Społeczeństwo

Drobne na bobra

Darmowa szkoła może być droga

Wiele szkolnych wydatków wynika z nie najmądrzejszych postanowień władz szkolnych. Wiele – z praw rynku. Wiele szkolnych wydatków wynika z nie najmądrzejszych postanowień władz szkolnych. Wiele – z praw rynku. Slawomir Olzacki / Forum
Białe szkoły, studniówki nawet na koniec podstawówki, nigdy nieużyte książki, druty i skalpele. Za to wszystko trzeba zapłacić, posyłając dziecko do szkoły. Teoretycznie bezpłatnej.
Wprowadzając nakaz „jednolitego stroju” ówczesny szef MEN Roman Giertych przekonywał, że ukróci to szkolne pokazy mody. Mundurki zaczęto prezentować na wybiegach, ale pokazy na szkolnych korytarzach trwają w najlepsze.Michal Tulinski/Forum Wprowadzając nakaz „jednolitego stroju” ówczesny szef MEN Roman Giertych przekonywał, że ukróci to szkolne pokazy mody. Mundurki zaczęto prezentować na wybiegach, ale pokazy na szkolnych korytarzach trwają w najlepsze.
Na co idą pieniądze z funduszu klasowego? Na poczęstunek na Dzień Babci, jajka niespodzianki na Dzień Dziecka, czasem na kwiaty dla nauczycieli na zakończenie roku.Arek Olek/Flickr CC by SA Na co idą pieniądze z funduszu klasowego? Na poczęstunek na Dzień Babci, jajka niespodzianki na Dzień Dziecka, czasem na kwiaty dla nauczycieli na zakończenie roku.

Bogna ma żelazne nerwy. Dlatego podczas niedawnej wywiadówki w żoliborskim gimnazjum swojej córki zachowała spokój po informacji, że ma zapłacić ponad 600 zł za obowiązkowy udział w tzw. zielonej szkole (zimą zwanej białą). Chodzi o przyjęty powszechnie obyczaj odbywania raz albo i dwa razy w roku wyjazdowego turnusu edukacyjno-rekreacyjnego. Dwóm mamom poleciało kilka łez. A Bogna skupiła się na rozważaniach, który lekarz wystawi córce zwolnienie, żeby usprawiedliwić jej nieobecność na wyjeździe.

Na początku roku szkolnego 2011/12 CBOS zapytał rodziców, ile wydają na naukę swoich dzieci. Wyszło, że na sam tylko start średnio 668 zł. Ile uzbiera się tego przez następne 10 miesięcy? Ano w szkołach publicznych, czyli bezpłatnych, po pierwszym semestrze, w szczycie szaleństwa białych szkół i studniówek, bilans wygląda następująco.

Podręczniki

Według danych CBOS rodzice zapłacili średnio po 364 zł, o 25 proc. więcej niż dwa lata wcześniej.

Dopóki dzieci Krystyny spod Kartuz chodziły do podstawówki, domowy system wyglądał tak: przed klasówką, na przykład z biologii, Krystyna bierze podręcznik syna i robi notatki. Z tych notatek przygotowuje go do sprawdzianu. Dwa lata później z tych samych notatek uczy się do klasówek z córką. Teraz, gdy dzieci uczą się w szkołach innych szczebli, system już nie działa. Ale nawet kiedy działał, córce i tak co roku trzeba było kupować osobny, nowy komplet podręczników. Bo córka to rocznik 1996, który uczy się według zmienionej podstawy programowej. Z rodzinnych analiz wynika, że nowe podręczniki od starych różnią się głównie kolejnością ustawienia materiału. Na liście obowiązkowych zakupów widniały też książki do plastyki i muzyki, których córka ani razu nie wzięła do szkoły. Dzieci mają po dwa języki obce, syn w II klasie technikum potrzebuje ekstrapodręczników do przedmiotów zawodowych, a córce przed egzaminem gimnazjalnym zalecono kupno specjalnych kompendiów do powtórek. W sumie na podręczniki i ćwiczenia dwojga nastolatków Krystyna w tym roku wydała 1,2 tys. zł.

Podwyżkę cen podręczników tłumaczy się likwidacją zerowej stawki VAT na książki (teraz 5 proc.). Jedynie co dziesiąty uczeń, według danych CBOS, dziedziczy książki po starszym rodzeństwie. Do 2008 r. działała zasada, że w każdej ze szkół podręcznika do jakiegoś przedmiotu nie można było zmieniać częściej niż raz na trzy lata. Już nie działa.

Najubożsi mogą dostać dofinansowanie do wyprawki. Dochód na osobę w rodzinie nie może jednak przekraczać 351 zł.

Akcesoria

CBOS: 133 zł za bloki, kredki, piórniki i torby.

Krystyna spod Kartuz długopisy i zeszyty dla dzieci kupuje na supermarketowych promocjach. Ale kilka miesięcy temu córka przyszła z listą materiałów na zajęcia artystyczne: ołówki twarde i miękkie, farby zwykłe, plakatowe, akwarele, brokat, papier fotograficzny, skalpel (nożyczki są źle wyprofilowane) i kilkanaście podobnych pozycji. W planie zajęć była makieta przestrzenna ogrodów barokowych.

Magdalena, matka chłopca z III klasy opolskiej podstawówki, na kredki, pióra i kolorowy papier wydała 300 zł. Małe dzieci dużo mówią o tym, kto jaką postać ma na piórniku (popularni bohaterowie podnoszą cenę akcesoriów o kilkadziesiąt proc.).

U córki Krystyny w gimnazjum ustalili, że makiety ogrodów barokowych opracują w grupach i podzielą się wydatkami. Krystyna odetchnęła, ale kilka dni później córka oznajmiła, że na zajęcia techniczne potrzebuje 25 zł, bo będą konstruować model pająka. Do listy wydatków doszło jeszcze sześć wierteł różnej grubości, by mąż mógł wywiercić w blaszce otwory na pajęcze nogi.

Mundurki

CBOS: średnio 185 zł za mundurek, strój na WF, strój galowy i buty.

W podstawówce syna Bogny z Warszawy koszt „mundurkowej” koszulki polo to 40 zł. Bogna kupuje jeszcze strój na WF dla córki za 50 zł (syn donasza po siostrze) i buty na zmianę, średnio za 100 zł.

Gdy w 2007 r. ówczesny minister edukacji Roman Giertych przeforsował nakaz „jednolitego stroju” uczniów w podstawówkach i gimnazjach, przekonywał, że ukróci to szkolne pokazy mody. Po roku posłowie zorientowali się, że nawet jeśli uczniowie noszą jednakowe koszulki, to i tak jedni zakładają do nich dżinsy markowe, inni – bazarkowe. Nakaz mundurkowy został cofnięty, ale w wielu miejscach uchował się jako część szkolnego regulaminu. A dzieci nadal porównują swoje bluzy, buty i plecaki. – Córka niby buntuje się przeciwko dyktatowi marketingu, nie nosi markowych ciuchów, ale lubi je w domu mieć – tłumaczy Bogna. – Inaczej, w myśleniu swoim i swoich koleżanek, nie jest buntowniczką, tylko biedaczką. I czuje się gorsza.

Bogna przyznaje, że jeśli trafia się okazja, czasem wyszukuje dla córki symboliczny drobiazg z metką. A z mundurkiem syna zrobiła tak: kupiła w ciucholandzie polo w kolorze bardzo podobnym do szkolnej w cenie 4 zł. Na nią przeszyła logo szkoły z koszulki, z której syn już wyrósł.

Zielone i białe szkoły

CBOS pozycji w sondażu nie uwzględnił.

Najczęściej cena 5-dniowego wyjazdu zamyka się w 500 zł (Bogna za syna, ucznia podstawówki, zapłaciła 400 zł). Ale bywa, że z portfela trzeba wyjąć i 700 zł. Przeciętny rodzic wyjmuje w milczeniu, nawet jeśli w środku się gotuje. Nawet jeśli sam do dziś z uciechą wspomina własne noclegi w zbiorczych salach górskich schronisk. Ale na zebraniach, z innymi rodzicami, przez aklamację poprze wybór komfortowego pensjonatu – pokoje dwu-, maksimum czteroosobowe. Niekiedy wystąpi o dofinansowanie z funduszu rady rodziców. Dyskretnie, żeby nie zrobić dziecku wstydu.

Wycieczki, teatry, kina

CBOS: pozycji nie uwzględniono.

Z rocznych wyliczeń Elizy z Pabianic. Córka, V klasa podstawówki: wycieczki – dwudniowa, całodzienna, dwie kilkugodzinne, po dwa wyjazdy do teatru i kina w Łodzi – 510 zł. Syn, II klasa podstawówki: wycieczki – dwie całodzienne, dwie kilkugodzinne, kino i teatr w Łodzi – 380 zł.

W Pabianicach nikt nikomu nie każe nigdzie jeździć, ale im mniej rodziców się zdecyduje, tym wycieczki droższe. Poza tym przykro pozbawiać syna albo córkę wspólnych z kolegami wrażeń.

Studniówki

CBOS: pozycji nie uwzględniono.

150–300 zł płaci się średnio za sam udział w imprezie. Przeciętny rodzic już nie może się pocieszać, że to przecież tylko raz. Oczywistą modą stają się studniówki na koniec gimnazjum, a nawet podstawówki.

Składki

CBOS: pozycja wliczona w 668 zł kosztów na start.

Gdy córka Bogny była jeszcze w podstawówce, Bogna usłyszała w sekretariacie, że nie dostanie świadectwa z czerwonym paskiem z powodu nieopłaconej składki na radę rodziców. Jakiś czas później ówczesna minister Katarzyna Hall na łamach prasy zapewniała, że takie groźby są bezprawne, a składki – dobrowolne.

Rada Rodziców to 35–90 zł za rok, do tego często dochodzi fundusz klasowy – ok. 50 zł. Na co idą pieniądze? Z funduszu rady, wedle uznania rady – na sprzęt elektroniczny, czasem – na remonty sal, dofinansowanie wyjazdów. Z funduszu klasowego: na poczęstunek na Dzień Babci, jajka niespodzianki na Dzień Dziecka, czasem na kwiaty dla nauczycieli na zakończenie roku.

Bogna dziś tych składek nie płaci, bo przed każdą okazją i tak osobno trzeba coś dołożyć. W klasie syna Magdaleny z Opola płaci sześć osób na 25, w tym Magdalena. O tych, którzy nie płacą, myśli nie najlepiej – że to obciach, gdy skarbnik na zebraniach musi się prosić o takie pieniądze. Składki za dwójkę dzieci płaci też Eliza z Pabianic. Ponadto, zgodnie z zaleceniem wychowawczyń, raz na pół roku przekazuje rolkę ręcznika papierowego, paczkę chusteczek higienicznych i rolkę papieru do szkolnej toalety.

Zajęcia dodatkowe

CBOS: 281 zł miesięcznie za dziecko.

Eliza za godzinę basenu syna w tygodniu, w ramach WF, płaci 80 zł miesięcznie. Ponadto jej dzieci chodzą na zajęcia muzyczne, dżudo i dodatkowe lekcje języka. Łącznie kosztuje to ok. 1 tys. zł.

Bogna do niedawna płaciła po 40 zł na miesiąc za koszykówkę syna prowadzoną przez pana od WF na szkolnej sali gimnastycznej. Nigdy nie pytała, dlaczego zajęcia są płatne. Wyłożyła też bez gadania 70 zł na obowiązkowy klub filmowy córki. Bez sprzeciwu ponosi koszty talentów dzieci. Żeby wystartować w popularnym matematycznym Kangurze, trzeba zapłacić 8 zł.

Dzieciom Krystyny spod Kartuz bardziej przydałyby się korepetycje. W okolicy kosztują 20 zł za godzinę, wielu korzysta.

Na początku 2009 r. MEN zapowiadało uruchomienie państwowego systemu korepetycji. Po nowelizacji Karty Nauczyciela nauczyciel podstawówki i gimnazjum powinien wypracować dodatkowe dwie godziny tygodniowo, a nauczyciel w szkole ponadgimnazjalnej jedną na „zajęciach zwiększających szanse edukacyjne uczniów”. Według raportu katowickiego kuratorium, większość nauczycieli realizuje obowiązek, prowadząc cotygodniowe kółka zainteresowań, chóry i zajęcia wyrównawcze, inni – na wycieczkach.

Po co?

Bognę z Warszawy edukacja dwójki dzieci kosztuje 3–3,5 tys. zł rocznie. W Kartuzach, Pabianicach czy Opolu wychodzi nieco taniej – około tysiąca zł na dziecko. Można powiedzieć, że w grę nie wchodzą jakieś dramatyczne kwoty, zwłaszcza w zestawieniu z czesnym w szkolnictwie niepublicznym. Ale w kryzysie dla coraz większej liczby rodzin to jest prawdziwy problem. Bogna, dziennikarka rozpaczliwie łapiąca powietrze na kolejnych falach kryzysu, podczas tamtej wywiadówki, zanim zdecydowała o lewym zwolnieniu lekarskim dla córki, w myślach rozstrzygała: albo zielona szkoła, albo czynsz za mieszkanie.

Potem pomyślała, żeby jednak zaprotestować. Spytała mam, które płakały, czy pójdą z nią do wychowawczyni, żeby po ludzku powiedzieć, że w kryzysie pięciodniowy wyjazd jest zbyt drogi. Nie chciały. Córka też poprosiła, żeby nie robiła afery. Wstydziłaby się, że wyjdzie na biedną. To też znak czasu: dziecko nie chce okazać się Kopciuszkiem, choćby tak naprawdę Kopciuszkami była większość.

Wiele szkolnych wydatków (mundurki) wynika z nie najmądrzejszych postanowień władz szkolnych. Wiele – z praw rynku: nie ma pewniejszego klienta niż uczeń, o czym doskonale wiedzą wydawcy podręczników czy pośrednicy w organizacji owych białych czy zielonych szkół. Są jednak wydatki, które absurdalnie nakręcają sami rodzice. Choćby godząc się na pensjonaty, wystawne bale oraz utrwalone w obyczajowości szkolnej kwiatki, poczęstunki, podarunki. Rozpowszechnionego zwyczaju obchodzenia mikołajek w badaniach CBOS też nie uwzględniono. Dzieci losują kolegów i kupują sobie nawzajem drobne prezenty. W szkołach dzieci Krystyny stawkę ustalono na 25 zł. Córce, gimnazjalistce, klasowy Mikołaj przyniósł majtki. Z napisem „Mam fajnego bobra”.

Polityka 03.2012 (2842) z dnia 18.01.2012; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Drobne na bobra"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Michał Goleniewski – superszpieg początków zimnej wojny

Michał Goleniewski, oficer polskiego wywiadu i zaufany współpracownik radzieckiego KGB, pracował dla CIA. Był najważniejszym szpiegiem na początku zimnej wojny.

Grzegorz Rzeczkowski
22.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną