Społeczeństwo

Cykl życia motyla

Młode ciało na sprzedaż

Aspiracje młodych dziewczyn do lepszego życia u boku bogatego mężczyzny lub bez niego, ale za jego pieniądze, to zjawisko stare jak ludzkość. Aspiracje młodych dziewczyn do lepszego życia u boku bogatego mężczyzny lub bez niego, ale za jego pieniądze, to zjawisko stare jak ludzkość. BEW
Mają mało czasu na ustawienie się w życiu – od pierwszego makijażu do cellulitu. Po nich przychodzą młodsze dziewczyny, z ambicjami wziętymi z nowszych teledysków i reklam.
W szoł biznesie – wśród pracujących twarzą lub ciałem – oznaki fizycznego starzenia odbierane są jako utrata potencjału do pracy i walki.David Falk/Getty Images/FPM W szoł biznesie – wśród pracujących twarzą lub ciałem – oznaki fizycznego starzenia odbierane są jako utrata potencjału do pracy i walki.
Wciąż największym fetyszem nowoczesnych społeczeństw jest ludzkie ciało. Trwa nieustanna promocja młodości – w dodatku młodości, którą można przedłużać w czasie jak nigdy do tej pory.James Brey/Getty Images/FPM Wciąż największym fetyszem nowoczesnych społeczeństw jest ludzkie ciało. Trwa nieustanna promocja młodości – w dodatku młodości, którą można przedłużać w czasie jak nigdy do tej pory.

Artykuł w wersji audio

Blond. Najlepiej do pasa. Opalenizna. Ekstremalna, z solarium. Ciuchy. Bezustanna pogoń za markowymi ciuchami. Nogi, najważniejsze. Szpilki. Makijaż. Ostry. Usta wydatne. Dużo pieniędzy na to wszystko. Facet. Jako sponsor i jako ornament. Marzenie? Zostać modelką (chyba że tancerką, piosenkarką, aktorką, dziennikarką, ale taką z telewizji). Życie? Dorywcza praca – w reklamie, na supermarketowych promocjach, wieczne, półnagie hostessowanie. I epizodycznie coś w rodzaju prostytucji. Sponsoringu.

Młodych kobiet, czasem jeszcze nastolatek, w tym typie są tysiące. Widać je w galeriach handlowych, klubach, u boku gangsterów i artystów, wśród celebrytek i aspirantek na celebrytki, w telewizyjnych konkursach na modelki, piosenkarki i tancerki. Na okładkach prasy nazywanej lajfstajlową i kobiecą, nie mówiąc już o rozkładówkach męskich tytułów. Ba, widać je na salach wykładowych, w recepcjach, w sekretariatach.

Pojawia się ten typ raz po raz w doniesieniach, elektryzujących opinię publiczną. Katarzynie W., już oskarżonej, a przez rok podejrzewanej o zabicie dziecka, media towarzyszyły w jakichś rozpaczliwych próbach zatrudnienia się w charakterze tancerki na rurze, ewentualnie modelki od strojów kąpielowych. Nienaganna uroda 17-latki, która zginęła w Sanoku wraz z 32-letnim bandytą-narzeczonym, do dziś jest przedmiotem internetowych wzruszeń. I najświeższa tabloidowa pożywka – afera z modelkami rekrutowanymi przez starsze koleżanki do ekskluzywnych usług erotycznych za granicą.

Wszędzie te same starannie wypracowane Lolity. Dorastające lalki Barbie. Perfekcyjne panie do zabrania na trochę do domu. Jeszcze żaden badacz społeczny ich nie nazwał, bo też właściwie nie wiadomo, z czym mamy tu do czynienia. Z coraz widoczniejszym stylem życia? Z rozrastającą się subkulturową niszą, modą, szpanem? Z jakimś nowym wzorcem kobiecości?

Nie ma wątpliwości, że współczesna kultura temu modelowi sprzyja, że go generuje.

Najbardziej oglądalne, więc i dochodowe menu (teraz już bez mała wszystkich) stacji telewizyjnych to konkursowe widowiska, w których ciało jest w centrum uwagi. Czy chodzi o taniec, śpiew, jakikolwiek inny talent. To nobilituje ten lolitowy wzorzec, zwłaszcza gdy brakuje innych.

Byłaby ta cała karuzela z madonnami może tylko powodem do uśmiechu – ot, panny wyzwolone, którym te przeterminowane i brzydkie zazdroszczą. Ale za arcyseksowną ekspozycją pięknego, młodego ciała kryje się też postawa życiowa. Brać. Nie bać się. Nie wstydzić. One są jak motyle, przeświadczone, że oto dostały urodę i – póki czas – muszą (tak właśnie – muszą!) z niej zrobić maksymalny użytek. Bez refleksji, że w tych transakcjach jest się przedmiotem. Zabawką. Że z tej roli nie wyskakuje się bez psychicznych konsekwencji, ot, jak ze znoszonych szpilek.

EW

***

Życie uplotło się tak, że Kinga pali teraz wielkie ilości papierosów i mówi, że złudzeń nie posiada w ogóle – jedynie długi do popłacenia. Kinga – gwiazda piękności liceum na warszawskim Bródnie z czasów popularności zespołu Nirvana – naturalny blond, zwiewność ruchów, przymglone spojrzenie, skłonność do rumieńców. Niezła z wuefu. Wtedy modna była w mieście dyskoteka Park i puby na Polu Mokotowskim – Bolek i Lolek, chłopaki podjeżdżali Beemkami i Mercami pod samo wejście, po trawnikach parku, i nikt nie śmiał im za to powiedzieć przykrego słowa. Na te największe Merce mówiło się z szacunkiem „locha” albo „maciora”, Kingi chłopak miał takiego.

Do pełnej satysfakcji

Ganiam lochy z Rajchu – mówił, gdy Kinga przedstawiała go znajomym z klasy. Ktoś chce? – pytał dla efektu, bo wiedział, że licealisty nie stać na Mercedesa. Jarek miał na imię, dobiegał trzydziestki, zginął zastrzelony w samochodzie. Dziewczyna bardzo płakała, ale jednak dość krótko. Zajął się nią kolega Jarka, też z branży używanej motoryzacji. Przy nim Kinga dojrzała błyskawicznie – miękkie skóry i obcasy, żadnej flaneli. Ale ten drugi zszedł się na powrót z żoną, piękną Kingę przekazał dalej.

„Panie dostępne są w wieku 18–28, biuściki dwójeczki–trójeczki, możliwe spotkanie intymne i masaż do pełnej satysfakcji za porozumieniem stron, niekrępujące wejście, wyjazdy weekendowe” – ogłaszało się w gazetach przez kilka lat miejsce pracy Kingi. Ale wywinęła się z tego, zanim nastał Internet – nikt oprócz sponsorów nie widział jej w bieliźnie, nikt nie zatykał jej zdjęć za wycieraczki samochodów, na forach internetowych nie komentowano kształtu jej pupy. Dziś to powód do dumy.

Nigdy nie byłam towarem – mówi Kinga, matka zbuntowanej 14-latki.

Z nurtem ścieku

– Rok 2013, kultura 2.0, każda informacja, która kiedyś obsługiwana była przez jedno medium, najczęściej papierowe, dziś jest multiplikowana symultanicznie – mówi prof. Wojciech Burszta, antropolog i kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Informacja o Katarzynie W. – matce zmarłej Madzi – jej sesji zdjęciowej w bikini, jej tańcu na rurze w krakowskim klubie nocnym, jej intymnym dzienniku, dostarczana jest wprost do kieszeni ludzi – na ekrany telefonów komórkowych. Obok wiadomości o 17-letniej Kamili, która zginęła w Sanoku ze swym 32-letnim chłopakiem z mafii. Obok sensacji o stręczeniu celebrytek z Polski na erotyczne przyjęcia z arabskimi szejkami.

Ta symultaniczność przekazu przedłuża żywot zjawiska – mówi Burszta. – Ludzie natychmiast wpisują komentarze na stronach internetowych. To współczesna wersja ludowej tożsamości, opowieści gminnej budującej się często wokół czyjejś tragedii, jak było w przypadku sprawy sanockiej.

Nikt nie czyta, wszyscy piszą, korzystają z wolności słowa – w Internecie obcy dają rodzicom Kamili z Sanoka pośmiertne rady, opowiadają, jak sami uchronili córki przed demoralizacją, wyzywają i lżą. To samo w przypadku celebryckich stręczycielek – że sprawa była znana od lat, że w polskim szoł biznesie same prostytutki. Polski Internet, zauważa Burszta, jeśli go porównać z zachodnioeuropejskim, jest nieproporcjonalnie dużym ściekiem nienawiści. Jednak nawet poddanie się urągającym godności recenzjom internautów czy telewidzów uzbrojonych w komórki nie wydaje się zbyt wysoką ceną dla aspirantów. Szoły talentowe – w których talent często nie jest potrzebny, które lepiej niż umiejętności prezentują smutny przegląd hodowanych w samotności marzeń o sławie z powodu pokazania gołej pupy – mają wszystkie największe telewizje w Polsce.

Występują i dorośli, ale wygrywają wyłącznie dzieci i ludzie młodzi. Castingi ściągają setki tysięcy ludzi. A jak się nie uda ogólnopolsko, można lokalnie – w miasteczkach Mazowsza wisiały w ostatni weekend stycznia 2013 r. plakaty: casting dla osób z dobrą prezencją w wieku 17–30 lat, poszukiwana aktorka, piosenkarka, tancerka do „megaprojektów” filmowych, muzycznych i rozrywkowych. „Wśród oceniających znani producenci muzyczni i filmowi”.

Z drugiej strony przyznać trzeba, że aspiracje młodych dziewczyn do lepszego życia u boku bogatego mężczyzny lub bez niego, ale za jego pieniądze, to zjawisko stare jak ludzkość.

Pokoik z Hello Kitty

Piękna Kamila zginęła w styczniu 2013 r. od strzału z pistoletu – prawdopodobnie zastrzelił ją jej chłopak, pseudonim Żółw, a potem zastrzelił się sam. Żółw był dwa razy starszy od Kamili, dwukrotnie rozwiedziony i znający życie – karany za rozboje i dilowanie narkotyków. Jeździł Beemką. Kiedy się poznali na meczu drużyny Sanovia Lesko, ona wciąż przeżywała fazę dziewczęcego różu w ubraniu i wystroju.

Znajomi Kamili mówią po jej śmierci, że chciała się wyrwać z miasteczka, wypłynąć na świat, przyszłość zbudować na urodzie. Żółw ją tak pokochał, że kupił jej szczenię drogiej rasy shar pei – sam też miał takiego psa, tylko w innym kolorze. Kamila Żółwia tak pokochała, że z trudem przez miłość skończyła gimnazjum, a do technikum na lekcje poszła tylko kilka razy. Żółw miał pieniądze i poważanie oparte na strachu, jaki wzbudzał. Ona przy nim chodziła dumna, ubrana i umalowana jak gwiazda teledysku z największą liczbą wejść w Internecie. Wyprowadziła się do niego od rodziców pół roku temu. Czasami wracała, kiedy Żółw był zły – wtedy on robił się dobry, kupował kwiaty na przeprosiny. Kiedy Żółw zastrzelił człowieka i policja osaczyła go w domu, Kamila została z nim do końca – chciała czy nie.

Tata Kamili pokazał dziennikarzom pokój Kamili – różowy, z plakatem Hello Kitty nad łóżkiem. Wyprowadzając się córka prosiła plakatu z rysunkowym kotkiem nie ruszać, była z nim zżyta. Tata mówił, że musiał się zgodzić na związek córki z bandytą, bo inaczej straciłby ją całkiem. Tylko w portalu YouTube materiał z tatą Kamili zaliczył w ciągu tygodnia 16 tys. wejść.

Moja własna osoba

Niedaleko siedziby SWPS na warszawskiej Pradze mieści się mały bar – milczących mężczyzn w grubej męskiej biżuterii pocieszają tam rankami nastoletnie dziewczyny. Oni się do nich garną po ludzkie ciepło, gdy wracają z miasta na kacu, one mieszkają gdzieś niedaleko – czasem przychodzą do baru w piżamach. Hołubią ich kefirkiem i żurkiem – ładne dziewczyny w porannym mejkapie. Dostają parę setek na waciki i umówią się na wypad do Sopotu. Za złe słowo o chłopakach wydrapują oczy.

Nie odbierają tego jako prostytucji, to są ich faceci – mówi prof. Burszta. – Czują się im potrzebne. Ale w postępowanie tych pań jest wbudowana nuta cynizmu. Zarówno tych z baru na Pradze, jak i tych, które jeździły na bankiety do szejków. Że to tylko praca, bonus, rozrywka. Jest myśl, że to tylko na jakiś czas, a azyl odnajdzie się w małżeństwie. Zwykle w małżeństwie postrzeganym bardzo tradycyjnie.

Rodzaj odkładanej rezygnacji, mówi Burszta. Tyle że z socjologicznego punktu widzenia związki typu małżeństwo na całe życie przestają istnieć. Poszerzająca się klasa średnia traktuje monogamię jako układ, do którego się wchodzi i wychodzi swobodnie.

Bywa, że dziewczyny w barze wybuchną – bo co on sobie myśli przyjeżdżając do niej po pijaku, jak do pierwszej naiwnej? I gdzie on był przez całą noc, z kim chlał, z kim się ślinił? Dlaczego on tu siedzi nieprzytomny na Pradze, nic jej nie mówi, nigdzie jej nie zabierze – do ludzi, w miejsce jakieś bardziej odpowiednie dla jej urody? To może być koniec ich związku.

Wbijasz mnie w lata! – krzyczy dziewczyna o urodzie modelki, podtrzymując pijanego faceta pod modnym lokalem na ul. Ząbkowskiej na warszawskiej Pradze. Facet od niej starszy, w garniturze z surowego jedwabiu. Czekają na taksówkę. Nie szanujesz mojej osoby – płacze modelka.

Ze znanym prawnikiem

Z dziennika Aśki wynika, że kiedy miała 20 lat i rzucił ją chłopak, postanowiła swoje życie zmienić na lepsze. Najpierw jest dużo o cierpieniu po odejściu ukochanego chłopaka, potem o damskich pijatykach w klubie w śródmieściu Warszawy i gdzie się lądowało rano – znaczy z kim. Jest o moralniakach i jednym teście na obecność HIV. Potem szereg wpisów, jak dobrze na zbolałą duszę robi hatha joga. Wreszcie plan się krystalizuje: tym razem musi być dla Aśki prawnik, biznesmen bądź reżyser – ktoś, kto mógłby jej pomóc w karierze aktorki albo przynajmniej modelki. Wiek w zasadzie nieważny, byle był bez opony brzusznej.

Aśka utrzymywała się sama, od kiedy dostała dowód osobisty. Musiała – jedynaczka z przedmiejskiej dzielnicy Warszawy, ojciec umarł, matka piła, miała nowego faceta i dawała Aśce do zrozumienia, że czas się wyprowadzić. Aśka jest widowiskowa – na jej długie nogi zwłaszcza zwraca się uwagę, a z twarzy podobna do Vanessy Paradis – niebezpiecznie lolitowata. Zaczynała od hostessowania – głównie supermarkety, gdzie stała przebrana za pielęgniarkę, namawiając do kupowania pasty do zębów. W marketach nie spotka się nikogo wartościowego. Potem były imprezy sponsorowane przez zagraniczne koncerny, ale tam też nic się nie zdarzyło. Koleżanki tak – łapały sobie parę złotych na boku, jeśli były miłe dla gości. Nie miały z tym problemu.

Więc Aśka poszła na spóźnione studia – zaoczna psychologia. Właśnie pisze magisterkę. Czas powiedzieć, że Aśka straciła tego ukochanego chłopaka, kiedy dowiedział się, że poszła z pewnym producentem filmowym do jego kumpla posła do hotelu sejmowego na noc. Mówiła mu co prawda, że nic nie zaszło, ale nie wierzył. Producent obiecywał, że załatwi jej pracę w filmie, a potem okazało się, że w każdym większym mieście Polski ma taką, której obiecuje film.

Aśka ma 25 lat, jej były mąż jest prawnikiem ze starej prawniczej rodziny. Znanym prawnikiem, zawsze podkreśla Aśka. Mają trzyletniego synka. Aśka ma już pewne miejsce w życiu, nie ściga się z siksami o facetów. Utrzymuje się z fotomodelingu – żadnych wybiegów, tylko zdjęcia – a jej nogi zarejestrowane są w agencji foto. Robi reklamy rajstop i butów. Bardzo o siebie dba, wciąż jest piękna.

Ale głównie Aśka utrzymuje się z alimentów od byłego.

Rozczarowanie elementem życia

Żyjemy w okresie interregum, mówi Wojciech Burszta powołując się na Zygmunta Baumana, wszystko jest płynne, stary porządek życia umarł, nowy jeszcze się nie narodził i nie wiadomo, czy się narodzi. To dotyczy także związków między ludźmi.

Ale wciąż największym fetyszem nowoczesnych społeczeństw jest ludzkie ciało. Trwa nieustanna promocja młodości – w dodatku młodości, którą można przedłużać w czasie jak nigdy do tej pory. Młodzi mówi się już nawet o 40-latkach, kiedyś byli to ludzie w średnim wieku. Limity – chociaż ukryte – jednak pozostały.

Czas, w jakim należy zrobić karierę, jest coraz krótszy – podkreśla Burszta. – Młodym ludziom, także w dziedzinie nauki, mówi się, że jak najszybciej powinni dać z siebie wszystko. W szoł biznesie sytuacja jest jeszcze gorsza.

W szoł biznesie – wśród pracujących twarzą lub ciałem – oznaki fizycznego starzenia odbierane są jako utrata potencjału do pracy i walki. Aktorki żartują, że to przychodzi wtedy, gdy przestaje się grać córki, a zaczyna się grać matki. Jeśli w ogóle się coś gra – gra się wtedy, kiedy się spodoba jakiemuś reżyserowi, co jest poniżające, ale i tak najgorzej jest nie grać. W szoł biznesie nawet feminizm – zajęty kulturową walką między płciami – nie ma głosu, mówi Wojciech Burszta. We współczesnym świecie długo nie dopuszcza się rozczarowania jako elementu życia, dodaje.

Wszystko, co w życiu znaczące, musi stać się w okresie między stadium poczwarki a stadium motyla doskonałego, zwanego imago. Motyle żyją od kilku godzin do kilku miesięcy – im ładniejsze, tym krócej.

Jak coś masz, to dawaj

Uplotło się tak, że córka Kingi – Aleksandra – znika na noce. Nie mówi gdzie, a jak ją spytać, zaczyna kląć i straszy, że się potnie na śmierć i skoczy do Wisły. Olka jest córką faceta starszego i ustosunkowanego w kraju na wysokich poziomach, jego nazwiska nie można wymawiać głośno bez niepodważalnych dowodów sądowych. Facet ten, niegdyś klient agencji towarzyskiej, w której pracowała Kinga, bardzo się na nią obraził, kiedy powiedziała mu o ciąży. Podejrzewał u niej premedytację i skok na kasę. Potem się uspokoił i płaci na Olkę. Olka jest przekonana, że jej ojciec nie żyje – spadł w samolocie w Anglii.

„Jak coś masz, to dawaj, tylko nie przynudzaj” – odzywa się komunikat na wiecznie wyłączonej komórce Aleksandry. Pod wieszakiem w mieszkaniu Kingi – na Bródnie, po rodzicach – leżą obcasy Olki. Kurewskie – mówi o nich Kinga, matka – ale nic jej nie mogę przetłumaczyć, tak samo jak z tą sekretarką w komórce.

Prawdę mówiąc, Kinga czeka, aż Olka skończy osiemnastkę i sama za siebie będzie odpowiadać. Kinga ubiera się w brązy i zielenie, w tym roku kończy czterdziestkę. Wciąż jest piękna, ale zmęczona. A wtedy, za czasów Nirvany, kiedy była królową życia i w słoneczne dni brała od dozorczyni klucz na dach bloku, żeby tam opalać się nago, a chłopaki patrzyły przez lornetkę z wyższego bloku obok – mogli popatrzeć, ale dotykał ktoś inny – Jarek, który zginął w Mercedesie; wtedy wiedziało się, że tak piękna dziewczyna musi zajść daleko.

 

 

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną