Społeczeństwo

Miejsce dla matki z dzieckiem

Pogodzenie macierzyństwa i kariery - możliwe?

Piotr Socha / Polityka
Pracująca matka to według psychologów wciąż cywilizacyjny eksperyment na kobiecym organizmie. Czy w Polsce może się udać?
Polityka.pl

DEBATA: Sukces w pracy czy wychowywanie dziecka - to tylko alternatywa? Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe? Jaka jest Państwa opinia na ten temat? - zachęcamy do dyskusji na naszym forum>>

Pamiętacie Anię z Zielonego Wzgórza? Była zdolną, wyemancypowaną buntowniczką, dobrą uczennicą i nauczycielką z pasją. Ale tylko czekała na swojego Gilberta. Gdy go spotkała, było oczywiste, że gdy on skończy medycynę, ona będzie mogła przestać uczyć i zacząć rodzić dzieci. Stać się pełnowartościową kobietą. Lucy Maud Montgomery zaczęła pisać Anię zaledwie sto lat temu. Ale jeszcze 50 lat temu, po dwóch wojnach, które mocno nadwerężyły paternalistyczną rodzinę, wystrojone gospodynie z amerykańskich reklam czekały na mężów z gorącym obiadem i uczesanym chłopczykiem. Dopiero rewolucja obyczajowa, projekt państwa opiekuńczego i dbałość o równowagę demograficzną dopuściły kobiety Zachodu, także te z dziećmi, do karier i rynku pracy.

W Polsce o kobiety z dziećmi upomniało się socjalistyczne państwo. Mogły się uczyć i pracować, ponieważ to ono zajęło się wychowaniem ich potomstwa. Przedszkola i żłobki przyzakładowe, do których oddawało się dziecko w poniedziałek rano, a odbierało w piątek po dniówce, uważa się dziś za przykład zwyrodnienia systemu.

Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek

Aktywna zawodowo matka małego dziecka wciąż budzi w Polsce spore kontrowersje. Ujawniły się one ostatnio przy okazji debaty nad tzw. ustawą żłobkową. Front konserwatywny jest skłonny uważać, że kobieta i małe dziecko to tandem, którego nie powinna rozdzielać ani ambicja, ani chęć zysku.

Czy można sobie wyobrazić coś ważniejszego niż pierwszy uśmiech, ząbek i krok niemowlaka? – pytają matki, które postanowiły zostać w domu. Dziecko bez czułego jednego opiekuna jest narażone na zaburzenia rozwojowe, mówią niektórzy lekarze i dodają, że żłobek to wróg zdrowia psychicznego dzieci. Państwo powinno opłacić kobietom jak najdłuższe urlopy macierzyńskie, a może nawet wychowawcze – wtórują konserwatywni politycy.

Front postępowy denerwuje się z kolei każdą wzmianką o opiekuńczej lub domowej powinności kobiety i lansuje tezę o spełnionej zawodowo szczęśliwej matce. Nie chce dłuższych urlopów macierzyńskich, bo przez nie spadnie przydatność kobiety – pracownika. I dodaje, że nie ma badań, które w dostatecznym stopniu udowadniałyby szkodliwość żłobka.

Co na to Polki? Zdecydowanie chciałyby łączyć wychowanie dziecka z pracą. Niemal 90 proc. kobiet badanych na zlecenie marki Bebilon2 deklaruje, że nie widzi dla siebie przyszłości wyłącznie przy dziecku. Najczęściej tłumaczą, że rodzina potrzebuje dodatkowych pieniędzy, zaraz potem mówią o chęci zawodowego spełnienia i uczestniczenia w życiu społecznym. Mało tego, z obawy przed całkowitą utratą pracy 20 proc. kobiet przesunęłoby decyzję o macierzyństwie. Tyle samo zrezygnowałoby z kolejnego dziecka, a 6 proc. z macierzyństwa w ogóle. Do powrotu do życia zawodowego zaczęli swoje partnerki namawiać mężowie. Przestaje im odpowiadać rola jedynego żywiciela w pełni odpowiedzialnego za bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny. Coraz częściej też zależy im na partnerce, która nie jest skupiona wyłącznie na dzieciach. Jeśli powyższe deklaracje zestawimy z faktem, że tylko jedna trzecia młodych matek (z dziećmi do 3 roku życia) wraca na rynek pracy, okaże się, że kobiety pogrążają się w pewnej frustracji.

Zofia Milska-Wrzosińska, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji: – Niewiele kobiet jest dziś skłonnych całkowicie poświęcić pragnienia pozamacierzyńskie dla opieki nad małym człowiekiem. Nie da się zawrócić procesów społecznych, kobiety już nie zamierzają być tylko matkami. Trzeba więc bez ideologicznego zacietrzewienia szukać rozwiązań, które umożliwią im samorealizację w wybranych przez nie obszarach, a dzieciom – zaspokojenie potrzeb emocjonalnych.

Na krótkiej liście warunków szczęśliwego powrotu do pracy znalazłyby się na pewno: akceptujący pracodawca, właściwa opieka nad małym dzieckiem, spójna polityka państwa względem mam pracujących, nowy podział obowiązków w domu oraz empatyczny partner.

Zajdziesz – odchodzisz

Najbezpieczniej pracuje się w urzędach państwowych i samorządowych. Mówi jedna z pracownic Urzędu Gminy w Słupi: – Kiedy któraś z nas zachodzi w ciążę, może niemalże od razu przejść na zwolnienie lekarskie. Nic się nie stanie. Nie zatrudnia się nikogo na jej miejsce, inne pracownice dzielą się jej obowiązkami. Po urlopie macierzyńskim wraca się spokojnie do pracy.

Dbałość o wizerunek firmy przyjaznej człowiekowi wymusza powoli zmiany nawet w hipermarketach, które obrosły legendą przeklętego pracodawcy. Wielkie sieci już nie bronią się przed matką z małym dzieckiem. Rzecznik jednej z największych wylicza z emfazą: – Od 2005 r. aż 6 tys. naszych pracownic urodziło dzieci. Zdecydowana większość pań wróciła do nas po urlopie macierzyńskim lub wychowawczym, najczęściej do stałej pracy na atrakcyjnych warunkach. Dzieciom pracowników staramy się pomagać w kłopotach zdrowotnych: chcemy, by nasze panie znalazły w firmie oparcie. Organizujemy kolonie dla najbiedniejszych i specjalistyczne leczenie. Dbamy o wyprawki dla niemowląt i uczniów. W ubiegłym roku rozdaliśmy 18 tys. paczek świątecznych.

Najmniej przyjazne są małe firmy w niewielkich miejscowościach. Mówi Anna ze Szczekocin: – Na drzwiach jednego ze sklepów spożywczych nieustannie wisi kartka: młode, energiczne przyjmę. To jest ostrzeżenie dla pracownic tego sklepu, zatrudnianych zresztą dla oszczędności na ćwierć lub jedną ósmą etatu, choć w rzeczywistości pracują na cały etat lub więcej. Obowiązuje tu niepisana reguła, że jeśli któraś z dziewczyn zajdzie w ciążę – odchodzi z pracy.

Jedna trzecia matek przepytanych w ramach badań Bebilon2 drży na samą myśl, że w czasie, gdy będą pracować, ich dziecko trafi w obce ręce. Najchętniej w roli opiekuna widziałyby kogoś z rodziny, zwłaszcza babcię. Joanna Kluzik-Rostkowska, była wiceminister pracy i polityki społecznej, duch sprawczy ustawy żłobkowej, matka trójki dzieci: – Rodzice moi i męża byli na miejscu. Dzięki temu nie czułam, że dzieci spotyka krzywda.

Psychologowie popierają taki model, chociaż coraz trudniej go urzeczywistnić. – Ważne, by dzieckiem opiekowały się kochające osoby. Już wiemy, że to nie musi być tylko matka; też ojciec, babcia czy w pewnym zakresie niania, ale dla emocjonalnego bezpieczeństwa dziecka główna osoba nie powinna się często zmieniać, a zwłaszcza znikać, jak to się zdarza z nianiami – mówi Zofia Milska-Wrzosińska.

Kiedy rodzice decydują się na zatrudnienie opiekunki, zwykle okazuje się, że jej pensja jest niewiele niższa niż dochody powracającej do pracy matki. Szansę na przedszkole ma coraz więcej dzieci, ale ciągle niewiele ponad połowa. Dostępność żłobków plasuje nas w ogonie Europy.

Dlatego opieka nad dzieckiem wciąż wymaga sporej ekwilibrystyki. Mówi Agnieszka, sprzedawczyni w średniej sieci handlowej w Warce: – Do pracy wróciłam, dopiero gdy córka miała 4 lata. Zaczynałam pracę o 6.00. Wstawałam o 4.00, budziłam małą, jechałyśmy do Warki (10 km z mojej wioski). Tam zostawiałam córkę u znajomej, u której przesypiała jeszcze godzinę. Potem znajoma prowadziła ją do przedszkola, a ja odbierałam po południu.

 

 

Mąż się wstydzi prania

Badania Bebilon2 pokazały, że wiele kobiet w dobrych partnerskich związkach przed powrotem do pracy renegocjowało podział obowiązków domowych. Ale kiedy już zaczynały pracę, okazywało się, że z deklarowanej pomocy drugiej strony niewiele wychodzi.

Tłumaczy socjolog prof. Anna Giza-Poleszczuk: – Kobiety wymagają, żeby ojciec posprzątał, ale też żeby bawił się z dzieckiem: czytał książeczki, układał klocki. I kiedy stają przed wyborem: wręczyć partnerowi odkurzacz czy klocki, zwykle wybierają to drugie. Kobiety potrafią robić kilka rzeczy jednocześnie, zwykle są bardziej efektywne w pracach domowych, więc szybko odtwarzają wzorce sprzed dziecka.

Nie bez winy, ciągnie Giza-Poleszczuk, są pracodawcy. O ile kobiety uważa się za obłożone obowiązkami matki, o tyle mężczyzn nie postrzega się jako ojców. Szefowi nie przychodzi do głowy zapytać podwładnego mężczyzny, któremu zleca coś po godzinach, czy aby nie ma obowiązków rodzinnych. I tak, niezauważalnie, to matka bierze zwolnienia na chore dziecko, rezygnuje z wyjazdów integracyjnych, wychodzi o czasie, żeby odebrać dziecko z przedszkola.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Partner mówi kobiecie: być może pracujemy oboje po 7 godz., ale moja praca przynosi cztery piąte naszego dochodu. Więc nie mów mi, kto ma prawo być zmęczony. Od mojej kondycji zależy, czy wynegocjuję jutro kontrakt, a od twojej, kochanie, co zależy?

Podobne uwagi nie wzmacniają pewności siebie. Jedna piąta kobiet badanych przez socjologów z Uniwersytetu Łódzkiego w ramach Human Resource Project przyznaje się do obaw, że po macierzyńskiej przerwie nie będą miały wiedzy niezbędnej do podjęcia zadań. Tyle samo boi się zwolnienia, jedna czwarta uważa, że logistycznie nie da rady pogodzić pracy z obowiązkami domowymi.

Z naszych badań wynika, że kobiety często nie radzą sobie z podwójną rolą. A raczej tak uważają – mówi Monika Zakrzewska, ekspertka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Anna spod Warki: – Kiedy pomyślę, że po pracy mam jeszcze ugotować obiad na następny dzień, posprzątać, pomóc Paulinie w lekcjach, wyprasować i wyprać, to moja praca w sklepie wydaje mi się odpoczynkiem. Mój mąż wstydzi się rozwiesić pranie przed blokiem, żeby sąsiedzi czasem nie pomyśleli, że jest pod pantoflem. Podejrzewam, że nie wie, ile kosztuje bochenek chleba.

Ustawy w próżni

Zofia Milska-Wrzosińska widzi gołym okiem, że świadomość ojców wzrasta: – Widuję łysych, umięśnionych panów ze złotymi łańcuchami na szyi, jak z wdziękiem popychają wózek i kompetentnie reagują na dobiegające z niego odgłosy. Sylwia Chutnik, pisarka, założycielka Fundacji MaMa: – Jest postęp w dużych miastach, prowincja leży odłogiem.

Wielu mężczyzn nie rozumie nawet, dlaczego kobiety mają do nich pretensje. Ich babcie wiązały im buty do 17 roku życia, ich mamy, nawet jeśli pracowały zawodowo, prasowały koszule, zanim to zadanie przejęła żona. Dlaczego mają myśleć poważnie o zawodowych aspiracjach partnerki? – Brakuje spójnego systemu edukacyjnego, który już małym chłopcom w przedszkolach pokazywałby różne od paternalistycznych wzorce zachowań – mówi Sylwia Chutnik.

Kiedy 6 lat temu Chutnik z przyjaciółkami zakładały fundację, przekleństwem matek pracujących był całkowity brak polityki rodzinnej. Teraz prawo już jest, ale ustawy zawieszone są w próżni. – Weźmy tę o elastycznych formach pracy. Mogła służyć osobom, które część obowiązków chciały wykonywać z domu albo pracować w niepełnym wymiarze. Okazało się, że mnóstwo ludzi wylądowało na tzw. umowach śmieciowych, bez ubezpieczenia. Ta nowoczesna ustawa została żywcem skopiowana z Zachodu. Ale nikt nie pomyślał, że na Zachodzie pracownik ma znacznie więcej opcji korzystnego ubezpieczania.

No i jak wytłumaczyć rodzinie, że kiedy człowiek zostaje w domu z pracą do wykonania, to nie znaczy, że w tym czasie ugotuje i posprząta. Joanna, dziennikarka: – Mąż mnie pyta, niby żartem: a może ty przeglądasz plotki na Pudelku?

W podobnej próżni wisi ustawa żłobkowa. Zainteresowanie kursami dla opiekunów w nowych punktach żłobkowych jest małe albo kursów wcale nie ma. Dzieje się tak, ponieważ połowę kosztów ich zorganizowania ponoszą gminy, które nie mają pieniędzy. A jeśli nawet gmina podejmuje już wysiłek, to nie inwestuje w informację. I ludzie nie rozumieją, że małe żłobki osiedlowe mogą być tańsze i bezpieczniejsze niż niania z szarej strefy.

Po co więc kobiecie elastyczne formy pracy i rozumiejący szef, skoro i tak nie ma z kim zostawić swojego dziecka? Chutnik: – Dobre pomysły wciąż jeszcze nie tworzą spójnej polityki społecznej.

Prosta inwestycja

Do Laboratorium Psychoedukacji przychodzą często dobrze sytuowane kobiety, żyjące w komfortowym z pozoru systemie: praca, dom, opiekunka, pani sprzątająca. Są zmęczone, mają długotrwałe spadki nastroju. Kiedy zaczynają rozmowę z psychologiem, w ogóle nie łączą swoich objawów z macierzyństwem. Mówią: wiedziałam, na co się decyduję. – A potem się okazuje, że na poziomie biologicznym one po prostu bardzo tęsknią – mówi Zofia Milska-Wrzosińska.

Z doświadczenia Sylwii Chutnik, dzisiaj matki 9-latka: – Syn ma 3 lata. Siedzę w domu, muszę pisać, skupiam się. Nagle słyszę: mamo, włącz Świnkę Pepę. Okej, szukam płyty, włączam. Wracam do pisania, ale zaraz jest 14.00 i powinnam ugotować obiad. Potem skupiam się na pracy. I tak dalej. Wieczorem padam. Jestem jak komputer, który, gdy się go włącza i wyłącza, zżera kilka razy więcej energii niż gdyby po prostu był włączony. To na dłuższą metę jest trudne do wytrzymania.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Przez kilkadziesiąt tysięcy lat matki były nierozerwalnie związane ze swoimi małymi dziećmi. Teraz kobiety chcą inaczej, ale biologia obdarowała je macierzyństwem i to się w najbliższej przyszłości nie zmieni. Nowy model kulturowo-społeczny jeszcze nie jest gotowy. Dlatego miotają nami sprzeczne emocje. Nie da się abstrahować od biologii i psychiki. Także naszego dziecka, które potrzebuje bliskości i zaangażowania, żeby się zdrowo rozwijać. To, co się dzieje z małym dzieckiem, ma wielkie znaczenie, kiedy stanie się ono starsze.

Bo rodzice zapominają o logice prostej inwestycji. Poświęcając więcej czasu i energii dziecku rocznemu lub trzyletniemu, oszczędzają sobie sporo kłopotów, kiedy będzie miało ono 10 czy 13 lat. – Te chwile, kiedy bawimy się z nim, rozmawiamy, choć myślimy, że może powinnyśmy kończyć raport dla szefa, wkrótce się zwrócą. Nasze dziecko będzie miało poczucie bezpieczeństwa, będzie rosnąć na zadowolonego, niezależnego człowieka i jest spora szansa, że za parę lat będzie od nas wymagało znacznie mniej interwencji wychowawczych i gaszenia kolejnych pożarów, niż gdybyśmy tej inwestycji nie zrobili – mówi Zofia Milska-Wrzosińska. Tym rozmawiającym i bawiącym może być oczywiście także tata. Współczesny Gilbert powinien chętnie czytać swoim córkom. Zwłaszcza kiedy Ania potrzebuje ciszy przed naprawdę ważnym wykładem na uniwersytecie.

DEBATA: Sukces w pracy czy wychowywanie dziecka - to tylko alternatywa? Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe? Jaka jest Państwa opinia na ten temat? - zachęcamy do dyskusji na naszym forum>>

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Fiat 126p. Polski Volkswagen, tylko trochę mniejszy

Gdyby szukać materialnego symbolu gierkowskiej dekady, Polski Fiat 126p byłby jak znalazł. To za sprawą tego małego autka zaczęła się w PRL era masowej motoryzacji. Bo samochód – obok własnego mieszkania – miał być najbardziej widomym znakiem dobrobytu Polaków.

Adam Grzeszak
12.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną