Społeczeństwo

Rany po słowach

Rozmowa z dr Anną Piekarską

Dr Anna Piekarska pracuje w katedrze psychologii wychowawczej Wydziału Psychologii UW, wiele lat prowadziła badania i wykładała także w Australii i Nowej Zelandii. Dr Anna Piekarska pracuje w katedrze psychologii wychowawczej Wydziału Psychologii UW, wiele lat prowadziła badania i wykładała także w Australii i Nowej Zelandii. Tadeusz Późniak / Polityka
O tym, dlaczego rodzice brutalnie obrażają dzieci i dlaczego nie ma to sensu - mówi Anna Piekarska.
„Słowa ranią na całe życie” - kampania społeczna Fundacji Dzieci Niczyje.Fundacja Dzieci Niczyje „Słowa ranią na całe życie” - kampania społeczna Fundacji Dzieci Niczyje.

Joanna Cieśla: – Co to jest przemoc psychiczna? Te brutalne słowa: ty kretynie, idiotko, którymi rodzice bombardują swoje dzieci w sklepach, autobusach, domach?
Anna Piekarska: – Nie tylko. Przemoc psychiczna może być wyrażana nawet w spojrzeniach. Jej najbardziej wyrazistą formą są słowa. Te prymitywne i wulgarne, ale też inne, nawet wypowiadane spokojnym głosem. Ojciec syczy do syna, który interesuje się literaturą: po co udajesz, że się uczysz, poszukaj lepiej miotły do zamiatania ulic, bo i tak tam wylądujesz. Albo pani w przedszkolu w grupie trzylatków kładzie nożyczki na stole i mówi: tym, którzy będą gadać, obetnę jęzory. Lub pokazuje strzykawkę: tym, którzy nie będą słuchać, przepłuczę tym uszy. Przemoc psychiczna towarzyszy przemocy fizycznej, seksualnej. Ale może też występować osobno. I w wielu domach i szkołach – występuje.

Od kiedy dwa lata temu w naszym kraju zakazano kar cielesnych, rzadko zdarza się, by ktoś jeszcze publicznie bił dziecko. Ale połowa nastolatków w badaniach Fundacji Dzieci Niczyje przyznała, że doświadczyła przemocy werbalnej.
W moich badaniach około 75 proc. dzieci skarżyło się na przemoc psychiczną ze strony nauczycieli i rówieśników. Obmawianie, dokuczanie, obelgi. To najbardziej powszechna i najbardziej niebezpieczna w skutkach forma agresji w szkole.

Wydaje się jednak, że mniej dotkliwa niż bicie. W jaki sposób agresywne słowa wpływają na dzieci?
Wtedy, kiedy padają, wywołują silne emocje – czasem lęk, czasem upokorzenie – szczególnie, gdy te uwagi wypowiadane są w obecności innych osób. Ale wpływają również na to, jak dziecko myśli. Dlatego przemoc psychiczna jest gorsza od fizycznej. Obrażenia fizyczne zwykle w końcu się goją, a ślady po przemocy psychicznej – pozostają. Dziecko zapamiętuje słowa, zwłaszcza te wypowiadane przez osoby, które kocha i przez które chciałoby być kochane – matkę, ojca. Wierzy w to, co oni mówią i robią. Dlaczego miałoby uważać, że kiedy przekazują mu dobre rzeczy, mówią prawdę, a kiedy nazywają je debilem, to kłamią? Zwłaszcza że rodzic mówi takie rzeczy stanowczym, podniesionym głosem, w sytuacji, kiedy dziecko przeczuwa, że krytyka mu się należy, bo faktycznie zrobiło coś złego.

Przyjmuje tego „debila” za fakt?
Zwykle tak. Później może sobie wytłumaczyć, że matka tylko tak gadała, bo była zła. Ale w momentach kryzysu, kiedy człowiek przestaje wierzyć w siebie, wszystko, co uzasadnia ten stan, do człowieka wraca. I nabiera wielkiej wagi. Bywa też tak, że chłopak czy dziewczyna staje na nogi, uniezależnia się, odrzuca podobne informacje, ale one i tak powodują chaos w głowie, bo stoją w konflikcie z obrazem siebie. Takie słowa niosą też informacje o relacji z rodzicami. Jeśli rodzice mówią, że jest kretynem, to znaczy, że go nie szanują, że ta relacja jest zła. I to jest osobny powód do cierpienia.

A z tych wszystkich wczesnych doświadczeń tworzy się przecież osobowość człowieka, jego sposób zachowania, funkcjonowania w świecie. Gdy powtarzają się bolesne doświadczenia, buduje się okaleczona i obolała osobowość. Gdy powtarzają się agresywne zachowania, dziecko posługuje się podobnym językiem, agresywnie rozmawia z kolegami, później – z własnym partnerem.

Dlaczego właściwie dorośli źle odnoszą się do dzieci? Dlaczego do osób, które kochają najbardziej na świecie, odzywają się tak, jak nigdy nie odezwaliby się do kolegi z pracy: cicho i wynocha.
Wydaje się, że wobec najbliższych więcej możemy. Że skoro kochamy, to jesteśmy usprawiedliwieni, zaraz zapomnimy, będzie dobrze. O ile jednak dorosłemu łatwiej znieść głupi atak partnera, bo ma ukształtowaną osobowość i przećwiczone zachowania, które pozwalają stoczyć bitwę słowną, o tyle dziecko takiej możliwości nie ma. To jest relacja niesymetryczna i inna być nie może.

Koleżanka wyznała mi, że kiedy mówi coś dziecku podniesionym głosem, stanowczym tonem, wydaje jej się, że jest lepszym rodzicem.
Czasem trzeba coś powiedzieć podniesionym głosem, ale to, co się mówi, niekoniecznie musi być obraźliwe, krzywdzące, niegrzeczne czy wyśmiewające. Czym innym jest wrzask „ty durniu!”, a czym innym stanowcze powiedzenie, „jesteś takim mądrym chłopcem, a tak źle się zachowałeś”.

Czy wrzask czasem nie jest skuteczniejszy?
Bo dziecko w reakcji na wrzask zmienia swoje zachowanie? No, zmienia – na trzy minuty, kiedy jest tym wrzaskiem wstrząśnięte i boi się, co będzie dalej. Ale za chwilę przestanie się bać i znów robi swoje. Tak samo jest z przemocą fizyczną. Kiedy jacyś rodzice próbują mnie przekonać, że stosowanie klapsów jest skuteczne, pytam: to dlaczego ciągle trzeba to powtarzać? Najlepszą metodą wychowawczą są nagrody, dużo miłości i dużo ciepła. Wtedy samo wycofanie nagrody jest wystarczającą karą. Smutek i zawód w oczach rodzica, który zwykle jest uśmiechnięty, wystarcza dziecku za sygnał, że zrobiło się coś nie tak. A krzyk lub bicie zdejmuje z dziecka odpowiedzialność za jego błąd. Czuje, że jest rozgrzeszone – poniosło karę i może robić dalej, co chce. Spokojna rozmowa uruchamia sumienie, poczucie odpowiedzialności, myślenie.

Jeśli nam się wymsknie coś, czego nie chcielibyśmy powiedzieć, to trzeba dziecko przeprosić – tak jak kolegę z pracy. Od dawna powtarzamy, że w ten sposób rodzic nie traci nic ze swego autorytetu, tylko go buduje.

I niby rodzic to wie, a jednak jakoś mu się to kłóci ze zdrowym rozsądkiem.
Przepraszając, dorosły pokazuje, że szanuje własne dziecko i że nie boi się przyznać do błędu, bo jest wystarczająco silny, by wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Jeśli chcemy uczyć dziecko odpowiedzialności za jego zachowania, to najlepiej przez przykład.

 

Nawet dziś można znaleźć książki, w których upokarzanie poleca się jako metodę wychowawczą.
To najgorsza z możliwych metod.

Dlaczego?
Bo rodzi głęboki wewnętrzny bunt. Gdy człowiek czuje się skrzywdzony, odsuwa się. Źle potraktowane dziecko nie myśli o tym, że nie powinno czegoś psuć, tylko skupia się na swojej krzywdzie. Często budzi się w nim złość – na rodzica i uczucie upokorzenia. Bunt.

Upokorzone dziecko nie będzie posłuszne?
Nie, choć może udawać, że jest – by uniknąć kolejnych przykrych sytuacji. Ale pojawi się w nim nieuświadomiona czasem nienawiść, potrzeba zemsty.

Słynna psycholożka i pisarka Alice Miller już wiele lat temu dowodziła, że drakoński, oparty na przemocy system wychowania utorował drogę faszyzmowi i ludobójstwu – tak zwani porządni ludzie nagle byli zdolni do nieprawdopodobnych zbrodni. Przez pokolenia ludzie realizowali potrzebę zemsty na następnej generacji – własnych dzieciach i podopiecznych. Czy to się zmienia?
Powoli. Podany przeze mnie przykład z groźbą obcięcia języka, 30 lat temu, gdy zaczynałam pracę naukową, opisywał zwyczaje w większości przedszkoli. Dziś podobne pomysły dość rzadko przychodzą nauczycielkom do głowy. Doczekaliśmy się wreszcie jednoznacznego zakazu przemocy wobec dziecka, zresztą nie tylko fizycznej – każdej.

Podoba się pani plakat kampanii społecznej przeciwko agresji słownej wobec dzieci (reprodukujemy go poniżej)?
Jest brutalny. W Wielkiej Brytanii ogromne kontrowersje wywołał spot dotyczący przemocy werbalnej w szkole, w którym dziewczyna igłą i nicią zaszywa sobie usta. Ostatecznie go wycofano. Ale to są dramatyczne zjawiska, nie sposób o nich mówić w sposób delikatny.

Wrażliwość na sprawy dzieci w naszym kraju jest znacznie większa niż w krajach anglosaskich, w których wiele lat pracowałam. Tam o dziecku częściej myśli się jako o obowiązku, obciążeniu, z którym trzeba sobie radzić, ciągle podlicza się koszty związane z wychowaniem, kształceniem.

W Polsce poświęca się dzieciom więcej czasu i uwagi – i w życiu prywatnym, i publicznym. Widać to choćby w takich akcjach, jak właśnie ta dotycząca przemocy czy w słynnej „Cała Polska czyta dzieciom”, która jest ewenementem w skali światowej. Konwencja o Prawach Dziecka została zainicjowana przez Polskę.

Czy coś z tego wynika? Raczej słyszy się narzekania, że kolejne generacje są coraz mniej mądre, bardziej egoistyczne, skore do krzywdzenia innych.
Nie sądzę, żebyśmy stawali się gorsi jako ludzie. Dobre traktowanie dzieci społecznie się opłaca. Tak po prostu powinno być. Bo dziecko to jest człowiek.

 

Dr Anna Piekarska pracuje w katedrze psychologii wychowawczej Wydziału Psychologii UW, wiele lat prowadziła badania i wykładała także w Australii i Nowej Zelandii. Jest autorką książki „Agresja rodziców wobec dziecka”.

 

Krzyki codzienne

84 proc. rodziców krzyczy na swoje dzieci – wynika z badań Millward Brown SMG/KRC przeprowadzonych we współpracy z Fundacją Dzieci Niczyje, która w maju prowadziła kampanię medialną „Słowa ranią na całe życie”.

50 proc. dzieci i nastolatków słyszy krzyk co najmniej raz w tygodniu.

20 proc. rodziców użyło wobec dziecka krzywdzących określeń takich jak głupku czy kretynie. Najczęściej robią to ojcowie i matki dzieci najstarszych, między 12 a 17 rokiem życia. Co czwarty rodzic dzieci w tym wieku uważa, że używanie obraźliwych sformułowań jest czasem usprawiedliwione.

16 proc. rodziców nie przyznaje się do podnoszenia głosu na dziecko.

Dwa razy częściej niż ojcowie krzyczą na dzieci matki, bo spędzają z nimi więcej czasu.

10 proc. ojców i matek wyzywa dzieci co najmniej raz w miesiącu.

Polityka 22.2012 (2860) z dnia 30.05.2012; Kraj; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Rany po słowach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną