Społeczeństwo

Polokołczing

Obsesja coachingu

W latach 80. w amerykańskich korporacjach coaching wprowadzano wręcz masowo, by motywować ludzi do bardziej wydajnej pracy. W latach 80. w amerykańskich korporacjach coaching wprowadzano wręcz masowo, by motywować ludzi do bardziej wydajnej pracy. Rene Mansi/Getty Images / FPM
Masowo daliśmy sobie wmówić, że przyjdzie jakiś kołcz i zmieni nasze życie.
Kolejna prosta mądrość na temat polokołczingu brzmi: najlepiej na tym biznesie zarabiają ci, którzy wmawiają innym, że każdy może być kołczem.Marcin Balcerzak/PantherMedia Kolejna prosta mądrość na temat polokołczingu brzmi: najlepiej na tym biznesie zarabiają ci, którzy wmawiają innym, że każdy może być kołczem.

Coaching. Dawniej – trening, terapia, warsztat. Nowa polska obsesja. W internecie – tysiące ogłoszeń, setki stron. Kołczing dla singielek, diet kołczing, kołczing zen, chrześcijański, wizerunku czy płodności. Ślubny, rodzicielski, rozwodowy. A także: kołcz – wróżka, kołcz – wizażystka. Kołczing płciowy – co to znaczy być prawdziwą kobietą, prawdziwym mężczyzną. Polokołczing klasy średniej.

Idea znana jako coaching narodziła się pół wieku temu w Ameryce, gdy wśród masowo korzystającej z terapii psychologicznych publiczności pojawiło się przekonanie, że analizowanie przeszłości na sesjach terapeutycznych pomaga nielicznym i na jakiś czas. I że lepiej skupić się na tym, co tu i teraz. Na planowaniu przyszłości, tak zwanych zasobach, czyli talentach i predyspozycjach, jakie człowiek-klient posiada. Lepiej przyjrzeć się przekonaniom człowieka, które blokują zmiany w jego życiu na lepsze, niż analizować relacje z ojcem czy matką.

Na wydajność i ekscytację

W latach 80. w amerykańskich korporacjach coaching wprowadzano wręcz masowo, by motywować ludzi do bardziej wydajnej pracy, optymalizować wysiłek i koszty – jak to zgrabnie ujmowała kadra zarządzająca. Sesje okazały się skuteczne. Jak wiele pomysłów zza oceanu, coaching poszedł w świat jako nieodrodny element kultury korporacyjnej. Z badań Chartered Institute of Personnel and Development wynika, że na Wyspach Brytyjskich ok. 80 proc. brytyjskich pracowników miało już do czynienia z coa­chingiem, a połowa tamtejszych firm regularnie z coachingu korzysta. Podobnie we wszystkich zachodnich korporacjach.

Do Polski trafił najpierw executive coaching dla kadry zarządzającej. Coaching biznesowy dla rozwoju przedsiębiorstw, inwestycyjny, grupowy – z czasem odmian pojawiło się wiele, ale i chętnych na coaching, pnących się po drabinie sukcesu – coraz więcej. Dziś według Polskiej Izby Firm Szkoleniowych w Polsce jest zaledwie 1,3 tys. coachów, jednak wysypu tych samozwańczych kołczów statystyki nie obejmują. A to już prawdziwy wysyp – w internecie dziesiątki tysięcy odwiedzin. Kołczują trenerzy domorośli, kołczują ci po niby-profesjonalnych kursach (z dyplomami uzyskanymi za jedyne 59 zł za pośrednictwem strony net­akademia.pl albo kursów weekendowych typu: zostań kołczem w dwa dni). Ogłaszają się, oferując łatwe i szybkie rozwiązanie wszystkich życiowych problemów. – Na skalę masową. Jednak to, co ludzie robią dziś pod hasłem coaching, to samowolka niemająca ze skuteczną pomocą nic wspólnego – ubolewa dr Joanna Żukowska z SGH, autorka programu podyplomowych studiów coachingowych.

Teoretycznie, jeśli ktoś chce wydać od 50 do 250 zł za prywatną sesję lajfkołczingu – jego problem. Jeśli jednak człowiek trafia do kołcza, a nie do terapeuty, bo ten kojarzy mu się z problemami – to już poważniejszy problem. Zwyczajnie żal też pieniędzy wydanych na pomoc, która szkodzi. – Żyjemy w społeczeństwie, w którym nie ma już mistrzów, mentorów, autorytetów, a ludzie wciąż potrzebują ich na swojej drodze zawodowej i życiowej, stąd popularność zjawiska – mówi Jerzy Dmuchowski, kierownik Podyplomowego Studium Coachingu realizowanego przez SWPS i Laboratorium Psychoedukacji, psychoterapeuta. Tej energii też szkoda.

Szczególnie wdzięczna grupa docelowa to trzydziestoparoletnie singielki. Ambitne i zasobne. Agnieszka Przybysz, autorka kilku książek, która mieni się pionierem polskiego coachingu i jest stałym gościem telewizji śniadaniowych, radzi singielkom „jakich narzędzi użyć, by przyciągnąć miłość”. A więc: „Wystarczy to sobie zaplanować i zwizualizować. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, trafi się przystojny, dojrzały i zaradny życiowo mężczyzna”. Przybysz założyła też Couch Institute i ma ofertę dla przedsiębiorczych kobiet: sama szkoli kołczów i kołczinie w przechodzeniu „od pasji do pieniędzy”. Chętnych na bycie kołczem nie brakuje.

 

Inny modny dziś program kołczingowy dla singielek zaleca: „Wykreujesz idealny, inspirujący i ekscytujący obraz Twojej relacji, bazując na stworzonej przez siebie wizji, określisz wyraźnie cele i intencje”. Język zarezerwowany dla biznesowych celów przekłada się na relacje i program kołczingowy gotowy. Skąd pani kołcz wie, że jej program działa? Bo wypróbowała na sobie!

Kolejny „coach relacji międzyludzkich” zastanawia się na łamach ezoter.pl – portalu z duszą – co lepsze: wróżka czy kołcz, i od razu odpowiada: „Ezoteryka udzieli odpowiedzi na pytania o naszą przyszłość z poziomu duchowego, wskaże drogę, ale nie każdy człowiek będzie wiedział, co z tym zrobić. Wtedy ma możliwość skorzystania z usług coacha”.

Druga szczególnie wdzięczna grupa docelowa to rodzice. Zdaniem dr Joanny Żukowskiej taki akurat coaching, względnie nawet kołczing, może przynieść korzyści, bo Polacy nadal mają przekonanie, że dziecko jest ich własnością. – Jeśli na zajęciach dowiedzą się, że zamiast: zawiąż natychmiast buty, lepiej powiedzieć: zobacz, co z tymi butami możesz teraz zrobić, to skorzystają z tego – mówi. Problem zaczyna się, gdy rodzice, z pomocą prywatnych kołczów, zamiast zwyczajnie spędzać czas z dzieckiem, zaczynają trenować je na życiowych zwycięzców. A domorosły kołcz daje to w pakiecie.

Na życie i śmierć

Ale pseudokołczing panoszy się też tam, gdzie są realne problemy. Kołcz Janek, absolwent AWF i studiów menedżerskich, oferuje kołczing ludziom chorym na raka i ich rodzinom. Zapytany, co to jest psychoonkologia, jakie są stadia bólu, jakie kolejne stadia żałoby, oburza się: nikogo nie będzie do siebie przekonywał. Temat umierania zna, bo pożegnał chorych rodziców. – Praca z psychologiem się ciągnie, a w Polsce potrzebna jest taka osoba jak ja – zachęca, dodając, że ma też w ofercie pakiet all inclusive, gdzie za jedyne 3 tys. zł przeprowadzi „program szyty na miarę: będziesz mógł pożegnać dręczące Cię myśli o przeszłości, lęki o przyszłość i mieć dostęp do wiedzy, jak świadomie kierować i zarządzać zmianą w swoim życiu”. Tak, ma już doświadczenie zdobyte jako kołcz.

Doradztwo kołcza Janka w praktyce sprowadzi się do wyznaczenia celów dla chorego: napisz testament; skonsultuj sporne kwestie z prawnikiem; odezwij się do córki; wybierz trumnę. I dla rodziny: nie miej pretensji, wybacz ojcu, bo ojciec umiera. Psycholog powie – to żadne wybaczenie, to unieważnienie, zostawia się człowieka z problemem jedynie na krótko zamiecionym pod dywan. Zasadnicza różnica. A co, jeśli w rodzinie jest konflikt? A często jest – wokół raka, bo to duża próba. Gros wiedzy psychoonkologa, przysłanego do towarzyszenia w umieraniu z hospicjum, sprowadza się do tego, w co nie wkraczać. Kołcz Janek na pytanie, czy bierze odpowiedzialność za to, co robi, odpowiada, że każdy jest odpowiedzialny sam za siebie, a to, co człowiek zrobi z wiedzą, to jego sprawa.

Polokołczing szczególnie lubi proste rozwiązania. Jak krążący w internecie filmik „Jesteś zwycięzcą!”, który dorobił się kilku milionów odsłon. Młody mężczyzna, Piotr, dukając i myląc się, wykrzykiwał: „Co zrobisz, jak upadniesz? Podniesiesz się – jesteś zwycięzcą. Wszyscy dookoła będą się śmiać z ciebie i mówić, że jesteś bezwartościowy – kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!”. Ostatnią frazę powtarza kilkanaście razy. W internecie bezmyślne powielanie starych schematów rodem z dawnych szkoleń Amwaya śmieszy, ale w realu się sprzedaje. Wieloletnia nauczycielka języka polskiego z Zamościa, która w kryzysie w edukacji postanowiła przekwalifikować się na kołcza, zaleca takie ćwiczenie: „Co rano uśmiechaj się. Jeśli nie masz ochoty – zrób to na siłę. I jeszcze przez 30 sekund. Całe ćwiczenie powinno trwać minutę. Czemu nie zaczynać dnia dobrą energią?”. Psycholog powie raczej: zwróć uwagę na swoje emocje, daj im wybrzmieć, zrób dla nich miejsce, naucz się z nimi radzić. Nauczycielka ma jednak inną wizję rozwoju osobistego: „zamień słowo zadanie na wyzwanie”.

 

Na sens i bezsens

Kolejna prosta mądrość na temat polokołczingu brzmi: najlepiej na tym biznesie zarabiają ci, którzy wmawiają innym, że każdy może być kołczem. Ogranizują te wszystkie kursy online. Wodę na młyn leją im eksperci od rynku pracy, którzy przekonują, żeby nauczycieli, zważywszy na niż demograficzny, przekwalifikowywać właśnie na kołczów.

Ponieważ nazwa okazała się chwytliwa, coraz trudniej odróżnić, co może mieć wartość, a co nie. Stowarzyszenie Zen Coaching Polska nie widzi żadnej sprzeczności w zarabianiu na filozofii Wschodu sprzedawanej w formie coachingu. Coachami zaczęli się nazywać profesjonalni, doświadczeni psychoterapeuci, oferując np. coaching metodą Gestalt albo jungowską. – Wiedza psychologiczna pomaga coachowi w pracy, ale psychoterapia to nie coaching i nie da się tego pogodzić, bo to są dwa różne podejścia – zastrzega Jerzy Dmuchowski. I dodaje, że jeśli trafi się klient z wyraźnymi objawami depresji, lękami, po traumatycznych przejściach, z którymi sobie mimo czasu nie radzi, to wielotygodniowe kołczowanie nie ma żadnego sensu.

Choć analizowanie swoich przekonań i uprzedzeń, świadomość własnych talentów i predyspozycji ma sens. Planowanie przyszłości, świadomość własnych celów oraz możliwości ma dziś sens tym głębszy, że jedną z najważniejszych iluzji, której współcześnie ulegamy, jest przekonanie, że można być każdym i wszędzie, że skoro tożsamość nie jest już dana wraz z zawodem rodziców i miejscem urodzenia, to można ją wymyślać. Rozwój osobisty to rodzaj nowej religii, z kołczami w rolach kapłanów.

Podatni na tę nową religię są czterdziestolatkowie – pokolenie yuppie, które zachwyciło się możliwościami raczkującego kapitalizmu i demokracji bez świadomości, jakie są osobiste koszty. Eksploatujący się ponad możliwości, dziś – częściowo rozczarowani, pozostali w poczuciu, że się nie udało. I zadający sobie pytanie o sens, bo to ten moment w życiu.

Niechby więc i pomógł im mistrz, konsultant. Jak jednak znaleźć fachowca? Odróżnić coacha od kołcza? Jerzy Dmuchowski poleca przejrzeć referencje, przyjrzeć się doświadczeniu i wykształceniu. Ale pytanie zasadnicze, które zainteresowany powinien sobie zadać, brzmi: do czego w ogóle ten coach? Dr Joanna Żukowska z SGH widzi wyraźną różnicę między myśleniem o coachingu 20 lat temu i dziś. Wtedy coach służył do generowania przez korporacje większych zysków. Dziś wiadomo już, że są procesy, które nie zależą od nas, można się narobić, walczyć, przyjdzie krach i wszystko zmiecie. I trzeba umieć dalej żyć. Niekoniecznie zaczynając co rano od uśmiechu na siłę.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Twarz stała się narzędziem walki w Hongkongu. Kto kogo przechytrzy?

Władze Hongkongu wykorzystują nowe technologie, żeby namierzyć i ukarać demonstrantów. Ale to broń obosieczna. Walka, choć nierówna, chwilami przypomina grę protestujących z władzą i policją.

Aleksandra Żelazińska
18.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną