Społeczeństwo

Mona Lisa po botoksie

Kłopoty z twarzą

Mona Lisa po botoksie straciłaby zapewne słynny uśmiech Mona Lisa po botoksie straciłaby zapewne słynny uśmiech Blot Gerard/Gianni Dagli Orti / Bew/Corbis
Prawie każdy jest dziś czyjąś twarzą, co niestety może szkodzić własnej.
Talk-show Larrego Kinga w ciągu pierwszej połowy tego roku stracił prawie 40 proc. widzówAlbert Michael/BEW Talk-show Larrego Kinga w ciągu pierwszej połowy tego roku stracił prawie 40 proc. widzów

Prezenterka BBC Miriam O’Reilly w dniu swych 50 urodzin zamiast „Happy Birthday” usłyszała od przełożonego: pora na botoks. Odmówiła jednak poddania się zabiegowi, a tym samym skazała na bezrobocie. Obecnie procesuje się o to w sądzie, licząc, że odzyska pracę bez konieczności odmłodzenia. Reakcja prezenterki BBC jest jednym z pierwszych sygnałów buntu tego rodzaju, zapisanym w światowych annałach sądowych, ale prawdopodobnie nie ostatnim. – Jeszcze do niedawna w BBC, jako medium państwowym, liczyła się wiarygodność, kompetencja i bezosobowy styl prezentacji, jednak i ta telewizja się tabloidyzuje – komentuje medioznawca dr Karol Jakubowicz – a to oznacza, że wygląd zewnętrzny i zachowanie prezentera stają się równie ważne lub ważniejsze od tego, co ma do przekazania.

W telewizjach komercyjnych show-biznes od dawna już gości w newsroomach. W TVN 24 ładne dziewczyny i mili chłopcy wymieniają informacje i opinie w stylu zwanym happy talk. Richard Quest, jeden z najbardziej znanych prezenterów i dziennikarzy CNN, postanowił podbijać widownię gromkim głosem, ekspresją gestów i wyjątkowo żywą mimiką. Każdy jego telewizyjny występ to wyreżyserowany spektakl, ale ze względu na fachowość Questa (Quest Means Business) o istotnej merytorycznej treści. Naśladowcą stylu Questa, choć znacznie bardziej stonowanym, jest w TVP Piotr Kraśko.

Inna twarz CNN Larry King po latach prowadzenia słynnego talk-show na żywo (oprócz rozmowy z gośćmi w studiu, konwersuje telefonicznie z widzami w całych Stanach) od stycznia 2011 r. zakończy swój program na antenie. Talk-show 77-letniego prezentera w ciągu pierwszej połowy tego roku stracił prawie 40 proc. widzów. Być może i dla Kinga kuracja odmładzająca okazała się nie do przyjęcia, a widownia, nie przepadając za zbyt zmęczonymi twarzami, głosuje pilotem. Tyrania speców od wyglądu zewnętrznego nasila się i nie ogranicza wyłącznie do mediów; coraz bardziej bezpardonowo wkracza w obszar indywidualnej wolności każdego człowieka.

Kanony estetyki

Powierzchowność, dzięki postępom medycyny i kosmetologii, można obecnie modelować jak plastelinę. Twarz przestaje być autoportretem genetycznym, kształtującym się pod wpływem charakteru i zmieniającym zgodnie z upływem czasu, a staje się argumentem przetargowym w staraniach o karierę zawodową lub ofertą w grze o pracę. Trzeba więc w nią inwestować podobnie jak i w kwalifikacje.

Jak cię widzą, tak cię piszą – powiada porzekadło. Psycholog Bruno Bettelheim w głośnej książce „Cudowne i pożyteczne” zwracał uwagę, że czytane w dzieciństwie baśnie potrafią wpędzać w kompleksy (Baba Jaga), jak i leczyć nadwątlone ego (Brzydkie Kaczątko). Od najmłodszych lat wpaja się ludziom kanony obowiązującej estetyki, jeśli chodzi o powierzchowność, i wbija w głowę wzorce urody. Nigdy jednak nie wywierały one aż tak silnego wpływu na życie społeczne jak obecnie, w epoce kultury obrazkowej, bezwzględnie określającej stereotypy piękna, których warunkiem sine qua non jest młodość.

W obawie przed odrzuceniem ludzie starają się dostosować do przyjętych standardów, nawet za cenę cierpienia, bólu, a bywa, że i psychicznej udręki. Oblicza, które jeszcze do niedawna określały tożsamość, tracą wskutek zabiegów kosmetycznych rozpoznawalność, cechy charakterystyczne, a zdarza się, że i mimikę. Mona Lisa po botoksie straciłaby zapewne słynny uśmiech, szlachetność rysów modelki Modiglianiego mogłaby ucierpieć po wypchaniu jej ust kolagenem, a autoportret Rembrandta po wygładzeniu zmarszczek utraciłby wszelką autentyczność. Cyrano de Bergerac ze skróconym nosem skończyłby się jako bohater miłosnego wątku, a wystylizowana na Dodę pani Dulska musiałaby wycofać się ze sceny.

I tak oto zderzamy się z paradoksem współczesności. W literaturze i sztuce wygląd postaci ma swoje merytoryczne uzasadnienie, podczas gdy rzeczywistość gra pozorami. Nic dziwnego, że coraz bardziej znudzona twarzami stale tych samych celebrytów publiczność coraz chętniej oddaje się nowej rozrywce: tworzy cyfrowe kreacje na własny użytek po to, by spodobać się samej sobie.

Cyfrowe zabiegi korygujące twarz i sylwetkę są na porządku dziennym i każdy wie, że w komputerze bez trudu poprawić sobie można wszystko. W rezultacie, zamiast wizerunku człowieka wraz z zapisem śladów jego przeżyć, emocji, doświadczeń, na monitorze otrzymujemy swego rodzaju cyfrową maskę. Wszelkie zeszpecenia, wady czy defekty nie są w wirtualnym, podobnie zresztą jak i prawdziwym świecie, ani pożądane, ani popularne. Modne jest za to demonstrowanie na internetowych stronach min, grymasów czy udziwnień, dokonywanych za pomocą specjalnych makijaży. Mają one świadczyć o autoironicznym dystansie, jaki właściciel(ka) podobizny zachowuje do siebie.

Polacy jak wynika z międzynarodowych badań Grupy Taylor Nielsen wyróżniają się wśród innych nacji pod względem gorliwości w prezentowaniu swoich podobizn w sieci. 80 proc. krajowych internautów umieszcza tu własne zdjęcia. W porównaniu z Francją (gdzie połowa użytkowników publikuje swoje fotografie w Internecie), a zwłaszcza z Japonią (zaledwie 28 proc. internautów) wypadamy jako naród nastawiony narcystycznie i ekshibicjonistycznie. Antropolodzy tłumaczą to zjawisko szokowym przejściem kulturowym. Z zapyziałej PRL znaleźliśmy się jednym susem w cywilizacji elektronicznej, a co ważniejsze, z tamtej klanowej obyczajowości przeskoczyliśmy do systemu otwartego świata. Nadal jednak chcemy być kumplami z podwórka, szkoły czy studiów, więc szukamy dla siebie miejsca na Naszej Klasie czy Facebooku i czekamy, aż zapiszą się tam nasi znajomi.

Zdjęcia w sieci są towarzyską przynętą, ale i potencjalną przepustką do sławy, której nie każdy może posmakować na żywo. Co ciekawe, celebryci wykreowani wyłącznie przez Internet i tam zażywający masowej popularności rzadko cieszą się podobnym sukcesem w innych mediach. Zazwyczaj bywa odwrotnie, to Internet żeruje na osobach znanych już skądinąd. Widać sami internauci nie do końca dowierzają sieci, zbyt łatwo się w niej operuje myszką, również twarze.

Mimo to wirtualna fotokreacja się szerzy. Podczas niedawnej samorządowej kampanii wyborczej mieliśmy do czynienia z istnym zalewem fotek kandydatów, które wieszano w najróżniejszych miejscach – na latarniach, drzewach, płotach, a nawet sklepowych klamkach. Nierzucające się w oczy, bo wydrukowane małymi literami, programy wyborcze ginęły na tle wyeksponowanych twarzy kandydatów na działaczy samorządowych. Liczyła się wizualizacja, nie werbalizacja. Zjawisko to w kampaniach wyborczych, od czasów pierwszej opalenizny Andrzeja Leppera, zdecydowanie się nasiliło. PiS stracił twarze dwóch silnych kobiet – Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak – co niemal natychmiast zaowocowało spadkiem poparcia dla partii, a jednocześnie buntowniczą zmianą makijażu i fryzur obu pań. Chodziło o sygnał, że nie pogrążyły się one w depresji, tylko przeszły do ofensywy.

Twarzowanie

Reklama nie ustaje w poszukiwaniu znanych oblicz. Marek Kondrat od 11 lat jest twarzą jednego z banków, Joanna Brodzik daje twarz kremowi do twarzy, Krzysztof Ibisz i Kasia Cichopek użyczyli ostatnio swych głów do reklamy szamponu przeciwłupieżowego. Żona prezydenta Anna Komorowska została przez media okrzyknięta twarzą zwykłej Polki. „Twarzowanie” jest pochodną specjalnego rodzaju charyzmy, powiadają specjaliści z branży. Należy tylko uchwycić w celebrycie te cechy wyglądu, które mogą przełożyć się, niekoniecznie wprost, na reklamowany towar.

Rankingi popularności bardziej lub mniej znanych twarzy wraz z ich wycenami z upodobaniem zamieszcza prasa kolorowa na całym świecie. W amerykańskich mediach na top liście jako fenomen występuje 76-letnia aktorka i pisarka Joan Collins, znana w Polsce z roli Alexis w serialu „Dynastia”. Jej znajomi twierdzą, że w formie utrzymuje ją odporność na stres, pogoda ducha i poczucie humoru. Twarz to w końcu charakter. Lepszy, gorszy, ale własny.

Polityka 51.2010 (2787) z dnia 18.12.2010; Coś z życia; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "Mona Lisa po botoksie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną