Wydział niedoręczonych przesyłek

Drugie życie martwych listów
Jak na czasy maili i esemesów w Wydziale Niedoręczalnych Przesyłek panuje duży ruch. Trafiają tam listy do św. Mikołaja, zderzaki samochodowe, biżuteria i egzotyczny okaz pająka. Ludzie potrafią wysłać wszystko.
Wydział Niedoręczalnych Przesyłek w Koluszkach.
Grzegorz Michałowski/PAP

Wydział Niedoręczalnych Przesyłek w Koluszkach.

Kiedyś takie przesyłki Poczta Polska wystawiała na specjalnych aukcjach.
Grzegorz Michałowski/PAP

Kiedyś takie przesyłki Poczta Polska wystawiała na specjalnych aukcjach.

Do Koluszek trafiają przesyłki, którym z jakiegoś względu nie udało się znaleźć adresata.
Radosław Jóźwiak/Agencja Gazeta

Do Koluszek trafiają przesyłki, którym z jakiegoś względu nie udało się znaleźć adresata.

Czasem pracowników wydziału wybijają z rutyny prawdziwe niespodzianki.
Grzegorz Michałowski/PAP

Czasem pracowników wydziału wybijają z rutyny prawdziwe niespodzianki.

Sortownia w USA. To z takich centrów niedoręczalne przesyłki wędrują do wydziału w Atlancie - Biura Martwych Listów.
Smithsonian National Postal Museum

Sortownia w USA. To z takich centrów niedoręczalne przesyłki wędrują do wydziału w Atlancie - Biura Martwych Listów.

W Ameryce jest to wydział elitarny. W sprawie dwustuletniego już niemal Biura Martwych Listów w Atlancie telefony nie przestają dzwonić. Lynn Heidelbaugh z Narodowego Muzeum Poczty Smithsonian przyznaje, że co roku dostaje zapytania od pisarzy i dramaturgów, którzy w swoich dziełach pragną nawiązać do losów tej enigmatycznej instytucji. Hołd oddawali jej muzycy („Dead Letter Office” R.E.M.), autorzy słuchowisk („Dead Letters” Gregory’ego Whiteheada) czy tele­wizyjni Simpsonowie. W Polsce źle zaadresowane, niechciane lub uszkodzone paczki i listy trafiają skromniej – do Koluszek, do 30-osobowego Wydziału Niedoręczalnych Przesyłek. Leżą w odrapanym magazynie przy opuszczonej bocznicy, w samym sercu Polski.

Na tropach adresata

I do Atlanty, i do Koluszek trafiają przede wszystkim przesyłki, którym z jakiegoś względu nie udało się znaleźć adresata. Główne przyczyny takiego stanu to zły adres na kopercie oraz brak zgody na przyjęcie pakunku przez odbiorcę. Nadawca często nie chce przesyłki z powrotem, bo musiałby znów pokryć koszty transportu. – Mamy na przykład osoby nieuczciwe, które wysyłają inne przedmioty, niż zobowiązały się sprzedać – tłumaczy Marcin Wojtaszek, dyrektor Biura Jakości i Normowania Pracy Poczty Polskiej. – Zamówił pan zielone drzwi do samochodu, uchyla pan tylko opakowanie i widzi, że one są czarne albo w ogóle od innego modelu. Zobaczy pan w magazynie te wszystkie wielkogabarytowe paczki.

Rzeczywiście, już w pierwszej sali magazynu leżakują skrupulatnie oznaczone metalowe obiekty wielkich rozmiarów: drzwi, zderzaki, koła zapasowe. Przechodzący przez salę pracownik wydziału uśmiecha się pod nosem, zauważając, że moglibyśmy złożyć na miejscu kilka aut. O narzędzia nie ma się co martwić. Na pewno też gdzieś tutaj są.

W przypadku przesyłek niezaadresowanych pracownicy specjalnego wydziału mogą sprawdzić, co skrywa opakowanie. Zanim to nastąpi, taki list lub paczka muszą przejść przez specjalny skaner, który pokaże, czy w środku nie znajduje się niebezpieczny przedmiot albo żywność. W tym ostatnim przypadku przesyłka trafia do natychmiastowej utylizacji, w pozostałych – rozpoczyna się śledztwo. – Pracowników Dead Letter Office otaczała aura wytrawnych rzemieślników – wspomina swój pobyt w Atlancie Gregory Whitehead, autor słuchowiska „Dead Letters” z 1984 r. – Oni sami zachowywali się zaś, jakby posiedli rzadką sztukę odszyfrowywania tajemnych znaków. Wiedzieli przy tym, że jeśli zawiodą, przesyłki spłoną.

Od tamtego czasu minęło niemal 30 lat, metody zmieniły się nieznacznie, ale powaga sytuacji ani o krztynę. Tym większa radość, jeśli uda się ustalić tożsamość adresata. – Ostatnio trafiły do nas dość nietypowe części motocykla – wspomina Krzysztof Piorunek, kierownik Wydziału Niedoręczalnych Przesyłek. – Na podstawie dokumentów, jakie znaleźliśmy w środku, potrafiliśmy ustalić, kto jest adresatem. Okazało się, że te części są absolutnie zabytkowe, a nasz klient zakupił je po bardzo długich poszukiwaniach. Ta historia ma taką puentę, że dzięki naszej interwencji ten człowiek zdążył jeszcze złożyć pojazd i wystartować w rajdzie zabytkowych motocykli.

Aby takich szczęśliwych zakończeń było jak najwięcej, zawartość kopert jest w Koluszkach dokładnie fotografowana, a zdjęcia trafiają do sieciowego rejestru. Dzięki temu istnieje szansa, że dzwoniąc tu, odnajdziemy zgubę, opisując dokładnie nadany przedmiot. Jeśli telefon jednak nie dzwoni, paczka musi przeleżeć w magazynie 13 miesięcy. Wyjątkiem są przedmioty potencjalnie wartościowe (dokumenty, pieniądze, biżuteria itd.), które dopiero po dwóch latach trafiają do Skarbu Państwa. Do tego czasu kosztowności tkwią w żółtych, metalowych szafach, które równym szpalerem podpierają ściany magazynu. Kiedyś niedostarczalne przesyłki można było wylicytować na specjalnych aukcjach (w USA dalej można), ale z powodu nikłego zainteresowania i sporych kosztów takiej operacji Poczta Polska ostatecznie z nich zrezygnowała. „Potencjalnie wartościowe” muszą więc uzbroić się w cierpliwość.

Czasem pracowników wydziału wybijają z rutyny prawdziwe niespodzianki. Za kadencji obecnej dyrektor Mieczysławy Zawady już dwukrotnie do Koluszek zawitała zagubiona bomba, a całkiem niedawno w jednej z paczek znaleziono egzotyczny okaz pająka, którego szybko odesłano do łódzkiego zoo. W rozmowach z pracownikami Wydziału Niedoręczalnych Przesyłek jak mantra powtarza się hasło: ludzie potrafią wysłać wszystko.

Ostatnia wola żołnierza

Podobne przesłanie płynęło z opublikowanego w 1894 r. artykułu poświęconego amerykańskiemu Dead Letter Office. Podsumowując niemal 70-letnią działalność wydziału, jego autorka wymieniała nieprawdopodobne skarby zgromadzone w pocztowym muzeum. Wśród nieodebranych przesyłek znajdowały się prastare woluminy, monety sprzed 2 tys. lat, a nawet mały słoń. Podczas gdy ostatni dyliżans pocztowy zawitał do Koluszek dwa lata temu (od tego czasu Poczta Polska zrezygnowała z przewozów kolejowych), w Ameryce doskonale pamięta się czasy dyliżansów trochę innych – tych, które doskonale znamy z westernów. Przypomina o nich rozcięta nożem i poplamiona krwią torba pechowego listonosza, którego na drodze do siedziby DLO napadli Apacze.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną