Jak (w niecałe 7 min) uciec z więzienia i ośmieszyć system więziennictwa

Wielka ucieszka
Jerzy Ł. uciekł z więzienia, żeby załatwić swoje porachunki. Na wolności był niecałe siedem minut. Wystarczyło, żeby ośmieszyć cały system służby więziennej.
Można ciąć na chrapanie. Czyli z długimi przerwami i krótkimi pociągnięciami pilnika w czasie udawanego chrapnięcia.
Keystone-France/Getty Images/FPM

Można ciąć na chrapanie. Czyli z długimi przerwami i krótkimi pociągnięciami pilnika w czasie udawanego chrapnięcia.

Budynek, w którym siedział Jerzy Ł., ma 210 lat.
Tomasz Przechlewski/Flickr CC by 2.0

Budynek, w którym siedział Jerzy Ł., ma 210 lat.

J. Chan/Flickr CC by 2.0

[Tekst ukazał się 28 października 2013 roku w tygodniku POLITYKA]

O ucieczce z więzienia w Płocku można by zrobić film. A właściwie to nawet nie trzeba, bo film już jest. Zarejestrowały ją krok po kroku więzienne kamery. I przynajmniej wiadomo, że system kamer w więzieniach do czegoś się przydaje. Co prawda ucieczkom nie zapobiega. Ale teraz jest ładny film instruktażowy, z którym specjaliści od ochrony jeżdżą od zakładu do zakładu i wyświetlają go innym strażnikom ku przestrodze. Zdarza się, że humory na pokazie dopisują, bo to rzeczywiście zabawne oglądać, jak jeden człowiek znalazł wszystkie luki w systemie i uciekł z najcięższego kryminału w Polsce. Ale tak ogólnie, to śmiesznie nie jest. Bo najprawdopodobniej uciekał, żeby zabić. A już dwa razy udowodnił, że to akurat wychodzi mu nieźle.

Zgrzytu zgrzyt

Ponieważ służba więzienna niechętnie opowiada o swojej porażce, część historii trzeba rekonstruować samemu. Na przykład ten fragment o piłowaniu krat. Według oficjalnej wersji, zabezpieczająca okno krata została przepiłowana za pomocą pilnika iglaka. To taki mały pilniczek bez rękojeści, do drobnych prac wykończeniowych. Jerzemu Ł. rzeczywiście udały się prace wykończeniowe. Swoją krótką ucieczką wykończył dyrektora więzienia, szefa ochrony, zmianowego i sześć innych osób. A zdaje się, że lista nie jest jeszcze zamknięta.

Poszło o to, skąd tego typu pilnik znalazł się w celi skazanego na dożywocie. No i jak to się stało, że przez co najmniej dwa miesiące nikt nie zauważył piłowania krat. Które powinny być co kilka dni opukiwane drewnianymi młotkami. Te podpiłowane wydają podobno inny dźwięk. Tylko że w więzieniach kraty i parapety robią za lodówki. Więc krat się nie opukuje, żeby nie burzyć spokoju w celi.

Skoro nie wyłapano dźwięku podpiłowanej kraty, to z pewnością powinno się wyłapać odgłos piłowania. Wystarczy samemu kupić sobie taki pilnik i przekonać się, że piłowanie metalu to robota nie tylko mrówcza, ale i głośna. I nie pomaga owijanie pilnika w szmaty ani nakrywanie się kocem. Ciągle słychać to cholerne zgrzytu zgrzyt.

Można ciąć na chrapanie. Czyli z długimi przerwami i krótkimi pociągnięciami pilnika w czasie udawanego chrapnięcia. Ale to wydłuża pracę. Z akt Jerzego Ł. wynika, że cierpliwy nie był. Zabijał impulsywnie. W przypływie nagłego gniewu. Nie wybierał narzędzi. Po prostu brał to, co było pod ręką. Ojca zabił metalową rurką, a dobijał młotkiem. Józefa W. – siekierą. Ale z opinii psychiatrycznej wynika, że ma osobowość z elementami psychopatii. Potrafi bardzo skupić się na wyselekcjonowanym, założonym celu. No i skupił się.

Więzienie w Płocku należy do pięciu najcięższych w całym kraju. Do tego typu zakładów kierowani są najniebezpieczniejsi więźniowie, z najwyższymi wyrokami. To właśnie w nich siedzi większość z 350 skazanych na dożywocie. A jednocześnie Płock bez większych retuszy można zamienić na muzeum więziennictwa. Budynek, w którym siedział Jerzy Ł., ma 210 lat. Znajduje się w centrum miasta. Mur jest pod nadzorem konserwatorskim, więc nie ma mowy, żeby go podwyższyć. A brama do zakładu tylko jedna. Tą samą drogą wjeżdżają konwoje, wchodzą rodziny na widzenia, interesanci i pracownicy zakładu. Dokładne przeszukanie tych wszystkich ludzi to fikcja.

Na dodatek jeszcze niedawno przy zakładzie produkowano materiały metalowe. Przedsiębiorstwo upadło. Kto mógł, wziął sobie pilniczek na pamiątkę.

Kraty w Płocku podobno nie mają 210 lat. Ale ile mają, też nie wiadomo. W więziennym archiwum nie zachowała się żadna dokumentacja na ich temat. Nie wiadomo, czy to stal hartowana czy zwykła. Zwykłą można podobno przeciąć nawet nitką dentystyczną. Nitkę wystarczy pokryć klejem wymieszanym ze żrącym środkiem do czyszczenia toalet i piaskiem. A następnie bardzo, bardzo długo pracować. Ł. miał coś znacznie lepszego – pilnik. Piłował firany, jak mówią na kraty więźniowie, najprawdopodobniej również w ciągu dnia. W wiekowym zakładzie ciągle coś remontowano. A skazanych nie było gdzie przenieść. Jedno zgrzytanie więcej nikomu nie przeszkadzało.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj