Społeczeństwo

Eutanazja.info

Eutanazja – gdy żyć się już nie chce

Jeszcze 100 lat temu by ich nie było. Dziś żyją częściowo. A częściowo umarli. Wszystko to dzięki cudownym oczom tomografów, tętnu defibrylatora, płucom respiratora. Jeszcze 100 lat temu by ich nie było. Dziś żyją częściowo. A częściowo umarli. Wszystko to dzięki cudownym oczom tomografów, tętnu defibrylatora, płucom respiratora. Łukasz Rayski / Polityka
Utalentowana medycyna potrafi długo hodować osoby, a czasem już tylko organizmy. Zmuszani do życia kombinują, jak by tu umrzeć.
Holandia pierwsza na świecie w 2002 r. przekroczyła ten bioetyczny Rubikon, legalizując eutanazję na żądanie (nie mylić z życzeniem).Mirosław Gryń/Polityka Holandia pierwsza na świecie w 2002 r. przekroczyła ten bioetyczny Rubikon, legalizując eutanazję na żądanie (nie mylić z życzeniem).
Jak postąpić z uporczywie trzymanymi przy życiu, którzy dzień i noc czują się niczym topielec na kilka sekund przed śmiercią?Mirosław Gryń/Polityka Jak postąpić z uporczywie trzymanymi przy życiu, którzy dzień i noc czują się niczym topielec na kilka sekund przed śmiercią?

Dociągnąłeś – dzięki medycynie – do 80 lat? I jesteś gdzieś pośrodku? Jeszcze nie dość chory, by umrzeć, już nie dość młody, by chorować. W algorytmach NFZ – za stary na procedury. Wiekowo nieopłacalny.

Dorosłeś z porażeniem mózgowym dziecięcym? I czujesz się jak niedorżnięty kurczak? Medycyna wyszarpała cię od śmierci, ale nie pomoże żyć.

Szukasz możliwości tzw. dyskretnego exit, czyli drogi wyjścia? Z życia? Bo uważasz swoją śmierć za coś tak intymnego jak seks, nie chcesz robić przedstawienia z rzucaniem się pod pociąg?

Jesteś wierzący? Jak rodzice Rafała z rdzeniowym zanikiem mięśni. W 2000 r. w liście do Watykanu pytali Jana Pawła II: kim są lekarze, którzy otaczając ich dziecko podtrzymującymi życie maszynami, nie pozwalają mu odejść do Boga? Swoje – można powiedzieć – podanie o litość uzasadniali faktem, że Chrystus cierpiał trzy dni. Rafałek trzy lata. Watykańska odpowiedź, że – zgodnie z wytycznymi Kościoła – to życie nosi znamiona uporczywej terapii i zezwala się je przerwać, przyszła już po śmierci Rafała.

Unia, dbająca obligatoryjnie o dobrostan świń, zostawia eutanazję woli narodowej. Niech każdy kraj o swoich obywateli troszczy się wedle własnego sumienia. Ponad połowa Polaków jest eutanazji na tak. Narodowa wola – na nie. Tymczasem powstało coś w rodzaju podziemnego poradnictwa domorosłych wyjść z życia. Na forach jedni drugim zadają pytania.

Kto?

Na przykład Jerzy B. (Niepołomice). Lat 39. Przedstawia się jako kupa umierającego mięsa. Usunięte jelito grube. Uszyty specjalny zbiornik na kał. Trzy próby samobójcze. Nie chce leżeć w pieluchach, z kwasem solnym palącym zwieracze odbytu. A ponieważ Jerzy B. jest na rencie (477 zł), przez jego odbyt przelatują dietetyczne posiłki z opieki społecznej serwowane od poniedziałku do piątku. Centralnego wkłucia nie przetrawi, a żyły już spękane od kroplówek. Na forum eutanazja.info pilnie prosi o dostarczenie pentobarbitalu sodu. Sam wypije. Podaje telefon.

Albo Adam B. (Warszawa). Lat 25. Mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe spastyczne postępujące. Długi czas chodził na czworakach, codzienną rehabilitacją przypominając mózgowi zasady poruszania się. Ale to było dawno. Są dni, gdy nie wie, kto kogo trzyma – czy ojciec, będący po bajpasach, jego, czy on ojca? Guz w rdzeniu kręgowym Adama B. zablokował kontrolę nad najintymniejszą fizjologią. Po kilku próbach samobójczych (w tym wypicie płynu do przeczyszczania rur) dokarmiany i dopijany w instytucie psychiatrii. Życiowe perspektywy? Cewnikowanie plus założenie sztucznego odbytu.

Albo Barbara J. Pisze w imieniu syna. Krzysztof, lat 43. Z tego 29 lat prawie-żyje z zanikiem mózgu. Karmią go pozajelitowo plastikowe rurki. Wypróżniany manualnie. Rękoma matki. Pod fałdy pach, jąder, szyi wsuwa się ściereczki przeciw otarciom. Wśród sztucznie funkcjonujących organów naturalnie bije tylko serce. Można powiedzieć – samotne. Poza tym oddycha i mruga. Co trzy godziny matka przewraca kilogramy syna na drugi bok. Pisze podania do wysokiego sądu o zezwolenie na pomoc Krzysiowi w wyjściu z życia. Jest gotowa zrobić to osobiście, żeby nie obciążać niczyjego sumienia. Sąd oddala wnioski. Art. 150 k.k. „za zabicie człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego” przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat.

Robert, 22 lata na wózku (Żagań), szuka info, gdzie i jak legalnie to sobie uczynić.

Bez Nadziei od dekady zainteresowana łagodnym zejściem. Już zbyt słaba, żeby zejść osobiście. Modliła się o śmierć. Codziennie przez rok. (Kościół mówi, że wolno).

Anna R. (Radlin), stwardnienie rozsiane. Jeszcze myśli. I wymyśla sposoby. Podpisać się już nie potrafi.

Krzysztof N. (Wadowice), kilkuletnia terapia i ch... ją strzelił. Niech sobie w dupę wsadzą morale o walce do ostatniej kropli krwi.

Pilnie proszą o kontakt autora poniższego postu, w którym obiecuje bezpłatne załatwienie umierania: Witam, jestem w stanie – ze względów ideologicznych – skontaktować z polskojęzycznymi wolontariuszami z Belgii/Holandii/Szwajcarii. Udzielę wszystkich informacji, od ogólnych aż po adresy „bezproblemowych aptek” i medyczne nazwy koktajli. Jestem obywatelem Belgii, mieszkającym na stałe w Niemczech. Ponieważ to portal polski, muszę napisać, że wszystkie informacje, którymi się podzielę, mają na celu jedynie edukację. Pozdrawiam. Darek. Mail…”.

Andrzej Ś. ma pytanie do pani, która napisała z Nijmegen: Czy cudzoziemcy przebywający w Holandii mogą skorzystać z ich woli narodowej?

Niestety, nie.

Gdzie?

Holandia pierwsza na świecie w 2002 r. przekroczyła ten bioetyczny Rubikon, legalizując eutanazję na żądanie (nie mylić z życzeniem). Ale obwarowali usługę. Nie chcą u siebie śmiertelnej turystyki. Musi istnieć długotrwały związek między lekarzem a proszącym o eutanazję pacjentem. Usługodawca powinien mieć pewność, że prośba nie jest chwilową paniką.

Holenderska kontrolowana śmierć to 3,5 proc. wszystkich zgonów. 90 proc. usługobiorców ma raka. Średnia wieku – 70 lat. Paradoksalnie, ból nie jest zasadniczym powodem wyjść z życia. Na Zachodzie rak nie boli. Ważniejsze powody to utrata godności, zależność, bezradność, zeszpecenie.

Najpierw lekarz podaje nasenne barbiturany do wypicia lub dożylnie – jeśli żądający już nie pije. Na wszelki wypadek (wymioty, ocknięcie się) jeszcze środki zwiotczające mięśnie. Porcje są odmierzone misternie. Tak żeby śmierć nie nadeszła w ciągu minuty, ale i nie ciągnęła się godzinami. Zwykle na czas dwóch kwadransów. Wystarczy na rodzinne pożegnanie. Holenderskie sumienie narodowe jest wyrozumiałe. O śmierć mogą ubiegać się dzieci od lat 12, posiadające zgodę rodziców. Od 16 roku już na własną odpowiedzialność.

Po wszystkim nienaturalna śmierć zostaje zgłoszona do jednej z pięciu regionalnych komisji kontroli eutanazyjnej (w składzie prawnik, etyk, lekarz).

Jeśli jesteś obcokrajowcem, z belgijskiej woli narodowej też nie skorzystasz. Od 2005 r. tamtejsi lekarze domowi mogą wykupić w aptece specjalny zestaw za 60 euro. W zestawie igły, strzykawki, dwa silne środki znieczulające. Pierwszy to Norcuron – w 90 proc. niezawodny. Na wszelki wypadek dołączony ten drugi – Pentothal – paraliżuje mięśnie błyskawicznie.

Ale możesz kupić bilet w jedną stronę do Zurychu. Szwajcaria to jedyny kraj na świecie niepytający o narodowość. Ani motywy. Możesz być każdym. Z rakiem, epilepsją, cukrzycą, depresją. Od 1998 r. usługę wyjścia z życia świadczy Stowarzyszenie Dignitas. Nazywa się asystowanym samobójstwem. Lekarz może przełamać ampułkę z pentobarbitalem sodu i położyć na nocnym stoliku. Takie etyczne alibi. Obok ampułki – na wszelki wypadek – działająca przeciwwymiotnie szwajcarska czekolada. Usługobiorca dusi się we śnie. Żeby nie było wątpliwości, że umieranie dokonało się zgodnie z wytycznymi narodowego sumienia, film z nagraną śmiercią zostaje odesłany na policję.

To dość drogi zabieg. Opłacenie hotelu dla rodziny, „opieki” medycznej, ściągnięcie ciała do Polski. Jakieś 16 tys. zł. Żeby było taniej, można wykupić członkostwo w klubie Dignitas i odprowadzać składki. Lista jest długa: 6 tys. członków z niemal wszystkich krajów (oprócz Luksemburga, Albanii, Japonii, amerykańskiego stanu Teksas i Oregon, oni też już przekroczyli Rubikon). Najwięcej niemieckich. Kilku członków polskich skorzystało. Kilku oczekuje.

Ale to nie jest kolejka. Sam wybierasz moment. Członkowie, którzy nie chcą umierać już, niepokoją się, czy usługa będzie aktualna. W 2008 r. zaostrzono przepisy. Szwajcarskie sumienie narodowe trochę wystraszyło się śmiertelnego boomu. Chętni podglądnęli ostateczne rozwiązanie w pewnym dokumencie, pokazanym przez brytyjską telewizję. Emerytowany angielski profesor Craig Ewert, lat 59, wykupuje sobie śmierć w Dignitas. To ostatni dzwonek. Niedługo choroba neuronu ruchowego odbierze mu połykanie. Wolałby umrzeć w swoim pokoju, ale naraziłby żonę Mary. W Anglii pomoc w wyjściu z życia grozi 14-letnią odsiadką. Więc są już w Szwajcarii. Ona go całuje. On mówi: Tak bardzo cię kocham, skarbie. Ona: Bezpiecznej podróży. Podaje mu szklankę. On pije przez różową słomkę. Prosi o sok jabłkowy i muzykę. Ona masuje mu opuchnięte stopy. Zamykając oczy, mówi do niej: Dziękuję.

Wcześniej klient przylatywał rano, a urna z nim tego samego dnia wracała do domu. Obecnie aplikujący o kontrolowaną śmierć nie otrzyma recepty tuż po przekroczeniu granicy. Musi spędzić w Szwajcarii co najmniej tydzień, a to są koszty. I przedstawić co najmniej dwie opinie lekarskie. Odebrano też Dignitas wynajmowany w bloku pokoik. Nazywano go apartamentem odejścia. Teraz to odbywa się w hotelu. W zaparkowanym samochodzie. Gdziekolwiek.

Jak?

Jeśli nie masz na bilet do Zurychu, można, jak schorowane małżeństwo F. Ona, Zdzisława, to ceniona poznańska neurolog. Elegantka, z mrożkowym poczuciem humoru. W wieku 80 lat wyglądała najwyżej na 65. On, Zygmunt, to radiolog. Dobrze sytuowani emeryci. Przemili. Do niej zawsze długa kolejka. Nie żałowała skierowań. Konie można było z nimi kraść. Jego cieszyły rowerowe wycieczki. Ona była po nowotworowej operacji. Ze szpitala wypisała się na życzenie. 1 listopada 2012 r. on wstrzyknął jej śmiertelną dawkę insuliny. Kiedy zasnęła, sobie zrobił zastrzyk. Dwie urny odprowadzało na cmentarz z tysiąc pacjentów. Został po nich pożegnalny list i równiutko przystrzyżony trawnik za domem, na trawniku zadbane kwiaty w gustownych donicach. Ale doktorostwo F. miało przewagę.

Większości zdesperowanych zostaje eutanazja domorosła. Przed chorobą ucieka co dziesiąty polski samobójca. Zostawiają listy. Na przykład takie: „Jerzy Kosiński niedługo przed powiedział, że jest pewna granica niewydolności ludzkiego organizmu, której szanujący się człowiek nie przekracza”.

Więc szanujący się schodzą w podziemia, szukając info na forach. Np. o niezawodnym chlorku potasu. Można go kupić w sklepie ogrodniczym, pytając o dobry nawóz do kwiatów. Gwarantuje zatrzymanie bicia serca. Można też zaopatrzyć się w tabletki na malarię. Ponoć potrzeba ok. stu. Ponoć w Belgii są bez recepty. Jeśli ktoś planuje zaprzestanie jedzenia, dolegliwości łagodzą leki zmniejszające kwasowość w przewodzie pokarmowym.

Wojtek, kierowany współczuciem, podaje kontakt z info, gdzie kupić i w jakich proporcjach wymieszać. Konrad B. (Warszawa) chętnie podzieli się namiarami, powie, jak to się robi bezboleśnie. Poleca uduszenie się łatwo dostępnym azotem. Sam skłania się ku arszenikowi. Występuje w niektórych trutkach na szkodniki. Oraz ku wywarowi z nasion Papaver somniferum. Można go zamówić wysyłkowo na stronie www…

Filip czeka na eutanastyczny statek. Słyszał, że są w planach. Będą odwiedzać nadbrzeża państw zmuszających do życia.

Jeśli chodzi o podręczne zestawy dla samobójców, znający temat na zagranicznych forach chwalą tzw. exit bag (torebkę zejścia). Patent australijski. Jest zrobiona z cieniutkiej folii, ma otwór z regulowanym kołnierzem, szczelnie zaciskającym się na szyi. Dusisz się wygodnie i bezboleśnie. Torebka do końca nie przeszkadza w oddychaniu. Zasypiasz. Możesz zrobić ją sam. Mniej komfortowa w umieraniu. Lekko poddusza.

Inna opcja, też australijska. Znajdź kontakt na tamtejszych emerytów, którym w życiu zostały już tylko owczarki. Ponoć ci najbardziej zapobiegliwi na tyłach swoich domów produkują własny Nembutal, silny lek przeciwpadaczkowy. W USA używa się go przy wykonywaniu wyroków śmierci.

To, że australijscy emeryci samotnie wycierają zamsz w swoich fotelach, nie jest jeszcze powodem do exit. Ale wolą mieć pewność, jeśli poczują, że ich życie jest już kompletne. Dostępny też w opcji dla zwierząt. Weterynarze usypiają Nembutalem cierpiące ukochane psiaki. Z tym że ten zwierzęcy zostawia na dziąsłach zielonkawy osad. Żaden lekarz nie wpisze w papiery, że zgon nastąpił naturalnie. Ponoć można go kupić legalnie w Meksyku.

Na zagranicznych forach znajdziesz też linki z relacjami, czego zainteresowani osobistym zakończeniem nauczyli się na warsztatach u dr. Philipa Nitschego. Doktor wymyślił śmierć komputerową. Igła wprowadzona do żyły jest połączona z ekranem, zaprogramowanym na umieranie. Komputer pyta: „Czy jesteś pewien, że rozumiesz, że jeśli przejdziesz do następnego ekranu i naciśniesz przycisk TAK, to umrzesz? Enter. Ostatnie ostrzeżenie: Jeśli naciśniesz przycisk, nie ma możliwości cofnięcia komendy. W ciągu 30 sekund otrzymasz śmiertelną dawkę trucizny. Czy chcesz kontynuować?”. Jeśli jesteś na TAK, monitor na chwileczkę wygasa, by wyświetlić napis Exit. Pompka już tłoczy Nembutal. Oddech wiotczeje.

Kiedy?

Magda K. ataksję rdzeniowo-móżdżkową odziedziczyła po ojcu. Wie, jak to będzie wyglądało. Spod kontroli mózgu wymykają się narządy mowy, kończyny, wzrok, słuch. Na końcu ojciec czołgał się w pampersach do balkonowego okna, skamląc, żeby ona i matka pozwoliły (pomogły?) mu wyskoczyć. Przepraszały, że tego nie zrobią. Ze strachu, nie z miłości. Płakali we troje.

W każdym kolejnym pokoleniu ten genetyczny spadek ma ostrzejszy przebieg. Kiedy dzieci Magdy K. (adoptowane) wychodzą do szkoły, całymi dniami czyta na głos. Ćwiczenie języka spowalnia bełkotanie. Lubi planować. Śmierć też. Choć jeszcze nie teraz. Chce, by umieranie było zgodne z linią jej życia. I nie zatruwało bliskim wspomnień.

Tymczasem za pośrednictwem Radia Wnet Tomasz Latos, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia, osacza ją prawem do życia, gwarantowanym przez konstytucję RP. W tym samym radiu – szurając słowami – broniła się przed gwarantowanym życiem. Przecież – odpowiadała posłowi – PRAWO z definicji nie jest OBOWIĄZKIEM życia. Wymuszanie go na kimś, zamkniętym w ciele jak w foremce, to – z perspektywy ataksji – niewolnictwo. Skazuje Magdę K. na wykombinowanie śmierci.

Słyszy o kombinujących. Umierają nielegalnie, w samotności. Najczęściej zbierają po cichu tabletki. Staruszkom – którzy od odleżyn i wkłuć wyglądają jak poobijane owoce – wystarczy garść odkładana przez tydzień. Serwują sobie koktajl, gdy nikogo nie ma w domu. (Trudno o mało dramatyczny sposób zakończenia życia we własnym zakresie). Ona nie chce śmierci w kącie. Wisieć na pasku i czekać, aż ciało znajdzie rodzina. Niech mąż trzyma ją wtedy za rękę i mówi, jaka jest dzielna. Magda kilka razy w roku śledzi ekwilibrystyczną przepychankę, sprowokowaną kolejną medialną prośbą o eutanazję. Wygląda tak:

Krytycy: To arogancja wyprzedzać wyroki Stwórcy.

Eutanaści: To hipokryzja. Skoro to Stwórca decyduje, zrezygnujmy z osiągnięć medycyny, czekając na Jego wyroki. Korzystanie z niej jest arogancją w stosunku do Boga.

Krytycy: To afirmacja rezygnacji. Nie jesteśmy właścicielami, tylko dysponentami życia, daru od Niego.

Eutanaści: To niekonsekwencja. Bóg miałby prawo do naszego życia, gdyby nam je pożyczył. Skoro dał, jest naszą własnością.

Krytycy: To taniec na linie. W 1,5-milionowym Amsterdamie są tylko dwa hospicja. Przecież opieka paliatywna zapewnia pełny komfort umierania.

Eutanaści: To perfidia. Mówi się o godności umierania, a zgodnie z NFZ stawka dla hospicjów za ostatni dzień życia pacjenta, często najboleśniejszy, jest o połowę mniejsza niż za pozostałe.

Krytycy: To promowanie mody na umieranie, zagrażające poczuciu więzi międzypokoleniowych w rodzinach. Starzy będą pod presją, żeby sobą nie obciążać.

Eutanaści: To obłuda, skoro papież prosił, żeby pozwolić mu odejść do domu Pana.

Krytycy: To inżynieria społeczna. Firmy ubezpieczeniowe mogą obniżać składki osobom deklarującym się za własną eutanazją.

I tak dalej.

Więc kiedy już ataksja zupełnie upodobni Magdę do ojca, coś wymyśli. Może podróż do Szwajcarii na ostatnie tango? Wszystko należy precyzyjnie zaplanować. Lot musi być w 100 proc. samodzielny. Jeśli z mężem, lepiej żeby nie pchał jej do samolotu na inwalidzkim wózku. Są kamery. Czy będzie ich stać na wzięcie ze sobą dzieci? Bo, jak to, mailowo żegnać się z dziećmi na wieczność?

Kogo?

Biolodzy przypuszczają, że już niedługo zaczną rodzić się podopieczni medycyny, zaprogramowani na jakieś 120 lat. Etycy, że eutanazja – w kontekście sprzątania po medycynie – będzie najgorętszym sporem tego tysiąclecia.

Już od 10 lat lekarze mają obowiązek zaliczyć kilkudniowy kurs z bioetyki. Przerabia się na nim szkolne szarady typu: Cysterna miała wypadek. Przyjeżdża policjant. Uwięziony w cysternie kierowca błaga, żeby go zastrzelił. Oboje wiedzą, że zaraz wybuchnie.

To metaforyczne pytanie, jak postąpić z uporczywie trzymanymi przy życiu, którzy dzień i noc czują się niczym topielec na kilka sekund przed śmiercią?

Na forach ich bliscy nazywają to „egzystencją bąbla na wodzie”. Mówią – mieszkańcy ciał. Hodowani w melanżu rurek przeżywają samych siebie. Czasem otwierają oczy. Czy patrzą? Czy to tylko mimowolny skurcz powiek? Jeszcze 100 lat temu by ich nie było. Dziś żyją częściowo. A częściowo umarli. Wszystko to dzięki cudownym oczom tomografów, tętnu defibrylatora, płucom respiratora, ultrasonografom, płynącym kroplówką substytutom tzw. podstawowych czynności fizjologicznych.

I tu pęka w szwach tradycyjna etyka. Pytanie: to jeszcze osoby czy już organizmy? Gdzie zaczyna i kończy się człowiek, skoro umiera jako byt, a jednak żyje, połączony ze światem plastikowym kablem? I kiedy kończy się lekarz, a zaczyna technolog medyczny, skoro serce – przygotowywane do przeszczepu – potrafi czekać w roztworze odżywczym? I czy śmierć, skoro przestała być biologicznie jednoznaczna, nie jest już procedurą kończącą wcześniejsze ingerencje, które doprowadziły do prawie-życia? Jeśli tak, kiedy to przerwać? W chwili wybranej przez kogo? No i komu nałożyć obowiązek przerwania?

Od kilku lat przebąkuje się, jak (czy?) przekroczyć ten Rubikon po polsku. Ale to raczej krzykactwo typu „uśpić babcię”. W 2009 r. poseł Jarosław Gowin napominał cierpiących, że nie myślą o tych, którzy będą musieli nacisnąć guzik.

Na początku roku kolejne zwarcie na linii krytyk–eutanasta wywołał projekt testamentu życia, odciążający lekarskie sumienia. Mógłby go złożyć u notariusza każdy nieubezwłasnowolniony świadczeniobiorca usług medycznych od 16 roku życia. Byłby przechowywany np. w Centralnym Rejestrze Dyspozycji przy Ministerstwie Zdrowia, połączony ze szpitalami specjalnym serwerem. Lekarz sprawdziłby sobie online, czy świadczeniobiorca życzy sobie, by te same uprawnienia, które ma jako osoba, rozciągać na niego, gdy będzie już tylko organizmem.

Więc pytanie: czy następne po tabletkach antykoncepcyjnych, które zrewolucjonizowały świat, będą tabletki zejścia, to już nie matrix. W marcu 2012 r. w Hadze otworzono „klinikę końca życia”. Dla nieobciążonych krótkim rokowaniem, a jednak schorowanych, uważających, że ono (życie) już się dokonało. Rejestruje trzy zgłoszenia tygodniowo. Potrzebnych im informacji udziela 50 wyszkolonych wolontariuszy pracujących na trzy zmiany.

PS

W 2010 r. nurkowie wyłowili z Jeziora Zuryskiego kilkadziesiąt urn. Na urnach logo krematorium obsługującego Dignitas. Czy są wśród nich zaginieni? Na przykład tacy, których było stać na delikatesową śmierć, ale na sprowadzenie siebie do domu już nie?

Polityka 40.2013 (2927) z dnia 01.10.2013; Kraj; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Eutanazja.info"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną