Społeczeństwo

Strachy starszaków 50+

Gdzie pracować, by doczekać emerytury?

Kobietom okres aktywności zawodowej ma się wydłużyć nawet o 7 lat, więc dobrze, że są w poszukiwaniach swego nowego miejsca tak aktywne. Kobietom okres aktywności zawodowej ma się wydłużyć nawet o 7 lat, więc dobrze, że są w poszukiwaniach swego nowego miejsca tak aktywne. Krzysztof Pacula / Forum
Wraz z zapowiedzią o konieczności pracy nawet do 67 roku życia zaczyna docierać do ludzi, zwłaszcza kobiet, że w starym zawodzie trudno będzie dotrwać do emerytury.
Elżbieta Jadko, była księgową, ale wysiadł kręgosłup. Pracuje w hospicjum jako opiekunka.Łukasz Głowala/Polityka Elżbieta Jadko, była księgową, ale wysiadł kręgosłup. Pracuje w hospicjum jako opiekunka.
Hanna Gaworska - Adamska. Jest nauczycielką, ale nie wyobraża sobie tej pracy po 60. Zaczęła pisać powieści.Łukasz Głowala/Polityka Hanna Gaworska - Adamska. Jest nauczycielką, ale nie wyobraża sobie tej pracy po 60. Zaczęła pisać powieści.

Hanna Goworowska-Adamska (rocznik 1959) wieść o wydłużeniu wieku emerytalnego przyjęła, delikatnie mówiąc, bez entuzjazmu. Jest nauczycielką angielskiego w klasach międzynarodowej matury w renomowanym III LO w Gdyni. Lubi tę pracę. Ale nie wyobraża sobie siebie w tej roli po sześćdziesiątce: – Ucząc języka – powiada – muszę być w kontakcie z młodzieżą. W klasach matury międzynarodowej mam program, ale nie mam podręcznika. Muszę znajdować materiały, kserować, kombinować, wymyślać ciekawe tematy na eseje. Gdy nie będę na bieżąco, to leżę. Po prostu lekcje będą nudne. Jeszcze nadążam za młodzieżą. Ale jak długo? Rok, dwa, trzy?

Elżbieta Jodko (rocznik 1960) ma za sobą 30 lat pracy w księgowości; nabawiła się kłopotów z kręgosłupem od ciągłego ślęczenia za biurkiem. – Mogłabym jeszcze pracować, bo dzieci dorosłe, ale gdziekolwiek pójdę, to patrzą na mnie nie jak na człowieka, tylko na rocznik. Życie upłynęło jej w Naftobudowie. Tam poznała męża. Mają dwójkę dzieci. Firma z przedsiębiorstwa państwowego stała się spółką akcyjną, potem spółką z o.o., wreszcie niewielkim oddziałem innej firmy. Elżbieta dostała wypowiedzenie jako ostatnia ze starszych. W grudniu 2010 r., przed samymi świętami.

Teresa (rocznik 1956) uważa, że to nierealne, by pracować do 67 r. życia tak ciężko, jak ona do tej pory. Skończyła szkołę zawodową krawiecką, w spółdzielni kuśnierskiej przez lata szyła kożuchy. Urodziła dwójkę dzieci. Pod koniec lat 80. spółdzielnia upadła. Teresa pracowała trochę chałupniczo, trochę dla małej firmy odzieżowej. Z czasem jej wzrok się pogorszył do minus 15 dioptrii. Szycie odpadło. Ostatnie 5 lat pracy to kuchnia firmy, która produkuje garmaż rybny. Lód, woda, zimno. Trzeba było dźwigać łososie, filetować, mielić. Teresie gościec powykręcał ręce. Aż nastało Boże Narodzenie 2010 r., a ją tak bolały ręce, że spać nie mogła po nocach. Dorosłym dzieciom żal się jej zrobiło. Już tam nie pracuj, mamo – mówiły. Sami coś otworzymy. Zwolniła się.

Między zapałem a zniechęceniem

Wydłużenie wieku emerytalnego, zwłaszcza kobiet – wedle polityków i ekspertów – jest koniecznością. Ze względów demograficznych, ekonomicznych, a także psychologicznych. Ale pracodawcy, publiczne służby zatrudnienia, a także pracownicy nie są w tej chwili przygotowani na zmianę, jaka nas czeka.

Hanna, Teresa, Elżbieta to polska norma: jeszcze sporo zapału, gotowości do pracy, do zmiany w życiu, ale też świadomość, że nie wszystkiemu już tak łatwo podołać jak w młodości. I dojmujące poczucie: mnie już nie chcą.

W urzędach pracy wiedzą, że problemem nie jest już tylko grupa 55+. Niechęć do starszaków zaczyna się od pułapu 45+. W najbliższych latach na rynek będzie wchodziła ostatnia fala wyżu z lat 80. Według prognoz demograficznych kłopot rozwiąże się sam około 2020 r. Za 910 lat pracodawcy mają się prosić o pracowników, bez względu na wiek. Czy to się sprawdzi? Postęp techniczny będzie przecież sukcesywnie część stanowisk pracy eliminował.

Tymczasem pracodawcy, pytani o stosunek do starszaków, zwykle deklarują, że są za, nie mają uprzedzeń, bo kierują się kryteriami merytorycznymi. To dlaczego 20 proc. pomorskich firm nie zatrudnia ani jednej osoby powyżej 45 roku życia? – zastanawiali się specjaliści z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku. W 2009 r. na zlecenie WUP powstał raport (ponad 300 stron) odpowiadający na to pytanie. Badano postawy ukryte za fasadą prezentowaną oficjalnie. Co innego deklaracje, a co innego, kiedy pracodawca ma przed sobą dwie fotografie kandydatów do pracy – młodszego i starszaka. I musi szybko zdecydować, który z nich jakie ma cechy, którego wolałby zatrudnić.

Wiek okazał się najważniejszym dla pracodawców kryterium: im starsi kandydaci do pracy, tym niżej postrzegano ich przydatność. Doświadczenie zawodowe uplasowało się na drugim miejscu, jednak pracodawców zadowala 5 lat pracy kandydata na podobnym stanowisku. Dłuższy staż działa jak zbędny balast. Pracodawcy są przekonani o niższych kwalifikacjach starszaków. Główne ich plusy widzą w umiejętnościach społecznych (cierpliwi, pracowici, dokładni, odpowiedzialni, obowiązkowi, lojalni). Jednak tym miękkim kompetencjom przypisują znaczenie drugorzędne. Za to za bardzo istotną uznają nieznajomość nowych technologii i języków obcych. Niezłe zdanie mają jeszcze o grupie wiekowej 4554 lata. Starszych widzą coraz gorzej (schematyczni, zmęczeni, powolni, niechętni podróżom, często korzystający ze zwolnień lekarskich).

Urzędy pracy w województwie pomorskim – tam gdzie to możliwe – doradzają starszakom samozatrudnienie. Ale to rozwiązanie dla małej cząstki spośród nich.

Raport WUP we wnioskach wskazuje na wzór krajów skandynawskich, zwłaszcza Finlandii, która na początku lat 90., podobnie jak Polska, zmagała się z problemem bezrobocia, ale przyjęła strategię kompleksowych reform: od profilaktyki zdrowotnej (efekt – wydłużenie przeciętnego okresu zdolności do pracy), przez bony edukacyjne, ułatwiające dorosłym dostosowanie się do wymagań rynku pracy, po szeroko zakrojone akcje informacyjne, zmieniające podejście pracodawców do zarządzania wiekiem i współpracy międzypokoleniowej. W Finlandii stopa zatrudnienia osób 55+ wzrosła do 50 proc. U nas to 34 proc.

W Polsce o zmianie pracy, albo i zawodu, myśli się zwykle dopiero wtedy, gdy człowiek zostaje już bezrobotnym. Strach przed utratą pracy, oddech młodszych pokoleń na karku, codzienny wysiłek, by sprostać różnym oczekiwaniom (opieka nad starymi rodzicami, pomoc dzieciom przy wnukach), słabsze zdrowie – wszystko to sprawia, że człowiek nie wybiega myślą naprzód. Ot, ciągnie się ten wózek lepiej lub gorzej. Dopóki starczy sił. Dopóki jest praca.

Już na bezrobociu, gdy w starym fachu długo nic się nie znajdzie, zaczyna się postrzegać zmianę jako dopust boży. – Mężczyźni chcą utrzymać dotychczasowy status – pracować w swoim fachu lub podobnym, za podobne wynagrodzenie. Liczą, że pracę dostaną, a gdy jest inaczej, szybciej wchodzą w etap zniechęcenia – dzieli się obserwacjami Kariona Chamier-Ciemińska z Powiatowego Urzędu Pracy w Gdańsku. – Kobiety częściej niż mężczyźni są aktywne, świadome własnego wizerunku, gotowe na szkolenie, na zdobycie zupełnie nowych kwalifikacji.

Teresa, kuśnierka z wadą wzroku i gośćcem, jako bezrobotna mogła skorzystać z kursów. Poszła na ten dla opiekunek środowiskowych. Do wyboru był jeszcze kurs dla manikiurzystek, ale do tego potrzebny jest dobry wzrok.

Elżbieta, księgowa, jeszcze pracując, szukała czegoś nowego. Już cztery lata przed bezrobociem trafiła na ogłoszenie hospicjum, które szukało wolontariuszy. Dzieci wyjechały do Anglii, za pracą. Miała trochę czasu, syndrom opuszczonego gniazda. Na dokładkę w pamięci śmierć mamy. Szpital nie pozwolił zostać przy niej na noc. A rano było po wszystkim. – Trzeba było przelać na kogoś tę miłość i zrobić coś z żalem po mamie – opowiada. – Syn śmiał się, że taki ze mnie garbaty anioł, skrzywiony przez los. Gdy już jako bezrobotna zobaczyła na tablicy w urzędzie pracy ofertę szkoleń, nie wahała się – podobnie jak Teresa, wybrała kurs opiekunek środowiskowych. Nie załapała się na kurs od razu. Musiała kilka miesięcy czekać.

Koleżanki deklarowały jej pomoc w znalezieniu nowego zajęcia – przez znajomych. Chciała pokazać, że sobie poradzi. Jeszcze przed szkoleniem na opiekunkę w urzędzie pracy na tablicy z ogłoszeniami wypatrzyła jednodniowe warsztaty – jak sobie radzić ze stresem w takiej sytuacji. Prowadząca powiedziała, że to chore przepracować jak ona 30 lat w jednym miejscu, to się nadaje do psychologa. Elżbietę warsztaty zdołowały, zamiast podtrzymać na duchu. Było ich osiem osób – panie po wychowawczym, pan po odsiadce. Ona najstarsza. Zwątpiła: skoro tacy młodzi mają problemy, to kto ją zechce?

Cierpiałam, ale była też we mnie potrzeba czegoś nowego. Myślałam: jedne drzwi się zamykają, inne otwierają. Nigdy w stu procentach nie byłam do tej księgowości przekonana. Wzięłam, co los mi dał. Nie buntowałam się, nie wybrzydzałam.

Hanną, anglistką, los pokierował wzorcowo. Choć zaczęło się dramatycznie: zawał tuż przed pięćdziesiątką, inne kłopoty zdrowotne. Gdy wyszła z tego, mąż namówił ją na wyjazd do Hurgady. Wróciła zafascynowana starożytnym Egiptem. Egiptolodzy ten rodzaj szaleństwa nazywają ukąszeniem egipskiej kaczki. Hanna wkrótce ukończy 3-letnie studia egiptologiczne online na Uniwersytecie w Manchesterze.

Warsztat na warsztacie

Kobietom okres aktywności zawodowej ma się wydłużyć nawet o 7 lat, więc dobrze, że są w poszukiwaniach swego nowego miejsca tak aktywne. Na razie jednak muszą szukać po omacku – może ten kurs, a może tamten, mam predyspozycje, czy nie mam, podołam fizycznie, czy nie podołam. Wojewódzki Urząd Pracy w Gdańsku w lutym 2012 r. rusza z innowacyjnym w Polsce projektem: „Wielowymiarowy model wsparcia i identyfikacji kompetencji zawodowej”. Skomplikowaną nazwę nieco objaśniają fotografie z urzędu pracy w Ronneby (Szwecja). Widać na nich kilka stanowisk pracy (warsztat stolarski, grawerski, kuchnia, biurko z komputerem). Jest zestaw ergonomicznych krzeseł oraz urządzenie, które służy do testowania ruchu całego ciała, pozwalające ocenić sprawność psychofizyczną badanego, z uwzględnieniem bólu i dysfunkcji spowodowanych chorobami. Czasem wystarczy właściwe umeblowanie stanowiska pracy, aby człowiek mający dolegliwości mógł nadal pracować.

– W tych warsztatach – stolarskich czy grawerskich – tłumaczy Wojciech Konkel z WUP w Gdańsku – bada się nie to, czy ktoś nadaje się konkretnie na stolarza lub grawera, ale generalnie jego kompetencje – zdolności manualne, koncentrację, pracę w grupie. Człowiek może się nie orientować zupełnie, że ma jakieś predyspozycje. Będzie wykonywał różne prace pod okiem psychologów, doradców zawodowych, którzy zweryfikują, do jakich zajęć się nadaje.

Takie rozwiązania są praktykowane w Skandynawii, ale także w USA. Model skandynawski w ocenie polskich służb jest zbyt drogi, stąd potrzeba wypracowania własnego, tańszego. Ma on służyć osobom 50+, długotrwale bezrobotnym oraz niepełnosprawnym. Prace nad nowinką potrwają 3 lata. Wtedy dopiero ów model będą mogły wprowadzić inne województwa. Pracownicy długo jeszcze pozostaną skazani na własną inwencję i wyczucie.

Teresa problem przekonania do siebie pracodawcy ma z głowy. Wie, że praca opiekunki środowiskowej nie jest lekka, zwłaszcza gdy trafią się podopieczni leżący, których trzeba umyć, nakarmić, posprzątać, zrobić zakupy. Nie wie, czy na dłuższą metę dałaby radę fizycznie. Ale jej córka, ekonomistka, uruchamia firmę opiekunek. Teresa będzie pracować u niej, dostanie pod opiekę osoby łatwiejsze w obsłudze. Jest zadowolona.

Elżbieta w hospicjum doświadczyła satysfakcji zupełnie innej niż ta, jaką miała z pracy w księgowości. W ramach kursu dla opiekunek odbyła praktyki. Większość kursantek wyrywała się do żłobków, ona wybrała dom pomocy dla seniorów. – I dobrze, bo w domach pomocy, jak w hospicjum, ludzie są szczerzy, nie udają, nie ma wyścigu szczurów. Ale praca jest ciężka i odezwał się mój kręgosłup. Podczas praktyki coś mi przeskoczyło. Wolałaby pracować z ludźmi, nie z cyferkami, ale kręgosłup może ją zawrócić do księgowości.

Hanna pisze powieści z czasów faraonów i faraonek. Dwie ukazały się drukiem, trzecią ma na warsztacie. Została przyjęta do ekskluzywnego Międzynarodowego Stowarzyszenia Egiptologów.

Studia kosztują. Z książek trudno wyżyć. Jednak nie chciała zrezygnować z nowej pasji, która – jak to określa – daje jej energetycznego kopa. Pensja nauczycielska w świetnej, ale państwowej szkole, to skromne pieniądze. Przeszła więc na pół etatu. Ustąpiła też na rzecz dużo młodszej koleżanki z prestiżowej, ale absorbującej funkcji koordynatora międzynarodowej matury. Zarejestrowała działalność gospodarczą. Kilka godzin lekcji angielskiego tygodniowo to dochody dwa razy większe niż w szkole. W ten sposób godzi pracę ze studiami, pisaniem i opieką nad sędziwym ojcem.

Koleżanki i koledzy w szkole patrzą na nią jak na raroga. Czy to ważne, skoro jest szczęśliwa?

Polityka 05.2012 (2844) z dnia 01.02.2012; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Strachy starszaków 50+"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną