Społeczeństwo

Działanie nr 8

Tychy zaatakował kapitalizm

W 2013 r. tyski Fiat ma wyprodukować mniej niż 300 tys. aut. W 2013 r. tyski Fiat ma wyprodukować mniej niż 300 tys. aut. Stanisław Ciok / Polityka
Tychy właśnie zostały zaatakowane przez globalny kapitalizm: fabryka Fiata, równie tradycyjnie tutejsza jak piwo – największy pracodawca w mieście, drugi największy zakład Fiata w świecie – zwalnia ludzi.
Wymiana zmian. Teraz nocna będzie likwidowana.Stanisław Ciok/Polityka Wymiana zmian. Teraz nocna będzie likwidowana.
Andrzej Czyżewski, architekt, który budował miasto. Bo Tychy były pionierskie.Stanisław Ciok/Polityka Andrzej Czyżewski, architekt, który budował miasto. Bo Tychy były pionierskie.
Alina Szymula. Zwolniona z fabryki po 28 latach. Ale o Fiacie złego słowa nie powie.Stanisław Ciok/Polityka Alina Szymula. Zwolniona z fabryki po 28 latach. Ale o Fiacie złego słowa nie powie.
Maria Lipok-Bierwiaczonek, dziś dyrektorka Muzeum Miejskiego. W Tychach od 1958 r.Stanisław Ciok/Polityka Maria Lipok-Bierwiaczonek, dziś dyrektorka Muzeum Miejskiego. W Tychach od 1958 r.
Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. Władze miasta muszą uporać się z Działaniem nr 8.Stanisław Ciok/Polityka Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. Władze miasta muszą uporać się z Działaniem nr 8.

Globalny kapitalizm zaatakował Tychy, sam natomiast został napadnięty przez globalny kryzys, którego do tej pory nikt oficjalnie nie odwołał. Dopóki nie odwoła, ludzie na świecie będą kupować mniej samochodów właśnie ze strachu przed kryzysem. – Motoryzacja to barometr sytuacji gospodarczej – mówi Bogusław Cieślar, kierownik biura prasowego Fiat Auto Poland SA. Rynek włoski, na którym sprzedawała się połowa całej produkcji tyskiej fabryki, pod względem popytu na nowe auta cofnął się do lat 70.

Z kolei wśród pracowników Fiata – kiedy wychodzą z pierwszej zmiany i pod bramą kupują od obwoźnych sprzedawców jabłka, drożdżówki i piwo – straszy nowe słowo: nadstan. Oznacza ono liczbę tyskich pracowników, która przestała być koncernowi potrzebna w procesie produkcji na skalę światową.

Kiedyś

Tychy pionierskie. Tyskich sloganów założycielskich, oficjalnych i zwyczajowych było kilka: na przykład „Tychy ósmy cud świata”. Na początku lat 60., gdy do budującego się miasta wlewały się wielkie fale osiedleńców, mówiło się: „Tychy miastem dzieci”. Co roku oddawano w mieście do użytku nową szkołę. Tychy były także „miastem zieleni”. – Deglomeracja Śląska – mówi Andrzej Czyżewski, architekt, który budował miasto. W deglomeracji chodzi o odciążenie duszących się w smogu wielkich miast regionu – to był wówczas urbanistyczny model światowy, tak rozwijał się Londyn. Małżeństwo Czyżewskich – wilnianka i warszawiak – wygrało konkurs na projekt kościoła w Tychach. Andrzej Czyżewski opowiada o pierwszym przyjeździe do miasta w 1958 r.: już z autobusu widoczne lasy dźwigów, przyzwoity krajobraz, góry na horyzoncie. Zostali w Tychach na życie – było w tym pozytywistyczne marzenie o jasnym mieście dla szczęśliwych ludzi, jak u Żeromskiego. Nowe ulice – prócz obowiązkowych imion bohaterów Polski Ludowej – nosiły imiona bajkowe, na przykład ul. Cyganerii albo ul. Elfów.

Tychy napływowe. Ale już nazwy tyskich osiedli były stechnokratyzowane – wystarczały litery alfabetu. W 1958 r. na osiedlu C zamieszkała z rodzicami Maria Lipok-Bierwiaczonek, dzisiaj etnografka i socjolożka, dyrektorka Muzeum Miejskiego. Rodzina przeprowadziła się z pobliskiego Mikołowa, było to wtedy jak skok cywilizacyjny – spod węglowego pieca do mieszkania z centralnym ogrzewaniem. Także energia obu miast była różna – po śląsku ułożony Mikołów i na gorąco kształtujące się Tychy. W mieście osiedlali się repatrianci z drugiej fali, po 1956 r. – przyjeżdżali zza Buga całymi wioskami, w nowe miejsce przenosili stare więzi. Przyjeżdżali poszukiwacze pracy z całej Polski, mieszali się z miejscowymi. – W szkole podbijano naszą dumę, że żyjemy w całkiem nowym mieście – pamięta Maria Lipok-Bierwiaczonek. Ale pod koniec lat 60. impet rozwojowy Tychów zaczął wyhamowywać. Literowe osiedla stały tylko po północnej stronie torów kolejowych i brakowało już mieszkań dla dorosłych dzieci pionierów. – Aż kiedyś, na początku lat 70., wracam do domu ze studiów i widzę z autobusu, że na południe od torów, na ten rajski teren naszych spacerów, wjechały koparki. Byłam zrozpaczona.

Budowały się bloki dla pracowników Fabryki Samochodów Małolitrażowych – osiedla M i H. Włoski Fiat stawiał fabrykę kilka kilometrów dalej, w polu. Tyscy pionierzy nie polubili nowych – domy budują nie dla nich, tylko dla tych samochodziarzy. Kilka lat później, zbierając materiały do pracy doktorskiej, Maria Lipok-Bierwiaczonek bywała w fiatowskich hotelach robotniczych w Tychach. Okazało się, że ci nowi robotnicy byli do miasta rekrutowani z całej Polski – przyjeżdżały całe rodziny i wsie, podobnie jak u repatriantów 20 lat wcześniej. Jednak byli znacznie bardziej niecierpliwi niż pierwsi tyszanie – narzekali, że bloki stoją na wygwizdowie, że toną w błocie, że wszędzie mają daleko. – Na osiedlu M powstał z myślą o technicznej kadrze włoskiej sklep z włoskimi specjałami, ale dostępny dla wszystkich – pamięta Andrzej Czyżewski. Trwała dekada Gierka – ci nowi chcieli żyć na lepszym poziomie tu i teraz.

Teraz

Tychy pozwolnieniowe. Pół godziny przed końcem pierwszej zmiany na parking pod fabryką zjeżdżają stada autobusów. Bezpłatnie odwiozą pracowników do domów, a rano przywiozą do pracy, zabierając do domów tych z nocnej zmiany – rytuał powtarza się od 40 lat. Za bramę wychodzą ostańcy, bo tak mówi się w mieście na tych, którzy utrzymali pracę. Ale nawet ostańcy, pijąc piwo w oczekiwaniu na napełnienie się autobusów, najczęściej mówią o nadstanie i zwolnionych kolegach. Ostańców jest 3400, nadstańców było 1450. – Kapitalista przychodził do ludzi ze zwolnieniami parę dni przed Bożym Narodzeniem, nawet na nocnej zmianie – mówi Damian, zgrzewacz z pięcioletnim stażem. Mówi się także o pani Basi, która przez pomyłkę dostała wymówienie, choć ma na utrzymaniu córki, i umarła na zawał serca. Pogrzeb był miesiąc temu, dużo fiatowców przyszło. Fiatowcami nazywa się w Tychach pracowników fabryki – wciąż z szacunkiem, bo firma zasiedziała, chociaż włoska, ale tutejsza. – Wiedzieliśmy, że mają być zwolnienia grupowe, jednak skala nas zaskoczyła – mówi Wanda Stróżyk, szefowa zakładowej Solidarności, zatrudniona od 25 lat, na początku zajmowała się wydawaniem detali konstrukcyjnych w magazynie wysokiego składowania. – Minione dwa lata w fabryce były dla pracowników jak powolne zabójstwo, jakby łeb kłaść pod topór i dawać sobie odcinać po troszeczku – dodaje przewodnicząca.

Kapitalistyczny kryzys szalał na świecie, a tyski Fiat obserwował słupki sprzedaży. Z ponad 600 tys. aut wyprodukowanych w mieście w 2009 r. do mniej niż 300 tys. w prognozach na 2013 r. – Przez ten czas – mówi Stróżyk – ludzi zwalniano na raty, po kilkanaście, kilkadziesiąt osób, z paragrafu nieprzydatność. Ludzie żyli w ciągłej niepewności, na kogo padnie następnym razem. Przychodzili do mnie się żalić.

Słupki wciąż spadały w całej branży motoryzacyjnej. – 98 proc. produkcji tyskiej fabryki idzie na eksport – mówi Bogusław Cieślar. Te niecałe 2 proc. sprzedawane w kraju można by wyprodukować w dwa dni w zwykłym trzyzmianowym ruchu. Teraz, po odejściu nadstańców, zmiana nocna będzie zlikwidowana.

Pełne fiatowców autobusy ruszają z parkingu według z dawna ustalonej choreografii. Po pięciu minutach nie ma już żadnego. Wiatr przegania po parkingu puszki po piwie.

Tychy socjalne. Nie widzę tego miasta bez Fiata – mówi Alina Szymula, kiedyś kontrolerka jakości na matrycarni. W Fiacie pracowała przez 28 lat, od pierwszego Fiata 126p, zwanego maluchem, który zjechał z taśmy fabryki w 1973 r. Zakład nazywał się wtedy Fabryka Samochodów Małolitrażowych i organizował pracownikom życie – od przedszkola dla dzieci i mieszkań, przez stołówki na każdym wydziale, własną służbę zdrowia, domy wczasowe, własne stawy rybne i sady jabłoniowe, a nawet rejsy po Adriatyku z Jacht Klubem działającym przy firmie. Zależnie od liczby dzieci dostawało się przydział na małego lub dużego Fiata. Pani Szymula zdobyła nawet nagrodę pracowniczą z okazji ukończenia wyższych studiów przez córkę.

W czasie przełomu ustrojowego było co prawda nieco biedniej, były nawet strajki załogi, ale kiedy w 1992 r. okazało się, że Włoch jak się familiarnie nazywa właścicieli fabryki – nie zamierza odchodzić z Tychów, ale tylko zmienia nazwę na Fiat Auto Poland SA, fiatowski socjal powrócił. Jednak już nie z takim rozmachem – likwidowano domy wczasowe, ludzi w fabryce zastępowały roboty. Kapitalista, który przez 20 lat dzielił się z pracownikami swoim bogactwem, teraz ciął koszty. Socjalizm – reprezentowany przez postpeerelowskiego robotnika przyzwyczajonego do pracy w jednej fabryce przez całe życie – nie pojmował zmian, starzy fiatowcy mogli poczuć się opuszczeni przez Wielkiego Fiata.

Rządziły już tylko światowe słupki popytu na samochody. W 2001 r. poleciały na łeb i tyski Fiat przeprowadził grupowe zwolnienia – Alina Szymula straciła pracę pięć lat przed emeryturą. Pamięta, jak płakała, gdy poszła do zakładu zabrać swoje rzeczy z szatni i nie została wpuszczona. Ciężko się rozchorowała. – Przez Fiata – mówi. Ale nie da powiedzieć o fabryce złego słowa. – Bardzo dobra fabryka – uważa. Po 2001 r., kiedy słupki popytu poszły w górę, Fiat ogłosił rekrutację i przyszło kilkunastu chętnych na jedno miejsce.

Tegoroczne zwolnienia widać po światłach w oknach fiatowskiego osiedla H. Kiedyś o 5.00 rano całe bloki były rozświetlone, ludzie szykowali się do pracy. Teraz, gdy Alina Szymula wygląda przez okno o godzinie pracowniczej pobudki – pali się w kilku oknach w bloku naprzeciwko.

Tychy ratunkowe. W Tychach, gdzie sięga śląska Specjalna Strefa Ekonomiczna, relacje pomiędzy dużymi pracodawcami a magistratem urzędnicy określają jako stałe robocze. Przy Fiacie można jednak powiedzieć: przyjacielskie. Tym większe było zdziwienie w Urzędzie Miasta Tychy, gdy spółka ogłosiła, ilu ludzi zwolni. Prezydent miasta zwołał naradę gabinetową. – W tydzień mieliśmy gotowy szkic programu pomocowego dla zwalnianych pracowników Fiata i pracodawców, którzy chcieliby ich zatrudnić – mówi Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. Według planu, nadstańcy byliby dosłownie brani za rękę za bramą fabryki Fiata, prowadzeni do nowego pracodawcy przez opiekunów socjalnych. Program prezydencki zakładał pomoc 820 osobom – z których tylko ok. 300 mieszka w Tychach, bo do zakładu dojeżdżają także pracownicy z Oświęcimia, Chrzanowa, Bielska-Białej – a kosztować miał 16 mln zł. Tyscy urzędnicy pojechali z projektem do Warszawy – w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej pochwalono ich za dobrą robotę, ale 16 mln nie dostali. – Usłyszeliśmy, że te instrumenty nie są do zastosowania w obowiązującym stanie prawnym – mówi prezydent. Dostali ponad 5 mln zł z pieniędzy ustawowych na walkę z bezrobociem.

W magistracie uważają, że biorąc pod uwagę kiepską sytuację światowego rynku motoryzacyjnego, tyski Fiat zachował się fair. Dał odchodzącym sowite odprawy. – Od 9 do 18 pensji miesięcznych, w zależności od stażu pracy, podczas gdy odprawa ustawowa to maksimum trzy pensje – mówi rzecznik Cieślar. Urzędnicy wiedzą jednak także, że kłopot polega na braku nowego modelu Fiata, który byłby produkowany w Tychach – nie ma następcy Pandy. Może, mówią w magistracie, gdyby w 1992 r. rząd nie oddał Włochom zakładu za przysłowiową złotówkę, a także gdyby nie ustanawiał obowiązujących do tej pory preferencji podatkowych dla tyskiego Fiata – można by pewniej negocjować pozostawienie produkcji Pandy w mieście?

Tychy rachunkowe. Działaniem nr 8 nazywa się w urzędach pracy ósmy punkt unijnego programu Kapitał Ludzki, dotyczący zwalczania bezrobocia z przyczyn ekonomicznych. Przy Działaniu nr 8 zaczynają się nerwy, bo to z jednej strony konkretna matematyka, a z drugiej gra losowa. – Chodzi o to, że ustawowe działania przeciw bezrobociu są obramowane barierami zarówno krajowymi, jak też unijnymi – tłumaczy Katarzyna Ptak, dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Tychach. Bezrobotni z Fiata trafiają więc do szufladek – wedle wieku, stanu zdrowia, wykształcenia – ale zgodnie z Działaniem nr 8 unijne pieniądze zostaną wypłacone tylko na tych, którzy nie mają pracy krócej niż przez pół roku. To część matematyczna. Losowa polega na tym, żeby wniosek został rozpatrzony w Brukseli pozytywnie i na czas. – Wysłaliśmy – mówi Katarzyna Ptak – teraz siedzimy jak na szpilkach.

Tymczasem ze słupków stóp bezrobocia wynika, że liczba ludzi bez pracy przed i po zwolnieniach w Fiacie wzrosła o niecały 1 proc. i wynosi w mieście połowę tego, co w kraju, czyli 7,8 proc. – to dokładnie 4934 zarejestrowanych bezrobotnych, w styczniu o 627 więcej niż miesiąc wcześniej. Ale w tym samym czasie przybyło 580 ofert pracy – najczęściej proponowane posady to opiekun osób starszych, elektryk, budowlaniec, telemarketer. Nadstańcy z Fiata mają ma rynku dobrą renomę. – Jestem spokojny o to, że znajdą pracę – mówi Andrzej Czyżewski. Tego samego zdania jest prezydent miasta.

Ofert pracy przybyło, bo w miasto poszła wieść, że są pieniądze na tworzenie nowych miejsc pracy. Jednak jest jeszcze jeden kłopot: fiatowcy nie znają rynku pracy i denerwują się, że oferty są tak nisko płatne – można zarobić nie więcej niż 2 tys. zł brutto. – Jest problem z bezrobotnymi w Tychach, ale on się ujawni później – mówi prezydent Dziuba. Do tej pory nawet miejska kasa nie odczuła zwolnień – nadstańcy zapłacili podatek od odpraw z Fiata.

Pierwszego dnia po zwolnieniu do urzędu pracy w Tychach zgłosiło się 627 osób.

Tychy Krzysztofowe. Nadzieja w św. Krzysztofie, mówią w związkach zawodowych fabryki Fiata w Tychach. Mówią żartobliwie, ale św. Krzysztof – patron kierowców – jest z miastem związany od 1983 r., kiedy rozpoczęto budowę kościoła pod jego wezwaniem. Fiat w Tychach miał wtedy 10 lat, większość tyskich kierowców przyklejała do desek rozdzielczych aut ryngrafy ze świętym. Pasował jak stworzony dla Tych – stolicy motoryzacji. Przez lata biskup w odpust św. Krzysztofa święcił tu samochody. W 1997 r. Krzysztof został oficjalnym patronem miasta.

Tychy poszukujące. Kiedy w zakładzie ogłosili, że można brać odprawy i odchodzić z Fiata dobrowolnie, Arek, zgrzewacz i tłoczarz, zgłosił się od razu. Fabryka plotkowała, że kapitalista będzie przenosił produkcję części do zakładu w Serbii, a chociaż w centrali Fiat Auto Poland SA mówią, że to nieprawda, Arek wziął pieniądze i poszedł kupić telewizor. Teraz spotyka się z kolegami z fabryki jako wolny człowiek i oni mu mówią, że Fiat się przeliczył – za dużo ludzi wzięło odprawy i ostańcy są proszeni o zostawanie w pracy po godzinach, bo nie ma kim robić samochodów.

Więc poszła w miasto nowa plotka: Fiat pozwalniał, to teraz będzie przyjmował.

Polityka 10.2013 (2898) z dnia 05.03.2013; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Działanie nr 8"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną