Społeczeństwo

A teściowa?

Związki partnerskie - polski problem prawny

Nawet gdyby partnerzy przepisali do swojej umowy o partnerstwo cały dział praw i obowiązków małżeńskich z kodeksu rodzinnego, to i tak nie staną się rodziną w sensie prawnym. Nawet gdyby partnerzy przepisali do swojej umowy o partnerstwo cały dział praw i obowiązków małżeńskich z kodeksu rodzinnego, to i tak nie staną się rodziną w sensie prawnym. mricon / Flickr CC by SA
Zawierając małżeństwo, dwie osoby tworzą szczególnie chronioną instytucję. Zawierając związek partnerski, podpisywałyby cywilną umowę o cokolwiek, co tylko uznają za stosowne – ale na własną odpowiedzialność. Nie staną się przy tym rodziną.
Jeśli partnerzy w umowie partnerskiej nie zapiszą niczego, prócz oświadczenia o zawarciu związku, państwo zagwarantuje im tylko niektóre zastrzeżone do tej pory dla rodzin rozwiązania.L.Z./Polityka Jeśli partnerzy w umowie partnerskiej nie zapiszą niczego, prócz oświadczenia o zawarciu związku, państwo zagwarantuje im tylko niektóre zastrzeżone do tej pory dla rodzin rozwiązania.
Kto zechciałby zawrzeć związek partnerski, rezygnowałby z okołomałżeńskich uwikłań i ciężarów, ale też z ewentualnego wsparcia rodziny w przyszłości.Ernst Vikne/Flickr CC by SA Kto zechciałby zawrzeć związek partnerski, rezygnowałby z okołomałżeńskich uwikłań i ciężarów, ale też z ewentualnego wsparcia rodziny w przyszłości.

W polskim kodeksie rodzinnym prawa i obowiązki małżonków są szczegółowo opisane: wzajemna pomoc, opieka oraz wspólna partycypacja finansowa w utrzymaniu rodziny. To, co tak romantycznie wygląda w dniu ślubu, ma też konkretne konsekwencje prawne – w razie niewywiązania się którejś ze stron z obowiązków zaingeruje sąd rodzinny.

W prywatnej umowie partnerskiej zapisać by można podobne rzeczy, lecz nie ma przymusu. Można umówić się na cokolwiek (może wyjąwszy przepisy regulujące szczegóły pożycia intymnego, bo każdy sąd uzna takie klauzule za sprzeczne z zasadami życia społecznego). Jeśli partnerzy nie zapiszą nic, prócz oświadczenia, że właśnie zawarli związek partnerski, państwo zagwarantuje im tylko niektóre zastrzeżone do tej pory dla rodzin rozwiązania. Po roku od zawarcia związku wolno im będzie dziedziczyć po sobie jak małżeństwa – do tej pory jedynym sposobem na to, by partner dziedziczył, było sporządzenie testamentu, jednak od spadku płaciło się najwyższy wymiar podatku, tak jak osoba obca. Partnerzy – podobnie jak małżonkowie – będą mogli wspólnie rozliczać się z podatków. Dostaną pewną ochronę na wypadek śmierci partnera: przysługiwać będzie renta, również dla dzieci, prawo do dziedziczenia umowy najmu mieszkania bez zbędnych komplikacji, możliwość wypłaty pieniędzy z konta partnera po jego śmierci – a przed otwarciem spadku.

(Spadkom, podatkom, długom, opiece nad dziećmi poświęcimy osobne publikacje).

Ale nawet gdyby partnerzy przepisali do swojej umowy o partnerstwo cały dział praw i obowiązków małżeńskich z kodeksu rodzinnego, to i tak nie staną się rodziną w sensie prawnym. A co za tym idzie – nawet najbardziej z nimi skłócony ojciec, dorosłe już dzieci czy dawno niewidziane rodzeństwo – wszyscy oni w pewnych sytuacjach prawnych okażą się człowiekowi bliżsi niż jego wieloletni partner.

Weźmy hipotetyczny przykład: państwo XY, od 20 lat w związku. X zapada na zdrowiu i traci możliwość zarobkowania oraz samodzielność, a uczucia Y chłodnieją i postanawia odejść.

Gdyby XY byli małżeństwem, sąd rodzinny mógłby odmówić orzeczenia rozwodu z uwagi na zagrożone interesy X – potrzebę, by się nim zaopiekować. Mógłby też orzec rozwód z wyłącznej winy Y i zasądzić od niego alimenty, które Y płaciłby na rzecz X nawet przez resztę życia. A jeśli rozwód byłby bez orzekania o winie, mógłby płacić przez pięć lat po rozwodzie. Kodeks rodzinny mówi bowiem, że jeśli jeden z małżonków żyje w niedostatku, drugi jest zobowiązany partycypować w jego utrzymaniu także po ustaniu małżeństwa. Sprawą alimentów dla X i relacjami małżonków zająłby się sąd rodzinny.

A teraz ta sama sytuacja, gdy XY są nie małżeństwem, lecz związkiem partnerskim (wg projektu ustawy). Y odchodzi, X zostaje bez środków do życia. Według prawa, zobowiązanymi do wspierania go finansowo będą kolejno: dzieci X, potem jego rodzice, na końcu jego rodzeństwo. I to niezależnie od tego, czy Y wypowiedział umowę związku partnerskiego.

 

 

Rodzice X mogliby uniknąć alimentowania dorosłego dziecka, gdyby się okazało, że Y ma jednak jakieś możliwości zarobkowe, ale ich nie wykorzystuje. Ale rodzeństwo X nie miałoby już takich szans. Gdyby X pozostawał w niedostatku, rodzina (ta w sensie prawnym) musiałaby mu pomóc, niezależnie od tego, czy sam się do owego niedostatku przyczynił. Sąd wziąłby pod uwagę jedynie możliwości płatnicze ewentualnych alimentujących.

Jeśli X trafiłby pod opiekę pomocy społecznej, ta prawdopodobnie sama pomyślałaby za niego o pozwaniu jego dzieci, rodziców lub rodzeństwa o zapłatę. Taki teraz trend; spora część co bardziej oszczędnych ośrodków pomocy społecznej ma gotowe wzory pozwów na taką okoliczność. X musiałby tylko podpisać.

Oczywiście można sobie wyobrazić, że porzucony X sam mógłby wystąpić do sądu cywilnego przeciw Y o alimenty. Ale tylko w granicach podpisanej umowy, czyli pod warunkiem, że znalazł się w niej konkretny przepis o finansowaniu partnera po rozstaniu lub w chorobie.

Jak widać, związek partnerski byłby zgoła inną instytucją niż małżeństwo. Takie osoby jak teściowa czy szwagier – w myśl prawa rodzinnego – przynależą ściśle do kręgu tych, z którymi wchodzimy w zależność, choć to nie z nimi stajemy na ślubnym kobiercu. Kto zechciałby zawrzeć związek partnerski, rezygnowałby z okołomałżeńskich uwikłań i ciężarów, ale też z ewentualnego wsparcia rodziny w przyszłości.

Idea związku partnerskiego zakłada – jak w przypadku każdej umowy cywilnej – dobrowolność zobowiązań. Wtłaczanie więc tej instytucji w ramy prawa rodzinnego, wykazywanie, że nie daje ona ostatecznej ochrony partnerom, wreszcie domaganie się jej „urodzinnienia” byłoby zaprzeczeniem samej idei.

Związki partnerskie na razie są w fazie projektu. Nim ustawą, firmowaną przez SLD, zajmie się Sejm (a pewnie będzie to dopiero w następnej kadencji), jest czas, by detalicznie przyjrzeć się proponowanym rozwiązaniom: w czym ta nowa instytucja będzie przypominać, a w czym różnić się od małżeństwa? Jakie wynikną z niej wygody i zagrożenia – z perspektywy osób umawiających się na owo partnerstwo, ich bliskich, a także państwa. Sprawa jest bardzo poważna, bo w pozornie drobnych, prozaicznych rozwiązaniach kryć się może zupełnie nowa filozofia bycia we dwoje i nowa definicja rodziny. Dziś w naszym cyklu piszemy o finansach – sprawie najbardziej przyziemnej, ale też wyraźnie ilustrującej istotę sporu.

Polityka 27.2011 (2814) z dnia 28.06.2011; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "A teściowa?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Marzec 2021: pięć książek dla młodszych czytelników

Jak co miesiąc proponujemy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane. Dla najmłodszych czytelników.

Sebastian Frąckiewicz
02.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną