Społeczeństwo

Ziele na kwaterze

Rozmowa o problemie legalizacji marihuany

„Nie wolno zaczynać od bezmyślnych żądań: legalizujmy. Odwoływanie się do przykładu Holandii i jej kultury politycznej powinno polegać na wezwaniu do rzetelnej i wnikliwej debaty”. „Nie wolno zaczynać od bezmyślnych żądań: legalizujmy. Odwoływanie się do przykładu Holandii i jej kultury politycznej powinno polegać na wezwaniu do rzetelnej i wnikliwej debaty”. BEW
Partia Palikota próbuje się dziś prezentować jako obrońca swobód i wolności, tymczasem nie ma wolności bez wiedzy. Nie jest żadną wolnością sytuacja, w której młody człowiek pali marihuanę, nie wiedząc, na co się naraża - mówi Andrzej Dominiczak, filozof i terapeuta.
Andrzej Dominiczak – psycholog, filozof, tłumacz, prezes Towarzystwa Humanistycznego i polskiej sekcji Center of Inquiry Transnational. Prowadził psychoterapię dla narkomanów i ofiar przemocy.Leszek Zych/Polityka Andrzej Dominiczak – psycholog, filozof, tłumacz, prezes Towarzystwa Humanistycznego i polskiej sekcji Center of Inquiry Transnational. Prowadził psychoterapię dla narkomanów i ofiar przemocy.
„W niektórych wypadkach marihuana zmniejsza ból lub obniża napięcie mięśniowe, łagodząc objawy niektórych chorób. Jeśli lekarz uzna, że marihuana może komuś pomóc, powinna być dostępna jak każde inne lekarstwo”.Daniel Zitto/PantherMedia „W niektórych wypadkach marihuana zmniejsza ból lub obniża napięcie mięśniowe, łagodząc objawy niektórych chorób. Jeśli lekarz uzna, że marihuana może komuś pomóc, powinna być dostępna jak każde inne lekarstwo”.

Joanna Podgórska: – W Polsce dyskusja o legalizacji marihuany toczy się od ściany do ściany. Jedni mówią „nie, bo nie”, drudzy „tak, bo tak”, a obie strony powołują się na przykład Holandii.
Andrzej Dominiczak: – I obie rozmijają się z prawdą. Ani nie jest tak, że marihuana jest w Holandii całkowicie legalna, ani tak, że Holandia się wycofuje z obowiązujących przepisów. Bardzo trudno jest powiedzieć cokolwiek o całej Holandii, bo to jest specyficzny kraj. Wioski były od siebie oddzielone kanałami, każdy budował swój mały kawałeczek kraju. Przez setki lat utrzymywały się tu bardzo silne podziały, nawet językowe. Różnice trwają do dzisiaj i dotyczą wszystkiego, także polityki narkotykowej.

Owszem, jest ogólnopaństwowa ustawa, tzw. opium act, ale jest na tyle ogólna, że w szczegółach o tym, jaką politykę stosować wobec marihuany, decydują gminy albo miasta. Jedne wprowadzają pewne ograniczenia, zwłaszcza dla cudzoziemców, w innych nie zmienia się nic, a jeszcze inne wręcz ułatwiają życie miłośnikom trawy. Na przykład władze Utrechtu popierają tworzenie spółdzielni producentów i konsumentów marihuany. Niektóre obostrzenia związane są ze sztucznym zwiększaniem zawartości w zielu czynnika psychoaktywnego THC. Ze szczególnie liberalnej polityki słynie Amsterdam, ale liczba coffee shopów w mieście się zmniejsza. Głównie dlatego, że naruszają bardzo szczegółowe przepisy, a są pod tym względem ściśle kontrolowane. No i od dłuższego czasu trwa tam debata, czy nie zwiększyć dopuszczalnej odległości coffee shopów od szkoły. Pojawiają się także pomysły, by zmienić je w kluby członkowskie, z legitymacjami, tak by ograniczyć narkotykową turystykę.

A czy są gminy, które całkowicie zakazują sprzedaży marihuany?
Tak całkowicie to nie. Ale technicznie rzecz biorąc, marihuana w Holandii nie jest legalna, lecz tolerowana pod pewnymi warunkami. Społeczeństwo holenderskie różni się od polskiego wcale nie szczególnym liberalizmem. W życiu prywatnym osoby naruszające mieszczańskie obyczaje bywają ofiarą ostracyzmu towarzyskiego. Ale Holendrzy są legalistami. Gdy nie mogą sobie poradzić z nielegalnym zjawiskiem, próbują je cywilizować właśnie przez depenalizację i kontrolę. Są pragmatyczni i naprawdę szukają rozwiązania problemu, a nie zwycięstwa w jakiejś potyczce politycznej. To jest słynny holenderski konsensualizm. Oni cały czas rozmawiają.

W Holandii toczy się nieustanna, zażarta, ale merytoryczna debata: o legalizacji pigułki samobójstwa, o klonowaniu, o prawach kobiet w rodzinach islamskich, o marihuanie wreszcie. Podziwiam tę ich zdolność debatowania o wszystkim, chociaż potrafią dojść do absurdu. Znajomy historyk opowiadał mi, że w czasie II wojny w podziemnej prasie toczyła się zażarta dyskusja, czy moralne jest okłamywanie okupanta. W Holandii nic nie jest oczywiste.

U nas, zamiast debaty, jest krzykliwa wymiana mitów i stereotypów.
Niestety, nawet eksperci manipulują faktami i to osłabia siłę ich argumentacji. Ostatnio prof. Mariusz Jędrzejko, wybitny ekspert od uzależnień, w dyskusji telewizyjnej powiedział, że marihuana powoduje bezpłodność. Na to jego interlokutor Kamil Sipowicz odparł, że to bzdura, bo on i wielu jego znajomych, którzy palą marihuanę, mają dzieci. Prawda jest bardziej skomplikowana. Badania na Uniwersytecie Stanowym w Buffalo wykazały, że marihuana obniża potencjał męskiej płodności, m.in. poprzez zmniejszenie liczby plemników w nasieniu i może powodować bezpłodność u mężczyzn, którzy płodność mają już znacznie obniżoną. I to jest poważny problem, bo wiadomo, że w ostatnich latach spada przeciętna liczba plemników w nasieniu. Ale nie można wprost mówić, że marihuana powoduje bezpłodność, bo to jest niepotrzebne i szkodliwe przekłamanie.

Twierdzenie, że marihuana jest całkowicie nieszkodliwa, to też mit?
To całkowita nieprawda z medycznego, psychologicznego i społecznego punktu widzenia. Partia Palikota próbuje się dziś prezentować jako obrońca swobód i wolności, tymczasem nie ma wolności bez wiedzy. Nie jest żadną wolnością sytuacja, w której młody człowiek pali marihuanę, nie wiedząc, na co się naraża. Nie wolno zaczynać od bezmyślnych żądań: legalizujmy. Odwoływanie się do przykładu Holandii i jej kultury politycznej powinno polegać na wezwaniu do rzetelnej i wnikliwej debaty.

To czym naprawdę grozi używanie marihuany?
Badań na ten temat są tysiące. Wykazują najczęściej nie związki przyczynowo-skutkowe, ale korelacje, bo w tej dziedzinie, ze względów etycznych i praktycznych, nie można przeprowadzać eksperymentów, które mogłyby przynieść jednoznaczne rozstrzygnięcia. Stwierdza się na przykład, że osoby palące marihuanę przez dłuższy czas częściej zapadają na schizofrenię. Ale znowu, mimo tej korelacji, nie można mówić, że marihuana powoduje schizofrenię. Niewykluczone, że osoby o skłonnościach do schizofrenii częściej sięgają po marihuanę. Uprawniona wydaje się hipoteza, że w niektórych przypadkach bez marihuany nie doszłoby do rozwinięcia się pełnoobjawowej psychozy.

Badania niemieckie z kolei wykazały, że u młodych mężczyzn palących trawę przez dłuższy czas dochodzi do głębokich zmian osobowości. Stają się aspołeczni lub wręcz psychopatyczni, podczas gdy kobiety znacznie częściej popadają w depresję. Podkreślam, to nie jest związek przyczynowo-skutkowy, nie są znane mechanizmy tych zmian, ale korelacje są bardzo silne i powinny budzić niepokój. Natrafiłem ostatnio w Internecie na forum, gdzie wypowiadały się dziewczyny, najczęściej byłe, chłopców palących marihuanę. Wszystkie narzekały, że oni po prostu przestali się czymkolwiek interesować. Ale takich wniosków też nie można generalizować, bo każdy reaguje indywidualnie. A na forum wypowiadają się głównie te, które mają taki problem.

 

Znam mnóstwo ludzi, którzy palili lub palą, ale właściwie nikogo, kto by się poważnie uzależnił. Czy w przypadku marihuany można mówić o takim uzależnieniu jak od alkoholu czy ciężkich narkotyków?
Nie, na szczęście nie. Jednak można mówić o uzależnieniu psychicznym. Jeżeli w konkretnych przypadkach dochodzą do tego konsekwencje medyczne czy społeczne, to się staje problemem i może zrujnować młodym ludziom życie. Pojawianie się psychoz lub stanów paranoidalnych nawet już po kilkakrotnym zażyciu marihuany dotyka właśnie ludzi bardzo młodych.

Z drugiej strony, mówi się o marihuanie jako lekarstwie łagodzącym objawy Parkinsona, stwardnienia rozsianego czy nawet raka.
Takich badań też jest dużo, choć wiele entuzjastycznych doniesień sprzed lat nie znalazło potwierdzenia. W przypadku raka nie chodzi oczywiście o leczenie czy poprawę stanu zdrowia, ale o łagodzenie skutków ubocznych chemioterapii. W niektórych wypadkach marihuana zmniejsza ból lub obniża napięcie mięśniowe, łagodząc objawy niektórych chorób. Jeśli lekarz uzna, że marihuana może komuś pomóc, powinna być dostępna jak każde inne lekarstwo.

Zwolennicy zakazu przekonują, że marihuana to tylko wstęp do ciężkich narkotyków. To tak, jakby twierdzić, że każdy, kto sięgnie po piwo, prędzej czy później wyląduje w rowie z butelką denaturatu.
Oczywiście, może się zdarzyć, że ci, którzy zapalą jointa, sięgną później po inne narkotyki. Zdarza się też, że ludzie biorą lekkie i ciężkie narkotyki jednocześnie. Ale taka eskalacja nie jest częstym zjawiskiem. Marihuana nie uzależnia silnie, więc efekt kuli śnieżnej raczej nie występuje.

Zwolennicy legalizacji przekonują z kolei, że poddałaby ona marihuanę pod kontrolę państwa, a nie świata przestępczego, jak to jest dzisiaj.
Byłoby pięknie, jednak nie mam wątpliwości, że świat przestępczy nie zrezygnuje z tych dochodów. Zmieni tylko strategię, by skutecznie konkurować z państwem. Skupi się jeszcze bardziej na dzieciach i młodzieży, bo nie sądzę, żeby ewentualna legalizacja obejmowała wszystkich, bez względu na wiek. Wątpliwości moralne budzi też to, czy państwo powinno wchodzić w szemraną rolę i kontrolować handel narkotykami lub konkurować z mafią.

Na handlu alkoholem nawet zarabia, choć nie ulega kwestii, że on szkodzi i uzależnia. To nie hipokryzja?
Z pewnością, ale decyzje polityczne muszą się liczyć z rzeczywistością, także społeczną. Delegalizacja alkoholu tak drastycznie naruszałaby nasze przyzwyczajenia, potrzeby i styl życia, że byłaby z pewnością nieskuteczna i kryminogenna. Poza tym nie ma dziś chyba mafii w Polsce, która by próbowała wrabiać w picie nieletnich. Powszechnie uważa się, że dzieci powinno się chronić przed alkoholem. Chociaż... są badania, z których wynika, że gdy dzieciom podaje się alkohol, to skutecznie zapobiega się problemom z nadużywaniem w późniejszych latach. W północnej Europie, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii, gdzie dzieciom w ogóle nie podaje się alkoholu, ludzie częściej mają problemy z upijaniem się do nieprzytomności i popadają w związane z pijaństwem kłopoty. Natomiast we Włoszech czy Francji, gdzie dzieci piją do obiadu rozcieńczone wino, zjawisko upijania się do nieprzytomności jest bardzo rzadkie.

Z marihuaną mogłoby być podobnie?
Wiele na to wskazuje. Robienie czegoś wspólnie z rodzicami obniża atrakcyjność zakazanego owocu. To jednak czysto teoretyczne rozważania. Nie wyobrażam sobie, by ktoś na serio wystąpił z takim projektem.

To co właściwie robić? Legalizować? Depenalizować, jak Czesi?
Dla mnie to nie jest kwestia ogólnej legalizacji czy delegalizacji. Niestety, kultura debaty w Polsce jest tak niska, że dziś słychać tylko dwa skrajne, zideologizowane stanowiska. A to nieuchronnie prowadzi do tego, że rozwiązanie będzie siłowe. Wygra jeden albo drugi skrajny obóz.

Rozwiązanie w stylu holenderskim polegałoby na szukaniu szczegółowych rozwiązań dla konkretnych problemów i wymyśleniu systemu. Na początek próbnego. Można wprowadzać rozwiązania tymczasowe, badać skutki i modyfikować. Na przykład zmienić posiadanie niewielkiej ilości trawy z przestępstwa na wykroczenie i karać np. przymusowym uczestnictwem w kursie czy szkoleniu na temat narkotyków. Zanim zmienimy prawo, powinno się powołać grupę zadaniową przy rządzie czy parlamencie, złożoną z ekspertów, którzy mogliby zamawiać badania i wypracować rozsądną koncepcję ustawy.

Oczywiście nie mam złudzeń, że ci eksperci byliby całkiem apolityczni, ale jako grupa byliby mniej podatni na manipulacje i nie mogliby bezkarnie przekłamywać wyników badań. Jedno jest pewne, karanie więzieniem za posiadanie niewielkiej ilości trawy to absurd.

Andrzej Dominiczak – psycholog, filozof, tłumacz, prezes Towarzystwa Humanistycznego i polskiej sekcji Center of Inquiry Transnational, amerykańskiego think tanku, działającego na rzecz świeckiego społeczeństwa, opartego na wiedzy i dorobku nauki. Prowadził psychoterapię dla narkomanów i ofiar przemocy. Mieszkał w Holandii, Szwecji i Australii.

Polityka 02.2011 (2841) z dnia 11.01.2012; Kraj; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Ziele na kwaterze"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną