Jak aresztanci pomagają zwierzętom i zwierzęta aresztantom

Resocjalizacja w kozie
Krzysztof, więzień z aresztu śledczego w Wojkowicach, pozuje do zdjęcia z kozłem, którym się opiekuje.
Piotr Małecki/Polityka

Krzysztof, więzień z aresztu śledczego w Wojkowicach, pozuje do zdjęcia z kozłem, którym się opiekuje.

Młodszy Krzystof, także więzień aresztu w Wojkowicach, ze swoim kucykiem o imieniu Kefir.
Piotr Małecki/Polityka

Młodszy Krzystof, także więzień aresztu w Wojkowicach, ze swoim kucykiem o imieniu Kefir.

Zenon, więzień aresztu w Wojkowicach, ze świnką Pumbą.
Piotr Małecki/Polityka

Zenon, więzień aresztu w Wojkowicach, ze świnką Pumbą.

Marcin Grochol, więzień aresztu w Hajnówce, z suczką Werą.
Piotr Małecki/Polityka

Marcin Grochol, więzień aresztu w Hajnówce, z suczką Werą.

Tomasz Kiersnowski, więzień aresztu w Hajnówce - z Borysem.
Piotr Małecki/Polityka

Tomasz Kiersnowski, więzień aresztu w Hajnówce - z Borysem.

Daniel z aresztu w Hajnówce z Sonią.
Piotr Małecki/Polityka

Daniel z aresztu w Hajnówce z Sonią.

Arkadiusz Jankowski z aresztu w Hajnówce i jego pies Res.
Piotr Małecki/Polityka

Arkadiusz Jankowski z aresztu w Hajnówce i jego pies Res.

***

Piotrek przyznaje, że płakał, gdy mu powiedzieli, iż Mania nie żyje. Trochę przypominała amstafkę, którą miał na wolności. Może dlatego tak się do niej przywiązał. To był jego pierwszy pies, w pierwszej edycji programu. Świetnie sobie radził na szkoleniu. Na ostatnich zajęciach był trochę ospały. Następnego dnia Mania była tak chora, że nie dało się jej uratować.

Do programu z psami Piotrek zgłosił się z jednego tylko powodu: żeby choć na chwilę wyjść spod celi. No i dla dodatkowych łaźni, tak to tylko raz w tygodniu przysługuje kąpiel, a tu po każdych zajęciach. Potem dopiero zaczął myśleć o psach. Że im też jest źle. Niektóre były bite i to widać. A teraz siedzą za kratami, jak w więzieniu. Nic złego nie zrobiły. Może jak będą nauczone, to ktoś je weźmie? Taką ma nadzieję. Czasem biorą i potem oddają. Ludzie nie są jeszcze przekonani do psów ze schroniska.

Po Mani wyszkolił jeszcze dwie bokserki. Teraz dowiedział się, że jest w schronisku sunia podobna do Mani, i uprosił, żeby mu ją dali. To pitbulka albo prawie, była chyba szkolona do walk. I bita, widać, jak reaguje, gdy się weźmie do ręki coś, co przypomina kij.

Piotrek czuje, że zrobił się spokojniejszy, odkąd bierze udział w programie. Lepiej mu, może to ruch, może świeże powietrze? No i człowiek bardziej się pilnuje. Żeby nie stracić tego, co ma, bo jak zadrze z oddziałowym, to wykluczą z kursu. Więc trzyma język za zębami, nawet jak ktoś prowokuje. I już to wyćwiczył, choć z początku było ciężko. A że już tylko rok został, zaczyna robić plany na wolność. Pracę ma załatwioną, jest dekarzem, jeszcze tylko kurs na zdejmowanie azbestu i będzie bajka. Narzeczona czeka już trzy i pół roku. Obiecał jej, że skończy szkołę i potem wezmą psa. Nie chce tu wrócić. Braci ma po recydywie i wie już, że nie warto. Ojca nie zna, miał dwa lata, jak tato poleciał do Stanów.

Pod celę bym cię wziął

Więźniowie biorący udział w programie to najczęściej skazani za tzw. przestępstwa przemocowe: rozboje, napady, zabójstwa. Do tej pory potrafili rozwiązywać swoje problemy tylko przy użyciu siły. A psy szkoli się wyłącznie pozytywnymi metodami. Nagroda, pochwała, zabawa. Nie ma krzyku, szarpania, nie wolno psa uderzyć i żaden z nich tego nigdy nie zrobił. I przekonują się pomału, że bez siły, bez przemocy można osiągnąć cel. Na początku rywalizowali między sobą. Mój pies lepszy, mój to potrafi, a twój nie. Teraz tworzy się zespół. Ci, którzy są po raz drugi czy trzeci, podpowiadają nowicjuszom.

Cela i więzienie to zamknięty świat, w którym tylko twardym udaje się funkcjonować. Na boisku, z psami, zdejmują maski twardzieli, nie wstydzą się rozmawiać z psem, drapać po brzuchu, przytulać.

***

Gdy jest przerwa w ćwiczeniach, Tomek siada na trawie koło Borysa, dużego kudłatego malamuta, tarmosi go za uszy i przemawia: Pod celę bym cię wziął i byś ze mną na łóżku spał, ale nie wolno. Tomek siedzi już osiem lat, do końca jeszcze dziewięć, a do pierwszej wokandy siedem. Wyrok ma za zabójstwo, ale nie czuje się mordercą. To było pobicie, nie miał zamiaru zabić. Miał 17 lat. Potem matkę na osiedlu palcami wytykali. W jego rodzinie nikt nie siedział, on pierwszy, czarna owca.

Planował iść teraz do szkoły, kucharza zrobić, żeby na wolności nie zaczynać z niczym, ale jeszcze nie prosił o przeniesienie (szkoła kucharska jest w Czarnym i w Potulicach), chce w Hajnówce zostać do końca programu. Ma być jeszcze czwarta edycja. Jak się przeniesie, to tam już piesków nie będzie. A to najlepsza przygoda jego życia od ośmiu lat. Na boisku jest przestrzeń, światło.

Jak człowiek tyle lat siedzi, to zatraca uczucia. Pod celą nie ma przyjaciół, znajomych. Cały czas trzeba się pilnować, żeby za dużo nie powiedzieć. Nie odsłonić się. A z Borysem można bezpiecznie pogadać. Chciałby, żeby Borys znalazł dom.

W psie wszystko jest fajne

Psy wybiera się jak najmłodsze, najładniejsze, koniecznie zdrowe i najlepiej rasowe albo w typie rasy. Takie mają większe szanse na adopcję. Więźniowie zresztą też są wyselekcjonowani. Kwalifikuje psycholog. Na więziennym boisku spotykają się dwie elity. Myśleli, że szkolone psy łatwiej znajdą nowych właścicieli. Ale, niestety, cała druga edycja dalej siedzi w schronisku, a z pierwszej ludzie pobrali i powracały.

Pierwszą edycję programu areszt w Hajnówce zorganizował z własnych środków. Znaleźli sponsorów na zakup klatek do przewozu psów, akcesoriów do szkolenia, zabawek, obroży, smyczy. Na drugą dostali 50 tys. zł dotacji unijnej. Trzecia znowu za własne.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną