czyli marynarka, krawat śledzik, kapelusz. Trendy zmieniają się szybko, więc o każdym lepiej mówić na wszelki wypadek, że właśnie się kończy.

Podobno właśnie kończy się styl na lata 80. Na razie nosi się skinny jeans, czyli bardzo wąskie spodnie, koszulki w serek, okulary w grubych oprawkach (mogą być bez szkieł), trampki i adidasy, ale modele z krótkich serii, będące kopią tych sprzed kilku dekad. Można cytować styl punkowo-squaterski albo kuriera rowerowego, ale nie wiadomo, jak długo, bo już mówi się, że idzie renesans grunge’u z lat 90., czyli brody i lekko folkowy sznyt.

Według Roberta Serka, prowadzącego w Warszawie kilka sklepów z odzieżą, polski hipster jest mniej więcej dwa sezony do tyłu. – Dopiero co dogoniliśmy świat. Dotarły do nas flanelowe koszule w kratę, które w Stanach i Europie od dawna się nosi. Założył własne sklepy, gdy po powrocie ze stypendium w Barcelonie stwierdził, że w Warszawie nie ma gdzie się ubrać. Sprowadza ze świata ciuchy najbardziej hipsterskich marek, m.in. jeansy Cheap Monday i właśnie finalizuje wydanie polskiej wersji pisma „Vice”, hipsterskiej biblii.

Powstało ono w latach 90. w Montrealu, założone za rządowe pieniądze przez dwóch pijaków i ćpuna, którzy zdecydowali się skorzystać z jednego z kanadyjskich programów pomocowych. Dziś ma niemal milion czytelników na całym świecie, a jego słynna rubryka Dos&Don’ts, czyli co wypada, a czego nie, kreuje globalne trendy. Choć oczywiście jeden z założycieli „Vice”, Gavin McInnes, jak prawdziwy hipster odcina się od mody: „Ubieram się jak bezdomny niedobitek modsów, ale nie wiedzieć czemu w Montrealu uważa się to za cholernie dobry styl. Moda jest nudna i tylko głupki tak naprawdę się nią przejmują”.

Zgodnie z hipsterską zasadą modne jest to, o czym jeszcze nikt nie wie, że jest modne, i to jest kolejna trudność, bo wielkie koncerny natychmiast przechwytują trendy. Zatrudniają cool hunterów, czyli łowców tego, co jest cool, którzy myszkują w środowiskach młodzieży. Jak pisze Bartek Chaciński w przygotowywanej do wydania książce o kulturowych niszach, hipsterzy są w sytuacji ciągłej ucieczki przed tym, co z ich stylu robią koncerny modowe i z czym za chwilę zaczyna się obnosić całe miasto. „To kultura ciągle tropiona i inwigilowana przez speców od marketingu”.

Cokolwiek hipsterzy wymyślą, w następnym sezonie trafia do wielkich sieci typu H&M czy Zara. Co o tyle upraszcza sprawę, że jest wyraźnym sygnałem, by prawdziwy hipster przestał to nosić.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną