Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Milion drobnymi

Crowdfunding po polsku

Zespół portalu PolakPotrafi.pl z Poznania. Od lewej: Weronika Zawadzka, Jakub Sobczak, Michał Połetek i Bartosz Nowak. Zespół portalu PolakPotrafi.pl z Poznania. Od lewej: Weronika Zawadzka, Jakub Sobczak, Michał Połetek i Bartosz Nowak. Mariusz Forecki/5shots
PolakPotrafi.pl to jeden z tzw. portali crowdfundingowych, łączących marzycieli z tymi, którzy chcą im pomóc te marzenia sfinansować. Wydawałoby się, że przy tak niskim u nas poziomie zaufania społecznego to się nie może udać. A jednak.
Kamil i Mateusz z Wrocławia. Założyli firmę produkującą gry karciane i planszowe.Miłosz Poloch/Polityka Kamil i Mateusz z Wrocławia. Założyli firmę produkującą gry karciane i planszowe.
Spółdzielczy sklep ze zdrową żywnością. To przedsięwzięcie Kooperatywy Spożywczej Dobrze. Od lewej: Adam, Ida i Nina.Leszek Zych/Polityka Spółdzielczy sklep ze zdrową żywnością. To przedsięwzięcie Kooperatywy Spożywczej Dobrze. Od lewej: Adam, Ida i Nina.

To jeszcze nie jest milion dolarów dziennie, ale – jak przekonuje założyciel portalu PolakPotrafi.pl Jakub Sobczak – suma wpłat rośnie wykładniczo. Trzy lata temu, gdy wystartowali, na zgłoszone projekty udało się zebrać 65 tys. zł. W 2013 r. 1,3 mln, a w tym roku wpłaty dobijają już do 2 mln zł.

Jakub ma 27 lat i hasło „Polak potrafi” w ogóle nie kojarzy mu się z gierkowską propagandą epoki PRL. Raczej z internetowymi demotywatorami w stylu: Polak ukradł 7 m drutu pod napięciem albo polski grabarz miał 9,5 promila i przeżył. Nazwą portalu chciał zerwać z wizerunkiem Polaka, który jest jak pies ogrodnika; sam nie zje i drugiemu nie da. I okazało się, że Polacy chcą pomagać, dzielić się, wspierać czyjeś inicjatywy i marzenia.

Portal pierwotnie powstał na potrzeby studentów Politechniki w Poznaniu. Pomagał studentom zbierać środki na realizację projektów dyplomowych. Niby uczelnia daje na to granty, ale pieniędzy zawsze brakuje. Zbierali też na dofinansowanie organizowanych przez samorząd imprez. Z tym doświadczeniem mogli już wystartować jako platforma ogólnopolska.

Zasady są proste

Do portalu zgłaszają się ludzie, którzy mają pomysł, a brakuje im pieniędzy, by go zrealizować. Przedstawiają coś w rodzaju biznesplanu i podają sumę, jaka jest im potrzebna. Zbiórka trwa średnio ok. 40 dni. Jeśli uda się zebrać podaną sumę, dostają pieniądze; także to, co ewentualnie wpłynie „górką”. Jeśli nie – datki wracają do darczyńców. – Ale to wcale nie musi oznaczać porażki – przekonuje Michał Połetek, który w portalu PolakPotrafi.pl zajmuje się kontaktami z projektodawcami. – Mieliśmy na przykład projekt stworzenia opaski dla cukrzyków, która stale monitoruje poziom cukru. Potrzebne było 100 tys. zł, zebraliśmy tylko 25 tys. Ale o projekcie zrobiło się głośno i udało się zainteresować sponsora.

Podobnie było z projektem Nowa Warszawa. Dwóch chłopaków z Wrocławia postanowiło wskrzesić legendę i zbudować prototyp samochodu warszawa w wersji luksusowej. Potrzebowali 60 tys. zł. Zebrali tylko 7 tys. Ale w tym przypadku też wokół pomysłu zrobił się szum medialny. Zgłosiły się firmy, które podarowały im części samochodowe. Ponieważ ten sam projekt nie może być zgłaszany dwa razy, chłopcy trochę go przemodelowali. Rozkręcili też akcję na Facebooku, gdzie przeprowadzono m.in. głosowanie, w jakim kolorze powinien być prototyp.

– Crowdfunding to nie jest idea: bierz forsę i w nogi – tłumaczy Jakub Sobczak. – To także budowanie pewnej społeczności wokół projektu, zaangażowanie emocjonalne darczyńców, nawiązywanie nowych kontaktów. Z drugiej strony można powiedzieć, że crowdfunding to pierwszy sprawdzian dla projektu, rodzaj testowania rynku i argument dla przyszłych inwestorów.

Internet i masowy dostęp do technologii cyfrowych doprowadziły do tego, co badacze nazywają Trzecią Rewolucją Przemysłową i powstaniem społeczeństwa rozproszonego. Jak pisze prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, powstał nowy cyfrowy ekosystem, w którym lokujemy własne zasoby i korzystamy z zasobów lokowanych przez innych. Jest to raczej kultura działania społecznego niż instytucji. Energia społeczna przepływa z instytucji do sieci. – Ludzie byli już zmęczeni industrialną gigantomanią i marzyli o ekonomii w ludzkiej skali. W poprzedniej epoce następowała koncentracja kapitału. Wielkie banki wchłaniały małe, społeczne kasy. Koncerny pożerały mniejsze firmy. Teraz następuje proces odwrotny – mówi prof. Krzysztofek. – Wszędzie tam, gdzie w relacje międzyludzkie wchodzi internet, następuje uruchomienie mikrozasobów. To olbrzymi kapitał, który do tej pory był uśpiony.

Prysznic ego

Jak olbrzymi, pokazał przykład portalu Kickstarter, który stał się wręcz ikoną crowdfundingu. Zbiera on 400 mln dol. rocznie. Szacuje się, że w internecie działa około 450 platform crowdfundingowych, które w 2013 r. zgromadziły 5 mld dol. Z systemu mikropłatności korzystał nawet sztab wyborczy Baracka Obamy. Polskie portale to w porównaniu z Kickstarterem drobnica, ale pewne parametry zaczynają wyglądać podobnie.

– Współczynnik sukcesu, czyli procent udanych projektów na Kickstarterze, wynosi 44, a u nas 42 proc. – przekonuje Jakub Sobczak.

Według prof. Krzysztofka rosnąca popularność crowdfundingu w Polsce oznacza, że dokonuje się przemiana mentalna i kulturowa. Nie jesteśmy już świeżo na dorobku i nie myślimy tylko o tym, jak się nachapać. Jesteśmy mniej sprywatyzowani i skomercjalizowani, niż się wydawało. Chcemy się dzielić, a crowdfunding nam to bardzo ułatwia. Łączy w sobie trend internetowego rozproszenia z kulturą daru, obecną w ludzkich społecznościach od zarania.

– Powstaje jakiś szalony, utopijny projekt. W całości go nie sfinansuję, bo to duże ryzyko, ale 10 dol. mogę na to postawić. To daje mi poczucie wpływu i satysfakcji, jeśli się uda – wyjaśnia prof. Krzysztofek.

Amerykański badacz Chris Anderson wprowadził do obiegu pojęcie „długiego ogona”, czyli takiego modelu biznesowego, który nie polega już na sprzedawaniu produktów w długich, masowych seriach, ale większej ilości asortymentów, które docierają do wielu małych grup. More of less, czyli więcej, ale w małych ilościach. „Długi ogon” wymaga więcej pracy koncepcyjnej, kreatywności i innowacyjności, bo trzeba zidentyfikować wiele nisz potencjalnych nabywców. – Crowdfunding działa na tej samej zasadzie. Małe zasoby od wielu darczyńców sumują się w ogromne kwoty – tłumaczy prof. Krzysztofek.

Przy czym przestrzega przed myleniem crowdfundingu ze zbiórkami publicznymi. To nie jest całkiem bezinteresowna działalność. W razie powodzenia projektu można liczyć na udziały w nim. Projektodawcy, którzy ogłaszają się na platformach, oferują darczyńcom nagrody. To może być gotowy produkt, zaproszenie na wydarzenie, kartka z osobistymi podziękowaniami, umieszczenie nazwisk darczyńców w napisach końcowych, gdy np. chodzi o film. Jedną z najciekawszych nagród wymyślili twórcy Klubu Komediowego przy placu Zbawiciela w Warszawie. Jest to „prysznic ego” – darczyńca wychodzi na scenę, mówi cokolwiek i dostaje owacje na stojąco.

Szalone i przemyślane

Ostatnio na portalu Kickstarter ogłosił się człowiek, który zbiera pieniądze na zrobienie sałatki ziemniaczanej (potrzebował 10 dol., zyskał 50 tys.). Na drugim biegunie jest projekt Solar Roads wymyślony przez amerykańskie małżeństwo, polegający na pokryciu autostrad panelami słonecznymi, co zaspokoiłoby zapotrzebowanie na energię w całym kraju. Brzmi utopijnie, ale udało się na to zebrać ponad 2 mln dol., a pomysłodawców zaprosił na spotkanie Barack Obama.

Na polskich portalach nie pojawiły się jak do tej pory ani projekty tak głupie, ani zaplanowane z takim rozmachem. Ale rozpiętość tematyczna jest ogromna. W Warszawie, dzięki zebranym na portalu PolakPotrafi.pl pieniądzom, powstaje właśnie spółdzielczy sklep ze zdrową żywnością. To przedsięwzięcie Kooperatywy Spożywczej Dobrze, która powstała rok temu, aby dostarczać sobie i innym zdrową i niedrogą żywność. Spotykają się raz w tygodniu i organizują zakupy bezpośrednio u zaufanych rolników, którzy produkują żywność z poszanowaniem środowiska naturalnego i ludzkiej pracy. Organizują także spotkania edukacyjne i integracyjne. Sklep ma się stać nie tylko miejscem zakupów, ale także czymś w rodzaju serca Kooperatywy. Udało im się zebrać ponad 15 tys. zł. Jako nagrody dla darczyńców oferowali zestawy naklejek na przetwory domowe, elektroniczną książkę kucharską, słoik masła orzechowego własnego wyrobu czy zestaw sadzonek z instrukcją obsługi.

Można powiedzieć, że Kooperatywa powstała z wkurzenia. Z jednej strony kiepską jakością jedzenia oferowanego w supermarketach, a z drugiej niebotycznymi cenami w ekosklepach, które potrafią narzucić stuprocentową marżę – deklaruje Ida Jabłońska, na co dzień aktorka. – Jest w tym też element oddolnej demokracji, powrotu do idei spółdzielczości.

Dzięki crowdfundingowi powstały m.in. krakowski teatr Barakah, Lawendowe Muzeum Żywe w Kawkowie, rewitalizowana jest łódzka fabryka ­FabLab. Przed olimpiadą w Soczi na portalu zbierali fundusze polscy sportowcy, wśród nich złoty medalista Zbigniew Bródka. Nagrodą był m.in. udział w treningu z kadrą olimpijską. Himalaista Adam Bielecki zgromadził środki na kolejną wyprawę. Powstają gry planszowe, płyty, filmy. Ostatnio np. krótkometrażówka o Mateuszu Malinie, jednym z czterech ludzi na świecie, który bez butli schodzi na głębokość 106 m. Zbierano na oprogramowanie do nauki angielskiego, aplikację e-food, dzięki której można sprawdzić, czy produkt jest zdrowy, oraz na wykonywane ręcznie samochodziki, dzięki którym niepełnosprawne dzieci mogą zyskać mobilność.

Ale są i tak szalone projekty, jak spływ na drzwiach od ubikacji do Morza Czarnego. – My nie oceniamy projektów. Jeśli ktoś chce nagrać płytę, nie sprawdzamy, czy umie śpiewać. To ludzie o tym zadecydują. Nie cenzurujemy ich. W jednym czasie trwała zbiórka na jedną z akcji Kampanii Przeciw Homofobii i na film dokumentalny o Januszu Korwin-Mikkem – opowiada Jakub Sobczak. – Jedyny warunek, by projekt był zgodny z prawem i żeby nie była to czysto charytatywna zbiórka, bo od tego są inni.

Zanim wejdą korporacje

Na portal właśnie weszli z projektem Mateusz i Kamil z Wrocławia. Założyli firmę produkującą gry karciane i planszowe. Są przekonani, że to przyszłościowy trend, bo ludzie mają już dosyć imprez wi-fi, podczas których gra się niby z innymi uczestnikami, ale tak naprawdę z twarzą wlepioną w ekran. Mają już na koncie kilka gier karcianych w stylu flirtu towarzyskiego. Teraz zbierają na nową, ulepszoną wersję swojej pierwszej planszowej gry „Labirynt”. – To gra adresowana do normalsów, dla których chińczyk jest trochę za prosty, ale też nie są hardcorowcami, którzy na grze potrafią spędzać całe dni – tłumaczy Mateusz.

Ludzie z portalu PolakPotrafi.pl pośredniczą w spotkaniu Kamila i Mateusza z Michałem Wawrzyniakiem, trenerem biznesowym, któremu udało się stworzyć w Kaliszu wielomilionowy biznes szkoleniowy. Wspiera bardzo wiele projektów, bo jest zafascynowany ideą crowdfundingu. Zgadza się z jego życiową zasadą: zawsze i wszędzie możesz wszystko. Im bardziej szalony pomysł, tym lepiej. Według niego Polacy nie czują potęgi crowdfundingu, bo nie było u nas jeszcze wielkiej, spektakularnej akcji, takiej jak Solar Roads. Jak do tej pory najgłośniejszy był projekt Space is More. Grupa wrocławskich studentów dostała się do finału konkursu organizowanego przez NASA. Mieli zaproszenie do Ameryki, ale brakowało im pieniędzy na podróż. Prosili o 4 tys. zł, zebrali prawie 100 tys.

Specjaliści szacują, że jeśli utrzyma się dotychczasowa dynamika, to w 2025 r. portale crowdfundingowe będą zbierały po 300 mld dol. rocznie; to budżet średniego państwa. Pytanie, czy się utrzyma. Prof. Kazimierz Krzysztofek obawia się, że crowdfundingowi może grozić komercjalizacja. – Wielkie korporacje potrzebują społeczności. A ponieważ same nie potrafią ich tworzyć, przyglądają się działaniom amatorów i gdy ci zyskują znaczącą liczbę użytkowników, po prostu ich wykupują – tłumaczy.

Jakub Sobczak ma podobne obawy. Już widać, że crowdfundingowi coraz uważniej przyglądają się duże firmy, bo to świetne narzędzie marketingowe i reklamowe. Gdy wejdą z finansowym wsparciem, projektodawcom przestanie się opłacać nawiązywanie społecznych więzi z wieloma darczyńcami, żeby z małych wpłat uzbierać potrzebną kwotę. Będą próbowali zapolować na dużego sponsora. A to oznacza koniec idei crowdfundingu. I wtedy znowu trzeba będzie wymyślić coś nowego.

Polityka 29.2014 (2967) z dnia 15.07.2014; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Milion drobnymi"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną