Na peerelowską nutę – nostalgia, zabawa, marketing

Smak na Peerel
Lokal Lotos na warszawskim Mokotowie był uznawany za kultowy, zanim stał się miejscem regularnych spotkań miłośników peerelowskich kryminałów.
Stanisław Ciok/Polityka

Lokal Lotos na warszawskim Mokotowie był uznawany za kultowy, zanim stał się miejscem regularnych spotkań miłośników peerelowskich kryminałów.

 

Miś dla ubogich (Peerel w służbie promocji)

Malutki bar szybkiej obsługi, w Toruniu przy samym Rynku, ze słomianym misiem w oknie i przykręconą do jednego ze stołów blaszaną miską i łyżkami na łańcuchu (kto nie pamięta tej sceny z filmu Barei?) zrobił zawrotną karierę w całej Polsce. Był tu Sławomir Mrożek i syn reżysera Barei. Rysunki na ścianie zostawił m.in. Edward Lutczyn („Przybyłem tu dzisiaj zjeść w objęciach Misia”).

Miś wyprzedził modę na PRL i powstał trochę przypadkiem. Gdy sześć lat temu w Toruniu organizowano festiwal filmów, włodarze miasta uznali, że bezimienny barek szybkiej obsługi, raczej podrzędnej kategorii i dość obskurny, to nie najlepsza wizytówka miasta. Podrzędna kategoria odnosiła się wyłącznie do wystroju, bo jedzenie było smaczne i tanie, a porcje sowite. Wtedy Andrzej Szmak, dyrektor Toruńskiego Centrum Miasta, zainspirowany oryginalnymi wysokimi stołkami z peerelowskim rodowodem i z menu w standardach kultowych dla PRL (żurek, fasolka po bretońsku, flaki, żeberka), wymyślił aranżację na „Misia”. Paprotki w oknach, butelki po oranżadzie, oryginalne haki z mięsnego, kelnerki w nylonowych fartuchach z aluminiowymi chochlami i miniatura słomianej kukły misia, dzieło twórcy ludowego.

– Właściciel obawiał się, że poniesie straty na wizerunkowej rewolucji, więc miasto wykupiło u niego talony obiadowe dla uczestników festiwalu – wspomina Szmak. – Potem, gdy zapytałem się, czy mam zabrać swoje gadżety, gorąco protestował, bo obroty mu wzrosły.

Talony były w stylistyce kartek na cukier.

Dzisiaj Miś jest obowiązkowym przystankiem dla turysty w Toruniu, mimo że oryginalne butelki po oranżadzie napełnione kolorową wodą dawno ktoś ukradł z witryny, a starą wagę Urząd Miar i Wag kazał zdjąć z wystawy, bo takie są jeszcze w użyciu. Zostały fotosy z filmu i napis nad ladą: „Parówkowym skrytożercom mówimy nie”. Oraz idea taniego jedzenia. Urząd Miasta i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej dają bezdomnym bony na zupę, które mogą zrealizować w dwóch barach mlecznych i w Misiu. – My postawiliśmy na mięso – mówi Jerzy Kossakowski, właściciel Misia. – Ale nie chcieliśmy robić eleganckiego lokalu, wtedy trzeba by podnieść ceny.

W jednej z uliczek prowadzących do Rynku niedawno otwarto Metę. Slogan reklamowy: „Meta, seta i galareta”. W środku prawdziwe muzeum peerelowskich gadżetów. Syfony, radiomagnetofon Kasprzak, płyty, egzemplarze „Trybuny Ludu”, „Sztandaru Młodych”, „Panoramy”, stare zdjęcia, kask milicyjny i kogut z radiowozu MO, nad barem czerwony motorower marki Komar. Z głośników lecą utwory Skaldów. Otwarte całą noc, do 6 rano. – To zupełnie inny lokal niż mój Miś – mówi Jerzy Kossakowski.

Ale też jak Miś sprzedaje wspomnienia.

MO czuwa (PRL z dreszczykiem)

Meta, Miś czy inne lokale stylizowane na epokę Peerelu (Czerwona Oberża, Pod Czerwonym Wieprzem) nie interesują miłośników milicyjnej powieści kryminalnej, zrzeszonych w klubie MOrd. Oni szukają miejsc autentycznych, reliktów PRL. Najlepiej takich, gdzie toczyła się akcja kryminalnych powieści.

Kultowy jest warszawski Lotos, róg Chełmskiej i Belwederskiej. Tam, gdzie porucznik Milicji Obywatelskiej Paweł Goraj zamawiał setę i tatara w „Dniu słodkiej śmierci” Janusza Głowackiego (jeden ze 146 zeszytów serii „Ewa wzywa 007”).

W Lotosie nadal można zjeść sztandarowe dania peerelowskich knajpek: jajko w majonezie, tatara, ozorek lub schab w galarecie, pieczarki z patelni, jajko sadzone na szynce, omlet z pieczarkami. Miłośnicy z MOrd spotkali się przed kilku laty w Lotosie na wspólnym czytaniu fragmentów „Dnia słodkiej śmierci”, przy kieliszku, żeby lepiej wczuć się w nastrój, i pokazali szefowej lokalu fragmenty powieści. Chciała odbić na ksero, dostała w prezencie egzemplarz. Zaprzyjaźnili się i od tamtej pory już kilka klubowych wigilii organizowali właśnie w Lotosie. Odbite strony kryminału zdobią ściany restauracji, obok metalowych tabliczek pomysłu właścicielki: „Mistrzowie świata upraszani są o spokój”.

Grzegorz Cielecki, antykwariusz, rocznik 1969, dorastał w końcówce PRL. W latach szkolnych namiętnie czytał kryminały – serie „Z kluczykiem”, „Z jamnikiem”, „Labirynt”. Potem, jak większość, o kryminałach zapomniał. Do czasu, gdy 10 lat temu dostał w prezencie dobrze ponad sto egzemplarzy starych powieści milicyjnych. Leżały za kanapą, nie bardzo wiedział, czy jest po co wstawiać je do antykwariatu. Aż zobaczył, jak kolejni goście myszkują w książkach, cytują całe fragmenty. On też zaczął czytać i wpadł.

Dziś MOrd zrzesza ponad setkę miłośników kryminałów milicyjnych. Piszą recenzje i publikują je w kolejnych tomach, „Pierwsza seta”, druga, doszli do trzeciej. Wydają też najciekawsze powieści z tamtych lat. W bardzo niskich nakładach 100–200 sztuk, więc można je kupić tylko w Internecie. Ciągle też odnajdują nowe pozycje. – Niektóre powieści kryminalne były wydawane tylko w jednym województwie albo ukazywały się w odcinkach, w gazetach i nie miały wersji książkowej – mówi Grzegorz Cielecki.

Ale najważniejsze są spotkania w miejscach opisywanych w powieściach. Np. na warszawskim Bródnie toczą się akcje „Trzy razy Omega”, „Śmierć wśród chryzantem” i „Zbrodnia na Cyrhli”. W czasie praskiego clubbingu odwiedzili bar mleczny Rusałka, bazar Różyckiego, zajrzeli do miśków (wybieg dla niedźwiedzi przed warszawskim zoo), gdzie często umawiał się na spotkania porucznik Szczęsny, bohater książek Anny Kłodzińskiej, pogromca paserów, spekulantów, cinkciarzy i agentów obcego wywiadu.

– Miejsc, gdzie czas się zatrzymał, jest coraz mniej w Warszawie – mówi Cielecki. – Poza Lotosem są to Mozaika, Paragraf, Jaś i Małgosia, Bar przy Kaśce, Amatorska, Poziomka. I z dziesięć barów mlecznych. Słynny Karaluch obok Uniwersytetu Warszawskiego padł, Rusałka jeszcze się trzyma.

Cielecki chciałby, żeby zostały. Przynajmniej dopóki mają swoich zagorzałych wielbicieli, skłonnych przejechać pół miasta, by posiedzieć i powspominać. A peerelowskie kryminały? Nieznośnie propagandowe, literacko często bardzo słabe, o przewidywalnej fabule i zawsze takim samym zakończeniu, w którym triumfuje dzielny oficer Milicji Obywatelskiej?

– To prawda, ale w Polsce Ludowej wydano ok. 2 tys. tytułów – mówi Cielecki. – Kryminał milicyjny jest zjawiskiem w literaturze, czy nam się podoba, czy nie.

Kiełbasa jak za Gierka (socjalizm dźwignią handlu)

Niektóre towary rodem z PRL nadal są chętnie kupowane, choćby batony Prince Polo, płyn do mycia Ludwik czy proszek do prania E. Sukces zaczynają jednak odnosić także produkty robione wyraźnie na wzór ówczesnych, choć nazywają się inaczej.

Pierwsza była oranżada. Od niedawna jest na rynku Polo-Cocta firmy Zbyszko Company, reklamowana hasłem „smak PRL”. Twarzą socjalistycznej coca-coli został pokerzysta Rafał Gładysz, pseudo Jack Daniels, który twierdzi, że Polo-Cocta to smak dzieciństwa; a z jego ulubionym napojem alkoholowym smakuje najlepiej.

Wędliny Jak za Gierka Polskiego Koncernu Mięsnego Duda SA sprzedają się już od sześciu lat. Na początku nowym wyrobom towarzyszyła akcja promocyjna: gazetka w szacie graficznej „Trybuny Ludu”. Trudno porównać, czy szynka Jak za Gierka rzeczywiście smakuje tak jak wędliniarskie wyroby z lat 70. W Peerelu o szynkę wszak nie było łatwo. To także pokazywał „Miś” Barei: gdy na przedstawieniu o czasach okupacji aktorka śpiewająca wojenny kuplet o szmuglu („rąbanka i schab, spod serca kap, kap”) rozchyla poły płaszcza, na widowni ojciec szepcze do syna: Tak, synku, wyglądał baleron...

A dziś? Dziś baleronu mamy pod dostatkiem, liczy się pomysł marketingowy. Peerel, okazuje się, jest oldskulowy. W codziennym życiu zanika pamięć o opresyjności ustroju, zostają dobrze sprzedające się gadżety.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną