Prof. Chazan w obronie „Deklaracji wiary lekarzy katolickich”

Recepta na sumienie
„Lekarz nie jest niewolnikiem pacjentki. Ma sumienie i nie jest do wynajęcia do każdej roboty”.
Michał Rozbicki/Newspix.pl

„Lekarz nie jest niewolnikiem pacjentki. Ma sumienie i nie jest do wynajęcia do każdej roboty”.

„Lekarze katoliccy są tak samo wrażliwi i czuli na potrzeby pacjentki jak lekarze niekatoliccy. Na pewno nie są gorsi”.
Michał Rozbicki/Newspix.pl

„Lekarze katoliccy są tak samo wrażliwi i czuli na potrzeby pacjentki jak lekarze niekatoliccy. Na pewno nie są gorsi”.

Ja tylko pytam, co w sytuacji, gdy przychodzi pacjentka, która ma prawo do legalnej aborcji.
Nie ma prawa.

Jak to?
Powtarzam, prawo jest takie, że lekarz, który przeanalizuje jej sytuację i dokona zabiegu, nie będzie za to ukarany.

A co z sytuacją, gdy pacjentka idzie po receptę na hormonalną antykoncepcję, a lekarz jej odmawia ze względów ideologicznych. Nie wykonuje usługi, a NFZ i tak refunduje wizytę.
Lekarz z nią rozmawia. NFZ nie refunduje wypisania recepty, tylko poradę. A porady antykoncepcyjne i dotyczące planowania rodziny nie sprowadzają się do wymiany zdań: poproszę receptę, ależ nie ma sprawy. Lekarz musi się dowiedzieć, jaki jest stan zdrowia pacjentki, przedstawić jej różne opcje. Powinien działać według zasady: po pierwsze nie szkodzić. A środki, które zawiera tabletka antykoncepcyjna, są kancerogenne.

Są legalne i dopuszczone do obrotu.
Ale wywołują szkodliwe następstwa i lekarz musi to rozpatrzeć w swoim sumieniu.

A pacjentka ma tu coś do powiedzenia?
Oczywiście, ale lekarz też. Bo lekarz nie jest po to, że jak przyjdzie pacjent i zażąda: proszę mi obciąć narządy płciowe albo skrócić nos, to on odpowiada: już się robi. Na ulotkach dołączanych do tabletek antykoncepcyjnych są informacje, że powodują one zmiany w endometrium. A zarodek, który nie może zagnieździć się w endometrium, ginie. Jeśli kobieta na przykład pali papierosy, to w połączeniu z antykoncepcją hormonalną rośnie u niej ryzyko zawału serca czy udaru mózgu.

Załóżmy, że kobieta jest świadoma zagrożeń. Ma prawo podjąć taką decyzję i oczekiwać recepty?
Lekarz nie jest niewolnikiem pacjentki. Ma sumienie i nie jest do wynajęcia do każdej roboty.

Wychodzi na to, że to pacjentka jest niewolnicą, bo lekarz decyduje za nią.
Skąd w was ta zawziętość wobec grupy 2,5 tys. lekarzy? Skąd ta złość, ta nienawiść?

To jest lęk.
Przed czym? Przecież ci lekarze nie krzywdzą swoich pacjentek. Lekarze katoliccy są tak samo wrażliwi i czuli na potrzeby pacjentki jak lekarze niekatoliccy. Na pewno nie są gorsi.

Lęk przed tym, że trafi się na lekarza, który uzna, że jego sumienie jest ważniejsze od prawa pacjenta do decydowania o własnym życiu. Lęk przed lekarzem, dla którego „prawo boskie ma pierwszeństwo przed ludzkim”.
Lekarz nie jest robotem ani urzędnikiem od stemplowania wyroków śmierci. Dla każdego katolika prawo boskie ma pierwszeństwo. Jesteśmy na ziemi przejściowo, a naszym celem jest zbawienie.

Tylko tu gdzieś się gubi podmiotowość pacjenta.
Przeciwnie, zyskuje. Czy pani nie bałaby się iść do lekarza, który spełnia każde życzenie pacjenta? Miałem taką historię w swojej rodzinie, gdy ojciec lekarz bardzo się obawiał, że jak córka pojedzie na kolonie, to dostanie ataku wyrostka robaczkowego, a w prowincjonalnym szpitalu źle wykonają zabieg. Poprosił więc kolegę, by przeprowadził profilaktyczną operację u zdrowej osoby. To jest słuszne? Lekarz ma prawo odmowy, gdy w swoim sumieniu uzna, że antykoncepcja zaszkodzi kobiecie. A hormonalna antykoncepcja to nie jest ochrona zdrowia. Zresztą w Polsce jest tylu lekarzy, którzy nie mają nic przeciwko wypisywaniu recept na tabletki, że kobiety mogą wybierać.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną