Społeczeństwo

Dyniobicie w Lesznowoli

Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o dyni

Okolice Legionowa. Właśnie nadchodzi czas zbiorów Okolice Legionowa. Właśnie nadchodzi czas zbiorów Stanisław Ciok / Polityka
Wrócił popyt na poczciwą dynię, choć przy okazji znalazła się na cenzurowanym. A przecież anglosaska moda na Halloween, w której niektórzy księża widzą pogańską konkurencję wobec obrządków Święta Zmarłych, ma również chrześcijańskie korzenie.
Ogrodnik Ludwik Majlert wraz z żoną sprzedają warzywa wprost ze swego gospodarstwaStanisław Ciok/Polityka Ogrodnik Ludwik Majlert wraz z żoną sprzedają warzywa wprost ze swego gospodarstwa
Piknik Tataspartakiada. Dynia wykorzystywana na wesoło i sportowoStanisław Ciok/Polityka Piknik Tataspartakiada. Dynia wykorzystywana na wesoło i sportowo
Lesznowola - rewia dyń na straganachStanisław Ciok/Polityka Lesznowola - rewia dyń na straganach

Sterty wielkich, kolorowych kul rozjaśniają w podwarszawskiej gminie Lesznowola jesienny krajobraz. Pomarańczowe, zielone, żółte, białe, czerwone, nakrapiane albo w paski – ułożone na straganach, drabiniastym wozie, na paletach, w wiklinowych koszach. Pojawiają się we wrześniu, znikają dopiero przed świętami Bożego Narodzenia.

Gdy rolnicy wystawiają pierwsze stragany, proboszcz z miejscowej Parafii świętej Marii Magdaleny rozpoczyna przeciwko halloweenowym dyniom krucjatę. – W ostatnią niedzielę znowu nas krytykował w kazaniu – mówi Renata Liwińska. Liwińscy w tym roku mają największe zbiory. – Poganie jesteśmy, bo wycinamy dynie.

– Rzeczywiście mówiłem, że to pogański zwyczaj, i będę z tym walczył – mówi ksiądz dr Mirosław Cholewa. – Mamy piękną polską tradycję modlitwy za naszych zmarłych i nie powinniśmy adaptować pogańskich obrzędów, robić z Dnia Zadusznego jarmarku.

Księdzu nie podoba się więc amerykańska moda na lampiony z wydrążonej dyni, które mają odstraszać duchy na sposób pogański. Istotnie, Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain, gdy żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych. Ale obecna nazwa wywodzi się prawdopodobnie od All Hallows’ Eve (wigilia Wszystkich Świętych); w Irlandii Halloween jest świętem państwowym i to katoliccy emigranci zawieźli je do Ameryki, gdzie zdobyło niezwykłą popularność, zyskując wymiar popkulturowy.

Być może w Polsce konfuzję budzi to, że zapożyczony Halloween, który przypada na noc 31 października, nakłada się na Wszystkich Świętych (1 listopada) i Dzień Zaduszny (Zaduszki, Święto Zmarłych, 2 listopada), bardzo szczególnie przez Polaków obchodzone (począwszy od historycznych Dziadów).

Ale dynie w Lesznowoli uprawiano, kiedy jeszcze nikt w Polsce nie świętował Zaduszek na amerykański sposób, wystawiając w oknach migocące Jack O’Lantern. Hodowcy mieli nawet pomysł, by zmienić historyczną nazwę miejscowości, i z Lesznowoli zrobić Dyniowolę. – Dynie są naszym produktem markowym – potwierdza zastępca wójta Marek Ruszkowski, który dojeżdża codziennie do urzędu z Warszawy przez wsie Zgorzała, Nowa Wola, Iwiczna i mija pyszniące się na pomarańczowo dyniowe pola. – W tym roku woda zniszczyła część zbiorów, ale spokojnie, dyni nie zabraknie.

Dynia na stole

Nasiona dyni (nazwa botaniczna Cucurbita) archeolodzy znajdują w meksykańskich grobowcach sprzed 10 tys. lat. Inkowie uprawiali dynię już ok. 4 tys. lat p.n.e. Misjonarze i osadnicy, którzy przybyli do Ameryki z Kolumbem, nauczyli się uprawiania i przyrządzania dyni od Indian. Na pierwszej uczcie dziękczynienia, jesienią 1621 r., jedli m.in. gotowaną dynię. Od tamtej pory na Święto Dziękczynienia nie może zabraknąć jakiejś potrawy z dyni, na przykład placka z orzechami pekan.

Dynie przypłynęły do Europy z Ameryki tuż za Kolumbem i w Polsce ta roślina jest znana od XVI w., ale nie była nigdy zbyt popularna. Uprawiano ją głównie w przydomowych ogródkach. Gospodynie robiły potem kilka słoików dyni w occie na zimę, a w sezonie zupę mleczną z zacierkami dyniowymi. – Pamiętam tę zupę – mówi Renata Liwińska. – Była okropna.

Przyznaje, że do niedawna nie wiedziała, co z dyni można dobrego upiec lub ugotować. Zaczęła szperać, pytać i znalazła wiele przepisów. Te sprawdzone spisała i wydrukowała w formie miniksiążeczki dla klientów. – W Polsce była tradycja jedzenia dyni na słodko – mówi Renata. – Ciasta i racuchy są bardzo dobre, ale mnie najbardziej smakuje dynia w wersji słonej. Pyszna jest dyniowa zupa krem z parmezanem. Dodatek włoszczyzny, cebuli i białego pieprzu zaostrza smak. Taką zupę można podać w wazie z wydrążonej dyni.

W 2008 r., z okazji wrocławskiego Festiwalu Dyni, wydano zbiór przepisów na 204 potrawy z dyni. Większość pochodzi z USA i z kuchni śródziemnomorskiej. Dynia dobrze smakuje na przykład zapiekana w ziołach, z mięsem i pomidorami, ale także pasuje do niej ser feta. Utarta na tarce z odrobiną mąki i jajkiem świetnie zastępuje placki ziemniaczane. Dyniowe placki je się na słono lub na słodko, jak kto woli.

Dynia – źródło zdrowia

Pierwszy posiał w Lesznowoli dynie Pietrzak senior, jeszcze w latach 80. Można powiedzieć, na zamówienie działającej po sąsiedzku Hodowlano-Rolniczej Spółdzielni Dawidy. Robili tam trochę marynowanej w słoikach, trochę kandyzowanej, ale główną produkcją spółdzielni był zagęszczany przecier dyniowy – półprodukt dla piekarni, cukierni i przemysłu spożywczego. Czesław Malicki, od 25 lat pracownik spółdzielni Dawidy, ciasto drożdżowe z dynią wspomina z łezką w oku. – Puszyste, delikatne i ten aromat. Nie wiem, dlaczego nikt teraz takiego nie piecze.

Dyniowe purée, produkowane w Dawidach i w podobnej przetwórni w Piasecznie, dodawano także do nektarów i przecierów owocowo-warzywnych dla niemowląt. – Dynie były też świetne na dżem brzoskwiniowy – mówi Tomasz Pietrzak, syn dyniowego pioniera. – Kolor ten sam, nawet barwnika nie trzeba było dodawać, tylko syrop brzoskwiniowy i zapach.

Dynia ma dużo wapnia, potasu, witamin, a beta-karotenu więcej nawet niż marchew, o drogich brzoskwiniach nie wspominając. Ostatnio naukowcy odkryli, że cukrzycy, którzy jedzą dynie, mogą zmniejszać dawkę insuliny. Do tego dynia to afrodyzjak. Pestki zawierają witaminę płodności – tokoferol. Poza tym kwasy tłuszczowe z grupy omega-3, witaminy B, selen, magnez i cynk.

– Jednym słowem, samo zdrowie – śmieje się Czesław Malicki. W latach dyniowej prosperity niewielka spółdzielnia Dawidy przerabiała jej rocznie ok. 200 ton.

Dynia w odmianach

Dynia jest wdzięczna w uprawie. Wymaga co prawda żyznej ziemi i sporo wilgoci, ale jest bardzo wydajna. Na jednym krzaczku rośnie kilka złocistych kul, w zależności od odmiany ważących po kilka, kilkanaście kilogramów. Owoce dyni olbrzymiej osiągają gigantyczne rozmiary. W Ameryce, gdzie jest najwięcej hodowców, odmiana Atlantic Giant Pumpkin osiągnęła rekordowe 1725 funtów (ok. 782,5 kg). W Polsce największą dynię, ważącą 493 kg, wyhodował Jan Styra.

Rekord Lesznowoli to zaledwie 85 kg. Dynie giganty uprawiają tylko hobbyści. Na podwarszawskich polach królują odmiany mniejsze. Najpopularniejsza to Bambino, o pomarańczowej skórce pokrytej cienką siateczką, Melonowa żółta ważąca od 20 do 30 kg, Makaronowa, która po ugotowaniu przypomina spaghetti. I oczywiście dynia Halloweenowa, większa, soczyście pomarańczowa, podłużna, o wyraźnym ożebrowaniu, najlepsza do wycinania. Ale są jeszcze dynie prowansalskie, nieduża Amazonka, Ambar o skórce ciemnozielonej z szarymi cętkami czy Aura F1, pierwsza polska odmiana mieszańcowa. I wiele innych.

Nie jest łatwo odróżnić poszczególne odmiany – mówi Renata Liwińska, która wraz z mężem uprawia dynie od kilku lat. – Może dlatego, że nie wszystkie są czyste. Siejemy różne dynie na polach obok siebie i kwiaty się zapylają.

Hodowcy nie zostawiają pszczołom tak ważnego zadania, tylko zapylają dynie osobiście. Z instruktażu na stronie hodowców dyni olbrzymiej: „Pierwszy krok to rozpoznanie kwiatów płci żeńskiej dzień przed otwarciem. Wieczorem nakrywamy obydwa kwiaty, męski i żeński, plastikowymi torebkami z otworami. Rano przygotowujemy kwiat męski do zapylenia. Odchylamy płatki kwiatu żeńskiego i zbliżamy do niego kwiat męski. Można użyć pędzelka”. Po skończonej operacji żeński kwiat najlepiej przykryć, żeby nie wtrąciły się inne pyłki.

Rafał, tegoroczny rekordzista, którego dynia wyhodowana w przydomowym ogrodzie osiągnęła 375 kg, skarży się na swoim blogu, że zapylenie pierwszego kwiatu nie udało mu się: dynia poroniła. Hodowcy olbrzymich Atlantic Giant swojemu hobby poświęcają cały wolny czas. Jak nie doglądają upraw, to wymieniają się doświadczeniami na forach i blogach. Późna jesień, już po dyniobiciu, jak nazywają zbieranie plonów, to czas poszukiwania nasion. Najbardziej wartościowe są pestki z rodowodem, po znanych rodzicach, czyli od dyń zapylanych ręcznie. Można je kupić na aukcjach, najlepiej tych organizowanych przez portale hodowców.

Wczesną wiosną nasiona trzeba namoczyć, potem sadzi się je w doniczce i starannie podlewa. Gdy młoda roślinka ma już dwa liście, a groźba przymrozków minęła, można wysadzić ją na przygotowaną uprzednio grządkę. Specjalna ziemia, nawóz i kompost, dobrze wybrane stanowisko. Potem pielęgnacja. Przycinanie zbędnych pędów, ochrona kwiatów i wspomniane już zapylenie. „Nie było mnie kilka dni w domu, dynia została pod opieką żony, temperatury sięgały 37 i moja roślina w tempie ekspresowym zajęła całą powierzchnię, jaką jej przygotowałem. Od wysokiej temperatury parę liści zostało przypalonych, co widać na drugim zdjęciu” – pisze na swoim blogu Rafał.

Gdy już pojawią się owoce, wybiera się jeden i starannie pilnuje, by nie został uszkodzony. Roślina musi mieć wilgoć i słońce, ale owoc może od nadmiaru wilgoci zgnić, a zbyt silne nasłonecznienie jej nie służy. Trzeba zatem podsypać pod nią suchy piasek lub podłożyć styropian i osłonić namiotem od deszczu, wiatru i słońca. Do tego codzienny pomiar obwodu w talii, czyli OTT, na podstawie którego, według specjalnej tabeli, ustala się wagę. Giganty w okresie najintensywniejszego wzrostu wrzucają po 10 kg na dobę, oczywiście przy dobrej pogodzie. „Dzisiaj moja dynia osiągnęła 350 kg, zrobiło się trochę cieplej i średni przyrost wagi z czterech dni wzrósł do 3 kg na dobę. Na noc, jak widać na zdjęciu, przykrywam kołderką” – pisał we wrześniu Rafał, powoli przygotowując się do ścięcia okazu.

Dynia dla pań i… świń

Masowa produkcja wygląda inaczej. Nikt nie stawia baldachimów na polu ani nie zapewnia owocom izolacji od wilgotnego podłoża. Sporo dyń gnije na polach, zwłaszcza gdy – tak jak w tym roku – lato było deszczowe. Jednak nawet przy dyniowej masówce trzeba uważać. Dynia jest bardzo delikatna, pęka od byle puknięcia, jest nieporęczna w transporcie. Nie można wielkich owoców pakować w worki czy układać na paletach. Każdą dynię trzeba na przyczepę kłaść ręcznie i to ostrożnie. Potem trzeba ją jeszcze umyć i rozłożyć do suszenia. Nierzadko nawet połowa zbiorów idzie na kompost. Uciążliwa jest też ręczna obróbka: czyszczenie, obieranie z twardej skórki, wyłuskiwanie pestek z nitkowatego miąższu. – Nastał kapitalizm i robocizna bardzo zdrożała – mówi Czesław Malicki. – Nawet jakby dynię darmo włożyć w słoiki, to koszt opakowań i przygotowania sprawiał, że była droższa od ogórków.

Po 1989 r. spółdzielnia Dawidy przestała robić dynię konserwową. – Za PRL łatwo było nadać kierunek handlowi – mówi Malicki. – Warszawa konsumowała bardzo dużo dyni w occie, ale to się skończyło. Co gorsza, przecier dyniowy też gorzej schodził. W paradę swojskim nektarom weszły napoje gazowane. – Kompoty też na tym ucierpiały, wyparte przez napoje i soki – wspomina Malicki. – Teraz wraca moda na tradycyjne, domowe przetwory. Mam nadzieję, że także dyni zostanie przywrócony honor.

W tym samym czasie co Dawidy dynie przestały skupować także zakłady przetwórstwa w Piasecznie. Lesznowolscy rolnicy, bo w ślad za Pietrzakiem poszło już kilku innych gospodarzy, zostali z dojrzewającymi na polach tonami dyń. – Nie było innej rady, jak przeznaczyć to wszystko na paszę – mówi Tomasz Pietrzak. Kupili 20 tuczników, które bez problemu poradziły sobie z dyniami. – Ojciec doszedł do wniosku, że to się opłaca. Świnie rosły koncertowo, a mięso było bardzo delikatne – wspomina Tomasz Pietrzak. Przez kilka lat uprawiali dynie tylko na tucz. – Było jak w tym powiedzeniu: panie jedzą banie, świnie jedzą dynie.

Banie – to inna nazwa dyń, często używana, zwłaszcza na wsi. W gwarze ludowej bania oznacza po prostu głowę.

Dyniowe barbapapy

Przez kilka lat w Lesznowoli uprawiano więc dynie na paszę. Trochę szło na eksport do Włoch.

W 2001 r. Tomasz Pietrzak wystawił przed dom jedną paletę z dyniami. Wybrał weekend, w którym przed jego domem, z Piaseczna do Magdalenki, biegł maraton o Puchar Wójta. – Chwyciło – wspomina. – Zaczęli przyjeżdżać po dynie okoliczni mieszkańcy, za nimi ściągnęli warszawiacy.

Początkowo Pietrzak sprzedawał tylko dynie jadalne. Potem wystawił ozdobne, barbapapy, jak na nie mówi, które od lat hodował dla przyjemności. Ozdobne tykwy to był już hit. Na detalu można było nieźle zarobić, a zdarzały się i zamówienia hurtowe. Np. 100 sztuk małych sweet dumping w zielone cętki dla restauracji na świeczniki.

Kupił stary, drabiniasty wóz. Na nim dynie wyglądały jeszcze efektowniej. W ślad za Pietrzakiem poszli inni i w okolicy zrobiło się kolorowo. Aż wreszcie dyniarze wykorzystali amerykańską modę na halloween i zaczęli uprawiać dynię Halloweenową. Polacy nie są wybredni i ci, którzy hołdują amerykańskiej modzie, kupują przed Świętem Zmarłych byle jaką dynię. Ale Amerykanie mieszkający w Warszawie zaczęli w październiku tłumnie odwiedzać Lesznowolę, bo tylko tu można kupić taką odpowiednią do wycinania. Najbardziej lubią wybierać dynie jeszcze na polu. Potem, w domu, z dziećmi, celebrują rytuał wycinania dyniowego potwora.

Na straganie w Lesznowoli kilogram dyni kosztuje 1 zł 50 gr. Na warszawskich bazarach trzeba zapłacić 3 zł. Ale są też dynie cenniejsze. Takie hodowcy mają zwykle na ogrodzonych poletkach. – Mój rekord cenowy to dynia wystawiona na Allegro za tysiąc złotych – mówi Tomasz Pietrzak. Przeciętnie takie ekstradynie sprzedaje po 200 zł. W USA, na konkursach dla hodowców, najlepsze okazy mają szansę na nagrodę w wysokości kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Dynia niepoprawna

Od kilku lat sprzedaję dynie już powycinane – przyznaje jeden z handlujących w Lesznowoli. – Takie jest zapotrzebowanie, klient nie ma czasu i chce gotowy produkt. Nie pomaga tłumaczenie, że nie jest trudno wyciąć trójkątne oczy i zęby, a w Internecie są gotowe instrukcje, jak to zrobić. Sprzedawcy zresztą sami pokazują, zaznaczają ołówkiem kontury. – Dałem sobie w końcu spokój i sam wycinam, doliczając trochę do ceny. Ale to przykre, że ludzie nie mają czasu na zabawę ze swoimi dziećmi. To tak jakby kupowali ubraną już choinkę.

Lesznowolscy dyniowi plantatorzy chcieli zrobić, razem z SGGW, Festiwal Dyni. Na wzór amerykańskich konkursów i festiwalu, jaki od sześciu lat odbywa się we Wrocławiu. Pomysł na razie nie doczekał się realizacji. Tylko na organizowanej przez stowarzyszenie Dobra Wola Tataspartakiadzie dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie dynie grają główną rolę. Najpierw zawodnicy toczą dynie, potem następna konkurencja przenoszenia dyni na materacach. Wreszcie po zawodach wszyscy raczą się zupą dyniową na słodko, przyrządzoną przez szefa kuchni lokalnej restauracji Ceregiela.

Dynia jest znakiem firmowym naszej gminy – mówi wójt Lesznowoli Maria Jolanta Batycka-Wąsik. Do tej pory na wrześniowych Dniach Lesznowoli na straganach królowały dynie jadalne i ozdobne. Ale od dwóch lat gminne święto decyzją radnych przeniesiono na czerwiec. – Z powodu pogody, we wrześniu często pada – mówi wójt. – Ale to prawda, że trochę tych dyni brakowało.

Hodowcy podejrzewają, że do zmiany terminu gminnego festynu przyczynił się ksiądz proboszcz, tak niechętny pogańskim dyniom w czasie zaduszkowym. A wiadomo, między wójtem a plebanem...

 

Polityka 43.2010 (2779) z dnia 23.10.2010; Na własne oczy; s. 124
Oryginalny tytuł tekstu: "Dyniobicie w Lesznowoli"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną