Społeczeństwo

Lipnianki

Lipno pokochało Polę Negri

Pola Negri spędziła w Lipnie zaledwie pierwszych pięć lat swojego życia. Potem jej domem była Warszawa, Berlin, Stany Zjednoczone, Francja. Pola Negri spędziła w Lipnie zaledwie pierwszych pięć lat swojego życia. Potem jej domem była Warszawa, Berlin, Stany Zjednoczone, Francja. EAST NEWS
To za sprawą Poli Negri Dorota Łańcucka zdobyła kilka ważnych w życiu rzeczy. W tym pasję i fotel burmistrza Lipna.
Dorota Łańcucka filmy o Poli Negri zna niemal na pamięć, pokochała nieme kino i tamtą magiczną epokę.Stanisław Ciok/Polityka Dorota Łańcucka filmy o Poli Negri zna niemal na pamięć, pokochała nieme kino i tamtą magiczną epokę.

Przyznaje, że fascynacja Polą Negri nie narodziła się tak od razu. Właściwie dopiero wtedy, kiedy na dobre zaczęli w Lipnie zbierać dokumenty, pamiątki, studiować życiorys najsłynniejszej polskiej gwiazdy niemego kina. Taka praca, już prawie naukowa, historyczna, sprawia, że rodzi się w człowieku pasja. Potem człowiek uważa, że wie już wszystko. I nagle dzwoni koleżanka i mówi: słuchaj, o tym nie wiedziałyśmy, i okazuje się, że to nie koniec. Dorota Łańcucka filmy Poli Negri zna teraz niemal na pamięć, pokochała nieme kino i tamtą magiczną epokę.

Co po Poli

Zaczęło się dość prozaicznie. Od konkursu na projekty obywatelskie. Miały dotyczyć lokalnej historii, budować tożsamość małej ojczyzny, wskrzeszać pamięć o zapomnianych bohaterach. Dla najlepszych obiecano dofinansowanie 1,5 tys. zł. Szkoda byłoby nie spróbować. Właściwie od razu było jasne, że Pola Negri nadaje się świetnie. W Lipnie, niespełna 15-tysięcznym miasteczku na ziemi dobrzyńskiej, między Toruniem, Płockiem i Włocławkiem, urodził się też, co prawda, aktor i reżyser Wincenty Rapacki i Leszek Balcerowicz, a kształcił Lech Wałęsa, ale gdzie im do emocji, jakie budzi gwiazda kina niemego.

Wszyscy mieszkańcy miasteczka wiedzieli, że tu właśnie się urodziła i spędziła dzieciństwo, na stronie internetowej urzędu miejskiego widniał już napis „Lipno miasto Poli Negri”, ale poza tym o Poli i po Poli nie było nic. Nawet tablicy pamiątkowej. Choćby dlatego, że nie bardzo było wiadomo, gdzie by ją powiesić. Drewniany dom, w którym mieszkała Pola, parterowy, pięcioizbowy, przy ulicy Stodólnej, rozebrano w latach 80. Na jego miejscu stoi blok nr 13 osiedla Sikorskiego. Dziś tablica pamiątkowa już jest wisi na Miejskim Centrum Kulturalnym.

W 2005 r. Dorota Łańcucka pracowała w szkole jako nauczycielka. Była świeżo upieczonym magistrem prawa, gdy zostawiła aplikację w prokuraturze, żeby zająć się domem. Za namową męża przeszła do oświaty, pieniądze wtedy były takie same jedno i drugie budżetówka a więcej czasu, dłuższe wakacje.

Z koleżanką informatyczką i kolegą plastykiem napisali ten projekt na konkurs: stowarzyszenie, izba pamięci Poli Negri, wreszcie najambitniejszy pomysł festiwal kina niemego. Tu, w Lipnie. Bo z Polą najbardziej kojarzy się stare kino Nawojka. To imię pierwszej studentki z miasteczka. Według historii czy może legendy, Nawojka żyła w XV w., była córką dobrzyńskiego magnata. Przebrała się za chłopca i uciekła z domu do Krakowa. Zapisała się na studia i jako chłopak spędziła kilka lat na uczelni. Kiedy mistyfikację odkryto, dziewczynie groziło spalenie na stosie. Uratowały ją opinie, jakie wystawili jej profesorowie krakowskiej uczelni. Później Nawojka została zakonnicą.

Niewolnica zmysłów na drzewie

Gdy filmy z Polą Negri ściągały tłumy, kino w Lipnie miało siedzibę w remizie strażackiej, a drugie, znacznie mniejsze u miejskiego fotografa Okoniewskiego. W budynku kina Nawojka do 1914 r. mieściła się prawosławna cerkiew. Po wyjściu Rosjan ktoś po prostu ściął kopułę, a budynek przeznaczono na siedzibę różnych organizacji społecznych i paramilitarnych. Jeszcze przed II wojną światową dostał miano Domu Ludowego. Służył jako teatr, kino i arena walk bokserskich. Dziś, wyremontowane, z nową (ale doskonale udającą starą) dębową boazerią, kino Nawojka przypomina małe kina z lat 20. Na piętrze jest izba pamięci Poli Negri.

Ojciec Poli był słowackim imigrantem z domieszką krwi cygańskiej, której aktorka zawdzięczała prawdopodobnie swoją intrygującą urodę. Prowadził w Lipnie warsztat kotlarski. Matka, starsza od męża o 10 lat, wspaniale gotowała. Kuchenne zapachy rozchodzące się po całym domu i ciepło bijące od wielkiego pieca wspomina Pola Negri w swoich pamiętnikach. Razem z kwitnącymi jabłoniami w przydomowym sadzie stały się dla niej symbolami najszczęśliwszych lat spędzonych właśnie w Lipnie. Nie było to więc dzieciństwo chłodne i głodne, ale państwo Chalupec za bogaczy nie uchodzili. Prawdziwe problemy zaczęły się dopiero, gdy ojca Poli aresztowano i zesłano na Sybir. Matka postanowiła sprzedać dom i ogród, przeprowadziła się z córką do Warszawy.

Pola, wówczas pięcioletnia, nie była zachwycona miastem, ale prawdopodobnie gdyby nie decyzja matki, nie zostałaby wielką gwiazdą. Nienawidziła maleńkiego pokoiku na poddaszu przy ulicy Browarnej, który jej matka wynajmowała. I przyklasztornej szkoły, do której wkrótce ją zapisano. Uwielbiała za to trzepak na podwórku (w Lipnie łaziła tylko po drzewach). Jej akrobacje zwróciły uwagę sąsiadów, pary chórzystów z opery. Podsunęli pomysł szkoły baletowej. I tak się zaczęło. Karierę baletową uniemożliwiła gruźlica, Poli zresztą marzyło się aktorstwo. Zadebiutowała na scenie Teatru Małego rolą Anieli w „Ślubach panieńskich” 1 września 1912 r. Miała zaledwie 15 lat. A już dwa lata później premiera „Niewolnicy zmysłów” w kinie Urania w Warszawie, z Polą Negri w roli głównej, okazała się sukcesem. Potem zaczęła się oszałamiająca kariera.

Pola w Lipnie spędziła zaledwie pierwszych pięć lat swojego życia. Potem jej domem była Warszawa, Berlin, Stany Zjednoczone, Francja. Nic dziwnego, że w miasteczku nie zachowały się żadne dokumenty, listy, archiwalne fotografie. Żadna pamiątka, poza blaszanym aniołkiem na dachu ratusza, wykonanym przez ojca Poli rok przed jej narodzinami. Jednak Dorocie Łańcuckiej i przyjaciołom z Lipnowskiego Towarzystwa Kulturalnego udało się trochę zebrać.

W izbie pamięci są dziesiątki listów, fotografii, egzemplarze przedwojennego tygodnika „Kino”, wycinki z pierwszymi wywiadami gwiazdy. Drugie tyle w siedzibie stowarzyszenia, która wygląda jak teatralna garderoba. Ściany oklejone plakatami starych filmów, na oparciu kanapy króluje wielka czarna pluszowa pantera pojawiła się z nią na lipniańskim festiwalu Natasza Urbańska, odtwórczyni roli Poli Negri w musicalu „Polita”. Pluszak zastąpił dzikiego kota na smyczy, z którym chętnie fotografowały się przedwojenne gwiazdy. Na wieszaku peruki, parasolki, laseczka Charlie Chaplina, złota wieczorowa torebka. Pod wieszakiem wieczorowe pantofle, dwie pary, też w stylu lat 20.

Dużo cennych pamiątek dostali od nieżyjącego już Alojzego Bukolta z Bydgoszczy, przedwojennego filmoznawcy, który fascynował się aktorką jeszcze za jej życia. Na Dorocie największe wrażenie zrobił egzemplarz starej amerykańskiej gazety z wielkim artykułem o Poli i mającym wejść na ekrany filmie „Safona”. – Po tym artykule widać, jak dbała o swoją promocję. Bo Pola jak ktoś z nich powiedział to była taka prawdziwie łebska baba.

 

Kiedy ruszali z projektem, ludzie w Lipnie dziwili się i wzruszali ramionami. Po co to, co wy z tego będziecie mieć? – Robiliśmy to dla miasta, dla niej, bo uważaliśmy, że jej się należy – mówi Dorota Łańcucka.

Sama lubi podróżować po Europie, najbardziej kocha Francję i małe prowincjonalne miasteczka. Nie mogła się nadziwić, jak to jest, że Francuzi z byle czego potrafią zrobić wydarzenie i w tych małych miasteczkach zawsze dzieje się coś ciekawego, czym żyją mieszkańcy i co przyciąga turystów. Więc jest dumna, że im się też udało. Teraz jako burmistrz chce przyciągnąć inwestorów. Już się zastanawia, jaki koncern kosmetyczny mógłby się zainteresować legendą Poli Negri. W końcu to ta aktorka jako pierwsza w czasach nowożytnych zaczęła malować paznokcie.

W pewnym sensie to, że Łańcucka została burmistrzem, stało się za sprawą Poli i stowarzyszenia. Kiedy poprzedni burmistrz złożył rezygnację, od razu usłyszała: musisz kandydować, jak nie ty, to kto? Ku własnemu zaskoczeniu wybory wygrała.

W starym kinie

Pola wielką karierę okupiła samotnością, nie miała dzieci, małżeństwa były nieudane, romanse dodawały pikanterii jej wizerunkowi, ale zawsze kończyły się głośno, czasem tragicznie.

Pisała scenariusze, śpiewała, tańczyła, grała, komponowała, była omnibusem artystycznym. – Na pewno córce kotlarza nie było łatwo wejść na salony, musiała wszystkiego się uczyć – ocenia Dorota Łańcucka. – Wszechstronne talenty poparła ogromną pracą, wielką siłą charakteru. Nie poddawała się, mimo że czasem bywało źle. Nie popadła w nałogi, chociaż była tego blisko. I ta jej siła przeszła na nas.

Co roku na dwa, trzy majowe dni Lipno przenosi się w lata 20. Pod stare-nowe kino Nawojka zajeżdżają samochody z epoki. Daimler z 1939 r., zabytkowe BMW, Mercedes na żółtych tablicach. Goście festiwalu filmowego „Pola i inni”, ubrani w stroje wieczorowe stylizowane na epokę. Panowie we frakach i cylindrach. Panie w prostych sukienkach o obniżonej talii, małych kapelusikach albo opaskach z czarnymi piórami, z torebkami kopertówkami i boa ze strusich piór. Wśród nich Dorota Łańcucka.

 

Pola Negri (właściwie Apolonia Chałupiec, ur. 31 grudnia 1894 r., zm. w 1987 r.). Pochodziła z nizin społecznych. Zapoczątkowana w wieku 14 lat na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie kariera baletowa, a później aktorska szybko zaprowadziła ją na hollywoodzki szczyt. W Ameryce przedstawiano ją jako córkę cygańskiego skrzypka i zubożałej hrabiny. Pisano, że tańczyła jako dziecko obok Fokina w Petersburgu przed obliczem samego cara. Międzynarodową sławę zyskała grając egotyczne, zmysłowe piękności w niemieckich melodramatach, reżyserowanych m.in. przez zakochanego w niej Ernsta Lubitscha („Dzika kotka”, „Madame Dubarry”). Talent aktorski i wielka uroda – owalna twarz, zielone oczy, kruczoczarne, kręcone włosy – łamały serca wielu mężczyzn. Była żoną hrabiego Eugeniusza Dąbskiego, zaręczona z Rudolfem Valentino, romansowała m.in. z Charlie Chaplinem. Przełom dźwiękowy oznaczał dla niej katastrofę. Miała chrapliwy głos, a prowadzony przez nią tryb życia nie spotkał się z akceptacją wytwórni, które w połowie lat 20. XX w. nie przedłużyły z nią kontraktu. Kontynuowała karierę aktorską w Europie, ale bez wybitnych osiągnięć. Ostatni raz wystąpiła na ekranie w amerykańskim dramacie „Księżycowe prządki” w 1963 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Wyrażanie i regulowanie emocji

Marzena Martyniak o tym, jak człowiekowi może pomóc inteligencja emocjonalna.

Katarzyna Czarnecka
12.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną