Społeczeństwo

Jacy są jedynacy

Jak to jest być jedynym dzieckiem?

Według najnowszej Diagnozy Społecznej, jedynaków, którzy nie skończyli 15 lat, jest w Polsce prawie 1,7 mln. Według najnowszej Diagnozy Społecznej, jedynaków, którzy nie skończyli 15 lat, jest w Polsce prawie 1,7 mln. Mirosław Gryń / Polityka
Blisko połowa dzieci wychowujących się dziś w polskich domach to jedynacy. To, co kiedyś było budzącym troskę wyjątkiem, dziś staje się normą. Być jedynym dzieckiem, co to właściwie znaczy?
Jak zauważają niektórzy autorzy, jedynacy przeżywający dzieciństwo pod nieustanną kontrolą dorosłych i zdani na ich wolę, we własnej dorosłości mogą czuć pociąg, by samemu kontrolować wszystkich i wszystko.Mirosław Gryń/Polityka Jak zauważają niektórzy autorzy, jedynacy przeżywający dzieciństwo pod nieustanną kontrolą dorosłych i zdani na ich wolę, we własnej dorosłości mogą czuć pociąg, by samemu kontrolować wszystkich i wszystko.
Ronald i Lois Richardson relacjonują, że w ostatecznym rozrachunku bardzo wielu jedynych poprzestaje na jednym potomku lub w ogóle rezygnuje z rozmnażania.Mirosław Gryń/Polityka Ronald i Lois Richardson relacjonują, że w ostatecznym rozrachunku bardzo wielu jedynych poprzestaje na jednym potomku lub w ogóle rezygnuje z rozmnażania.

Artykuł w wersji audio

U Moniki i Błażeja uroczystości rodzinne wyglądają tak. Są państwo K., rodzice Błażeja, państwo R., rodzice Moniki oraz 2-letni syn Moniki i Błażeja – Tomek. Gdy mały, usadzony w centralnym punkcie stołu, je zupkę, sześć par dorosłych oczu w napięciu śledzi drogę łyżki do jego buzi.

Według najnowszej Diagnozy Społecznej, jedynaków, którzy nie skończyli 15 lat, jest w Polsce prawie 1,7 mln. Wychowują się w ponad 40 proc. gospodarstw, w których są dzieci. To odsetek większy niż kiedykolwiek w przeszłości. Jolanta Fedak, była minister pracy, w ubiegłym roku straszyła wręcz, że grozi nam społeczeństwo jedynaków. Grozić nie ma co, bo we współczesnej nauce nie znalazły potwierdzenia rozpowszechnione dawniej poglądy o wpisanej w jedynactwo patologii. Z pewnością natomiast społeczeństwo w coraz większym stopniu tworzone przez ludzi bez rodzeństwa będzie inne od znanego dotychczas.

Potencjały

Jakie będzie społeczeństwo jedynaków – to nie jest do końca jasne. Wiele prowadzonych przez dekady badań skutków wychowania pojedynczych dzieci przynosiło sprzeczne rezultaty. A to okazywały się egocentryczne, egoistyczne, niedojrzałe i przemądrzałe, a to – nad wiek dorosłe, odpowiedzialne i zaangażowane społecznie.

Dr Piotr Połomski z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego ocenia, że błąd tkwił głównie w dzieleniu grup do badań od sztancy – na jedynaków i resztę świata. A rzecz jest bardziej zniuansowana. Jedynactwo, mówiąc językiem nauki, to zmienna pośrednicząca – sprawia, że wpływ rodziców na dziecko staje się wyraźnie silniejszy niż w rodzinach zbudowanych według modelu dwa plus dwa i więcej.

Mechanizm działa tak: im mniej osób w rodzinnym systemie, tym gęstsza komunikacja i silniejsze powiązania między tymi, którzy ten system tworzą. Jedyne dostaje od rodziców więcej wszystkiego – jeśli są emocjonalnie dojrzali, ma silniejsze poczucie bezpieczeństwa i jest bardziej zadowolone z życia niż dzieci, które doczekały się rodzeństwa lub przyszły na świat jako kolejne w rodzinie. Jeśli jednak ojciec czy matka są osobami gwałtownymi, nie radzą sobie z życiem i samymi sobą, jedyne dziecko staje się wyłącznym odbiorcą ich destrukcyjnych reakcji. Co więcej, ojcom i matkom jedynaków łatwo popaść w skrajności – rozpuścić potomka lub, przeciwnie, wdrożyć przesadną dyscyplinę, by udowodnić rodzicielskie kompetencje – okazję wszak mają tylko raz. Rodzice jedynych to często ci starsi, wykształceni, którzy we wcześniejszych latach realizowali aspiracje związane z karierą i pieniędzmi. Psychologowie nazywają to syndromem totalnej inwestycji.

A jeśli rodzice zmagają się z poczuciem winy, a często tak się zdarza, w intensywności emocji relacja ojców i matek z jedynymi może przewyższać inne rodzinne związki. Zdaniem prof. Jarosława Jagieły, pedagoga z Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, w rodzicach poczucie winy budzi się zwłaszcza wówczas, jeśli przed narodzinami jedynego stracili dziecko, przeżyli poronienie lub aborcję albo jeśli jedyne nie było dzieckiem planowanym. Wtedy jest inwestycja totalna, z emocjonalnym tornado.

A przecież na rodzicach się nie kończy. Bo jedno dziecko oznacza czworo dziadków i nawet ośmioro prababć i pradziadków. Długość życia się wydłuża. Pradziadków przybywa. Inwestycja totalna, prowadzona międzypokoleniowo przybiera na relacjach i zależnościach.

Ławka jednoosobowa

Na tak nawożonym rodzinnym gruncie jedynak czy jedynaczka wyrastają szybciej niż inne dzieci. Często na przykład prędzej, lepiej i mądrzej zaczynają mówić. Przyspieszone dojrzewanie zahacza i o wymiar fizyczny – według amerykańskich statystyk menstruacja u jedynaczek zaczyna się wcześniej niż u innych dziewcząt. Ale też, z drugiej strony, od początku do końca życia rodziny pozostając na pozycji najmłodszego. Bywa więc, że jedyne otrzymuje zawoalowany komunikat: „Nie rośnij!”. Oczekuje opieki i pomocy, choć dawno powinno już się usamodzielnić.

Oczywisty deficyt dotykający jedynych nawet z tych najbardziej wyrobionych rodzin to brak członka rodziny w podobnym wieku – kogoś do rozmowy o tym, co dzieci uważają za ważne (bo rodzice mają przecież inną hierarchię wartości). Terapeuci coraz częściej wspominają co prawda o dobrodziejstwach płynących z braku przymusu konkurencji i walki o uwagę rodziców (lepszej samoocenie i swobodzie), to jest wartość. Jednocześnie jednak niemal każdy pytany jedynak przyznaje, że na jakimś etapie życia zmagał się z pytaniem, czy jest normalny, typowy. Brak lustra, materiału porównawczego wśród rodzeństwa, skutkują mniejszą pewnością siebie.

Kłopot zaczyna się, gdy brak lustra idzie w parze z niedoborem rodziców. Krystyna Starczewska, dyrektorka 20 Społecznego Gimnazjum w Warszawie i nauczycielka z ponad 40-letnim stażem, coraz częściej obserwuje takie dzieci: w klasie zawsze siadają osobno, przez korytarze przemykają chyłkiem, nawet gdy ktoś je zagada, z oporami podnoszą wzrok znad smartfona; albo przeciwnie – nadaktywne, ciągle gadają, bywają agresywne, nie wyczuwają reakcji i intencji innych. Mówi o nich: dzieci osamotnione, nieprzetrenowane w kontaktach z ludźmi, zostawiane na całe dnie z ekranem – komputera, telewizora, telefonu. Nie muszą to być jedynacy. Ale jeśli są – to mają gorzej. Wejście w system edukacji w szkole albo przedszkolu to dla jedynych szczególnie silne doznanie. Szkoły nie są przystosowane do rozumienia jedynaków. Nie wspierają, nie asekurują.

 

Potem gdy dorastają, nieraz zaczynają ostrzej balować – brak umiejętności nawiązania kontaktu przez rozmowę próbują skompensować wspólnym paleniem lub piciem. Bo do rywalizacji się nie rwą. Psychologowie w większości podkreślają, że wbrew obiegowym poglądom jedyne bynajmniej nie chce rywalizować. Intelektualnie wyrośnięte nad inne, często rosło tak szybko, że nie zdążyło się emocjonalnie rozwinąć. W efekcie okazuje się wiotkie, bezradne i zagubione, zwłaszcza gdy wybuchają dziecięce kłótnie. Woli więc trzymać się na uboczu.

Według luźnych obserwacji polskich nauczycieli przedszkolnych, 6-letni jedynacy w testach gotowości szkolnej wypadają jako mniej samodzielni niż inne dzieci. Choć też mogą wydawać się zdolniejsze. Wytresowane do sukcesu, lepiej niż rówieśnicy wchodzą w polski anachroniczny system nastawionej na indywidualizm edukacji. Po pierwszym szoku okazuje się, że swobodnie im w towarzystwie dorosłych, więc i nauczycieli, których świadomie (bądź nie) owijają sobie nieraz wokół palca. Tyle że jeśli zobaczą, iż nie mają szans być doskonałe, mogą porzucić wysiłki. Bo wydaje im się, że rodzice wszystko robią doskonale i od razu, a nie miały szans obserwować innych dzieci, próbujących coś robić ileś razy i przeżywających po drodze porażki. Przywykły, że zawsze musi wyjść.

Projekt na tip-top

Na podobnej zasadzie jak z nauczycielami kilkanaście lat później jedyne dogadują się z przełożonymi. Tu rozbieżności między badaczami nie ma – jedyne dzieci to na ogół dobrzy pracownicy, starający się zadowolić swych szefów, skrupulatni i sumienni – choć, podobnie jak w czasach szkolnych, potrzebujący wsparcia i otuchy.

Jak zauważają niektórzy autorzy, jedynacy przeżywający dzieciństwo pod nieustanną kontrolą dorosłych i zdani na ich wolę, we własnej dorosłości mogą czuć pociąg, by samemu kontrolować wszystkich i wszystko. Są też szczególnie narażeni na pracoholizm. – Ma to związek z często obserwowanym u jedynaków perfekcjonizmem neurotycznym – tłumaczy Piotr Połomski. – Chodzi o analizowanie, rozmyślanie, wyprzedzanie sytuacji w myślach, szczególnie w kontekście możliwych niepowodzeń.

Na przykład G. Na własne spotkanie autorskie po wydaniu pierwszej książki przyszedł dwie godziny przed czasem. Mniej z powodu samej książki, a bardziej tego, czy w zakontraktowanej sali nie będzie duszno, kto przyjdzie, czy ludzie nie będą siedzieli za blisko, czy światło nie będzie za mocne i w ogóle, jaka będzie sala. Ostatecznie wynegocjował inną salę niż ta, która była wcześniej przygotowana, i samodzielnie, zgodnie z własną wizją, rozstawił w niej krzesła.

Badacze David Emerson i Jill Pit­keathley na podstawie kilkudziesięciu wywiadów z nieposiadającymi rodzeństwa konkludują jednak, że pod swoją dobrą na ogół pozycją zawodową i społeczną często skrywają oni emocjonalny chaos. Chętnie występują publicznie i brylują w bankietowych small talkach, prezentując się otoczeniu, tak jak kiedyś prezentowały się dorosłym – ale wewnętrznie wciąż pozostają delikatne jak pergamin, wrażliwe na zranienia i nieodporne na krytykę. Tak jak kiedyś trzymały się z dala od klasowych utarczek, w dorosłości unikają udziału w biurowych intrygach i przynależności do koterii. W wyznaniach wielu przewija się podobny sposób na zaspokojenie potrzeby własnej, niepodzielnej przestrzeni – radość z samotnej jazdy samochodem.

Partner na wyłączność

Na rynku matrymonialnym stają więc przed szczególnym wyzwaniem: w relacjach, w których powinna panować równowaga sił i brak wyraźnej hierarchii, jak zwykło się myśleć o współczesnych związkach, są przećwiczeni słabiej niż inni. Jeśli do tego we wczesnych latach byli zniechęcani do wyrażania uczuć i myśli, w dorosłości mogą z trudem się otwierać, budować partnerską intymność. Trudniej im przepraszać, bo rodzice, ich wyłączny przedmiot obserwacji, jak świat światem, rzadko przepraszają i przyznają się do błędów.

W dodatku z powodu siły wzajemnych powiązań trudniej, czy to dosłownie czy metaforycznie, rozstać się jedynemu z domem rodzinnym. Gdy L., dorosłej jedynaczce, matka wyznała, że nie podoba jej się mężczyzna, z którym L. się spotyka, ta posłusznie rozstała się z partnerem. Przez następne kilka lat wyrzucała matce, że to przez nią pozostaje singielką. Gdy wreszcie związała się z kolejnym partnerem, matka zasugerowała, by L. przyjęła oświadczyny, jeśli do nich dojdzie. Obecnie matka L. na bieżąco skrupulatnie recenzuje córce poczynania zięcia. Na razie mąż L. jest na plusie.

Doniesienia o sytuacji rodzinnej dorosłych jedynych są wzajemnie sprzeczne. Według części autorów jedynaczki rozwodzą się rzadziej niż inne kobiety, bo ważne jest dla nich płynące z małżeństwa bezpieczeństwo w sytuacji, gdy mają poczucie, że są same na świecie. Z kolei małżeństwa jedynaczek z jedynakami, a więc przyszłość najbliższych dekad, uważa się za najtrudniejsze do utrzymania, bo każda ze stron ma oczekiwać opieki i poświęcenia ze strony tej drugiej. Odwołując się do niezawodnych amerykańskich statystyk: o ile swoich partnerów zdradza 60 proc. osób będących w związkach, wśród jedynaków i jedynaczek robi to tylko 30 proc. Emerson i Pitkeathley cierpko komentują to porównanie hipotezą, że jedynacy mają być może za dużo problemów w tych związkach, w których są, by pakować się w nowe kłopoty.

 

W roli ratownika

A na koniec całe to towarzystwo – rodzice, dziadkowie, pradziadkowie – z którymi siadało się przy wigilijnym stole – wchodzi w etap, gdy oczekuje opieki. Gdy pani W., jedynaczka, wybierała się na emeryturę, miała nadzieję, że wreszcie uda jej się nadrobić zaległości w podróżach. Rok przed jej odejściem z pracy zachorowała jej matka. Na kilka miesięcy zamieszkała z panią W. i z jej mężem, potem pani W. znalazła dla matki miejsce w domu opieki. Tuż po tym trafiła do szpitala samotna ciotka, która opiekowała się panią W. przez całe dzieciństwo. Następnie posypało się zdrowie bezdzietnego wujostwa, którzy panią W. traktowali jak córkę. Pani W., już na emeryturze, zamiast z mężem po Polsce, podróżuje więc między szpitalami, domami opieki i przedwojennymi mieszkaniami bez windy. Czasem klnie na swój los, ale w gruncie rzeczy jest z nim pogodzona. Zawsze czuła się odpowiedzialna za wszystkich, przyjęła, że inwestycja, jaką jest, musi się zwrócić.

Właśnie starzenie się rodziców (oraz tych wszystkich ciotek i babć) staje się coraz poważniejszym zmartwieniem jedynych, i to już w dość młodym wieku. Co więcej, po śmierci ojców i matek znacząco rośnie niepokój jedynych i utrzymuje się nieraz przez lata. Większość z nich łączy przecież z rodzicami bardzo silna więź. W niektórych przypadkach wręcz zakłócająca budowę własnego ja, autonomii. „Teraz, gdy rodzice zmarli, nie wiem, kim jestem. Czy ja też umarłem?” – pytał terapeutę jedynak.

W roli pioniera

A przecież gdzieś w scenariuszu jest jeszcze miejsce na własne rodzicielstwo. To doświadczenie większości współczesnych młodych matek i ojców, nie tylko urodzonych jako jedynacy: poczucie kompletnej dezorientacji wobec tomów anonimowych i wykluczających się wzajemnie porad o tym, jak sprawować opiekę nad dzieckiem. Staroświecki model rodziny, z macierzyństwem rozciągającym się na całe życie, pozwalał podglądać albo własne matki przy opiece nad młodszym rodzeństwem, albo starsze rodzeństwo wchodzące w role rodziców. Małych dzieci nie widuje się dziś z bliska, prócz własnych – rodzeństwa czy kuzynów brak. Ale jedyni, prócz tej rodzicielskiej, mają jeszcze inne role opiekuńcze do wywiązania się. To może być ponad siły.

Dlatego, choć jedynacy raczej chcą mieć dzieci (zdaniem terapeutów zdecydowana większość jedynych deklaruje dwójkę), z realizacją jest różnie. Ronald i Lois Richardson relacjonują, że w ostatecznym rozrachunku bardzo wielu jedynych poprzestaje na jednym potomku lub w ogóle rezygnuje z rozmnażania.

Ale jeśli dziecko już jest, wielu jedynaków próbuje nie powtórzyć wobec własnego potomka syndromu totalnej inwestycji. Dr Piotr Połomski przyznaje, że jeśli samemu padło się jego ofiarą, jest to plan wymagający od jedynego dużej dozy wysiłku i samoświadomości.

Co więcej, w opowieściach samych jedynych, spisanych przez Pitkeathley i Emersona – powraca wątek nieustannego udręczenia winą. Najpierw za spowodowane ich narodzinami powstanie rodziny, za niespełnienie wszystkich jej oczekiwań, a wręcz za własne jedynactwo, gdy na przykład słyszą od rodziców, że ich poród przeszedł bardzo ciężko i przez to w rodzinie nie było więcej dzieci. A wreszcie – wobec własnych dzieci.

Na szczęście – zwykle mają wsparcie. Życie nie znosi próżni, człowiek dąży do bliskości – miejsce na więź z rodzeństwem czymś musi się wypełniać. Jedynacy – jeśli tylko nie boją się kontaktów z ludźmi – zawierają zwykle głębokie, wieloletnie przyjaźnie. Socjologowie od kilkunastu lat opisują coraz popularniejsze nowe wzory bliskości – wszystkie te rodziny miejskich singli, koleżanki mam w roli cioć i koledzy geje w roli wujków. W takich relacjach wzajemne zobowiązania wynikają wyłącznie z dobrej woli i autentycznej emocjonalnej więzi, co sprzyja psychicznemu komfortowi. W tę stronę rozwija się świat – wielorodziny, rozbudowane struktury w miejsce tradycyjnych ról. W tym sensie jedyni są więc naturalnie predysponowani do roli pionierów zmian.

I tylko czasem odezwie się ten szczególny sentyment. Dziwnego rodzaju potrzeba, gdy, na przykład, już po śmierci rodziców jedynak zauważa, że na klatce piersiowej ma bladą, ledwie widoczną bliznę. Nie wie, skąd się wzięła. I nie ma kogo zapytać.

Polityka 32.2013 (2919) z dnia 07.08.2013; Temat Tygodnia; s. 16
Oryginalny tytuł tekstu: "Jacy są jedynacy"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną