Społeczeństwo

Rozrachunki matki Polki

Danuta Wałęsowa: trudne życie z Lechem

Lech Wałęsa z Danutą po grzybobraniu. Lech Wałęsa z Danutą po grzybobraniu. Wojciech Łaski / EAST NEWS
Co sprawiło, że Danuta Wałęsowa, wzór żony tradycyjnej, zdecydowała się wyjść z cienia i publicznie przedstawić bilans swego życia?
Danuta Wałęsowa z synami Jarkiem, Przemkiem i Sławkiem w mieszkaniu na Stogach podczas strajku w stoczni.Wojciech Łaski/EAST NEWS Danuta Wałęsowa z synami Jarkiem, Przemkiem i Sławkiem w mieszkaniu na Stogach podczas strajku w stoczni.
„Danuta Wałęsowa to osoba twardo stąpająca po ziemi, nierozpamiętująca, nierozpaczająca, tylko od razu przystępująca do działania. Z zadaniowym podejściem do życia”.Maciej Kosycarz/KFP „Danuta Wałęsowa to osoba twardo stąpająca po ziemi, nierozpamiętująca, nierozpaczająca, tylko od razu przystępująca do działania. Z zadaniowym podejściem do życia”.

Zielona Brama, 10 listopada 2011 r., biuro byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Mecenas Ewelina Wolańska, dyrektorka biura, jest wyraźnie skonsternowana, gdy słyszy, że chodzi o to, by Wałęsa wniósł coś od siebie do dziennikarskiego portretu żony. Pan prezydent – uważa Wolańska – nie będzie rozmawiał ani o żonie, ani o jej książce. Chwilę jednak rozmawiamy: – Nie wierzyłem, że ta książka powstanie. Że żonie uda się coś takiego wyprodukować. Ponieważ ma tyle obowiązków. No i zawsze była trochę z boku polityki. Tę trudniejszą robotę robiła, żeby było jasne. Ale okazuje się, że wyprodukowano. Jeszcze nie czytałem, ani pół strony, więc sam jestem ciekaw, jak wypadnę w tej relacji żony. Nie wiem, bo często się nie zgadzaliśmy. Oczywiście, kulturalnie.

Uważa, że żona jest od niego bardziej radykalna. Nie w polityce, tak w ogóle – w życiu, co powoduje, że się nie zawsze zgadzają. To nie jest chwyt marketingowy, to autentyczny ambaras. Lech Wałęsa naprawdę nie zna treści książki „Marzenia i tajemnice”, która lada moment trafi na rynek.

Cofanie filmu

Danuta Wałęsowa to osoba twardo stąpająca po ziemi, nierozpamiętująca, nierozpaczająca, tylko od razu przystępująca do działania. Z zadaniowym podejściem do życia – mówi Piotr Adamowicz, dziennikarz, który opracował książkę byłej prezydentowej. – Jej siłą jest naturalność. Nie dała się sformatować ani specjalistom od obróbki PR, ani mediom. Ją sformatowało życie. Mówi to, co chce powiedzieć. I jeśli chce. Czasami są to sądy bardzo ostre, bezkompromisowe.

Piotr Adamowicz w karnawale Solidarności był pracownikiem związku. Żonę Wałęsy poznał na początku stanu wojennego. Później wielokrotnie rozmawiał z nią jako dziennikarz. Do pracy nad książką przystąpili ponad dwa lata temu. Adamowicz znalazł stary film dokumentalny „Danka”, utrwalający różne zdarzenia z lat 80. Przyjechał z nim na ulicę Polanki i puścił w nadziei, że pobudzi panią Danutę do wspomnień. Po pierwszych kadrach pani domu zawołała kuzynkę, by też popatrzyła, jak to kiedyś było. Po kolejnych zauważył, że nerwowo przełyka ślinę, pojawiają się łzy, łapie się za głowę. Cała gama emocji. Na koniec milczenie, spojrzenie pełne pretensji i wybuch: po coś mi pan to puścił, to nie jestem ja, to była inna Danuta.

Zaskoczyła mnie ta reakcja – relacjonuje Adamowicz. – Danuta Wałęsa uświadomiła sobie, że nie wie, czy ta inna, dzisiejsza Danuta poradziłaby sobie w sytuacjach, które wtedy miały miejsce. Na przykład w stanie wojennym złożenie kwiatów pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Pomnik obstawiony kordonem ZOMO. Głos z megafonu: stop, przejść mogą tylko trzy osoby. I ona idzie w otoczeniu dwóch kobiet. Potem rozmowa toczyła się trochę beznamiętnie. Ale po jakiejś godzinie usłyszałem: dziękuję, że mi pan to puścił. Zrozumiała, że praca nad książką będzie czymś innym, niż się spodziewała.

W książce napisze: Kiedyś, jakby cofając klatki taśmy filmowej, uświadomiłam sobie, że sama muszę wszystko przewartościować. Zresztą przygotowując te wspomnienia, również dokonuję pewnych przewartościowań”. Stąd ta książka jest czymś innym, niż opinia publiczna mogła się spodziewać.

Z rzeczy spodziewanych znajdujemy tam opowieść o kosztach domowo-rodzinnych działalności opozycyjnej i publicznej, o wyniszczających stresach, są anegdoty i opinie o postaciach z pierwszych stron gazet. Nie gryzie się po polsku w język, by o zmarłych dobrze albo wcale (opowieść o księdzu Jankowskim, któremu zwróciła uwagę, że jest piątek, a on na obiad zamówił kaczkę, a duchowny na to: jesteś kaczką, stań się rybką). Wałęsowa pokazuje dość detalicznie wieś, skąd się wywodzi, życie na wynajmowanych kwaterach, w hotelu robotniczym.

Niespodziewane jest co innego: obrachunek z własnym małżeństwem i rolą, jaką odegrała w życiu męża. W książkach Lecha Wałęsy Danuty jest niewiele. W książce Danuty jest Lecha mnóstwo. Jej oczami. Są sprawy, za które jest mu wdzięczna. Ale też zastrzeżenia. Głównie, że ją pomijał, że decydował za nią. O tym, że ma odebrać Nobla, dowiedziała się nie od niego, ale od osób postronnych. Że potem nie było z jego strony wielkiego uznania. Że niechętnie patrzył na jej próby samodzielnej aktywności publicznej w okresie prezydentury. Że jeśli dawał kwiaty, to takie, które sam od kogoś dostał. Pisze, że najpierw była zakompleksiona. Uważała, że jest od niej mądrzejszy. Ale dojrzała i sądzi, że „wspólne życie powinno przebiegać bardziej na zasadzie równowagi”. Więc mamy kawał opowieści z życia kobiety, której męża 20 lat temu ktoś scharakteryzował w skrócie: „źle znosi, że Ziemia kręci się bez jego pomocy”.

Jaki piękny patriarchat

Oboje wywodzą się ze wsi, ze środowisk mocno tradycyjnych; on z Popowa (województwo kujawsko-pomorskie), ona z Kryp (mazowieckie). Właściwie z wybudowania, gdzie mieszkała rodzina Gołasiów z dziewięciorgiem potomstwa (Danuta druga z kolei), do samych Kryp szło się 3 km, do kościoła – 5 km, a do szkoły jeszcze dalej. Nie mieli elektryczności. Dom kryty słomą. W łóżkach spało się po dwoje. Dorastająca Danuta marzyła skromnie: wyrwać się do miasta, dobry mąż, dzieci, mieszkanie. Może jeszcze, żeby zostać pielęgniarką, może (to już śmielsze) – żeby tańczyć taniec towarzyski. Z pielęgniarstwa nic nie wyjdzie. A tańczyć będzie podczas przyjęć ogrodowych przy Polankach na oczach tłumu gości.

Wyrwała się w 1968 r. do Gdańska, do kiosku z kwiatami. I tu poznała młodego robotnika. Przyszedł rozmienić pieniądze. Potem przyniósł jej gumę do żucia. Jesienią 1969 r. zostali małżeństwem. Nie było zaręczynowego pierścionka. Na obrączki złożyli się oboje. Ślub brała w sukni po starszej siostrze. Bukiet ułożyła sama – z białych goździków, ze zwisającym asparagusem. Po latach indagowana przez dziennikarkę „Wieczoru Wybrzeża”, kto pierwszy powiedział „kocham”, odpowie: „Nie jesteśmy małżeństwem wylewnym, nie mówimy sobie nawzajem, że się kochamy, potwierdzamy to w czynach”.

Najpierw tułali się po wynajętych pokojach. Potem był hotel robotniczy. Wreszcie w 1972 r. niewielkie mieszkanko w dzielnicy Stogi. Będzie odwiedzać je wiele osób, gdy pod koniec lat 70. Wałęsa zaangażuje się w opozycję. Zobaczą małżeństwo z gromadką dzieci.

– Jak w starodawnym polskim domu, dzieci należały tam do kobiety, rolą mężczyzny było przynieść pieniądze – mówi Jerzy Borowczak, wtedy też robotniczy konspirator, dziś poseł PO. – Dobra szkoła. Ja też jestem z takiego domu. Ale dziś tak nie ma. Żona mi kręgosłup łamie już 27 lat. Moja mama jest zaszokowana, gdy ja pozmywam. Żałuje synka. Mówię, że mamy taki podział obowiązków. Pani Danusia nawet specjalnie się nie buntowała. Dzieci zabierała, żebyśmy mogli rozmawiać. Ubeków opieprzała. Czasem wtrącała się do naszej rozmowy: nic nie umiecie, to trzeba ostro. Albo odwrotnie – że nie ma się co pstroszyć.

Józef Drogoń, mieszkający na Stogach po sąsiedzku i konspirujący w grupie Wałęsy, tylko raz był świadkiem ostrej rozmowy między małżonkami. Danuta, w ciąży z szóstym dzieckiem, nie pozwoliła Lechowi wyjść na akcję: – Ja się wtedy wtrąciłem. Ona popatrzyła. I wiedziałem, że niepotrzebnie się odezwałem. Była między nimi taka gra słów – nie potrzebowali dużo mówić, żeby się zrozumieć.

Borowczak z ramienia Fundacji Centrum Solidarności namawiał Danutę, żeby spisała wspomnienia. Chodziło o kobiecy punkt widzenia. O koszty, jakie poniosły kobiety z powodu działalności politycznej mężów. O taką – jak powiada – opowieść matki Polki. Pamięta, że w sierpniu 1980 r. Danuta nie panikowała jak inne żony, nie krzyczała na Lecha, żeby wrócił do domu.

Jak ściśnięta pięść

Danuta w którymś momencie podzieliła swe małżeństwo na etapy: pierwszy do Sierpnia 1980 r., drugi – gdy został przywódcą Solidarności, trzeci – gdy wybrano go na prezydenta. Dla niej najszczęśliwszy wciąż jest ten pierwszy, zwłaszcza Stogi. „Byliśmy jak ściśnięta pięść” – to jej ulubione, wielokrotnie powtarzane określenie na rodzinę w tamtej fazie. Po Porozumieniach Sierpniowych Lech stał się kochankiem Polityki i Historii. Z dnia na dzień otrzymali większe mieszkanie na Zaspie. Pojawili się ludzie do pomocy, tłumy interesantów. Stali się – jak to nazwie w jednym z wywiadów – małżeństwem społecznym. Ona przy dzieciach, jego najczęściej nie ma.

Raz w 1983 r. występuje w pierwszoplanowej roli – leci z najstarszym synem do Oslo, aby w imieniu Lecha odebrać pokojową Nagrodę Nobla. Wyobraża sobie, że reprezentuje polskie kobiety, że nie może im przynieść wstydu. Wypada bardzo dobrze. Siedem lat później noblista zostaje prezydentem. Ona z dziećmi mieszka w Gdańsku – w starym domu przy Polankach kupionym w końcówce komuny. W pierwszych tygodniach jego prezydentury dla magazynu kobiecego stwierdza: „Kobieta, która chce mieć męża, dzieci, powinna im służyć. A jeśli nie chce, jeśli nie czuje się z tym dobrze, to nie powinna wychodzić za mąż”. Towarzyszy mężowi, gdy wymaga tego protokół dyplomatyczny. Uroczyste okazje podkreśla kapeluszami. Wałęsa raz po raz popełnia jakieś faux pas. Jej – skoncentrowanej, uważnej – to się nie zdarza.

Magda, najstarsza córka, za najważniejszą cechę Danuty uważa siłę. Jej zdaniem przejawia się to nawet wtedy, gdy mama okazuje słabość. Jak ostatnio, gdy Jarosław Wałęsa uległ ciężkiemu wypadkowi. Do portretu mamy dodaje towarzyskość. Lubi ludzi, teatr, koncerty, spotkania. Lubi tańczyć i czytać psychologiczne książki. Lubi pracować w ogrodzie – pomidory, sałata – wszystko sama.

Po zakończeniu prezydentury przy Polankach wyrósł jej wymarzony dom. Denerwowała się, że tłum gości tratuje grządki, w tym odmianę powojnika „Lech Wałęsa”. Niejeden uczestnik tych imprez odnosił wrażenie, że Danuta ma na męża ogromny wpływ. Że zarządza nim niczym dziewiątym, niełatwym dzieckiem. Wydawało się, że jest dobrze.

Nuty zawodu przewijały się od pewnego czasu w nielicznych udzielanych przez nią wywiadach. Zaprzyjaźniony z domem Jerzy Trzciński też zauważył – Danuta zaczęła narzekać na męża, że się odsuwa; tylko wielkie sprawy i komputer. Mówiła: już nie jestem żoną, komputer jest. Trzciński zagadnął Wałęsę: co ty tak w tym komputerze? Lech zaczął mu pokazywać, co tam piszą. I potem już klikał, i klikał... – Gdy wpadłem do nich parę dni temu, Lecha nie było, tylko Danusia – relacjonuje Trzciński. – Opowiadała mi o książce. Była spięta, jak Lechu to przyjmie, a jednocześnie podekscytowana. Różne rzeczy ją przez te lata gnębiły, bolały, aż wreszcie dała upływ tej frustracji.

Książka dla mamy

– Mama poczuła się niedoceniona – uważa Magda Wałęsa (najbliżej mamy, widzi ją codziennie). „Marzenia i tajemnice”, choć pobieżnie, ale już czytała. Nie była zbyt pozytywnie nastawiona do książki. I nie sądziła, że ona powstanie. To znaczy, że mama zdecyduje się wyjść z cienia, uzewnętrznić.

Najstarsza z Wałęsówien, niegdyś dobrze zapowiadająca się baletnica, po kontuzji ukończyła studia teologiczne. Pracuje w swojej dawnej szkole jako katechetka oraz wychowawczyni w internacie. Do życia podchodzi refleksyjnie. Człowiek cały czas powinien się sobie przyglądać. Mama tego czasu nie miała, bo miała rodzinę – zadanie do wykonania. Praca nad książką była okazją, żeby się przyjrzeć sobie. Według córki, ojciec też zadaniowo traktował życie. Nie myślał, jak jest w domu. W tym zadaniowym podejściu są do siebie podobni. Tylko zadania mieli inne.

Marek Suchar, psycholog społeczny, zwraca uwagę, jak duża jest obecnie społeczna aprobata dla publicznej otwartości. Pamiętnik, skrywany w szufladach, opatrywany klauzulami, że wolno go upublicznić długo po śmierci, zastępują dziś blogi czytane przez szerokie rzesze. Lecz szczerość Danuty Wałęsowej nie bardzo mieści się w tej formule. To z jednej strony próba zaznaczenia siebie, z drugiej przemówienia do męża.

Lech Wałęsa lekko się zżyma. Nie może wziąć babci pod rękę i być tylko z nią. Czuje się odpowiedzialny za to, co teraz jest. Musi szukać uporządkowania. Czasem żona chce gdzieś pójść, a on musi wyjechać. No i żonie podobają się inne wspomnienia, a jemu inne. Ciekawe, co powie, gdy z „Marzeniami i tajemnicami” się zapozna.

– To strasznie intymna książka. Nie wiem, czy bardzo mnie interesuje, żeby się sprzedała. Bardziej, jakie znaczenie będzie miała dla mamy. Żeby mama pogodziła się ze sobą, z każdym momentem swojego życia – mówi Magda Wałęsa. – Zastanawiam się, czy ta książka będzie miała znaczenie dla kogokolwiek. Oprócz mamy.

Polityka 48.2011 (2835) z dnia 23.11.2011; Kraj; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozrachunki matki Polki"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Mata, autor „Patointeligencji”, który właśnie opublikował nowy utwór z równie mocnym tekstem: – Społeczną rolą artysty czasami jest wystawienie się na strzał. Ja się czuję z tym dobrze, to zamieszanie czemuś służy.

Kuba Wojewódzki
03.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną