Rozmowy z dożywotnimi cz.II - Krzysztof Kinach

Boję się, że znowu kogoś zabiję
Krzysztof Kinach, lat 37, przez dwie godziny dręczył starszą kobietę, którą znał, czynu dokonał z niepełnoletnim wspólnikiem.
Krzysztof Kinach  lat 37, przez dwie godziny dręczył starszą kobietę.
Agata Pilarska-Jakubczak/Materiały prywatne

Krzysztof Kinach lat 37, przez dwie godziny dręczył starszą kobietę.

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>

Data i miejsce urodzenia: 17 lipca 1974 r., Olsztyn; pochodzenie społeczne: brak danych; obywatelstwo: polskie; wykształcenie: podstawowe; zawód wyuczony: bez zawodu; sytuacja rodzinna: kawaler, bezdzietny.

Zbrodnia: „w Olsztynie, działając ze szczególnym okrucieństwem, wspólnie i w porozumieniu, w celu pozbawienia życia Ireny P., w związku z rozbojem z użyciem noża, zgwałceniem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, po uprzednim wypchnięciu okna w pokoju dostali się do jej mieszkania, gdzie kopali wymienioną, dusili ją, uniemożliwiali jej wykonywanie ruchów oddechowych, siadając i skacząc po jej klatce piersiowej, przy czym palcami dokonywali manipulacji w obrębie krocza (...). W następstwie obrażeń... nastąpił zgon pokrzywdzonej”; fragment uzasadnienia wyroku z 29 grudnia 2004 r., Sąd Apelacyjny w Białymstoku, II Wydział Karny.

Uprawnienia do wpz: od 30 października 2027 r., po odbyciu kary minimum 25 lat pozbawienia wolności.

Mam taki sen: wchodzę przez okno na parterze do mieszkania, widzę korytarz, skręcam w lewo, potem idę w prawo i jestem w dużym pokoju. Mówię do Rafała: Mam pieniądze, wychodzimy. Widzę za chwilę tę kobietę, ona leży na łóżku i rzęzi. Widzę jej twarz. Pamiętam ją doskonale. Bo znałem ją wcześniej. Patrzy z wyrzutem na mnie i wtedy przebudzam się zlany potem. Koledzy mówią, że zgrzytam zębami, rzucam się na łóżku.

Było ciemno, szliśmy przez park i choć nie chciałem, zboczyłem z drogi, znaleźliśmy się w tym mieszkaniu. To miała być zwykła dziesiona mieszkaniowa, czyli miałem wkraść się do mieszkania i je okraść. Był ze mną wspólnik. W mieszkaniu nikogo miało nie być: ani pana Patera (bo leżał w szpitalu), ani pani Ireny (która miała jechać do córki), ani ich córki. W barku miały być za to pieniądze. A były medale. Gdybym je spieniężył, miałbym gotówkę, ale sumienie mnie ruszyło i nie tknąłem ich, bo należały do pana Patera.

Jedynie sumę 20 zł wziąłem. Ukradłem też telewizor, który potem sprzedałem za połowę jego wartości. Kobietę złapałem za gardło i ona momentalnie zwiotczała i zaczęła rzęzić. Zobacz, co zrobiłem! Zobacz, zabiłem! – wołałem do wspólnika. Rafał miał 15 lat. Stało się, czasu się nie cofnie. Można powiedzieć, że człowiek zginął za 20 zł i telewizor.

Poduszkę rzuciłem ja i za gardło chwyciłem ja. Gdyby nie poduszka, uratowaliby panią Irenę. Dostała wylewu i nie mogła się ruszać, a przez tę poduszkę na twarzy nie mogła oddychać. Po jedenastu godzinach dopiero umarła.

Pan Pater z kolei umarł w szpitalu, kiedy dowiedział się o napadzie, leżał od pewnego czasu na rozległy zawał serca, a wiadomość o żonie go zabiła. Kiedy mąż kipnął, w sumie wyszło, że dwie głowy mam na sumieniu. Dręczy mnie to, gdzieś to mnie cały czas gryzie...

Miałem kilka prób samobójczych w więzieniu, podcinałem sobie żyły, wieszałem się. Między innymi zaraz po wyroku w Barczewie. Jak usłyszałem wyrok dożywocia, wydany w majestacie prawa, pomyślałem, że nie dociągnę w więzieniu do 25 lat, aby móc starać się o warunkowe zwolnienie. Siedzenie, wegetowanie i oczekiwanie na co? Że coś się zmieni? Wątpliwa sprawa. Jestem chory na wirusowe zapalenie wątroby typu C.

Kiedy mnie odratowali, nie byłem zadowolony, że żyję. Mama wymusiła na mnie obietnicę, że nie zrobię sobie już nic złego, przynajmniej dopóki ona będzie żyła. Chodzę więc, uśmiecham się, ale jest mi bardzo przykro, kiedy inni wychodzą na wolność. Nie wierzę, że kiedykolwiek wyjdę. Kara dożywocia to męczarnia, wolałbym karę śmierci, byłaby lepsza nawet eutanazja. (Płacze).

Jak można żyć w więzieniu z myślą, że nigdy nie wyjdzie się na wolność? Można, jestem tego przykładem. Spycha się w głąb świadomości różne rzeczy, bo mogłyby się wymknąć spod kontroli.

My, mordercy z długimi wyrokami, nie myślimy pod kątem dnia dzisiejszego, ale z jakimś wyprzedzeniem, łapiemy jakiś cel, bo bez tego umrzemy albo będziemy nieobliczalni. Tego boję się najbardziej. Że mógłbym znowu kogoś zabić.

Bo ja już funkcjonuję inaczej. Mam świadomość, że nigdy nie wyjdę... i kiedyś puści ciśnienie. Jestem jak cykająca bomba zegarowa. Boję się tego przy stresujących sytuacjach, bo nie ze wszystkim sobie radzę. Boję się, że jedyną formą obrony będzie atak i huknę wtedy, zrobię coś, czego nie chcę.

***

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną