Społeczeństwo

Pani pobiła pana

Mężczyźni ofiarami domowej przemocy

Leszek Zych / Polityka
Coraz więcej mężczyzn przyznaje się do ulegania domowej przemocy. Gdyby nie nagrania, stanowiące dowody sądowe, w niektóre historie trudno byłoby uwierzyć.

Małżonkowie W. byli 10 lat po ślubie. Jak wielu wykształconym trzydziestoparolatkom, aspirującym do statusu tzw. klasy średniej, ich życie upływało podobnie: licealna miłość, studia, prace w korporacjach, budowa i urządzanie domu, dwójka dzieci, wreszcie pierwszy kryzys. Zdenerwowała się – pomyślał Romuald, wówczas dyrektor finansowy w dużej firmie, kiedy po raz pierwszy Małgorzata uderzyła go w głowę.

Romuald przypadkiem odkrył, że Małgorzata po kryjomu przelała 25 tys. zł ze wspólnego konta na swoje. Stracił zaufanie i kupił dyktafon. Dziś podejrzewa, że może już wtedy szykowała się do rozwodu. Ale wówczas jeszcze sądził, że ze względu na dzieci wszystko się jakoś poukłada. Kilka miesięcy później Małgorzata znienacka zaatakowała męża widelcem, raniąc do krwi. Innym razem kopnęła. Wreszcie – zmobilizowała do nękania całą swoją rodzinę. W szpitalu stwierdzono u Romualda wstrząśnienie mózgu i stłuczenie kolana. Na dyktafonie zachowały się fragmenty rozmów.

Brat żony: „Nie wiedziałem, że aż tak napuchnie. (…) Niedobrze, że uciekł”.

Żona: „On się nigdy nie bił! (…) Dopóki nie mam rozwodu, nie można mu zrobić największej krzywdy, bo jak go unieszkodliwicie, jakby został kaleką, to ja mu będę musiała alimenty płacić… Bo po rozwodzie to pal licho!”.

W filmowym makijażu

W odróżnieniu od Romualda W. Piotr K. od początku tolerował wybuchowy charakter żony. Nauczył się schodzić jej z drogi w odpowiednich momentach. Kiedy po 15 latach małżeństwa odkrył jej romans i chciał o tym porozmawiać, zaczęła walić na oślep. Przez kilka dni Piotr – menedżer z wieloletnim doświadczeniem w branży kosmetycznej – wychodził do pracy w filmowym makijażu. Wtedy postanowił zrobić obdukcję i zgłosić sprawę policji.

Według danych policyjnych, w 2009 r. zarejestrowano 11 728 męskich ofiar przemocy, prawie trzykrotnie więcej niż 10 lat wcześniej, jednak sami policjanci nie są pewni, co o tym sądzić. – Zastanawiamy się, jak to jest – mówi Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji – czy faktycznie więcej pań bije swoich partnerów, czy raczej coraz więcej panów zdobywa się na odwagę, żeby przełamać wstydliwe tabu i przyznać się do tego.

Choć w dalszym ciągu ofiarami przemocy domowej padają częściej słabsze fizycznie kobiety (w 2009 r. policja zarejestrowała ich blisko 79 tys.), w świetle teorii związków przemocowych mechanizm wyzwalania się furii jest zwykle podobny. Zawsze występuje strona, która atakuje, i ta, która zaatakować się pozwala. Według terapeuty i psychologa sądowego Marka Patuszyńskiego, najgorsze, co można zrobić, to lekceważyć pierwsze światełka ostrzegawcze, nie reagować. Większość bitych mężczyzn nie reaguje.

Jej portret

Biją kobiety z różnych środowisk. Powodem wściekłości, która przeradza się w fizyczną agresję, jest najczęściej bezsilność, poczucie, że druga strona nie rozumie potrzeb i oczekiwań. – Niektórym ludziom łatwiej jest wyrazić swoją wściekłość, uderzyć, szarpnąć, niż powiedzieć, czego oczekują. Otwarte mówienie, czego chcą, jest dla nich upokarzające, bo tak ich wychowano – uważa Ewa Chalimoniuk, terapeutka z warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji. – Zakładają, że druga strona powinna się wszystkiego domyślić i tu najczęściej następuje rozczarowanie. Pretekst do wyrażenia furii zawsze się znajdzie, a może chodzi o to, że brak jest okazywania miłości, szacunku czy zainteresowania seksem.

Romuald W. z nutką nostalgii opowiada o swoim normalnym, jak podkreśla, życiu. Z Małgosią znali się przed ślubem 7 lat i nigdy się nie kłócili. W jej rodzinie czuł się dobrze i bezpiecznie. Gosia opowiadała wprawdzie, jak matka – nauczycielka – chodziła do pracy w ciemnych okularach, które maskowały siniaki. Wtedy to zlekceważył.

Kobiety wywodzące się z domów, w których była przemoc, często wchodzą w jedną z dwóch ról: ofiary albo kata. Widziały, jak ojciec upokarzał matkę. Gdzieś w głębi pokutuje echo dawnej krzywdy i rodzi się postanowienie: nigdy nie pozwolę, żeby mężczyzna mnie źle traktował. Według Ewy Chalimoniuk, granica jest tu zawsze przesunięta: – To, co inna kobieta uznałaby za pewien problem, ale nie za jakieś szczególne upokorzenie, w takiej kobiecie wyzwala od razu furię. Ma ochotę tego męża, a gdzieś tam w głębi ducha ojca, może nie zabić, ale skatować.

Skłonność do przemocy może pozostawać uśpiona latami. Często przejawiają ją osoby, które nie potrafią przyjąć do wiadomości, że świat nie jest dokładnie taki, jakiego by sobie życzyły, że ktoś inny też ma własne potrzeby i priorytety. – I to jest już na granicy zaburzenia – twierdzi Chalimoniuk – bo normalny dorosły człowiek musi umieć uszanować autonomię partnera, jego odmienne zdanie.

 

Jak Katarzyna K., żona Piotra. Wpadała w furię, gdy czegoś jej odmawiał, na przykład kupna samochodu. – Poza tym jest wrażliwą, delikatną osobą – usprawiedliwia Piotr małżonkę. Psychologowie określili ją jako kobietę „niepewną siebie, rozpaczliwie poszukującą dowartościowania”.

Terapeuta Marek Patuszyński jest bardziej radykalny. Jego zdaniem określone typy osobowości znajdują się i przyciągają. W związkach przemocowych to agresor zawsze wybiera ofiarę, bo instynktownie wyczuwa, na co będzie sobie mógł pozwolić. Od siły fizycznej znacznie ważniejsza jest ta psychiczna.

Bywa, że świetnie funkcjonujący na polu zawodowym, szanowani szefowie, rzutcy biznesmeni, w domu odsłaniają drugą twarz. Pobłażliwi i ulegli, zwłaszcza jeżeli po każdym ataku furii żona się uspokaja i wszystko wraca do normy, stopniowo coraz bardziej dają się spychać do roli ofiary. Każdemu, kto nie zetknął się z przemocą, nasunie się pytanie: dlaczego przynajmniej nie chwycą za nadgarstki, nie potrząsną, żeby rozwścieczoną kobietę otrzeźwić? Niektórzy są na to zbyt świadomi konsekwencji – przy jakiejkolwiek szarpaninie to kobieta mogłaby zgłosić się na policję ze skargą na agresywnego męża. Prawda jest jednak taka, że często po prostu nie potrafią. – Hamują złość w obawie, żeby nie zrobić partnerce krzywdy – mówi Ewa Chalimoniuk.

Drobny, zadbany i ujmujący w sposobie bycia Piotr K. uważa szarpanie się z kobietą za rzecz niegodną. Po dotkliwym pobiciu skorzystał z procedury Niebieskiej Karty, stworzonej w 1997 r. z myślą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wymaga ona określenia w dokumentacji, kto jest w konkretnym przypadku ofiarą. Dziwnie się poczuł, patrząc na obojętną twarz policjanta wypełniającego formularz. – Policjant też człowiek i zdarza mu się pomyśleć stereotypowo – uważa Patuszyński. Mężczyzna – ofiara przemocy domowej to już prawie synonim ofiary losu.

Ofiarom przemocy domowej psychologowie zalecają procedurę stawiania granic: powiedzieć „nigdy więcej, ani mi się waż”, zagrozić sankcją i obietnicy dotrzymać, wezwać policję. Strona atakująca nie może czuć się bezkarna, musi się z partnerem liczyć. Romuald W. wzywał policję wielokrotnie. Czuł się bezradny, kiedy żona zamykała go w domu na klucz albo w ogóle go nie wpuszczała, kiedy chowała komórkę lub dokumenty. Policjanci przyjeżdżali, radzili nie wdawać się w rękoczyny, bo kobieta może to wykorzystać. Odjeżdżali. Po ostatniej awanturze pomogło nagranie z ukrytego dyktafonu. Założono sprawę karną – o pobicie i kradzież dokumentów. Po trzech miesiącach prokurator podważył wynik obdukcji i zlecił ponowne przebadanie poszkodowanego. Biegła lekarka zakwestionowała nawet diagnozę z karty szpitalnej – wstrząśnienie mózgu. Dałby pan spokój, nieporozumienia rodzinne się zdarzają – radziła. Prokuratura Rejonowa w Mińsku Mazowieckim umorzyła sprawę. I tak dzieje się najczęściej.

Romuald W. nie dał za wygraną. Dopiero jego odwołanie do Prokuratury Krajowej spowodowało, że prokurator rejonowy wydał akt oskarżenia. Prowadzenie dwóch spraw – rozwodowej i karnej – pochłania mu znaczną część życia. Komplikacje nie ominęły też Piotra K. Na sprawie rozwodowej żona zeznała, że to on ją bił, więc musiała się bronić. Jego obdukcje i Niebieska Karta nie zrobiły większego wrażenia, bo jak tu nie uwierzyć delikatnej, drobnej blondynce. Nie miał wyjścia, zainstalował w domu podsłuch.

Zwyczajnie wstyd

W przeciwieństwie do kobiet, mężczyźni rzadko korzystają z psychoterapii czy pomocy odpowiednich organizacji. Najczęściej milczą, dopóki sprawa nie staje na ostrzu noża – dochodzi do rozwodu, walki o kontakty z dziećmi, udowadniania sobie winy. – Trudno jest pomóc tym ludziom – mówi Sławomir Mielnik ze Stowarzyszenia na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa. – Przychodzą po fakcie, nie potrafią zabezpieczyć dowodów.

Zresztą, dowody też bywają różne i chluby raczej nie przynoszą. Bo jak tu na przykład pokazać policji majtki, które żona celowo nasączyła piekącą cieczą? Zdaniem Ireneusza Dzierżęgi, prezesa Centrum Praw Ojca i Dziecka, psychologiczne mechanizmy rodzenia się przemocy są wprawdzie takie same u obu płci, ale kobiety celują w bardziej wyrafinowanych sposobach na zastraszenie, uprzykrzenie partnerowi życia.

Adwokat Rafał Wąworek raczej nie ma złudzeń – w najlepszym przypadku sąd skieruje oskarżoną do psychiatry. Jako wieloletni specjalista od spraw rozwodowych radzi swoim klientom skrupulatne gromadzenie wszystkiego, co się da: obdukcji, zeznań świadków, nagrań. Zaobserwował, że udokumentowanej przemocy w związkach przybywa wraz z zamożnością – im więcej do podziału, im większa determinacja w udowadnianiu winy, tym większa skłonność do wywlekania domowych demonów. Dla Piotra K. to jednak nie walka o podział majątku, lecz o opiekę nad dziećmi jest powodem, dla którego sięga po wszystkie argumenty przeciwko małżonce. Właśnie dla dobra dzieci i pełni rodziny Piotr K. przez lata z honorem pozwalał się kopać.

Polityka 36.2010 (2772) z dnia 04.09.2010; Ludzie i obyczaje; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Pani pobiła pana"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rabin, który przeżył kilka obozów, w tym Auschwitz

Nie wiedziałem wtedy, kim jest, ani jak się nazywa. Siedział po turecku na wielkim stole, bez przerwy palił – rabin Nissen Mangel opowiada o spotkaniu z dr. Mengele.

Agnieszka Zagner
27.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną