Społeczeństwo

Przemoc jak narkotyk

Dlaczego niektórzy rodzice potrafią skrzywdzić własne dziecko?

Przemoc wobec dzieci jako problem społeczny została zauważona dopiero w latach 50. XX w. Przemoc wobec dzieci jako problem społeczny została zauważona dopiero w latach 50. XX w. Antoine Juliette/Ordia / BEW
O tym, jak to się dzieje, że w porządnym domu maltretuje i zabija się dziecko - mówi Jolanta Zmarzlik, psycholog i biegły sądowy.
Jolanta Zmarzlik – specjalistka od diagnozy, interwencji, terapii rodzin i dzieci doznających przemocy oraz wykorzystania seksualnego z Fundacji Dzieci Niczyje.Tadeusz Późniak/Polityka Jolanta Zmarzlik – specjalistka od diagnozy, interwencji, terapii rodzin i dzieci doznających przemocy oraz wykorzystania seksualnego z Fundacji Dzieci Niczyje.

Artykuł w wersji audio

Joanna Drosio-Czaplińska: – Po lekturze reportażu Mariusza Szczygła o kobiecie, która zakatowała 6-letniego pasierba, a dziś pracuje w MEN i jest nauczycielką, minister edukacji Krystyna Szumilas zapowiedziała natychmiastowe zmiany w przepisach. Po odsiedzeniu 10 lat z 15-letniego wyroku i jego zatarciu zabójczyni wróciła do pracy z dziećmi – bo takie jest dziś prawo. Mogła być niebezpieczna dla dzieci?
Jolanta Zmarzlik: – Pamiętam tę sprawę jeszcze z lat 80., bo mówiła o niej cała Polska. Ewa T. (zachowujemy imię użyte w reportażu – red.) przez trzy lata wychowywała pasierba. Maltretowała go systematycznie i metodycznie. Chłopiec był bity, kopany, zrzucany ze schodów, przytapiano mu twarz w talerzu z zupą – to miał być system kar. Dziecko nie przeżyło maltretowania. To właśnie pod wpływem tamtej historii po raz pierwszy dotarło do ludzi w Polsce, że dramaty mogą dziać się w tak zwanych dobrych domach, a Maria Łopatkowa powołała Komitet Ochrony Praw Dziecka. Pierwszą w naszym kraju instytucję broniącą praw dzieci i uświadamiającą ludziom, że dzieciom przysługują takie same prawa człowieka jak dorosłym.

A czy ta kobieta po latach wciąż mogła być niebezpieczna? A kto takie rzeczy robi dziecku? No przecież nie ktoś, kto jest empatyczny, odczuwa cierpienie ofiary, nie czerpie satysfakcji z bezbronności i całkowitej zależności od siebie drugiego człowieka. Czy przepracowała tę tragedię, tego nie wiem. Wiem jednak, że wciąż brakuje nam podstawowej wiedzy o mechanizmach przemocy domowej i bicia.

Jakie to mechanizmy?
Poczynając od bazowego – klaps, szarpnięcie, potrząśnięcie początkowo przynoszą efekt. Dziecko jest przerażone, bo nie rozumie tego, co się wydarzyło. Dorośli odruchowo sięgają więc po kary cielesne w sytuacjach dla siebie trudnych. Tylko że następnym razem klaps już nie działa, nie ma efektu „załatwienia sprawy” i trzeba uderzyć mocniej. To działa jak narkotyk, wciąż trzeba zwiększać dawkę.

Ale pomysły, które przychodzą opiekunom dzieci do głowy, stają się niewyobrażalnie sadystyczne – tak jakby nie chodziło już o karę, tylko odwet za całe swoje życie. I to jest kolejny mechanizm. Ludzie wyrażają złość, nienawiść, zrzucają odpowiedzialność za swoje niepowodzenia na bezradne dziecko, które przecież nie jest w stanie sięgnąć po przemoc. Na ogół też sprawcy przemocy sami w dzieciństwie byli bici, krzywdzeni, nieszanowani i samotni. Swój ból maltretowanego dzieciństwa zagłuszają wybuchami agresji. Biją i poniżają innych, bo tylko wtedy mają poczucie kontroli nad światem, bo będąc oprawcą, nie są ofiarą.

Mówią wprost: „Przez ciebie zmarnowałam życie”, „To twoja wina, że ojciec nas porzucił, darłaś się po nocy”.
Ubliżają, poniżają, krytykują, zawstydzają. Ludzie po przemocy domowej cierpią przez całe życie. Tego debila czy kretyna, jakim nas nazywano, nie usunie z pamięci nawet Nagroda Nobla. I nie chodzi tylko o pamięć o konkretnych zdarzeniach, bo te bywają czasem jeszcze na etapie dzieciństwa wyrugowane – tak pracuje nasz system nerwowy, chronią nas mechanizmy obronne. Brutalna przemoc fizyczna i psychiczna doznawana w bardzo wczesnym dzieciństwie, w okresie kiedy dziecko pozornie nic nie rozumie, może spowodować nieodwracalne zmiany w funkcjonowaniu mózgu. Zalewający go kortyzol (hormon stresu) może na zawsze zniszczyć komórki nerwowe, połączenia między nimi.

Bici – biją.
Najczęściej. Nieprawdą jest oczywiście, że każdy bity katuje potem swoje dzieci, ale fakty mówią, że taki człowiek nie ma umiejętności tworzenia zdrowych relacji. Jeśli nie jest katem – jest ofiarą i wybiera sobie stosującego przemoc partnera. Jest taka teoria – dramatycznego trójkąta, który tworzą prześladowca, wybawiciel i ofiara. To role odgrywane w domu, w którym dochodzi do nadużyć psychicznych i fizycznych. I wybawiciel (czyli na przykład dziecko), i prześladowca (sprawca przemocy) czują się silni, sprawczy, ale z czasem ofiara, która już nie ma siły znosić poniżania, sama staje się prześladowcą – zwykle właśnie wobec dziecka. Za to prześladowca może poczuć się winny i stać się wybawicielem. To przewrotna gra, żonglerka rolami, które się zna, bo nie zna innych.

Wszystko się zamazuje – odpowiedzialność, wina. Choć stereotypowa przemoc domowa polega na tym, że tłucze mężczyzna, a kobieta i dzieci się boją. Cierpiąca i wyrozumiała matka Polka potem ociera dziecku łzy.
Z badań wynika, że akurat dzieciom zdecydowanie częściej daje klapsy mama. Być może dlatego, że to ona zajmuje się dziećmi. Ale też dlatego, że nie umie inaczej, nie radzi sobie. Było dla mnie szokiem, gdy zobaczyłam, co dzieje się w ośrodku, do którego trafiają kobiety i dzieci po doświadczeniu przemocy domowej. Dzieci darły się i płakały, matki krzyczały na nie bezlitośnie – i biły. Uciekły od sprawcy i same się nim stawały! Odreagowywały na dzieciach, a dzieci na młodszych dzieciach. A jeśli w rodzinie odseparowanej od sprawcy był nastolatek, który w przemocowym domu był obrońcą matki, to teraz przejmował rolę sprawcy. Niebywałe! Jak widać, samo odseparowanie kobiety z dziećmi od sprawcy przemocy nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Potrzebna jest terapia, edukacja, bo ktoś, kto przez lata podlegał nieuświadamianym przez siebie mechanizmom, nie ma szans się od nich uwolnić tak po prostu.

A przynajmniej uświadomiliśmy już sobie wystarczająco jako społeczeństwo, że przemoc może występować także w dobrych domach – u lekarzy, prawników, polityków?
Jeśli uwzględnimy, że jeszcze 20 lat temu normą było bicie po wywiadówce za złe stopnie, za złą odpowiedź linijką po rękach – a typowymi narzędziami tortur były smycz, skakanka, sznury od żelazka – to coś się zmieniło. Dziś tylko 5 proc. Polaków uważa bicie za metodę wychowawczą. Ale też 75 proc. wciąż myśli, że klaps, szczególnie ten „dawany z miłością”, nie jest zły, a do lekarzy wciąż trafiają dzieci z rozdzierającymi serce charakterystycznymi śladami.

Jakie to ślady – te charakterystyczne?
Na przykład te po przypalaniu papierosem – na plecach, tułowiu, głowie. Rodzice tłumaczą, że to ślady po ospie: „dziecko ma strupy i je rozdrapało”. Kluczem jest to, że ślady po ospie goją się równomiernie, po przypaleniu zostają jednocześnie blizny i strupy, bo znęcanie trwa. Najczęściej dotyczy to dzieci malutkich, jeszcze leżących, które nie mogą uciec, gdy boli. Inne częste ślady to ugryzienia. Rodzice tłumaczą, że ugryzło inne dziecko. Mierzy się wówczas odstęp między kłami – jeśli jest większy niż 3 cm, oznacza to, że to nie było inne dziecko. Są też ślady po pasie, po żelaznych uściskach – za ramię, łokieć, kark. Jest kopanie, wykręcanie rąk, nóg. Dodajmy, że mówimy o przemocy wobec dzieci malutkich, do siódmego roku życia. Dzieci do trzeciego roku życia bardzo często mają złamania od potrząsania poprzez szarpanie za ręce. Czy mam mówić jeszcze?

Katujący rodzice nierzadko trują też swoje dzieci. Gdy płacze – żeby przestało, smarują wnętrze buzi substancjami, od których dziecko może nawet umrzeć. Dość popularną formą znęcania jest oparzenie. Np. wtedy, gdy rodzice chcą, żeby przestało już sikać w pieluszkę. Wpadają na pomysł, by zanurzyć pupę malucha w gorącej wodzie. Po tym też są charakterystyczne ślady, bo dziecko siłą odruchu wypręża się i ma na plecach ślad w kształcie jaja, a na dłoniach i stopach w kształcie skarpetek i rękawiczek.

Straszne. To sadyzm.
Ale przemocą jest też popularne wciąż karmienie na siłę, łyżeczką – jak gęś. Można w ten sposób uszkodzić miękkie części podniebienia albo zadławić treścią pokarmową. Jest też syndrom dziecka potrząsanego, o którym mało się mówi, a powinno, bo to naprawdę częste. Gdy rodzic nie radzi sobie z płaczem dziecka – potrząsa nim. No i maluch przestaje płakać. Albo ze strachu, bo nie wie, co się dzieje, albo z urazu, którym jest wstrząśnienie mózgu. Kilkumiesięcznemu dziecku niewiele wystarczy, żeby nastąpiły mikrowylewy. Objawia się to wymiotami, ale nikt nie zwraca na to uwagi, ponieważ dzieciom często się ulewa. I tak dziecko sobie z tym żyje, a potem ma mniejsze zdolności ruchowe, problemy w nauce.

Jak to się dzieje, że ludzie są zdolni do okrucieństwa wobec dzieci? Ewa T. mówiła w sądzie, że to dla niej samej nie do pojęcia, jak mogła tak się zatracić w tych karach, które stosowała, swoim zdaniem, wychowawczo.
To jednak pewnie bardziej zaszłość historyczna niż ludzka natura. W minionych wiekach traktowano dzieci z wielkim okrucieństwem – ale też okrucieństwo było wpisane w historię. Wojny, bestialstwa to były masowe doświadczenia. A jednocześnie przez całe wieki uważano, że dziecko to taki dorosły, tylko mały i głupi. Że dziecko rodzi się ze swojej natury złe i rolą dorosłego jest złamanie go siłą, żeby wyrosło na porządnego człowieka. Że jest własnością rodziców. Przemoc wobec dzieci jako problem społeczny została zauważona dopiero w latach 50. XX w., bo pewnego lekarza radiologa zastanowiło, dlaczego dzieciaki do trzeciego roku życia tak często mają blizny i złamania kości długich, i to w tych samych miejscach – ale jeszcze wtedy nic z tego nie wynikło. Na szczęście to się zmienia.

Ale nie według naszego Kodeksu karnego. Zabicie dziecka w następstwie znęcania się nad nim wciąż karane jest nie dożywociem – jak inne morderstwa – ale najwyżej karą 15 lat, za pobicie.
A nawet mniejszą, 12 lat, bo w Polsce, gdy rodzic skatuje dziecko, odpowiada z innego paragrafu niż wtedy, gdy skatuje sąsiada. Odpowiada „tylko” za przemoc domową, zagrożoną jeszcze mniejszą karą. Prawdopodobnie to właśnie pochodna myślenia, że dziecko jest własnością rodziców, że rodzic chce dobrze, bo bicie może być metodą wychowawczą, tylko że czasem to bicie wyrywa mu się to spod kontroli.

Jednak odbieranie dzieci z rodzin stosujących przemoc, jeśli tylko te rodziny wydają się porządne, jak w głośnym przypadku z Krakowa, budzi ogromny społeczny opór.
Bo panuje powszechne przekonanie, że odbiera się dzieci rodzicom, którzy nie mają pieniędzy. Rzecz w tym, że problem rodziców, którzy nie radzą sobie z dziećmi, nie polega na braku pieniędzy, a rozwiązanie problemu przemocy domowej wymaga świadomości i zaangażowania dorosłych. Bicie i podtapianie w talerzu z zupą zawsze jest sytuacją potencjalnie zagrażającą życiu.

Pytanie, co dalej. Panuje przekonanie, że dzieckiem lepiej niż placówka zajmie się dalsza rodzina, na przykład dziadkowie.
I to jest kolejny dramat. Pamiętam sprawę sprzed lat, jedną z pierwszych medialnych, gdy zabrano matce dziecko, bo je katowała. Krzyś miał rok i dwa miesiące. Wtedy pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, w której na zdjęciu rentgenowskim widać było wbite w główkę dziecka szpilki. Nietrudno było to zrobić, bo kości czaszki malucha są miękkie. Ostatecznie wylądował u babci – osoby, która maltretowała swoją córkę, a jego matkę. Ale sąd stwierdził, że gdzie będzie dziecku lepiej niż u rodziny. Brak wiedzy o mechanizmach przemocy domowej u sędziów wydających wyroki aż boli. Dlatego uważam, że nie powinniśmy kłaść nacisku na dobro rodziny, tylko na dobro dziecka. Ale nade wszystko powinniśmy uczyć ludzi, na czym polega problem z przemocą w domu i dlaczego wejście na tę ścieżkę – pierwszy klaps – zawsze jest niebezpieczne. Lepiej od początku szukać innych metod.

Jolanta Zmarzlik – specjalistka od diagnozy, interwencji, terapii rodzin i dzieci doznających przemocy oraz wykorzystania seksualnego z Fundacji Dzieci Niczyje. Wydaje opinie psychologiczno-sądowe jako biegły, wykłada w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.

Polityka 27.2013 (2914) z dnia 02.07.2013; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Przemoc jak narkotyk"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną