Z życia sfer

We własne ręce
Zeszłotygodniowa bitwa o krzyż przed Pałacem Prezydenckim pokazała, że państwo polskie nie służy już niestety nikomu.

Działaniem tego państwa rozczarowani są zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy krzyża. W opinii tych pierwszych o słabości państwa świadczy fakt, że państwo nie potrafiło stanąć w obronie krzyża (w wyniku czego musieli go bronić sami), podczas gdy drudzy zarzucają państwu, że nie potrafiło tego krzyża usunąć, zaś jego obrońców szybko zdiagnozować po to, aby zapewnić im specjalistyczną opiekę lekarską. Zwolenników rozdziału Kościoła od państwa dodatkowo oburzył fakt, że przybyłe pod krzyż służby państwowe przez cały czas powstrzymywały się od działania, najwyraźniej licząc na jakiś cud, co jaskrawo kłóci się z ideą świeckości państwa.

Nic dziwnego, że niektórzy obywatele próbują sprawy państwa brać w swoje ręce i osobiście uczestniczyć w pracy jego organów, aby uchronić je od kompromitacji. Przykładem może być zeszłotygodniowe wtargnięcie dwóch starszych mężczyzn na posiedzenie Sądu Najwyższego, który w pełnym składzie rozpatrywał właśnie sprawę ważności wyborów prezydenckich. Jak się okazało, mężczyźni usiłowali zapobiec wydaniu przez sąd wyroku niesłusznego, uznającego wybory za ważne, gdyż z posiadanych przez nich informacji wynikało, że nie mogły one być ważne ze względu na to, że wygrał je Bronisław Komorowski. Trzeba powiedzieć, że agresywna siła argumentacji obu przybyłych obezwładniła pełny skład sędziowski, zmuszając go do pospiesznego opuszczenia sali i udania się na naradę. Przed wyjściem przewodniczący składu wezwał do usunięcia mężczyzn z sali, ale na wezwanie to żadne służby porządkowe nie zareagowały, co niestety potwierdza wyjątkowo niski autorytet zarówno Sądu Najwyższego, jak i jego rozstrzygnięć. Jedynym dowodem na to, że jakiś autorytet Sąd Najwyższy jeszcze posiada, może być to, że po ogłoszeniu przez przewodniczącego tego sądu przerwy przerwa istotnie nastąpiła.

Z relacji mediów wynika, że podczas przerwy mężczyźni zachowali się odpowiedzialnie i mimo że pozostali na sali rozpraw w pełnym składzie, powstrzymali się od wydawania wyroków. W szczególności zaś nie ogłosili nieważności wyborów prezydenckich, co mogło poważnie skomplikować sytuację w kraju i być może ostatecznie zamknąć Bronisławowi Komorowskiemu drogę do Pałacu Prezydenckiego, do którego i tak trudno mu się dostać ze względu na stojący przed wejściem krzyż.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj