Społeczeństwo

Nowa piramida

Zawojować świat na jednej nodze

Rafał Gręźlikowski czuł, że im więcej ćwiczy, tym lepiej sobie radzi z kalectwem. Rafał Gręźlikowski czuł, że im więcej ćwiczy, tym lepiej sobie radzi z kalectwem. Rafał Gręźlikowski / Materiały prywatne
Rafał Gręźlikowski zdobył ponad 50 pucharów i sto medali w kilku dyscyplinach sportowych. Nie sądził, że uda mu się tyle osiągnąć. Nie wtedy, kiedy stracił nogę.
Rafał współpracuje z bractwami rycerskimi. W zeszłym roku odtwarzali bitwę pod Grunwaldem.Rafał Gręźlikowski/Materiały prywatne Rafał współpracuje z bractwami rycerskimi. W zeszłym roku odtwarzali bitwę pod Grunwaldem.
W 1999 r. Rafał został mistrzem Polski niepełnosprawnych w biegu na 200 m. Potem zrezygnował z lekkoatletyki.Rafał Gręźlikowski/Materiały prywatne W 1999 r. Rafał został mistrzem Polski niepełnosprawnych w biegu na 200 m. Potem zrezygnował z lekkoatletyki.

Rafał wierzy, że nasze życie składa się z klocków. Każdy klocek to osobne marzenie, plan, ambicja. Razem tworzą piramidę. Po amputacji nogi czuł, jakby ktoś z tej piramidy wyciągnął najważniejsze cegiełki. Bez fundamentów cała konstrukcja się zawaliła.

Przed

Miał 20 lat, gdy zgłosił się na ochotnika do wojska. Liczył, że dostanie się do Formozy, morskiej jednostki specjalnej, najlepszej z najlepszych. – Marzyły mi się papiery skoczka i nurka. Byłem młody i bardzo sprawny, uwielbiałem sport. Pragnąłem to wykorzystać – opowiada.

Wojsko przydzieliło go jednak do marynarki. Był motorzystą. – Umówmy się, są lepsze zajęcia – wspomina z uśmiechem. Przełożeni obiecali Rafałowi, że w następnym sezonie trafi do upragnionych komandosów, już na pewno.

Po trzech miesiącach na morzu poczułem ból w lewej łydce. Jakby coś rozrywało tkanki od wewnątrz – krzywi się. Gdy poprosił o pozwolenie na wizytę u lekarza, usłyszał, że ściemnia, by się wymigać od pracy. Jestem ochotnikiem, czemu miałbym uciekać? protestował wielokrotnie. W końcu oficerowie wysłali Rafała do wojskowego medyka. Lekarz przepisał mu maść i odesłał na statek. Nie pomogło. Kolejny stwierdził, że młody żołnierz po prostu przeciążył mięśnie.

Dopiero trzeci doktor skierował go na rentgen. Rafał miał rację. – To coś, co rosło i rozpychało się, to był guz na kości strzałkowej – zawiesza głos. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Karetka, Gdańsk, badania, samolot, Warszawa. – Nowotwór kości? Do tego złośliwy? To było jakieś hasło wyrwane z kontekstu – wspomina. – Ja, 20-letni chłopak, i nowotwór? Damy radę – pocieszał się.

W wojskowym szpitalu w Warszawie spędził miesiąc. Ból był tak silny, że uśmierzały go tylko zastrzyki. Mimo wszystko Rafał dobrze wspomina ten czas. Było piękne lato. Zaprzyjaźnił się z dwoma żołnierzami, którzy w Bośni weszli na miny. Czasem na wózkach wymykali się na piwo do parku. – Wózek ma taką zaletę, że bez względu na stan zawsze jedziesz prosto – żartuje.

Później było już gorzej. Przeniesiono go do Centrum Onkologii. Tam poznał nazwę swojego nowotworu: sarcoma, mięsak. Atakuje głównie młodych. Ruszyły kolejne badania, prześwietlenia, kroplówki i chemia. – Chudłem w oczach. Wcześniej ważyłem 95 kg. Po pobycie w szpitalu, nieco ponad 60. Znajomi mnie nie poznawali – opowiada.

Zaproponowano mu wycięcie kawałka kości. Ale po zabiegu coś było nie tak. Po trzech dniach Rafał zapytał, dlaczego nie ma czucia w nodze. Lekarz od razu zrozumiał, co się dzieje: krew w kończynie stanęła. Zabrano Rafała na udrożnienie tętnic. Była niedziela, noc. Chirurdzy walczyli kilka godzin. Potem powiedzieli, że trzeba czekać. Jeśli do rana krążenie wróci, nogę da się uratować. Jeśli nie, będą musieli ją odciąć.

Próbował zginać palce siłą woli. Przywiązał do poczerniałej stopy sznur z bandaży i ciągnął go rękoma. W końcu poprosił salową o wrzątek na herbatę. Gdy wyszła z pokoju, polał nim nogę. Chwilę później zawołał o drugi czajnik. – Ubzdurałem sobie, że tak rozgrzeję krew i zmuszę ją do ruszenia. Nie myślałem już logicznie – tłumaczy. Po południu był znów na sali operacyjnej. Niewiele pamięta. Potem zasnął. Obudził się na intensywnej terapii.

Wspomina: – Leżałem i czułem, że mam nogi. Lewą też. Bolała jak diabli, więc byłem pewien, że ona tam jest. W końcu odważyłem się odsunąć kołdrę.

Był 13 października 1996 r.

Wtedy

Po powrocie do domu, do Gdańska, Rafał zamknął się w mieszkaniu. Wydawało mu się, że znalazł się w punkcie bez wyjścia. Dziewczyna odeszła; stwierdziła, że nie ma z nim perspektyw. Chciał się wydostać z marazmu, ale nie wiedział jak.

Po kilku miesiącach dostał pierwszą polską protezę, refundowaną. Żeby zgiąć kolano, trzeba było nacisnąć przycisk. Na nic lepszego Rafała nie było stać. NFZ daje dziś 2800 zł na zakup protezy po amputacji nogi. Wtedy refundował jeszcze mniej. Dobra proteza, na której można normalnie chodzić, kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Gdy szedłem na tej mojej do osiedlowego sklepu, rozcinała mi pachwinę albo pośladek – wspomina Rafał.

Niechętnie wychodził na zewnątrz. Miał wrażenie, że wszyscy się na niego patrzą. Zwłaszcza gdy szedł o kulach, bez protezy. Najgorsze były kondolencje, że taki młody, całe życie przed nim, co za tragedia.

Żeby wyładować gniew, kupił domowy zestaw do ćwiczeń: ławka, sztanga, hantle. Kiedyś był bardzo silny. Nałożył więc 50 kg na gryf, tak na początek. Przygniotło go. – Byłem przerażony, jak bardzo osłabłem. Ale zacząłem ćwiczyć – opowiada.

Któregoś wieczoru w telewizji obejrzał migawkę z zawodów dla niepełnosprawnych. Otworzył szeroko oczy: my też mamy swoje sporty! Znalazł klub dla inwalidów. Jego proteza była sztywna, więc ograniczył się do podnoszenia ciężarów i unihokeja. – Jeździliśmy w takich opancerzonych wózkach. Świetny, dynamiczny sport – opisuje.

Pewnego dnia, gdy szedł o kulach na trening, podeszło do niego małżeństwo w średnim wieku. Powiedzieli: chyba mamy coś dla pana. Ich syn stracił nogę w wypadku. Kupili mu nowoczesną – na tamte czasy – protezę z mechanicznym kolanem. Chodził w niej kilka lat. Nigdy nie zdołał jednak podnieść się psychicznie po amputacji. Proteza leżała na strychu, nie chcieli, by się tak marnowała. I wtedy zobaczyli Rafała.

Teraz

Nowa proteza, po paru modyfikacjach, pasowała. Czuł, jakby dodała mu skrzydeł. Spacerował i spacerował. Po tygodniu odrzucił kule. Wolne chwile spędzał na dzikich plażach w Gdyni. Wspinał się na piaszczyste skarpy, spuszczał na linie, zeskakiwał z leśnych urwisk na osuwiska.

Kiedyś w telewizji obejrzałem film o Terrym Foxie, Kanadyjczyku, który również z powodu nowotworu stracił nogę. Uwziął się, że z protezą przebiegnie całą Kanadę. Kiedy film się skończył, wyszedłem na ulicę, był środek nocy. Ruszyłem: dwa podskoki na zdrowej nodze, jeden na protezie. Trochę bolało, ale nie przestawałem – Rafał wstaje i robi małą demonstrację. – Biegłem. Pierwszy raz po amputacji biegłem.

Miał zacząć rehabilitację. Chodziło o naukę obsługi protezy i wzmocnienie mięśni, zwłaszcza kikuta. Rehabilitant po spotkaniu uznał, że Rafał nie potrzebuje już jego pomocy.

Czuł, że im więcej ćwiczy, tym lepiej sobie radzi z kalectwem. Zaczął jeździć na rowerze i włóczyć się po górzystych terenach. Wkrótce zapisał się do większego klubu sportowego, Szansa-Start Gdańsk; mijał już rok od amputacji. Trener dostrzegł jego entuzjazm i wysłał na pierwsze zawody – w wyciskaniu sztangi. Rafał podniósł 105 kg. Tuż przed startem założył krótkie spodenki.

Próbował też nowych dyscyplin: curling, pchnięcie kulą, rzut dyskiem i oszczepem, bieganie, skok w dal. – Skoro można z protezą biegać, to da się też skakać – śmieje się. Wyniki były coraz lepsze, a każdy sukces motywował.

W 1999 r. został mistrzem Polski niepełnosprawnych w biegu na 200 m. Potem zrezygnował z lekkoatletyki. – Uznałem, że muszę skupić się na jednej dyscyplinie, jeśli naprawdę chcę do czegoś dojść. A najwięcej przyjemności sprawiało mi podnoszenie ciężarów – tłumaczy decyzję.

W 2002 r. wygrał Mistrzostwa Polski niepełnosprawnych w wyciskaniu sztangi. Zdobył też złoto na zawodach na Litwie i Słowacji, a w końcu Puchar Europy. Ustanowił swój rekord życiowy – ważąc 85 kg podniósł 195 kg.

W 2010 r. przygotowywał się do mistrzostw świata w Malezji. – Trochę zbyt ambitnie do tego podszedłem i zerwałem mięśnie w barku. Trzeba było zamontować kilka śrub – opisuje. Ale kilka tygodni temu znów zdobył złoto na mistrzostwach Polski w podnoszeniu ciężarów. Zaliczył też epizod z kulturystyką, dwa razy zdobył złoty medal mistrzostw Polski.

Któregoś dnia odkrył w sobie nową pasję. – Odwiedzam i fotografuję średniowieczne zamki, warownie i mury. Staram się spisywać legendy z nimi związane. Tworzę też własne i publikuję na blogu. W tym roku chcę wydać książkę – mówi.

Rafał współpracuje z bractwami rycerskimi. W zeszłym roku odtwarzali bitwę pod Grunwaldem. Jechali tam tydzień, na koniach i wozach. Jak w średniowieczu. – Czy brak nogi mi w czymś przeszkadzał? Nie, absolutnie. Dziś nie przeszkadza mi to w niczym – stwierdza.

Niedawno dostałem najnowocześniejszą protezę z mikroprocesorami. Sfinansowała ją fundacja z Anglii. Ale przede wszystkim spotkałem kobietę swojego życia, mamy trójkę dzieci – wyraźnie się ożywia. Żyją z jego renty i honorariów za zwycięstwa oraz występy w reprezentacji Polski niepełnosprawnych. Rafał jest też twarzą Otto Bocka, producenta jego protezy. Nie przelewa się, mówi, ale są szczęśliwi. – W przyszłości chciałbym jeszcze skoczyć ze spadochronem – rozmarza się.

Czasem Rafał ma odczucia fantomowe. Jakby ktoś wbijał mu w stopę gwoździe czy podłączał ją do prądu. Teraz są lżejsze albo po prostu przywykł. Po kąpieli ma wrażenie, że lewa noga jest ciągle mokra. Innym razem swędzi go udo. Drapie się, ręka schodzi w dół. Jest już na końcu kikuta i czuje, że go świerzbi centymetr niżej. Tyle, że tam nic nie ma.

Nie zastanawiam się, czy to wszystko mogło się inaczej potoczyć – mówi. – Życie po amputacji to zupełnie inne życie. Nie lepsze, nie gorsze. Po prostu nowa piramida.

Polityka 32.2011 (2819) z dnia 02.08.2011; Coś z życia; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Nowa piramida"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jacy są nowi bohaterowie dziecięcej wyobraźni

Prof. Małgorzata Bogunia-Borowska, socjolog kultury, mówi o tym, jacy bohaterowie zamieszkują dziś dziecięcą wyobraźnię i jakie mają zadania do wykonania.

Ewa Wilk
10.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną