Społeczeństwo

Misie bez okienka

Życie bez telewizora

flash.pro / Flickr CC by 2.0
Stosunek do telewizora to dziś niemal test na przynależność klasową. Niektórzy postanowili go odstawić.
Telewizyjni albo internetowi eremici coraz częściej jako bohaterowie reportaży pojawiają się w telewizji, ale wbrew pozorom to wciąż rzadkość.Antonio Garcia Recena/PantherMedia Telewizyjni albo internetowi eremici coraz częściej jako bohaterowie reportaży pojawiają się w telewizji, ale wbrew pozorom to wciąż rzadkość.
Pan Zdzisław (pierwszy z lewej) z rodziną. W Domanicach żyje się skromnie, ale telewizor musi być. Daje poczucie uczestnictwa w lepszym świecie.Leszek Zych/Polityka Pan Zdzisław (pierwszy z lewej) z rodziną. W Domanicach żyje się skromnie, ale telewizor musi być. Daje poczucie uczestnictwa w lepszym świecie.
Magda Pinkwart razem z mężem Sergiuszem i synem Wilhelmem. Zrezygnowali z telewizora i postawili na wideo blogi.Leszek Zych/Polityka Magda Pinkwart razem z mężem Sergiuszem i synem Wilhelmem. Zrezygnowali z telewizora i postawili na wideo blogi.

Czy twoje życie jest tak okropne, że musisz oglądać cudze? Czy się tego nie wstydzisz? Oddaj nam swój telewizor, a my pokażemy ci, jak interesująco spędzić czas – tak niedawno psychologowie zaczepiali przechodniów na Piotrkowskiej w Łodzi. Pracownicy i sympatycy Towarzystwa Wiedzy Psychologicznej START próbowali zniechęcać do oglądania telewizji, zapraszając na warsztaty psychologiczne poświęcone odzyskiwaniu kontroli nad życiem. I zachęcając, by w zamian zostawić u nich odbiornik. Wszystko trwało miesiąc. – I nic, porażka – rozkłada ręce psycholog ze STARTU Andrzej Kuśmierczyk. – Nikt nie tylko nie zostawił odbiornika, ale nawet komentarza w internecie, a przechodnie z Piotrkowskiej patrzyli na nas ze zgrozą, jakbyśmy wymagali od nich, żeby oddali nam mózgi, a nie zbędne urządzenia.

Andrzej Kuśmierczyk nazywa to dosadnie: Polakowi tylko wydaje się, że jest właścicielem telewizora, ale to on trzyma go w garści. Badania potwierdzają to przywiązanie. W ubiegłym roku Polacy spędzili przed telewizorem średnio 4 godziny i 7 minut dziennie – o 4 minuty więcej niż w 2012 r. (Nielsen Audience Measurment). Diagnoza Społeczna 2013 wskazuje też, że chętniej niż komputery kupowali nowoczesne plazmy albo odbiorniki LCD. W 2007 r. taki telewizor był w co piątym domu, w ubiegłym roku – w 70 proc. gospodarstw.

Jednak przywiązanie to rozkłada się nierówno. Stosunek do własnego telewizora i relacje z nim to dziś rodzaj testu na przynależność do określonej klasy społecznej. Test na życiową niezależność.

Zamknięci

Ci najbardziej zależni są najbardziej przywiązani. To jasne. Zdumiewa jedynie siła tej relacji. Bożena Jaskółka, pracownik opieki społecznej w Domanicach koło Siedlec, jednej z 10 najbiedniejszych polskich gmin (399 zł przychodu z podatków na osobę), przyzwyczaiła się do widoku plazm w domach swoich podopiecznych. Przestała pytać, skąd rodzina, która utrzymuje się z głodowego zasiłku, ma pieniądze na drogi sprzęt, bo wiadomo: biorą na raty, których potem nie spłacają. Zdarza się, że rodziny, które gnieżdżą się w dwu izbach bez kanalizacji, mają dwa odbiorniki, które są włączone non stop – bo babcia, z której emerytury żyje cała rodzina, ogląda Telewizję Trwam, bezrobotny syn siedzi na kanale sportowym, a synowa w kolejnej ciąży śledzi kolejny odcinek uwielbianego przez polską biedę serialu „Zbuntowany anioł”. – Wegetują, ale mają złudzenie uczestnictwa w czymś lepszym – przyznaje Bożena Jaskółka. – Komuś z boku wydawałoby się, że telewizja może ich wyciągnąć z dołów, pokazując pozytywne wzory, ale ona tylko przywiązuje ich do krzeseł i wręcz pogłębia ich nędzę.

W dodatku ta telewizja, którą tak się chętnie karmią w Domanicach, zniechęca ich do zmian. W gminie ruszył niedawno projekt aktywizacji zawodowej najbiedniejszych. Warunki świetne: bezpłatny kurs prawa jazdy, dla uczestników prawie tysiąc złotych miesięcznie. Ale nikt się nie zgłosił. Powód: konieczność założenia konta – ale też sceptycyzm wzięty, jak się okazało, właśnie z telewizji. W tym samym czasie pokazywała ona programy o bezsensie podobnych projektów wypuszczających w biedną gminę kilkadziesiąt fryzjerek albo manicurzystek. Nieważne, że nijak się to miało do Domanic, grunt, że w telewizji powiedzieli, że niedobrze.

– W szerszej skali telewizja może dziś zadziałać jako utrwalacz biedy – przyznaje socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Dominik Batorski. Z jego badań wynika, że – w odróżnieniu od użytkowników internetu – oglądający wyłącznie telewizję są bardziej nieufni, rzadziej angażują się społecznie, mniej wierzą w swoją sprawczość. Poza tym nie rozumieją, po co mieliby sięgać po internet (prawie 80 proc. Polaków z wykształceniem podstawowym z niego nie korzysta), skoro rozrywkę – a głównie z tym kojarzą nowe medium – czerpią z telewizji.

Telewizja nie tylko coraz mocniej wrasta i zasila polską biedę, ale też wyraźniej izoluje pokolenie 60 plus. Z badań World Internet Project z 2013 r. wynika, że ponad 80 proc. sześćdziesięciolatków nie korzysta z internetu, są zamknięci na wszystkie nowe technologie – z wyjątkiem telewizji. Medioznawca dr Jacek Wasilewski w WIP 2013 tłumaczy ich cyfrową izolację innymi niż u młodszych nawykami związanymi z konsupcją mediów – wypracowanymi właśnie poprzez lata spędzone przed telewizorem. Przyzwyczajeni do podawania informacji na tacy – nie tylko odpowiednio przyrządzonych, ale też podanych o stałej godzinie – nie potrafią komponować własnego medialnego dania. Wyszukiwanie i filtrowanie informacji jest dla nich za trudne. Dlatego zostają przy telewizji, która spycha ich nie tylko do ekonomicznego, ale też kulturalnego getta, bo większość informacji o życiu kulturalnym w ich okolicy można znaleźć w internecie, ale nie w telewizji.

Ta rysa generowanego przez telewizję podziału na telewizyjnych i nadążających przechodzi przez większość polskich rodzin. Młodzi – jak zauważa dr Wasilewski – nie rozumieją przywiązania starych do ich telewizyjnych nawyków, a ci z kolei nie pojmują, dlaczego zamiast spokojnie czekać na 19.00, mają nerwowo szukać wiadomości w gąszczu internetu. Starszym właśnie telewizja kojarzy się z rytuałami budującymi poczucie wspólnoty, a komputer w ich mniemaniu bardziej dzieli, niż łączy.

Ostatni raz wszyscy razem siedzieliśmy przy telewizji podczas transmisji z pogrzebu Jana Pawła II. Od tej pory nie zdarzyło się nam, żeby usiąść wspólnie przed telewizorem, a przecież mieszkamy pod jednym dachem – narzeka Jolanta Woźniak (60 plus), emerytowana księgowa z Lublina. Po pracy każdy zamyka się w swoim pokoju: syn, elektryk, siedzi przed komputerem i jednocześnie ogląda telewizję, ale tylko te programy, które wcześniej wybrał z ramówki i nagrał. Drugi syn, student pedagogiki, ślęczy przed laptopem, słucha muzyki i co chwila zagląda do komórki. Córka z zięciem mają dwa komputery: stacjonarny, w którym oglądają telewizję, i laptop, dzięki któremu np. na Facebooku komunikują się ze znajomymi, którzy oglądają ten sam program i na bieżąco go komentują.

– Pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków traktuje telewizję inaczej niż ich rodzice i to również może generować różnice – przyznaje dr Dominik Batorski. – Dla użytkowników internetu (wśród młodych prawie sto procent) to medium towarzyszące, tak jak kiedyś dla pokolenia ich rodziców radio. Często ich aktywność internetowa może mieć związek z tym, co akurat dzieje się w telewizji: oglądając program, szukają w internecie dodatkowych informacji lub dzielą się swoimi spostrzeżeniami w serwisach społecznościowych albo na profilach programów telewizyjnych.

Multitasking, czyli wykonywanie kilku czynności naraz, może dawać złudzenie większej kontroli nad czasem, ale z badań wynika, że i internauci spędzają przed komputerem 2 godziny i 14 minut dziennie. Jeśli dorzucić do tego średnią ilość czasu spędzonego z medium towarzyszącym (z badań Europejskiej Unii Nadawców wynika, że w 2012 r. młody Polak spędził przed telewizorem 163 minuty dziennie), wychodzi średnia krajowa, czyli powyżej czterech godzin przed ekranem.

Powielający

Ale nie jest tak, że wpływy wszechmocnej telewizji zatrzymują się na starszych, omijając młodych. Wydawałoby się, że multitasking idzie w parze z umiejętnością selekcji informacji, ale – co podkreśla socjolog dr Piotr Toczyski (WIP 2013) – prosty schemat sugerujący nowoczesność tych, którzy wykorzystują nowoczesny sprzęt, jest… za prosty. Owszem, pokolenie 20 plus potrafi obsługiwać sprzęt i aplikacje, ale ze rozumieniem i krytyką otrzymywanych informacji jest kłopot.

Koniec końców młodzi Polacy korzystają z nowoczesnych mediów w taki sam sposób, w jaki ich rodzice oglądają telewizję. Czyli w większości biernie. Badania nie pozostawiają złudzeń: trzy czwarte internautów korzysta przynajmniej z jednego z serwisów społecznościowych i traktuje go jako bramkę do newsów. Wchodząc np. na Facebook, klikają w linki zamieszczane przez innych i w ten sposób dostają przemieloną już przez innych medialną papkę. Ta stworzona przez innych internautów ramówka tylko pozornie pozwala im wyprzedzić rodziców czy dziadków, którzy czekają na wieczorne wiadomości w TVP. W rzeczywistości – jak interpretuje dr Jacek Wasilewski – zamiast otwierać ich na świat, ściąga do poziomu medialnej wioski, która żyje wiadomościami friendsów i nie interesuje jej, co się dzieje za płotem.

Mitem jest również mobilność internautów, bo pomimo że prawie połowa Polaków korzysta dziś z laptopa (trzy razy więcej niż cztery lata temu), prawie wszyscy (96 proc.) odpalają go wieczorem w domu, najchętniej leżąc na kanapie. Czyli powielając przyzwyczajenia rodziców nie tylko w warstwie telewizyjnych rytuałów, ale też samej telewizji, bo co trzeci internauta przyznaje, że włącza komputer po to, żeby obejrzeć w nim gotowe programy. Jedyne co ich różni od pogardliwie przez nich nazywanych tv coach potatoe (przyspawanych do telewizora i kanapy), jest umiejętność korzystania z nielegalnych programów. Z badań Stowarzyszenia Sygnał wynika, że rocznie około 2,5 mln Polaków płaci piratom za nielegalny dostęp do TV. Ale mimo tych, wydawałoby się, wspólnych rytuałów czy nawyków telewizja, nawet ta oglądana w internecie, oddala od siebie pokolenia. Młodzi, przesiadając się na prawdziwą kanapę przed prawdziwy odbiornik, korzystają z niego tak, jakby surfowali w przestrzeni wirtualnej.

Zresztą samo medium – jak przekonuje Jakub Sadurski, socjolog, autor bloga mymedia.blox.pl – sprzyja takiemu użytkowaniu, bo za sprawą technologii HbbTV telewizja powoli zamienia się w wielozadaniową hybrydę. Czyli dzięki połączeniu telewizji z internetem pozwala na przykład jednocześnie oglądać mecz i śledzić najświeższe informacje z kraju, w przerwie wypożyczyć film, zagłosować w ankiecie na najlepszego piłkarza meczu, a na zakończenie zrobić zakupy z dostawą do domu. W maju z HbbTV telewizji Eska łączyło się ponad 600 tys. urządzeń i liczba użytkowników rośnie. – Moja prywatna ramówka składa się z programów zebranych ze stacji w różnych częściach globu – mówi Sadurski. – Raz zobaczę wiadomości z Rosji, innym razem z Senegalu, aby potem dowiedzieć się czegoś o Demokratycznej Partii Kurdystanu.

Zmęczeni

To indywidualne użytkowanie telewizji przez pokolenie 20 plus nie tylko w kosmicznym tempie oddala ich od pokolenia rodziców, ale też izoluje od siebie nawzajem, zamyka w oddzielnych subświatach, komunikacyjnych bańkach. A to – szczególnie u trzydziestoparolatków, którzy używają internetu, ale pamiętają jeszcze życie sprzed Facebooka – powoduje coraz większe zmęczenie, którym można tłumaczyć pojawienie się nowej tendencji: odchodzenie od przynajmniej jednego z tych mediów. Telewizyjni albo internetowi eremici coraz częściej jako bohaterowie reportaży pojawiają się w telewizji, ale wbrew pozorom to wciąż rzadkość.

Całkowitą rezygnację z telewizora deklaruje 4,3 proc. Polaków (prawie dwukrotnie więcej niż w 2007 r.), o odejściu od internetu, który wcześniej był elementem ich życia, mówi 4 proc. Polaków. Z badań wynika, że ci, którzy rezygnują z internetu, więcej czasu spędzają przed telewizorem, a drudzy chętniej sięgają do radia czy darmowych internetowych serwisów telewizyjnych. Paradoksalnie to media właśnie usiłują przybić im wspólny stempel: np. następców hipsterów, normcore, czyli normalsów, którzy, aby się czuć dobrze sami ze sobą, nie muszą mieć konta na Instagramie albo oglądać „Gry o tron“.

Ale sama rezygnacja z jednego medium nie wytwarza wspólnych rytuałów czy kodów. A więc – po raz kolejny – oddala od życia społecznego. Magda i Sergiusz Pinkwartowie, podróżnicy, autorzy portalu Dziecko w drodze, nie mają telewizora, ale swoją prywatną multimedialną ramówkę – oprócz lokalnych stacji radiowych, których słuchają podczas podróży, i stacjonarnego TOK FM rano i RMF Classic wieczorem – komponują m.in. z programów, które oglądają w sieci VOD. – Najchętniej oglądam vlogi (wideo blogi dostępne na YouTube), czyli Historię bez cenzury i Zapytaj Beczkę – mówi Pinkwart. – Autorskie kanały w internecie to najbardziej dynamicznie rozwijający się sposób przekazywania informacji. Wierzę, że kiedyś połkną telewizję, bo vlogerzy mają charyzmę, poza tym można na bieżąco komentować ich materiały, a to daje poczucie realnego kontaktu.

Justyna Czechowska, tłumaczka ze szwedzkiego (telewizor – owszem – ma, ale używa go do DVD), do zestawu przyjemności analogowych (oprócz radia) dorzuca czytanie książek i kwartalników „Res Publica Nowa” i „Książki”. Oczywiście w wersji tradycyjnej, papierowej, co w dobie czytników elektronicznych również staje się rozrywką dla koneserów. W odróżnieniu od oglądania telewizji, która – w rozumieniu telewizyjnych non userów – jest medium prowincjonalnym albo plebejskim.

Telewizyjni eremici przyznają, że czymś w rodzaju wspólnego mianownika jest sposób, w jaki oglądali telewizję w dzieciństwie. A konkretnie – jak radzili sobie z jej reglamentowaniem przez rodziców. Sergiusz Pinkwart negocjował z ojcem: zakreślał w tygodniku „Antena” programy (tylko do 20.00), które chciał oglądać, a potem wyjaśniał dlaczego. Magda Pinkwart do dziś wspomina, jak musiała się nagimnastykować, żeby obejrzeć horror „Mgła”: – Przygotowałam całą książeczkę z rysunkami i argumentami, dlaczego powinnam obejrzeć ten film. Wtedy uważali, że to nie fair, po latach zauważają plusy tej telewizyjnej reglamentacji. Dzięki niej nauczyli się filtrowania wiadomości, co się bardzo przyda w czasach internetowego chaosu. I mimo że medium inne – bo 4,5-letnia córka Justyny Czechowskiej, Ida, nie zna telewizji, tylko internet – matka powtarza metody wychowawcze swoich rodziców. Czyli tłumaczy, jak stworzyć własną internetową ramówkę, przekonuje, że internet to narzędzie, które ułatwia, ale nie zastępuje życia. Bo natura zniewolenia, obojętnie czy od telewizji czy internetu, jest taka sama.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną