Pomoc dla niepełnosprawnych dzieci trzeba w Polsce wyszarpać i wyprosić

Uszarpani
27 proc. niepełnosprawnych uczniów kształci się w normalnych klasach w publicznych szkołach.
Huntstock/Getty Images/Flash Press Media

27 proc. niepełnosprawnych uczniów kształci się w normalnych klasach w publicznych szkołach.

Rodzice bardzo często decydują się na szkoły specjalne. Uczęszcza do nich aż 55 proc. niepełnosprawnych uczniów.
Andrew Olney / Mood Board/EAST NEWS

Rodzice bardzo często decydują się na szkoły specjalne. Uczęszcza do nich aż 55 proc. niepełnosprawnych uczniów.

Uczeń problemowy w klasie to zawsze większe wyzwanie. Trzeba angażować czas w zespole interdyscyplinarnym, który ma pilotować ucznia w szkole – bo takie są przepisy.
Gabe Palmer/Corbis

Uczeń problemowy w klasie to zawsze większe wyzwanie. Trzeba angażować czas w zespole interdyscyplinarnym, który ma pilotować ucznia w szkole – bo takie są przepisy.

Szkoła publiczna...

Edukacja. W Polsce, przynajmniej w teorii, to najmocniejszy element systemu. Nadążamy za nowoczesnymi, europejskimi trendami; każde niepełnosprawne dziecko ma prawo wybrać sobie dowolną szkołę, taką, jaka mu odpowiada, i w której może się rozwijać. Może to być zwykła klasa w publicznej szkole lub przedszkolu, klasa integracyjna (mniej uczniów), wreszcie szkoła specjalna. I aż 27 proc. niepełnosprawnych uczniów kształci się w normalnych klasach w publicznych szkołach. Kolejne 18 proc. korzysta z klas integracyjnych.

W teorii szkoły powinny tych uczniów wspierać. W stosownym rozporządzeniu zapisano, że wobec dziecka z orzeczeniem o specjalnych potrzebach szkoła musi realizować zalecenia poradni. Jeśli np. zaleca się dla ucznia asystenta podczas lekcji, to szkoła powinna go zapewnić. Co ma chronić także pozostałych uczniów: asystent pomoże dziecku przyswoić program, ale też w sytuacji trudnej wyjść z klasy z uczniem kłopotliwym na szybki praktyczny trening zastępowania agresji.

W teorii są na to wszystko pieniądze. Ministerstwo przelewa samorządom na edukację uczniów niepełnosprawnych dużo wyższe sumy niż na dzieci zdrowe. Np. na ucznia z orzeczeniem o autyzmie albo upośledzonego w stopniu głębokim – 45 tys. zł rocznie, prawie 10-krotnie więcej niż na zdrowego (4,7 tys. zł). Pieniądze powinny wystarczyć na pokrycie kosztów dodatkowej opieki czy potrzebnych zajęć.

Tyle że w praktyce pieniądze wcale nie trafiają do szkół. Zgodnie z prawem, samorządy mają pełną niezależność w dysponowaniu tymi środkami i mogą je wydać choćby na chodniki. A przecież zwykle i tak dopłacają do utrzymania edukacji, bo to, co dostają od państwa, nie wystarcza na pokrycie nauczycielskich pensji (oświata zasilana jest przez państwo w zależności od liczby uczniów, a nie nauczycieli). I tak też odpowiadają rodzicom pytającym o te dodatkowe pieniądze z ministerstwa na ich dzieci – że nie ma, bo gminny budżet i tak się nie dopina.

Więc szkoły raczej źle reagują na próby umieszczenia w nich niepełnosprawnych dzieci. Asystent ucznia? Fanaberia. W ostateczności rodzic, jeśli się upiera, może wziąć na siebie tę funkcję. Albo opłacić kogoś nieformalnie i zgłosić jako wolontariusza. Logopeda? Szkoła da jedną godzinę tygodniowo, choć codzienne zajęcia pozwoliłyby dziecku nadrobić braki, a finalnie być może zupełnie wyjść z kłopotów. Pytający o zalecone dziecku wsparcie psychologiczne dostają odpowiedź pisemną, że wsparcie to realizowane jest w ramach zwykłych zajęć lekcyjnych.

Niechętni bywają też sami nauczyciele. Uczeń problemowy w klasie to zawsze większe wyzwanie. Trzeba angażować czas w zespole interdyscyplinarnym, który ma pilotować ucznia w szkole – bo takie są przepisy. A tymczasem nie idą za tym żadne gratyfikacje finansowe. Więc po co?

To, ile uda się wyszarpać z istniejącego systemu, zależy więc głównie od uporu rodzica i jego praktycznej wiedzy – mówi dr Kubicki. – Trzeba wiedzieć, gdzie i do kogo kierować odwołania, jaką podstawę prawną przywołać, a nawet jakich słów wolno używać.

Na przykład słowa „asystent” używać nie należy, bo wówczas szkoła odeśle człowieka do pomocy społecznej po asystenta przewidzianego w ustawie pomocowej. Należy koniecznie napisać „nauczyciel wspomagający” lub „osoba na etacie niepedagogicznym”. Wiele jest takich raf.

Bywa, że wytrwałość rodziców przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Trafiały się szkoły pozywające rodziców przed sąd rodzinny.

Ten mechanizm działa też w drugą stronę. Stowarzyszenie Wszystko Jasne wraz z Fundacją Helsińską uruchomiło program „Pozwij swój samorząd”, pomagając rodzicom walczyć o prawa do edukacji niepełnosprawnych dzieci przed sądami powszechnymi.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną