Dlaczego ludzie adoptują zwierzęta?

Zwierzoluby
Zwierzę w domu pełni rolę wiecznego i wiernego dziecka. Adopcje zwierząt zaczynają przypominać te ludzkie.
Badania wykazują, że połowa z nas wierzy, że zwierzęta myślą i rozumieją, co do nich mówimy.
Design Pics/PantherMedia

Badania wykazują, że połowa z nas wierzy, że zwierzęta myślą i rozumieją, co do nich mówimy.

Niedola kota, który po sterylizacji ma wylądować na mroźnej ulicy, trafia do wyobraźni, bo – jak wierzy prawie 80 proc. Polaków – zwierzę odczuwa ból tak jak człowiek.
Lilly Dong/Getty Images/FPM

Niedola kota, który po sterylizacji ma wylądować na mroźnej ulicy, trafia do wyobraźni, bo – jak wierzy prawie 80 proc. Polaków – zwierzę odczuwa ból tak jak człowiek.

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.
Li Kim Goh/Getty Images/Vetta/FPM

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Największym wzięciem cieszą się stare, chore albo skazane na śmierć. Lajkujemy je na Facebooku. Forwardujemy prośby o tymczasy, czyli domy, w których mogłyby poczekać do adopcji. Decydujemy się przygarnąć. Październik, listopad, grudzień to w schroniskach i fundacjach prozwierzęcych adopcyjny szczyt. – Liczba telefonów z pytaniem o przysposobienie chorego czworonoga rośnie razem ze spadkiem temperatury – przyznaje Anna Kaflik z warszawskiej Koterii. Niedola kota, który po sterylizacji ma wylądować na mroźnej ulicy, trafia do wyobraźni, bo – jak wierzy prawie 80 proc. Polaków – zwierzę odczuwa ból tak jak człowiek.

Ale gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie. – Zawstydzeni i nieporadni, gdy trzeba mówić o swoich uczuciach, zaskakująco łatwo wchodzimy w świat emocji zwierząt. Ich cierpienie staje się dla nas wygodnym schronieniem przed własnymi problemami, ale też sposobem na podbudowanie ego, bo pomagając, stajemy się dla kogoś ważni – mówi Sylwia Krajewska, psycholożka i terapeutka. Zwierzęta mają budować atmosferę w domu, służyć jako pomoc w wychowaniu dzieci, a nawet scalać rozpadające się związki – bo kiedy brakuje tematów do rozmów, zawsze można zapytać, kto wyprowadza psa.

Nawet ponad 7 mln Polaków sięgnęło już po taki odzwierzęcy lek.

Magda i kot

Zdjęcie matki z kotką chorą na mocznicę jest dla Magdy, karmicielki bezdomniaków, bezcenną pamiątką. Matka siedzi na wózku, uśmiecha się, przytulone zwierzę patrzy prosto w obiektyw. Kilka dni później matka wyjechała do siostry i zmarła na zawał. Kotka została. Matka ze zwierzakiem spędzały razem tyle czasu, cierpiały, chorowały, obu w tym samym czasie Magda podawała leki – po śmierci matki wytłumaczyła sobie, że nie może się poddać smutkowi, musi walczyć o zdrowie przynajmniej jednej ocalonej. Na cmentarz chodzi niechętnie. Zresztą nawet gdyby chciała, ciężko byłoby włączyć grób matki do codziennego grafiku dokarmiania bezdomnych chorych kotów czy przekonywania sąsiadów, że powinni spuszczać psy z łańcucha. Na świętokrzyskiej wsi wszyscy patrzą na nią jak na wariatkę, ale ona uważa, że cierpienie zwierząt uruchamia w niej dodatkowe siły.

Działa to w ten sposób: kiedy przygarnia kolejnego chorego kota, czuje ulgę. I nie chodzi tylko o matkę, ale i codzienny ból kręgosłupa spapranego podczas nieudanej operacji. Mówi o nim lekceważąco, tak samo jak o niewielkiej rencie, darmowej rehabilitacji, na którą może liczyć dopiero w połowie przyszłego roku, braku przyjaźni, wyjeździe córki, samotności w małżeństwie itd. W odróżnieniu od wszystkich niestałych i niewiernych przygarnięte przez nią kalekie koty nigdy nie odejdą ani nie wyjadą. A właśnie tego, jak wskazują badania, najbardziej oczekujemy od adoptowanych przez nas czworonogów. – Zwierzę ma być członkiem rodziny, ale nigdy nie stanie się przyjacielem czy kimś w rodzaju partnera człowieka. To, że na zawsze zatrzymujemy psa czy kota w roli bezradnego dziecka, jest charakterystyczne dla naszej patriarchalnej kultury, która ceni podległość i podporządkowanie – uważa socjolog prof. Krzysztof Tomasz Konecki, autor książki „Ludzie i ich zwierzęta”. – W zmieniającym się świecie, w którym dzieci dorastają, a rodzice umierają, wieczne dziecko daje nam poczucie bezpieczeństwa, ale też staje się medium do odtworzenia własnej zależności od rodziców.

Aneta i pies

Osiem lat temu prof. Konecki przebadał kilkaset zdjęć czworonogów i zauważył, że nawet ustawiając się do fotografii, nieświadomie odtwarzamy hierarchiczny, ustalony przez pokolenia system rodzinny. Zwierzę stoi najniżej, nawet jeśli jest fotografowane z małym dzieckiem. Co ciekawe, w większości badanych przez niego rodzin zwierzę i dziecko byli wychowywani na tych samych zasadach: nieposłuszeństwo karano, a wierność nagradzano. Wyniki badań potwierdzały tę zasadę przeniesienia i splątania wartości: ponad 70 proc. właścicieli psów przyznawało, że najbardziej ceni posłuszeństwo swoich czworonogów. To nieomal dokładnie pokryło się z badaniami dotyczącymi wychowania pociech. – Tłumienie uczuć i obowiązek łagodności stają się podstawowym wzorcem emocjonalnym zarówno dla zwierząt, jak i dzieci – mówi Konecki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną