Depresja mężczyzn

Czarny pies
Osoby publiczne w Polsce potrafią się przyznać do alkoholizmu. Wyznać, że dopadł je rak. Że są homoseksualne, co dawniej było nie do pomyślenia. O depresji milczą. To wciąż tabu.
Dawny paradygmat męskiej wartości, oparty na sile dominacji, kontroli, podporządkowaniu kobiety, już nie pasuje.
Mirosław Gryń/Polityka

Dawny paradygmat męskiej wartości, oparty na sile dominacji, kontroli, podporządkowaniu kobiety, już nie pasuje.

Na depresję zapadają ludzie o różnej pozycji społecznej, zawodowej i różnym wykształceniu.
Cubmundo/Flickr CC by SA

Na depresję zapadają ludzie o różnej pozycji społecznej, zawodowej i różnym wykształceniu.

I ta mała, i duża. Przy dużej klinicznej człowiek funkcjonuje jak Wiliam Styron, autor „Wyboru Zofii”. Pisarz leżał w łóżku, umierając z wewnętrznego bólu nie do wytrzymania, psychicznie sparaliżowany do tego stopnia, że nie mógł sięgnąć po tabletkę leżącą na stoliku przy łóżku. Ani ogolić się, ani ubrać – człowiek ogarnięty psychicznym uwiądem. W czasach, kiedy nie było antydepresantów, lądował w zakładzie zamkniętym jako „obłąkany”. W chorobie dwubiegunowej po uwiądzie następuje mania – rozsadzające pobudzenie, hipereuforia, równie trudna do zniesienia jak poprzedni dół. Styron mógł pisać tylko w manii.

Tak zbabiały?

Z małą depresją człowiek tak się nie mota od ściany do ściany. Nie jest ona jak psychiczne tsunami, raczej jak szkwał. Można próbować ją ukryć, co jest głównie strategią męską.

Dawny paradygmat męskiej wartości, pisze Theresa Francis-Cheung w książce „Mężczyzna w depresji”, oparty na sile dominacji, kontroli, podporządkowaniu kobiety, już nie pasuje. Patriarchat nie został obalony, ale nie ma już usprawiedliwienia, co w mężczyznach rodzi pomieszanie i dezorganizację. Dla wielu ich życie, poczucie tożsamości było zawsze zdefiniowane przez to, jaki miał być i do czego był zdolny. On i tylko on.

A miał być silny, odważny i dobrze zorganizowany. „Targnął nim niemęski płacz” – to zdanie nazbyt dobrze pamięta się z literatury. Ale łzy natychmiast obsychały i na twarzy znów malowała się siła i zdecydowanie: mężczyźnie słabość nie przystoi. Chłopcu – mazgajstwo także nie.

Definicja męskości zakłada dzielne znoszenie bólu. Uleganie przygnębieniu jest traktowane jako upokarzająca porażka, a zaprzeczanie – mylone z wytrzymałością. Mamy więcej szacunku do skrywających swe rany niż do tych, którzy je odsłaniają. Mężczyzna pokonany przez życie sprawia wrażenie nieprzystosowanego, pokonany przez własne uczucia jest kimś wręcz nieprzyzwoitym.

Co się nie tyczy kobiet. Depresja, jak długo sądzono, nawiedza je z natury rzeczy, jak miesiączka, organicznie. I cierpią na nią nieporównanie częściej niż mężczyźni. Badania ostatnich dziesięcioleci pokazały, że depresja dotyka kobiety i mężczyzn w równym stopniu, ale inaczej się w nich manifestuje.

Duzi chłopcy nie płaczą – nie tylko dlatego, że są w tym duchu wychowywani. Chodzi tu także o budowę ich mózgu. Ośrodki emocjonalne w męskim, nie tak jak w kobiecym, ulokowane są w sposób mniej ciągły, a półkule mózgowe połączone mniejszą liczbą włókien. Informacje trudniej przepływają z prawej, emocjonalnej strony, do lewej – werbalnej, dlatego mężczyznom trudniej niż kobietom wyrażać uczucia. Męskie mózgi dysponują mniej skutecznymi połączeniami między ośrodkami emocji i komunikowania niż kobiece.

Kobiety depresję odczuwają, co objawia się zmianami nastroju, mężczyźni natomiast ją odreagowują, co pociąga za sobą zmiany w zachowaniu. Ona płacze, on – nie. A jeśli nawet robi to ukradkiem, łzy go przerażają: aż taki jest słaby i do niczego, tak zbabiały?

Za wszelką cenę stara się więc ukryć depresję, nie używa tego słowa, nie przyznaje się do niego. Krzyczy na żonę i podwładnych, ma wybuchy gniewu, trzaska drzwiami, tygodniami miele w sobie głęboki ból, zachowując pokerową twarz. Zaczyna nagle obsesyjnie chodzić na siłownię, biega albo fanatycznie przeżywa porażki i sukcesy jakiejś drużyny sportowej. Aplikuje sobie płatny seks (może to?), pracę do wyczerpania, alkohol – wszystko, czym może depresji zaprzeczyć.

Albo wpada w stan „mam wszystkiego dość”: zamyka się w sobie, tonie w gazecie i telewizorze. Przyjmuje postawę: wszystko, co było, co jest i co w życiu nastąpi – będzie złe; miele to w sobie jak krowa trawę. Źle śpi, ktoś do niego mówi: słucha, nie słucha. Porusza się, jakby chodził w syropie. Jest gorzej zorganizowany. Trudniej mu jasno myśleć i skupiać uwagę. Wiecznie zmęczony. Ale to oczywiście żadna depresja (wypluj to słowo), ma po prostu gorsze dni.

To tylko problemy

Odcinając się od depresji, udając, że jej nie ma, twierdzi australijski terapeuta Mal Mc Kissock, mężczyźni zaczynają powoli zamierać.

Na pozór mogą funkcjonować zupełnie normalnie. Czasem aż do samobójczej śmierci. Odbierają sobie życie i w małej, i w dużej depresji, choć w dużej znacznie częściej. Zwykle zawsze wysyłają sygnały możliwe do uchwycenia tylko przez wprawne oko lub kogoś, kto dobrze nadającego zna. Telewizja jakiś czas przed śmiercią Leppera pokazała, jak w swym biurze boksuje się z workiem treningowym, jak ćwiczy na bieżni czy też na rowerze. Było coś rozpaczliwego w tym, co robił i mówił – jego wygląd, ton głosu. Czego to się nie robi, żeby pokazać się na szkle, skwitowała telewizja. Może właśnie wtedy pomyślał, że trzeba kończyć ziemskie dożynki.

Także w doniesieniach o samobójczych śmierciach nastolatków można często przeczytać relacje sąsiadów i znajomych, że były one ostatnimi osobami, które można by o to podejrzewać. Zachowywały się jak zawsze, żyły jak inni, zdrowe, normalne: po prostu szok.

Mężczyźni popełniają samobójstwa cztery razy częściej niż kobiety. Nie umieją prosić o pomoc – to szczególna cecha męskiej depresji.

Profesor psychologii Schelley Taylor z Uniwersytetu w Los Angeles twierdzi, że stres wyzwala reakcję „walcz lub uciekaj” zalewając organizm adrenaliną i kortyzolem. U kobiet ta reakcja ulega przetworzeniu – nie walcz i nie uciekaj, lecz zaopiekuj się i zaprzyjaźnij.

Kobieta w depresji jawnie okazuje ból. Łapie za telefon i dzwoni do przyjaciółki, żeby doznać wsparcia albo wezwać ją natychmiast do siebie na ratunek. Mężczyzna w depresji jedynie „ma problemy”. Do kogo zresztą miałby zadzwonić? Są w jego notesie nazwiska znajomych, ale przyjaciele od serca występują rzadko. W męskim gronie rozmawia się głównie o podbojach, samochodach, licho wie o czym, trochę po babsku plotkuje, lecz odkrywanie duszy, odsłanianie emocji wydaje się niestosowne i świadczy o słabym charakterze oraz braku klasy. Zresztą coraz częściej rozmawia się przez Internet. Rośnie pokolenie, które do rozmów potrzebuje szkła, a na żywca im nieswojo i dziwacznie.

Można spróbować ukojenia w domu. Bliski związek jest dla depresyjnego mężczyzny jak koło ratunkowe. Nic tak dobrze nie odpędza czarnego psa. Intymność ma leczniczą moc – twierdzi profesor medycyny Dean Ornish z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj