Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Dziennikarze na stos

Od kiedy jestem w zawodzie, władza zawsze – podkreślam zawsze – była niezadowolona z dziennikarzy. Wystarczy przeczytać historię POLITYKI, popytać weteranów radiowej Trójki, Polskiej Kroniki Filmowej czy TVP z czasów Waltera i Rolickiego, a potwierdzą: rządzącym nigdy nie dość było pochlebstw i zawsze oczekiwali mniej krytyki. Rakowski miał skórę wygarbowaną przez swoich towarzyszy, Urban latami miał zakaz pisania, a już o opozycji i drugim obiegu nie wspominam. Patrz „Czarna księga cenzury” w PRL.

W 1989 r. wiele się w Polsce zmieniło, ale pretensje do mediów pozostały bez zmian. Gdy Mazowiecki czy Buzek przegrywali – winne były media. Gdy przewrócił się PiS – winna była „bezprzykładna, histeryczna” kampania mediów głównego nurtu, które nazywano pogardliwie „polskojęzycznymi”, agenturalnymi, niemieckimi, postkomunistycznymi. Prasa bliska PiS prowadziła jadowitą kampanię, mającą na celu dyskredytację najbardziej znanych dziennikarek(-rzy) „mainstreamu”, ich rodziców, bliskich etc. Nic więc dziwnego, że teraz, kiedy kuleje Platforma, która podobno miała świetny PR i „układ” z mediami (co było bzdurą), jej gniew kieruje się przeciwko dziennikarzom.

W tym duchu zabrał głos Stefan Niesiołowski, którego zasług nie sposób negować – według badań opinii, profesorowie są najbardziej szanowaną grupą w Polsce, a co dopiero profesor belwederski, który ma wyjątkowy dorobek opozycyjno-więzienny (stąd obecne pogróżki, że kiedy dojdzie do kolejnych rozliczeń, żadne życiorysy nie będą stanowiły alibi).

Polityka 38.2013 (2925) z dnia 17.09.2013; Felietony; s. 110
Reklama