Społeczeństwo

Mózgu nie da się wykastrować

Czy da się wyleczyć pedofila?

„Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”. „Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami”. Doug Plummer / Getty Images/FPM
Rozmowa z Arkadiuszem Bilejczykiem, seksuologiem, o tym, co tak naprawdę znaczy leczenie z pedofilii.
Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.Stanisław Ciok/Polityka Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.

Wywiad został opublikowany w POLITYCE w październiku 2012 roku.

Juliusz Ćwieluch: – Jaką mam gwarancję, że opiekun mojego dziecka w przedszkolu nie jest pedofilem?
Arkadiusz Bilejczyk: – Żadnej.

Ale sądowe zakazy pracy z dziećmi eliminują przynajmniej tych z wyrokami.
Znam przypadek mężczyzny ze stwierdzoną pedofilią. Został skazany i osadzony. Sąd orzekł jeszcze, że po zakończeniu kary przez pięć lat nie wolno mu pracować z dziećmi. Ale przecież po tych pięciu latach nagle nie przestanie być pedofilem. To kuriozalny wyrok świadczący o nieznajomości problemu.

Jak to nie zostanie wyleczony? Przecież w więzieniach są programy zajmujące się leczeniem pedofilów.
Wyleczyć się tego nie da. Jak w innych parafiliach (dewiacjach). Sadomasochista zostanie sadomasochistą, ekshibicjonista – ekshibicjonistą. Nie da się zmienić czyjejś preferencji seksualnej. Pedofila podniecają dzieci i nie namówimy go nagle na to, żeby zaczął oglądać się za dorosłymi kobietami czy mężczyznami.

Skąd się bierze pedofilia?
Na pewno nie jest dziedziczna. Co do tego, czy jest wyuczona, czyli nabyta w trakcie rozwoju osobniczego, zdania są podzielone. Właściwie to ciągle wiemy jeszcze bardzo mało. Poza tym gros sprawców tego typu przestępstw to są tzw. pedofile zastępczy. Preferowanym obiektem dla nich jest nadal dojrzała kobieta czy mężczyzna.

W jaki sposób seksuolog – gdy sąd powołuje go na biegłego – stwierdza, że ktoś jest pedofilem?
Formalnie, żeby można było zacząć diagnozować pod kątem pedofili, badana osoba musi mieć skończone 16 lat i co najmniej 5 lat więcej od ofiary. A zachowania i pragnienia o charakterze pedofilskim występują przez co najmniej sześć miesięcy. I są w miarę niezmienne. Przeprowadzający badanie seksuolog zadaje mnóstwo różnego rodzaju pytań i na podstawie odpowiedzi szuka objawów.

Analizuje relacje ofiar, świadków. Ale dzieci są trudnymi świadkami. Ich zeznania są poddawane szczegółowym analizom przez psychologów, seksuologów dziecięcych, to jest zupełnie osobna dziedzina seksuologii. Przeprowadza się również test fallopletyzmograficzny. Na członek nakładane są elektrody, które rejestrują zmiany w przepływie krwi, dokonujące się pod wpływem podniecenia.

Czy pedofil zawsze dąży do pełnego stosunku?
Jednemu będzie wystarczyło dotknięcie. Inny będzie chciał, żeby dziecko dotykało jego. Obnażanie, masturbacja – spektrum zachowań jest bardzo szerokie. Niektórym najbardziej zależy na uwodzeniu, podboju. Ich ofiary zmagają się później z poczuciem wykorzystania, odrzucenia. Jeśli ktoś uwodził dziecko, podpierając się dodatkowo autorytetem instytucji, którą reprezentował, to podkopuje to zaufanie dziecka do świata dorosłych.

Czy każde dziecko po kontakcie z pedofilem wyjdzie pokiereszowane?
Tak. Na szczęście w całej populacji pedofilów tych brutalnie atakujących dzieci jest mało. Dla dzieci są śmiertelnie groźni. Często większą satysfakcję czerpią z zabicia niż zgwałcenia. Zresztą niejednokrotnie zabijają tak, żeby maksymalnie spotęgować cierpienia ofiary. Pedofile niedojrzali próbują się z dziećmi kumplować. Swoje cele osiągają pod przykrywką zabawy, gry. Przy takiej strategii dziecko być może mniej ucierpi. Ale nie jest to żadnym usprawiedliwieniem. Cierpią i dzieci zmuszone siłą do stosunku, i te uwiedzione. Długo pracowałem z panią, która w przeszłości została uwiedziona przez pedofila i porzucona, gdy zaczęła miesiączkować. Z dnia na dzień skończyła się ich relacja, która trwała cztery lata. Jej terapia trwała kilka lat.

A terapia pedofila?
Jedyne, co możemy robić, to dzięki psychoterapii pomóc mu panować nad swoim popędem. Uświadamiamy mu konsekwencje jego czynów.

Siedzicie i gadacie, a on nagle uświadamia sobie, jaki jest zły i postanawia się zmienić?
Zaczynamy od motywacji. Pokazujemy, że zmiana zachowań przyniesie mu korzyści. Jeżeli nie będzie krzywdził, to nie grozi mu więzienie. Później wzbudzamy empatię. Molestowanie seksualne jest krzywdzące dla dziecka. Większość z tych osób nie chce krzywdzić innych. Jednak sporo z nich odcięło świadomość, że to, co robią, może wyrządzać innym krzywdę. Następnie przechodzimy do pracy nad kontrolą zachowań seksualnych. Rozładowywaniem popędu w akceptowany sposób. Czasem trzeba budować zupełnie podstawowe wzorce, np. jak wyglądają prawidłowe relacje między ludźmi, relacje partnerskie.

Na szczęście większość z naszych pacjentów nie jest tzw. wyłącznymi pedofilami – w spektrum ich pożądania seksualnego znajdują się również dorosłe osoby. Zdecydowanie ułatwia to terapię. Nierzadko zawiązują udane relacje partnerskie. Partnerki – zdarza się – wiedzą o problemie, są w stanie to zaakceptować. Terapię wzmacniamy lekami przeciwdepresyjnymi oraz na obniżenie popędu, nazywanymi kastracją chemiczną.

Prof. Janusz Heitzman, znany psychopatolog, twierdzi, że kastracja chemiczna to jedna wielka lipa.
Bo sama tabletka bez terapii to rzeczywiście lipa. W uproszczeniu mówiąc, to zwykła tabletka hormonalna obniżająca popęd. Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić, że pedofil, który nie bardzo dostrzega swój problem, sam z siebie będzie łykał tabletkę, po której przytyje, będzie mu się chciało ciągle spać. I nie będzie w stanie odbywać jakichkolwiek kontaktów seksualnych. Ponadto lek nie jest refundowany. Miesięczny koszt terapii to około 400 zł.

To czemu był taki szum wokół tej tabletki. Premier przed laty zapowiadał przymusową kastrację pedofili, mając na myśli właśnie pigułki.
Bo wydaje się, że to da pewność. Że pedofil będzie miał mniejszą ochotę czy też nie będzie w stanie podjąć zachowań seksualnych. W Czechach swego czasu na pedofilach dokonywano pełnej fizycznej kastracji. Co teoretycznie powinno załatwiać sprawę. Okazało się, że jeden z pacjentów nie mogąc penetrować członkiem, robił to palcem. Ludzka seksualność zapisana jest w mózgu.

Czy pana pacjenci chcą korygować swoje mózgi?
Zdecydowana większość trafia do leczenia w kajdankach albo jeszcze w trakcie postępowań sądowych. Wielu z nich terapię traktuje jako szansę na niższy wyrok. Niektórzy wprost mówią, że gdyby nie zostali zatrzymani, pewnie nigdy by się nie zgłosili. Najczęściej dotyczy to złapanych na przeglądaniu albo gromadzeniu pornografii dziecięcej. Większość z nich raczej nie podejmuje aktywnych działań. Wielu nie czuło się dobrze ze swoją skłonnością, ale bali się szukać pomocy. W ciągu ośmiu lat pracy miałem tylko dwóch pacjentów, którzy zgłosili się sami. No, prawie sami. Jednego przyprowadziła matka, drugiego – żona. Dlatego złapanie jest dla nich elementem wybawienia. Są wreszcie osoby, które zgłosiły się z własnej woli po odbyciu kary – nie chcą wracać do więzienia.

Skandynawowie stawiają na leczenie pedofilów. Francuzi – na separację poprzez drakońskie wyroki. Amerykanie na surowe kary połączone z kontrolą, a nawet inwigilacją po wyjściu. A Polska?
Ma całkiem niezły system. Kodeks z surowymi karami. Ścigamy już za sam fakt oglądania treści pornograficznych z udziałem dzieci. Mamy system terapeutyczny w zakładach karnych. I poza nimi. Niedawno znowelizowaliśmy stosowną ustawę. Powołaliśmy ośrodki odpowiedzialne za przymusowe leczenie pedofilów. W rozporządzeniu ministra zdrowia sprzed prawie dwóch lat wymienione są trzy. Tyle że wszystko to tak działa tylko na papierze.

Na wyposażenie oddziału do leczenia pedofilów w Kłodzku dwa lata temu wydano 560 tys. zł. Do dziś nie trafił tam ani jeden pacjent.
W rzeczywistości żaden z tych trzech ośrodków nie zaczął jeszcze funkcjonować. W Choroszczy pod Białymstokiem jest trzech pacjentów, ale leczeni są poza specjalnie stworzonym oddziałem, żeby nie podnosić kosztów działania placówki. Mam nadzieję, że to kwestia czasu. Brakuje ludzi, którzy chcieliby się zająć tymi pacjentami i mają do tego kwalifikacje. W Polsce jest zaledwie kilkunastu specjalistów. W ogóle słaba jest świadomość zjawiska i jego złożoności. Co próbują wykorzystywać obrońcy oskarżonych.

Przykład?
Pewien mężczyzna oskarżony był o posiadanie pornografii dziecięcej. Jego prawnik doszukał się w literaturze medycznej niezwykle rzadkiego schorzenia genetycznego, które powoduje zaburzenie rozwoju cielesnego. Dotknięta tą chorobą może być 20-latka z ciałem 12-latki. Jego klient – jak twierdził – był przekonany, że ogląda zdjęcia osób dotkniętych tą chorobą i z pedofilią nie miało to nic wspólnego.

A jak do tego typu spraw podchodzą policjanci, prokuratorzy?
Wielu z nich wyraźnie unika tych spraw. Może ze strachu, może z niesmaku, może z poczucia, że jest w nich zbyt dużo złości, żeby się tym zajmować. Czasami bywa tak, że zrzucają wszystko na biegłych.

Niemieckie prawo nakazuje każdemu pedofilowi oddać próbkę DNA. To wyraźne ostrzeżenie: następnym razem będzie dużo łatwiej cię złapać.
Proste i skuteczne. Taki obowiązek powinien być wprowadzony nie tylko w przypadku pedofilii. To nas mocno przybliża do Orwella, ale jednocześnie zdecydowanie usprawnia pracę organów ścigania.

Czy rodzice powinni mieć prawo dowiedzieć się, że w ich sąsiedztwie mieszka pedofil?
Nie jestem zwolennikiem powołania centralnego rejestru pedofilów. To będzie budowało lęk społeczny i piętnowało ludzi, którzy mają szanse, żeby się zresocjalizować. Wolę rozwiązania, które dają realną zmianę. Byłbym raczej za wprowadzeniem obowiązku legitymowania się zaświadczeniem o niekaralności z artykułów dotyczących przestępstw przeciwko wolności seksualnej we wszystkich tych placówkach, gdzie pracuje się nie tylko z dziećmi, ale i niepełnosprawnymi.

Każdy nauczyciel, druh, ksiądz, przedszkolanka, ale też woźny czy palacz zatrudniony w instytucji związanej z dziećmi przynosi takie zaświadczenie o niekaralności z rejestru skazanych i mamy jasną sprawę w tej kwestii.

Za kilka miesięcy z więzienia wyjdzie Mariusz Trynkiewicz (POLITYKA 12). Pedofil, który brutalnie wykorzystał i zabił czterech chłopców.
Sprawę Trynkiewicza znam z mediów – z artykułów wynika, że on nie ma zamiaru zaprzestać przemocy seksualnej wobec dzieci, że nie żałuje tego, co zrobił, nie odczuwa dyskomfortu z faktu posiadania takich potrzeb seksualnych. Jeśli tak jest, to prawdopodobieństwo powodzenia jego terapii byłoby znikome. W przypadku wychodzących na wolność skazanych za przestępstwa ze szczególnym okrucieństwem trzeba by pilnie ustanowić jakieś zabezpieczenia: dozór policyjny czy kuratora lub leczenie w warunkach zakładu zamkniętego.

To jak się bronić?
Postawmy na edukację dzieci i rodziców. Dziecko powinno być świadome, jakie zachowania dorosłych przekraczają dopuszczalne granice. Czyli, co należy natychmiast zgłosić opiekunom. Edukacja powinna być odpowiednia dla poszczególnych grup wiekowych, a zaczynać się już w przedszkolu. Rodzice muszą wiedzieć, na jakie zachowania dzieci należy zwrócić uwagę. Jak przedszkolak mówi (przepraszam za sformułowanie wyjęte żywcem z akt pewnej sprawy sądowej) o „wsadzaniu w cipę”, to niech rodzic dołoży starań, żeby się dowiedzieć od niego, skąd się to wzięło w jego słowniku. Niech rodzice sprawdzają, co się dzieje z ich dziećmi, gdy zostawiają je pod opieką sąsiadów, na zajęciach pozaszkolnych. Znaczna część sprawców to osoby znane dziecku, ktoś, komu „nie wypada nie ufać”.

Nie wypada nie ufać księdzu dyrektorowi szkoły, który podczas otrzęsin oczekuje zlizywania piany z kolan?
Tu właśnie kłania się kwestia edukacji i świadomości dzieci, ale też rodziców. I nie trzeba mieć nie wiadomo jakiej wiedzy z zakresy seksuologii. Wystarczy sobie wyobrazić, że szef w pracy każe nam robić coś takiego. Jak byśmy zareagowali? Ale godzimy się, żeby robiły to dzieci, i uważamy, że nic się nie stało. Zdarzyło mi się kilka razy opiniować sprawy, gdzie w zasadzie nikt nie dotykał nikomu genitaliów. Zadowalał się np. lizaniem ucha, co w pewnym kontekście dawało mu oczekiwany rodzaj satysfakcji seksualnej. Uważam, że cała ta sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Straszymy Trynkiewiczem, a prawdziwe koszmary dzieci spotykają najczęściej w najbliższym otoczeniu?
Tak, ale nie możemy też przyjąć, że każdy wujek, sąsiad, pedagog, ksiądz czy druh jest mężczyzną podejrzanym. Ofiarami częściej bywają dzieci zaniedbywane emocjonalnie przez rodziców. Które chętnie skorzystają z propozycji przenocowania, podczas gdy w domu trwa awantura, albo przyjdą na zupę, bo rodzice od tygodnia piją i nie mają złotówki na jedzenie. Takie dzieci są w stanie ponieść wysokie koszty za przytulenie, za zainteresowanie, za substytut miłości, za jedzenie. Jak powiedział jeden z naszych „opiekuńczych” pacjentów, przecież nie ma nic za darmo.

Wyleczyć się pedofila nie da. Trudno się dziwić radykalnym propozycjom…
…że takich to lepiej na krzesło elektryczne, a nie ładować kasę i tracić czas? Jasne, że efektów nie można być pewnym. Ale jasne też, że w dzisiejszej Europie nie ma kary śmierci. I właśnie dlatego trzeba próbować ich leczyć. I starać się, by ich potencjalne ofiary nigdy ofiarami nie zostały. Tylko tyle i aż tyle.

rozmawiał Juliusz Ćwieluch

Arkadiusz Bilejczyk jest psychologiem, psychoterapeutą, seksuologiem klinicznym, od 8 lat pracuje z pedofilami.

Polityka 40.2012 (2877) z dnia 03.10.2012; Kraj; s. 22
Oryginalny tytuł tekstu: "Mózgu nie da się wykastrować"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną