Społeczeństwo

Jak plaża obnażała

Historia kostiumu kąpielowego

Topless było kolejnym etapem ucieczki z niewoli materiału. Topless było kolejnym etapem ucieczki z niewoli materiału. Ben Welsh / Corbis
Lada moment urlopowiczki świata ruszą na nadwodne piaski. W stringach, bikini, jednoczęściówkach, w klapkach, kremach, olejkach, filtrach, które stały się plażową rzeczywistością zadziwiająco niedawno.
1913 r., zdjęcie plażowe z amerykańskiego atelier.Courtesy Everett Collection/EAST NEWS 1913 r., zdjęcie plażowe z amerykańskiego atelier.
Raquel Welch w skórzanym bikini w filmie „Milion lat przed nasza erą”, 1966 r.Rex Features/EAST NEWS Raquel Welch w skórzanym bikini w filmie „Milion lat przed nasza erą”, 1966 r.

Pierwszym kostiumem kąpielowym była lniana koszula. Nie do kąpieli w morzu lub jeziorze, rzecz jasna – myśl o tak zagrażającej zdrowiu czynności nie przychodziła nikomu do głowy, były to miejsca stosowne dla ryb i syren, a nie dla ludzi. Lecz jeśli niewiasta musiała z jakichś ważnych i rzadkich powodów poddać się oblucji, wkładała ową koszulę, by uchronić swe oczy przed nieskromnym patrzeniem na własne ciało.

W połowie XIX w. lekarze zaczęli głosić, że od kąpieli nie zapada się na ciężkie choroby i nie umiera, a przeciwnie, pobyt u wód sprzyja zdrowiu. Należało wymyślić coś do kąpieli. Skonstruowano w tym celu suknię z długimi rękawami, zapiętą pod szyję z grubej czarnej wełny, pod nią szły czarne rajstopy, też wełniane, kryjące się w pantalonach do kostek tegoż koloru. Do tego buciki, kapelusz lub czepek i rękawiczki.

Kąpiel polegała na kucnięciu damy raz czy dwa w morzu i natychmiastowej rejteradzie do ubieralni pod osłoną niesionego przez służącą prześcieradła, bo pokazanie ciała oblepionego przez mokrą suknię było nieskromne. O pływaniu w tym odzieniu, obciążonym często na dole ciężarkami, żeby suknia nie unosiła się na wodzie, też nie było mowy, ale też nikt wówczas pływać nie umiał, nie wyłączając marynarzy.

Lecz i tak był to szalony przełom, bo uczciwa kobieta nałożyła pantalony – majtki z długimi nogawkami. Otulały one uda i były zszyte ze sobą dopiero w pasie, a brzuch i podbrzusze z pośladkami były gołe pod suknią. Ideą kobiecości była dostępność dla męża od razu i na żądanie.

Pantalony nosiły weneckie kurtyzany, żeby wzmóc przez to pożądanie w kliencie, który musiał wówczas za usługę zapłacić o jedną czwartą więcej. Prócz nich obowiązkowo artystki operowe w Paryżu, tancerki kankana i służące, gdy myły podłogi i okna. Mogły je nosić dziewczynki biegające w Lasku Bulońskim. Bezwstyd majtek do pół łydki, wykończonych koronkami, niwelowany był przez ich niewinność, ale do pierwszej komunii musiały już iść bez majtek. „Mamy nie powinny pozwolić, aby dziewczynka nosiła je w dniu, w którym przyjmuje tak ważny sakrament” – pisał „Journal des Demoiselles” na początku XIX w. Co było dla wszystkich oczywiste – Kościół zaciekle zwalczał majtki – bieliznę rozpusty.

Katarzyna Medycejska, bratanica papieża, miała ich kilka par, co prawda wkładanych tylko do jazdy konnej, ale jednak. Józefina Bonaparte, posiadając sukien kilkaset, miała dwie pary majt i nie wiadomo, kiedy je wkładała i po co.

Moda na krynoliny sprawiła, że pantalony uznano za nieodzowne. Wiry powietrza wytwarzane przez nie w tańcu mogły przyprawić damy o przeziębienie, wyjaśniał w 1861 r. wzięty francuski lekarz, bo w majtach niezszytych w kroku podbrzusze było gołe. Z tego również powodu w kleszczach gorsetu i przy spętaniu krynoliną dama nie byłaby w stanie poradzić sobie sama zdjęta nagłą potrzebą.

Trójkąty i tasiemki

Majtki zszyto najpierw z przodu, a z tyłu dopiero pod koniec wieku. Plaże stały się już wówczas koedukacyjne, w modzie była opalenizna i nauka pływania. W 1907 r., kiedy bez sukni i pantalonów było jeszcze jednak ani rusz, australijska aktorka i pływaczka Annette Kelleman pokazała się na plaży w czymś w rodzaju dzisiejszego body i została natychmiast aresztowana za obrazę moralności. Jak mogę pływać – broniła się – nakładając na siebie więcej ubrań, niż mieści się na sznurze do bielizny?

 

Na olimpiadzie w Sztokholmie wprowadzono konkurencję pływania i skoki do wody kobiet i zezwolono, aby kobiety wystąpiły w majtkach do pół łydki zszytych z czymś w rodzaju dzisiejszego T-shirtu. W podobnych prezentowali się panowie.

Nie żeby je zaraz powszechnie na plażach spotykano, ale kostium na mrozy zaczął się ewakuować. Zniknęły pończochy, suknia; galoty się skracały i zwężały na górze, wycinał się dekolt, aż w 1935 r. pojawił się pierwszy kostium dwuczęściowy, nie wełniany, lecz z bawełny. Występujące w nim aktorki ośmielały się nawet pokazywać pępki, tolerowane dotąd tylko w paryskich rewiach.

Tego było już jednak za wiele. Od 1934 r. zaczął w USA obowiązywać kodeks Hayesa, który zabraniał na ekranie pokazywania piersi, pępka, scen kąpieli i pływania, kąpielówki zaś nie mogły być obcisłe i przezroczyste. W czasie II wojny światowej nakazano w USA producentom, aby szyli kostiumy dwuczęściowe, oszczędzając materiał, w tym już wtedy znany nylon. Ale pępek musiał być zakryty.

Odsłonięto go za sprawą Louisa Rearda, z zawodu inżyniera samochodowego, który w oszczędności poszedł jeszcze dalej, proponując stanik i majtki z trójkątów i tasiemek. Żadna modelka nie ośmieliła się pokazać z pępkiem na wierzchu, więc inżynier musiał zatrudnić striptizerkę z rewii. Zdjęcie panny Micheline opublikowały gazety, w związku z czym dostała ona 50 tys. listów z propozycją małżeństwa.

Niecałe trzy tygodnie przed tym przełomowym w dziejach plaży wydarzeniem Amerykanie dokonali próby z bombą atomową przy atolu Bikini. Reard ochrzcił swój kostium bikini, a prasa amerykańska stwierdziła, że nie ukrywa on na noszącej niczego poza panieńskim nazwiskiem matki.

Nie od razu się przyjął. Kościół znów ruszył do boju, więc w wielu krajach bikini było zabronione. Kobiety, które je wkładały, usuwano z plaży. Nie pozwolono także kandydatkom na Miss Świata 1952 r. paradować z odsłoniętym pępkiem.

Plaże pełne bardotek

Bikini chwyciło najszybciej we Francji. 10 lat po wynalezieniu kostiumu, który – jak mawiał wynalazca – zasługiwał na swą nazwę, jeśli można go było przeciągnąć przez obrączkę, Roger Vadim wypuścił w świat film „I Bóg stworzył kobietę”, a w nim Brigitte Bardot. No, to już było bikini pełną gębą, z pępkiem na wierzchu i chytrym stanikiem, podającym pierś do przodu.

Na plażach zaroiło się od bardotek, co dziwne – na polskich też się jęły takie pokazywać, uszyte na wzór lub skombinowane z Zachodu. Na wyjazdach szkoleniowych chóru Uniwersytetu Warszawskiego pod koniec lat 50. nosiłyśmy bikini aż miło. Wystarczyły trzy związane chustki, młode piersi i płaski brzuch. Alicja Boćwińska w „Konstrukcji, modelowaniu i stopniowaniu staników, gorsetów, kostiumów kąpielowych i pasów do pończoch” (wydanych przez CRZZ w 1971 r.) podaje już wykrój bikini, choć jeszcze z linią na brzuchu w bezpiecznej odległości od wzgórka łonowego.

 

Bikini można już było wówczas dostać w paczce od rodziny z USA, jeśli się zgodziła przysłać bezeceństwo, bo Amerykanie długo pozostawali w tym względzie za Europą, uważając je za nieprzyzwoite, choć nosiły je już Elisabeth Taylor, Ursula Andress i Raquel Welch.

Wydawało się, że bikini już bardziej zmniejszyć nie można było, ale bogać tam! Jeszcze przed II wojną światową burmistrz Nowego Jorku zabronił tancerkom w nocnych klubach występować nago. Ale go przechytrzono. Na wystawie World’s Fair pokazały się panie w kostiumach, które właściwie były niewidoczne, ale były. W czasie wojny ludziom nie w głowie było plażowanie, a i po niej zapomniano o próbie z kostiumem – nic. Odżył on w formie tanga suit, zyskując popularność zwłaszcza w Brazylii, gdzie środowiskom katolickim łatwiej było przełknąć tyłek ze sznurkiem tylko między pośladkami niż na przykład topless tanga z gołymi piersiami.

Topless było kolejnym etapem ucieczki z niewoli materiału. Zaprojektował go Rudi Genreich dla znajomej i nazwał monokini. Model potępił papież Paweł VI, co nie przeszkodziło w jego sprzedaży. Pokazały się w nim jako pierwsze Bardot i Jane Fonda. Lecz topless, pomijając jego królestwo jak Saint Tropez, nie stał się kostiumem superpopularnym, podobnie jak tanga ze sznurkiem między nogami, bo niekoniecznie sprzyjają pływaniu.

Do łask powróciły jednak również kostiumy jednoczęściowe, wykonane już z cudo materiału – lycry, która przylega do ciała jak druga skóra, korygując niedoskonałości figury.

Bikini przestało szokować i stało się wręcz strojem naturalnym. Nagość na plaży nie jest już naga. W 2005 r. plastyczka Vanessa Beecroft pokazała w Berlinie sto kobiet w różnym wieku i różnych ras ubranych tylko w pantofle na obcasach. Oczekiwano skandalu. Lecz widzowie obojętnie przechodzili koło ustokrotnionej nagości. Ona znikła, pisze Giorgio Agamben w książce „Nagość”.

Kanony urody

Historia kostiumu kąpielowego to dzieje wstydu. Skrawki materiału do użytku nad wodą przełamały wielowiekowe tabu, które zabraniało publicznego pokazywania ciała, uwalniając kobiety z plażowego okutania czarnymi wełnami. Kostiumy stały się z biegiem czasu kolorowe, wesołe i różnorodne. Dały kobietom większą pewność siebie i świadomość swej cielesności i urody. Miss USA z 1998 r. Kate Shindle, która założyła bikini, wyjaśniła dziennikarzom, że jeśli potrafi w bikini wystąpić przed milionami ludzi, stać ją będzie na wszystko, co zamierza zrobić.

Ale bikini stało się również strojem opresyjnym. Wymusza dostosowanie się do norm, których ten kostium wymaga w medialnych wzorach. Trzeba dopasować do niego szczupłą sylwetkę, wydepilować włosy, usunąć cellulit, odessać tłuszcz, poprawić obwisłe piersi, które w bikini widoczne są w żałosnej oczywistości.

Kostiumy kąpielowe rozruszały przemysł kosmetyczny, który zaczął dostarczać kremów, żelów, samoopalaczy, depilatorów, a także przedmiotów przydatnych na plaży – klapek, toreb, pelerynek, parasoli, koszy itd. Stał się interesem wartym miliony dolarów, pomagając kobietom wyrazić się przez strój i modelować ciało, jak tego wymagają kanony urody.

Polityka 28.2012 (2866) z dnia 11.07.2012; Ludzie i style; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak plaża obnażała"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną