Myśliwy może więcej

Rzeczpospolita Łowczych
Jest ich ponad 100 tys. Choć posługują się bronią, nie muszą przechodzić badań lekarskich. Według „Gazety Wyborczej” rocznie z ręki myśliwych ginie przez przepadek kilka osób. O łowieckim imperium niedawno pisała również POLITYKA.
W zeszłym sezonie myśliwi odstrzelili prawie 800 tys. zwierząt.
Mike Kemp Images/Getty Images/FPM

W zeszłym sezonie myśliwi odstrzelili prawie 800 tys. zwierząt.

Msza w Ujściu z ofiarnym dzikiem.
Ludzie Przeciw Myśliwym/Facebook

Msza w Ujściu z ofiarnym dzikiem.

Prymas Polski arcybiskup Józef Kowalczyk nawet okiem nie mrugnął, gdy myśliwi złożyli przed ołtarzem olbrzymiego upolowanego dzika. W ostatnią niedzielę października w Ujściu (Wielkopolska) prymas odprawiał mszę hubertowską (3 listopada, w œśw. Huberta, rozpoczyna się oficjalny jesienno-zimowy sezon łowiecki) z okazji 600-lecia nadania praw miejskich miastu, 90-lecia Polskiego Związku Łowieckiego i 89-lecia powstania Lasów Państwowych. Dzik był zatem – w odczuciu myśliwych – na swoim miejscu. I tylko na portalach społecznościowych zawrzało.

Zanim dzik trafił do świątyni, był własnością Skarbu Państwa. Jak inne wolno żyjące zwierzęta łowne. Pieczę nad tym dobrem sprawują myśliwi. Państwo zezwala im na regulację pogłowia i selekcję (zabijanie). Co upolują, należy do nich. W zamian łowczy mają obowiązek monitorowania pogłowia zwierzyny, dokarmiania w zimie, walki z kłusownictwem i wścieklizną. Obowiązująca ustawa Prawo łowieckie już w pierwszym punkcie precyzuje osobliwą myśliwską logikę: łowiectwo to ochrona zwierzyny. I deleguje do tego zadania Polski Związek Łowiecki. Organizacja ta – dysponując państwowym majątkiem – jest poza wszelką kontrolą. Czy szykowana przez parlament nowelizacja prawa łowieckiego może to zmienić?

Myśliwych niepodległość

PZŁ to stowarzyszenie szczególne. Liczy 114 tys. myśliwych zrzeszonych w 2536 kołach łowieckich. Koła dzierżawią prawie 5 tys. leśnych i polnych obwodów łowieckich, zajmujących ponad 25 mln ha (dane według GUS). Do tego dochodzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny (OHZ) i 257 obwodów w Lasach Państwowych, prawie 2 mln ha, gdzie polują leśnicy (ok. 80 proc. leśników to łowczy). Oraz 14 ośrodków hodowli zwierząt – instytucji naukowo-badawczych (zaledwie 75 tys. ha).

W zeszłym sezonie myśliwi odstrzelili na tych terenach prawie 800 tys. zwierząt. Tak podają w swoich sprawozdaniach, które publikuje GUS. Nadzór nad Polskim Związkiem Łowieckim sprawuje Ministerstwo Środowiska. Ale w tym wypadku nadzór nie oznacza kontroli.

Ministerstwo nie zatwierdza statutu PZŁ i nie może uchylić żadnej uchwały, nawet sprzecznej z prawem czy ze statutem związku. A gdy resort zwrócił się do władz związku, by dostosowały jego strukturę do podziału administracyjnego kraju (PZŁ ma 49 okręgów – tyle, ile kiedyś było województw), prośba do dziś została bez odpowiedzi. Resort nie ma też jak weryfikować informacji o stanie pogłowia czy ilości pozyskanej zwierzyny. Wygląda to w uproszczeniu tak: PZŁ podaje, ile w jakim obwodzie jest zwierzyny, i na tej podstawie opracowuje plan łowiecki – ile można odstrzelić. Potem wykonuje swój plan.

Na kłusownictwie myśœliwych państwo traci nawet 80 mln zł rocznie. Za każde zwierzę odstrzelone poza limitem myśliwi powinni zapłacić odszkodowanie. Za zająca 1 tys. zł, za sarnę 2 tys. zł, za jelenia 5 tys. zł, a za łosia nawet 15 tys. zł. Pieniądze nie do wyegzekwowania. Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa prowadziła przez dwa lata na zlecenie wojewody lubelskiego bezprecedensową sprawę o zapłatę odszkodowań. Łowczy zeznali, że polując np. na kaczki, wpisywali liczbę ustrzelonych ptaków „na oko”. Mimo to Prokuratoria przegrała w dwóch instancjach. Sądy uznały, że nie można precyzyjnie ustalić, ile dokładnie ponad plan zastrzelili myśliwi. Nie udało się wskazać winnego. Prokuratoria w imieniu wojewody domagała się pieniędzy od koła łowieckiego, tymczasem odszkodowanie za ponadplanowy odstrzał może zapłacić tylko łowczy, który pociągnął za spust.

Kontrolę nad odstrzałami sprawują komendanci wojewódzcy Państwowej Straży Łowieckiej przy wojewodzie. Z raportu CBA, które zajmowało się tą sprawą, wynikało, że lubelski komendant Straży Łowieckiej, przekazując sprawy odstrzałów (około 50) prokuraturom, nie wykazywał realnej szkody, czyli wysokości kary za nielegalny odstrzał, tylko znacznie niższą, skalkulowaną na podstawie ceny skupu dziczyzny. Stąd większość spraw umarzano lub w ogóle ich nie wszczynano. Lubelski komendant Państwowej Straży Łowieckiej był myśliwym z 25-letnim stażem.

Myśliwych kasa

O finansach Polskiego Związku Łowieckiego też wiemy tylko tyle, ile nam łowczy powiedzą. Na pisemne pytanie senatorów o wysokość zarobków kierownictwa PZŁ przedstawiciel związku Piotr Jenoch dostarczył uśrednione zarobki członków zarządu głównego. Senatorowie nie odpuścili i na posiedzeniu połączonych komisji debatujących nad projektem nowelizacji ustawy Prawo łowieckie przyparli Jenocha do muru. Ten zasłaniał się, że podanie dokładnej gaży łowczego krajowego jest „sprzeczne z innymi odrębnymi przepisami”; w końcu udzielił senatorom informacji, że uposażenie szefa PZŁ jest „niższe niż wynagrodzenie i dieta senatora łącznie”.

Senatorom poszło łatwiej niż redakcji internetowego portalu „Łowiecki. Dziennik Myśliwych” (będącego w opozycji do PZŁ). Rzecznik PZŁ Marek Matysek odmówił informacji o regulaminie wynagrodzeń. Dziennikarze złożyli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Po prawie roku i trzech instancjach regulamin dostali. I wykazali na jego podstawie, że zarobki łowczych okręgowych mogą dochodzić nawet do 22 tys. zł miesięcznie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną