Zaczęło się dramatycznie. Pierwszy dyrektor parku popełnił szeroko opisywane w mediach samobójstwo, strzelając sobie z broni długiej w klatkę piersiową, w okolice serca, po tym jak minister odwołał go zaledwie po miesiącu urzędowania. Kolejny, i zarazem obecny, cudem uniknął ciosu nożem w pierś od zwolnionego dyscyplinarnie pracownika. A teraz dyrektor i park znów są w samym centrum medialnej uwagi. Ekologiczna awantura, w tle duże pieniądze: ponad 4 mln euro z Komisji Europejskiej i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.
Nowa parkowa afera wybuchła w lipcu, gdy poseł Robert Biedroń złożył interpelację do ministra środowiska w sprawie niegospodarności i działań podejmowanych przez nowe władze parku wbrew interesom ochrony przyrody. Poseł pytał ministra m.in. o zaniżanie stawek dzierżawy gruntu, co mogło spowodować uszczuplenie dochodów Skarbu Państwa i budżetu parku nawet o kilka milionów złotych, a także o próby wyłudzenia z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nienależnych parkowi dopłat.
Wystąpienie posła Biedronia zapewne było inspirowane doniesieniami na portalach ekologicznych. Na kilka dni przed poselską interpelacją portal Dzikie Życie opublikował artykuł: „Do Parku Narodowego Ujście Warty wchodzisz na własną odpowiedzialność”. Wcześniej, pod koniec czerwca, w innym czasopiśmie internetowym wydrukowano pismo redakcji „Bezpiecznej Polski” do ministra środowiska i zapowiedź złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez dyrektora parku. Niemal równolegle w internecie ruszył anonimowy blog „Koalicja Ujście Warty”, na którym pod hasłem ujawniania skandali autorzy zamieścili serię bogato ilustrowanych artykułów o nieprawidłowościach i zaniedbaniach w parku, nie kryjąc, że ich celem jest doprowadzenie do zmiany na stanowisku dyrektora.