Społeczeństwo

Strony medalu

50 lat małżeństwa, potem pan zabił panią

Śmierć nastąpiła poprzez jednokrotne wbicie noża kuchennego w serce, a potem jego usunięcie. W sposób wykluczający samobójstwo. Śmierć nastąpiła poprzez jednokrotne wbicie noża kuchennego w serce, a potem jego usunięcie. W sposób wykluczający samobójstwo. Falko Matte / PantherMedia
Razem czekali na medal od prezydenta. Za 50 lat spędzonych w jednym małżeństwie. Miał im zostać wręczony 9 listopada 2011 r. Dwa miesiące wcześniej on zabił ją nożem kuchennym.
Oficjalny list od wójta bardzo poruszył małżonków. Liczyli dni, czekając na dzień wręczenia medalu. I poczęstunek okolicznościowy.Łukasz Rayski/Polityka Oficjalny list od wójta bardzo poruszył małżonków. Liczyli dni, czekając na dzień wręczenia medalu. I poczęstunek okolicznościowy.

Awers Ona mówiła o nim tata. On o niej mamuśka. Zasługi wobec państwa: troje dzieci, jedenaścioro wnuków. Całe życie razem w dosłownym znaczeniu – nikt we wsi nie widział, żeby kiedykolwiek poszli gdzieś bez siebie.

Rewers Tamtego dnia, kiedy to się stało, też poszli razem z rana na drogę. Miało przejeżdżać wesele. On robił bramę, to znaczy stanął w poprzek drogi, zagradzając przejazd. A ona czekała z boku, pilnie obserwując. Młodożeńcy dali dwie butelki, co ona skrupulatnie wyłapała.

Awers To była miłość od pierwszego wejrzenia. Był rok sześćdziesiąty pierwszy, on – stróż na kolei, lat 22, ona – pomoc kuchenna w ośrodku wypoczynkowym w miasteczku, o dwa lata starsza od niego. Mieli podobny stosunek do życia – afirmatywny. Z miejsca ślub.

Rewers Zamieszkali przy jego rodzicach. Którzy też byli pijący oraz zabawowi. Mamuśka i tatuś poszli tym samym śladem, porodziły się dzieci, zajęli się nimi sąsiedzi.

Właściwie nie wiadomo, dlaczego te dzieci tak im się udały. Jedno – aż w Warszawie, drugie – parę wsi dalej. Przyzwoite zawody, regularne dochody.

Idący w ruderę dom po jego rodzicach uratował ich najmłodszy syn. Gdy się ożenił, zrobili sobie pokój nad tatą i mamuśką, na poddaszu. Porodziły się dzieci. Po trzecim synowa liczyła, że wróci do pracy. Że dziećmi, jak to w lokalnym zwyczaju, zajmie się mamuśka, która akurat przeszła na wcześniejszą emeryturę. Jednak zaraz po tym tacie zlikwidowali miejsce pracy na kolei. A w zamian dostał świadczenie. Dużo wolnego czasu i regularne pieniądze – przed mamuśką i tatą otworzyły się nowe, wspólne perspektywy życiowe.

Synowa nie poszła więc do pracy. Na poddaszu zjawiło się czwarte dziecko, a syn wyjechał na saksy. Wrócił, uskładawszy kapitał na remont.

Tuż przed narodzinami piątego wychuchali ruderę. Nowe tynki, nowe podłogi, drzwi, okna – i tak dalej. Taki był wówczas trend, że mają być boazerie, więc całą górę – tę dla siebie – zrobili w tych boazeriach.

Był grudzień, tuż przed Wigilią. Piąte dziecko kończyło właśnie dwa tygodnie, gdy tata z mamuśką zasnęli na dole z papierosem. Boazerie na górze płonęły jak szalone.

Dół przetrwał w lepszym stanie, ale syn z synową nie czuli się na siłach mieszkać z tatą i mamuśką, którzy poszli w autoterapię po pożarze – pijąc z pieniędzy na zapomogi dla pogorzelców. Syn znów ruszył więc na saksy, zarobić na remonty. Synowa została z pięciorgiem w ruinie bez wody, użyczonej przez dalszą rodzinę.

Awers Mimo dramatycznych wydarzeń, które ich nie ominęły, małżonkowie wytrwali w swoim związku. Wspólnymi siłami podźwignęli dom po pożarze.

Rewers Mamuśka i tatuś załatali swój parter folią i styropianem, więcej nie było im do szczęścia potrzeba. Gdy syn wrócił z saksów z kolejnym kapitałem, po drugiej stronie drogi zaczęła się nowa budowa. Trzy pokoje z poddaszem. Plus coś jak przybudówka dla mamuśki i taty, bo przecież nie zostawi się rodziców w nędzy. Pokój, z osobną lodówką, czajnikiem oraz ogrzewaniem i osobnymi drzwiami.

W trakcie budowy okazało się jednak, że pieniądze z saksów za granicą nie wystarczają na dokończenie budowy. Można było skorzystać z zapomogi z gminy, jednak warunkiem rozliczenia pieniędzy było, by powstał dom będący własnością głównych pogorzelców. Dom trzeba było przebudować. Osobne wejście do mamuśki i tatuśka zamknięto. Pokój uzyskał wejście z tego samego korytarza co pozostałe pokoje.

Tymczasem u syna na świat miało przyjść siódme dziecko. Jakoś żyli – w dziewięcioro z jednej pensji. Syn zrobił kurs ratownika medycznego i znalazł pracę w kraju. Na wsparcie mamuśki i tatusia raczej nie mogli liczyć. Bo im nie wystarczało gotówki na własne potrzeby, mimo posiadania emerytury w kwocie 1,3 tys. zł i świadczenia w kwocie 800 zł. W zeszycie w sklepie otwarto im więc specjalne konto dłużne, na które wpisywano pobrane alkohole.

Jednocześnie ich wymagania w kwestii standardu życia wręcz malały. Gdy siódme dziecko było już na świecie, smród dochodzący z ich pokoju stał się nie do wytrzymania. Synowa podjęła decyzję, że kiedyś to trzeba posprzątać. Kilka tygodni sprzątali: ona, mąż, ich synowie. Kilkanaście worków śmieci opuściło pomieszczenie. Plus kompletnie zniszczona lodówka, kupiona dwa lata wcześniej, która zaległa w krzakach przy wjeździe na posesję. Do posprzątanego pokoju syn i synowa dokupili mamuśce i tacie trochę nowych sprzętów oraz całkiem nową wykładzinę.

Pokój szybko wrócił do stanu poprzedniego.

 

Awers Latem 2011 r. dotarł list. Z racji na upływającą 50 rocznicę pożycia małżeńskiego zaprasza się Szanownych Małżonków na uroczystość wręczenia medalu okolicznościowego. Po uroczystości – poczęstunek.

Rewers Oficjalny list od wójta bardzo poruszył małżonków. Liczyli dni, czekając na dzień wręczenia medalu. I poczęstunek okolicznościowy.

Wniosek o ten medal wysłali syn z synową. Przeczytali w lokalnej gazecie, że należy się – z rozdzielnika. Odprasowałoby się dziadków i dowiozło – dla wnuków zostałoby przyzwoite zdjęcie pamiątkowe w gazecie. Warunkiem była niekaralność. Mamuśka i tata mieli co prawda swojego kuratora, ale karani nie byli.

Kurator, na wniosek rodziny, zaglądał od lat piętnastu, by ich dyscyplinować, co jednak nie działało. Rodzina rozważała więc nawet przymusowe leczenie, we wsi mówili jednak, że organizm, który całe życie przetankował, w try miga przekręci się odcięty od oktanów. A nie chcieli mieć mamuśki i taty na sumieniu.

Tymczasem mamuśka i tatuś czekali na ten medal. Odkąd ich własne dochody przestały wystarczać na spłatę zadłużenia zeszytu, zaczęły się pewne problemy z uzupełnianiem zapasów – stali się bardziej przedsiębiorczy w tropieniu okazji darmowego napicia się. Z tego też powodu zrobili się bardziej nerwowi. Zaczęli jeszcze skrupulatniej pilnować się nawzajem – zwracając baczniejszą uwagę, ile wypija drugie.

Więc tamtego dnia, gdy poszli na drogę wyciągnąć trochę wódki od jadącego wesela – ona widziała przecież doskonale, że były dwie butelki. Wrócili do domu. Otworzyli jedną. Potem, gdy ona się przecknęła, zażądała tej drugiej. A on jej powiedział – że nie ma.

Syn, synowa oraz dwoje wnuków, oglądający w pokoju obok telewizję, słyszeli odgłosy kłótni – nie pierwsze tego dnia. Potem były odgłosy przetrząsania pokoju. Patrzyli po sobie, ale nikt nie chciał iść – bo tam śmierdzi. Bo mamuśka i tata wrzeszczą, jak się wściekną. Oglądali dalej, aż za ścianą ucichło – jakby mamuśka z tatą zasnęli.

Po jakimś czasie tata wpadł do pokoju syna i synowej. Mówił, żeby przyjść do nich i zobaczyć. Nie chcieli. Pokręcił się. Wrócił znowu – żeby jednak spojrzeć. Bo coś tam się stało z mamuśką. Syn poszedł. Tylko krzyknął.

Podjęta przez niego profesjonalna reanimacja nie mogła już w niczym pomóc. Śmierć nastąpiła wcześniej, poprzez jednokrotne wbicie noża kuchennego w serce, a potem jego usunięcie. W sposób wykluczający samobójstwo.

Lekarz z karetki stwierdził zgon. Śledczy, wezwani do zabójstwa, byli zaskoczeni, jak zdystansowana i opanowana jest cała rodzina. Żadnych szoków, lamentów i płaczów. Spokojnie złożyli zeznania. Jakby od dawna już czekali na ten moment.

Awers W momencie przyznania medalu małżonkowie spełniali kryteria, które są jasne – wspólne pożycie odpowiednio długie oraz niekaralność. Przyznanie medalu jest więc prawomocne.

Rewers Tatę wyprowadzono w kajdankach. Choć mówił, że niczego nie pamięta, postawiono mu zarzut zabójstwa. Teraz pisze z aresztu, żeby go stamtąd zabrać, bo jest przygnębiony. Albo żeby go chociaż zaopatrzyć gotówkowo, bo siedzi sam jak palec, o pysku suchym, nawet bez możliwości zrobienia zakupów w sklepiku.

O mamuśce nie pisze ani słowa.

Syn nie chce odpisywać. Synowa w tydzień po tej śmierci otworzyła drzwi do pokoiku i zaczęła sprzątać. Wyrzuciła kolejną stertę śmieci. Wyciągnęła wykładzinę i wymyła. Wykładzina suszy się teraz na podwórku i jeszcze będzie zdatna do użycia.

Synowa pyta, czy to bardzo źle zabrzmi, gdy powie, że po raz pierwszy od lat ma wreszcie spokój w domu? Teraz muszą jeszcze mamie postawić pomnik i mają zmartwienie – za co. Mogli razem z tatą położyć się w jednym grobie. A tak trzeba im będzie kiedyś postawić dwa.

Ponieważ medal został przyznany prawomocnie, dzwoni wójt i pyta, czy w zastępstwie aresztowanego nie odebrałyby go dzieci – syn z synową. Mają się zastanowić. Muszą jednak wiedzieć, że gdy już zapadnie prawomocny wyrok, Kancelaria Prezydenta rozpocznie procedurę odebrania odznaczenia.

Polityka 46.2011 (2833) z dnia 08.11.2011; Coś z życia; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "Strony medalu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną