Społeczeństwo

Dwie matki Oliwiera

Dwie matki Oliwiera. Jedna powiada, że nie sprzedała, druga – że nie kupiła

Dla zwolenników adopcji ze wskazaniem jeden argument jest decydujący: dziecko szybko trafia do nowych rodziców i unika sierocińca. Dla zwolenników adopcji ze wskazaniem jeden argument jest decydujący: dziecko szybko trafia do nowych rodziców i unika sierocińca. tiarescott / Flickr CC by 2.0
Za 13 tys. zł nie da się kupić w Polsce noworodka, mówią, to by było śmiesznie tanio.
W polskim prawie nie ma żadnego przepisu o adopcji ze wskazaniem, a ponieważ prawo tego nie zabrania, więc się dzieje, i to na masową skalę.Łukasz Rayski/Polityka W polskim prawie nie ma żadnego przepisu o adopcji ze wskazaniem, a ponieważ prawo tego nie zabrania, więc się dzieje, i to na masową skalę.
Według Koalicji na Rzecz Rodzicielstwa Zastępczego, ponad 70 proc. spośród wszystkich adopcji w Polsce to właśnie te ze wskazaniem.Łukasz Rayski/Polityka Według Koalicji na Rzecz Rodzicielstwa Zastępczego, ponad 70 proc. spośród wszystkich adopcji w Polsce to właśnie te ze wskazaniem.

Artykuł został opublikowany w POLITYCE we wrześniu 2012 roku.

Roksana

Zdjęcie na Naszej Klasie przedstawia zgrabną długonogą blondynkę w niebieskim kostiumie kąpielowym. Włosy do ramion, przeciwsłoneczne okulary. 25 lat. Panna. Oskarżona o handel ludźmi, przestępstwo zagrożone karą od 3 do 15 lat więzienia. Według ustaleń prokuratury, kupiła noworodka. Poza tym ciąży na niej zarzut, że podstępnie wprowadziła w błąd funkcjonariusza publicznego, co grozi karą więzienia do lat 3.

Małgorzata

Nie jest fizycznie podobna do Roksany, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, gdy udawała ją, legitymując się jej dowodem. Niska, drobna, ciemne włosy, tatuaże na brzuchu i prawym ramieniu. 35 lat, bezrobotna, rozwiedziona, ale nadal mieszka z mężem Robertem (jeśli ten nie odsiaduje kolejnego wyroku), ojcem jej trojga dzieci. Same chłopaki: najstarszy Adrian, 11 lat, Kacper – 7 i najmłodszy roczny Oliwier.

Roksana

Miała 18 lat, gdy usłyszała od lekarzy, że po przeszczepie nerki nie będzie mogła urodzić dziecka. Rozpacz. Macierzyństwo stało się jej obsesją: musiała zostać matką. Jest do tego stworzona. Ktoś się rodzi po to, by śpiewać, ktoś inny, by iść do zakonu, a ona – by być matką. Takie ma powołanie.

Mówi, że żadnego przestępstwa nie popełniła. Nie kupiła dziecka. To była adopcja ze wskazaniem, powiada, tyle że załatwiana prywatnie. Pieniądze, które dawała Małgorzacie, biologicznej matce, gdy ta była jeszcze w ciąży, miały pójść na wizyty lekarskie i preparaty witaminowe. Potem 1,5 tys. zł dała na poród. Roksana wcześniej myślała, że za lekarza i szpital nic się nie płaci. Ale ona jej wytłumaczyła: jak chcesz, by ten lekarz, co cię w ciąży prowadzi, odbierał poród i zajął się tobą porządnie, to musi kosztować.

Raz dała też na zaległy rachunek za prąd. Była zima, Małgorzata dopiero w trzecim miesiącu, w mieszkaniu zimno i nic ugotować nie można, bo im odcięli elektryczność, a kuchenka też elektryczna. Zadzwoniła do Roksany, szlochając do słuchawki. Roksana przeraziła się śmiertelnie, że tamta poroniła, więc jak się okazało, że to tylko rachunek, dała pieniądze bez zastanowienia. Uzbierało się razem tych pieniędzy 13 tys. zł. Duża kwota, ale żeby za 13 tys. kupić dziecko, powiada Roksana, to byłoby śmiesznie tanio. W Internecie są ogłoszenia – można kupić niemowlę od 50 tys. zł w górę.

Więc Roksana wręczyła Małgorzacie ostatnią ratę 5 tys. zł w kopercie pod szpitalem, odbierając od niej noworodka zawiniętego w becik. Ale to też nie była zapłata za dziecko, tylko na regenerację po ciąży i rekompensata za to, że Gośka nie dostanie zasiłku. Bo urodziła jako Roksana. A po porodzie będzie musiała dojść do siebie, zanim mogłaby zacząć pracować. Nie pracowała co prawda od dawna, ale tak to przedstawiła Roksanie.

Małgorzata

Oliwier ważył po urodzeniu 4,5 kg, mierzył 55 cm, 8 punktów w skali Apgar. Ze swoją biologiczną matką spędził trzy pierwsze dni swojego życia w szpitalu. Nie chciała karmić piersią. Dostała leki na zatrzymanie laktacji i mały jadł z butli.

Po wyjściu ze szpitala niestety, zamiast się regenerować i odpoczywać, kupiła telewizor, zaczęła balować z byłym mężem i wszystko się wydało. Ktoś z sąsiadów doniósł na policję, że brzuch był, dziecka ani śladu, oboje nie pracują, a widać nagły przypływ gotówki.

Roksana

Drugiego dnia życia Oliwier poznał tę, która miała być jego przybraną mamą. Roksana dwa dni przesiedziała z Małgorzatą i dzieckiem w szpitalu. Karmiła, przewijała, kąpała. Przedsmak szczęścia. Potem zabrała chłopczyka do domu, do rodziców. Swój pokój zmieniła z powrotem w pokój dziecinny. Na synka czekało wszystko: szafa ze śpioszkami, kołyska, wanienka, wózek, kolorowa pościel, kocyki, zabawki, pozytywka, oliwka, pampersy. Imię dla dziecka wybrała Roksana. Tylko nie zdążyła małego zarejestrować w USC. Po siedmiu dniach do drzwi mieszkania na ostatnim piętrze bloku zapukała policja. Wyszła z dzieckiem w objęciach, zeszła z IV piętra i wsiadła do radiowozu.

Teraz stara się o przyznanie opieki nad małym. Jakieś szanse są, mówi jej adwokat, bo sąd na razie nie wykluczył jej z postępowania. Dużo będzie zależało od sprawy karnej – również tej o oszukanie funkcjonariusza publicznego, czyli o to, że Roksana dawała Małgorzacie dowód osobisty i dokumenty ubezpieczenia, ilekroć ta chodziła do lekarza. Dostała zwolnienie lekarskie, Roksana przedstawiła je w pracy. Wyszło, z zasiłkiem macierzyńskim, 15 tys. zł. Przysięga, nie miała pojęcia, że to płaci ZUS. Była przekonana, że pracodawca.

A na zwolnienie iść musiała. Ludzie zorientowaliby się przecież, że nie jest w ciąży. A tak, wrzuciła kilka zdjęć na Naszą Klasę z brzuszkiem z poduszki, rozpowiedziała, że musi iść do szpitala w mieście wojewódzkim, bo ciąża zagrożona. I zniknęła. Wynajęła mieszkanie blisko Małgorzaty. Na wypadek, gdyby coś się stało i tamta musiała nagle iść do szpitala. A nie miała do niej aż takiego zaufania, żeby na stałe dać jej swój dowód i ubezpieczenie. Poza tym chciała patrzeć, jak rośnie jej dziecko.

Małgorzata

Teraz, gdy i ona, i Robert mają zarzuty prokuratorskie o sprzedaż dziecka, sąd rodzinny odebrał im prawa rodzicielskie do wszystkich synów. Dwójkę starszych powierzył matce Małgorzaty, która zeznała, że jej córka źle traktowała swoich synów. Zwłaszcza starszego Adriana. Biła go po głowie i wyzywała od downów i nieuków, bo przez rok był w szkole specjalnej.

Początkowo wypierała się wszystkiego. W ciąży nie była, trzeciego syna nie urodziła. Po prostu przytyła, bo rzuciła palenie i sąsiedzi myśleli, że jest w ciąży.

W końcu przyznała się, ale tylko do urodzenia i oddania dziecka, nie do sprzedaży. Zwyczajnie – nie mieli pieniędzy ani warunków na trzecie. Załamała się, gdy test ciążowy wyszedł jej pozytywnie. Wiedziała, że akurat kiedy urodzi, Robert pójdzie odsiadywać zaległy wyrok. Sama z trójką nie da rady, a pieniądze skąd wziąć? Nie chciała usuwać ciąży (Roksana twierdzi, że rozważała aborcję).

Dała ogłoszenie w Internecie. Dostała wiele maili. Jeden od Roksany, która podała też swój telefon. Zadzwoniła. Trochę się dziwili z Robertem, że taka młoda, ładna i samotna chce dziecko adoptować. Roksana opowiedziała im o swojej chorobie. Małgorzata jeszcze zapytała, czy na pewno sobie poradzi. Ale Roksana jako uczennica liceum profilowanego przez trzy lata zajmowała się kilkumiesięcznymi maluszkami.

Więc zaakceptowała Roksanę i w Internecie znalazła prawniczkę od adopcji. Poszły razem po poradę. Pani mecenas powiedziała, że Roksana nie ma szans na to, by sąd przyznał jej dziecko: jest samotna, do tego ta nerka. A gdyby nawet, do czasu załatwienia wszystkich formalności dziecko będzie przebywać w zakładzie opiekuńczym. To może trwać rok albo dłużej. Tak nie chciały obie. Więc zdecydowały, że załatwią całą sprawę między sobą.

Roksana

Zachorowała, gdy umierał jej starszy brat Damian. Nie doczekał przeszczepu. Mimo akcji, jaką zorganizowali sąsiedzi i znajomi. Ksiądz w parafii msze odprawiał, ministranci zbierali na operację chłopca, w lokalnej kablówce pokazali Damianka. Całe miasteczko wpłacało, ile kto mógł. Datki poszły na fundację. Do tej prezeski, co tłumaczyła potem w telewizji, że fundacja to wspólny worek, mają w miasteczku żal. Bo miasteczko płaciło na Damiana.

Na rodziców Damiana i Roksany nikt złego słowa nie powie, porządni ludzie, życzliwi i pomocni. On jest górnikiem, ale nie siedzi na bezrobociu, chociaż kopalnia zamknięta, tylko w Czechach pracuje. I jak to jest, że los najczęściej doświadcza tych uczciwych i porządnych? Na szczęście Roksanie zrobiono przeszczep, gdy miała 17 lat. I wyzdrowiała. Ale teraz znowu ta sprawa. Co dziewczynie do głowy przyszło? Szkoda gadać. Ładna przecież i, co tu kryć, taka mocno seksowna. Bez problemu znalazłaby chłopa, co by dla niej adoptował nie jedno, a całą gromadkę. Ale ona musiała już, natychmiast.

Ojciec Roksany do końca wierzył, że został dziadkiem. Nie miał za złe, że córka nieślubne dziecko przyniosła do domu. Matce Roksana przyznała się, że nie jest w ciąży, tylko weźmie dziecko od ludzi. Zapewniała, że to zgodne z prawem. Zresztą naprawdę tak myślała. Bo Irek ją przekonał. Irek to jej szef i były partner życiowy, sporo od niej starszy, ustawiony. Miała zaufanie. Początkowo, gdy byli razem, obiecywał, że wezmą ślub i będą starać się o adopcję. On już swoje dzieci ma i może teraz jej pomóc wychować jakieś niechciane. Zresztą Roksana nie zabezpieczała się, nie przejmując się ostrzeżeniami lekarzy, że nawet gdyby udało się jej w ciążę zajść, może się to skończyć tragicznie, organizm odrzuci przeszczepioną nerkę, co zabije i ją, i dziecko. Liczyła, że może się uda, a potem jakoś to będzie. Już wcześniej, z innymi partnerami, postępowała tak samo. Bez rezultatu.

Potem Irek ją zostawił. Gdy wyprowadziła się do miasta wojewódzkiego, przestał do niej dzwonić. Kiedy ją aresztowali, Irek twierdził, że o jej poczynaniach nie miał pojęcia, a o całej sprawie dowiedział się z mediów. Roksana nie chce mieć z nim więcej nic wspólnego. Po miesiącu spędzonym w areszcie, kiedy adwokat załatwił jej zwolnienie, znalazła sobie inną pracę.

Nie żałuje tego, co zrobiła, bo wie, że gdyby nie ona, Oliwiera by nie było. Małgorzata usunęłaby ciążę. A życie dziecka jest najważniejsze. Tylko tęsknota za małym straszna.

31 sierpnia 2012 r. skończył roczek. Od 10 dnia życia przebywa w placówce opiekuńczej. 21 września rusza proces karny o handel Oliwierem.

***

Zakaz wskazywania?

Adopcja ze wskazaniem to procedura przysposabiania dziecka bez udziału ośrodka adopcyjnego, ale za zgodą sądu rodzinnego. Gdy rodzice biologiczni wskazują zupełnie obcą osobę (spoza rodziny czy bliskich przyjaciół), sąd może zlecić dodatkowe badania psychologiczne i przeprowadzenie wywiadu środowiskowego. Cała procedura trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy (minimum 6 tygodni od urodzenia dziecka, bo tyle rodzice biologiczni mają na ewentualną zmianę decyzji).

W polskim prawie nie ma co prawda żadnego przepisu o adopcji ze wskazaniem, ale ponieważ prawo tego nie zabrania, więc się dzieje, i to na masową skalę. Według Koalicji na Rzecz Rodzicielstwa Zastępczego, ponad 70 proc. spośród wszystkich adopcji w Polsce to właśnie te ze wskazaniem.

To się może wkrótce zmienić za sprawą planowanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Być może wprowadzony zostanie całkowity zakaz tego procederu. Jego przeciwnicy mówią wprost, że adopcja ze wskazaniem to sankcjonowanie handlu dziećmi. Rzecznik praw dziecka Marek Michalak uważa, że obecne przepisy pozwalają na działanie w Polsce podziemia adopcyjnego, umożliwiającego przysposabianie dzieci za opłatą, bez udziału ośrodków adopcyjnych. Dla zwolenników adopcji ze wskazaniem jeden argument jest decydujący: dziecko szybko trafia do nowych rodziców i unika sierocińca.

Polityka 38.2012 (2875) z dnia 19.09.2012; Kraj; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Dwie matki Oliwiera"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną